Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 21 września 2019

1024. W miejscu które znamy też można się zgubić

Jedni chodzili na kremówki po maturze.
Inni po biegu ulicami Wadowic.
A jeszcze inni mają opcję ,,ful wypas'' - czyli kremówki i po maturze, i po biegu w papieskim mieście(a czasami to nawet za sam wolontariat).
Domyślacie się, do której grupy należę?
W każdym razie jak dla mnie kremówka nigdzie nie smakuje tak dobrze jak tam - w Wadowicach.
Kocham to niewielkie galicyjskie miasteczko  z farą w rynku i otaczającymi go romantycznymi kamieniczkami. Lubię szum wody w Skawie i liści na drzewach rosnących w parku. Lubię też stukot butów o tamtejszy bruk.
To tam, przy plusku wody w fontannie na rynku (ach, kto jeszcze pamięta starą poczciwą fontannę), w cieniu rzucanym przez iglaki, powstały pierwsze moje wiersze i bajki. Albo na zboczu Górki Karmelickiej. Siadało się z kuzynostwem i wymyślało mniej lub bardziej realne historie. A oni słuchali ich z rozdziawionymi buziami.
Dzisiaj miałam okazję poznać Wadowice od innej strony. Ostatnio, jak pewnie już to zauważyliście, poświęcam się wolontariatowi sportowemu. Ale przecież ja też uprawiam sport. Wiecie też, że marzę o tym, żeby w przyszłym roku pobiec 10 kilometrów ulicami Wadowic(i chyba położonej tuż obok Zawadki - a przez Zawadkę mój tata chodził do szkoły w Wadowicach). Do tego wydarzenia mam jeszcze trochę czasu(będzie w maju przyszłego roku), dlatego postanowiłam zmierzyć się z o połowę krótszym dystansem, też w Wadowicach.



Od dwóch lat jest bowiem organizowany ,,Wadowicki Bieg Dobroczynności'' na takim właśnie odcinku. Już  rok temu chciałam pobiec, przerosło mnie jednak wykonanie opłaty startowej (organizator nie przewidział dokonania jej przelewem tradycyjnym, tylko internetowym, ja zaś mam tylko tradycyjne konto w banku). W tym roku było podobnie, ale organizator wprowadził usługę TRISTO, dzięki czemu mogłam wystartować. To dobra wiadomość. Była jednak i zła - kiedy na stronie wydarzenia opublikowano mapkę biegu, okazało się że większa jego część biegnie przez gorzej mi znaną lewą część miasta(jeżeli uznać, że od rynku w stronę Tomic jest jego lewą część, a w stronę Gorzenia Dolnego i Górnego - prawa). Tymczasem ja lepiej znam prawą część miasta, w lewej orientuję się te o ile. To jednak o wiele za mało aby dać sobie radę. Na stronie była co prawda mapka trasy, ale przecież nie będę biegła z mapką w rękach, ze względów bezpieczeństwa. Żeby było ciekawiej, to na mapce nie było zaznaczonego nawet kierunku biegu... Na początku łudziłam się jeszcze, że może niektórzy ludzie nie będą biec tak szybko, a dzięki temu będę wiedziała gdzie biec, ewentualnie, że będą jakieś drogowskazy. Tja, pobożne życzenia. Najpierw, na wysokości szpitala miejskiego zgubiłam ludzi, a potem wybiegając z ulicy Spadzistej sama się zgubiłam i zamiast polecieć w dół w kierunku ulicy Lwowskiej, pobiegłam w górę w Aleję MB Fatimskiej. Coś mi jednak nie grało (nie przypominałam sobie, aby trasa biegu przebiegała obok kościoła św Piotra Apostoła i zawróciłam. Na szczęście u skrzyżowania Alei MBF z ulicami Lwowską i Kościelną stał strażnik miejski, który pokierował mnie dalej (szkoda, że nikt nie stał na Spadzistej i MB Fatimskiej, bo nie traciła bym energii i, nie ukrywajmy, czasu. Nie biegłam co prawda po któreś z trzech miejsc, co nie oznacza, że nie chciałam poprawić życiówki na tym dystansie. Moja obecna wynosi 43 minuty z hakiem i została ustanowiona w listopadzie ub. r. podczas Biegu na 5. Taki wynik pozwoliłby mi się zmieścić w dzisiejszym teoretycznym limicie 45 minut, ale przecież śmiało mogłam to poprawić. Co prawda dalsza trasa była raczej znośna(nie licząc dwóch sporych podbiegów, ale taki teren i nic się nie poradzi) i nawet znalazł się Pan zamykający bieg (na czas imprezy zamknięty jest ruch uliczny i dopóki on nie przejdzie żaden samochód nie ma prawa przejechać - tutaj przepraszam wszystkich kierowców, zwłaszcza tych z ul. Mickiewicza, że musieli tyyyle czekać), który nieco kierował mnie do końca, ale sytuacja z początku biegu tak wyzuła mnie z sił, że nie byłam w stanie pobiec na miarę swoich możliwości.
Na miejsce, wśród oklasków innych zawodników i kibiców(zresztą po drodze oklaskiwali mnie też przypadkowi przechodnie) wbiegłam 54 minuty i 4 sekundy po starcie. Gdybym się postarała, byłyby 53 minuty. Skąd znam wynik? Otóż pomimo informacji, że po przekroczeniu limitu minut, czas może już nie być mierzony, mnie i tak przyszła informacja z wynikiem, jaki uzyskałam. Ale wcześniej na mojej szyi zawisł pamiątkowy medal. W depozycie wraz z plecakiem(dobrze, że nie podrzuciłam go ciotce) dostałam kremówkę (wszak trzeba jakoś uzupełnić kalorie) oraz butelkę wody mineralnej(a było bardzo gorąco).
już bliżej niż dalej 
upragniona meta 
Ogólnie nie uważam biegu za zły, bo wydaje mi się, że gdyby nie tamto skrzyżowanie, to wszystko byłoby po mojej myśli. Zwłaszcza, że wystarczyło kogoś tam postawić. Czy wystartuję za rok? Myślę że tak, tym bardziej że znam trasę, a prawda jest taka, że wystarczy jak raz zobaczę na żywo jakąś drogę i już na drugi raz potrafię nią przejść. Gorzej jak ją zmienią. No nic, wtedy będziemy się martwić...
Pamiątki biegu 

14 komentarzy:

  1. jak dla mnie nie liczy się wynik, ale starania! :)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Po takim biegu kremówki nawet nie zauważysz, swoją drogą tych medali masz chyba sporo?
    Bardziej, niż kremówki zazdroszczę Ci wyniku i medalu, kremówkę mogłabym oddać:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wciąż Cię podziwiam Karolinko, brawo! W Wadowicach byłam tylko raz, oczywiście przed kościołem i domem Karola Wojtyły, ale kremówki jadłam częściej, dzięki mojej koleżance z tego właśnie miasta;)
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A Ty jak zwykle pełna werwy do działania i radosna :D Buziaki kochana :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To fakt, kremówki najlepiej smakują w Wadowicach.
    Buziaczki.
    Ps. Zazdroszczę orientacji w terenie, ja tam wszędzie potrafię się zgubić:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję i życzę wytrwałości oraz wielu maleńkich i wielkich sukcesów 😘
    Wadowice są dlatego ode mnie, ale byłam tam jeden raz, no i oczywiście zjadłam kremówkę 😊
    Pozdrawiam Alina

    OdpowiedzUsuń
  7. W Wadowicach byłam jak byłam małym dzieckiem. Kremówka to jedno z niewielu takich ciastek które zjadam z przyjemnością;)

    https://redamancyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję Ci bardzo serdecznie,
    Dzielna z Ciebie Dziewczyna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Karolinko! Gratuluję i podziwiam!
    Masz rację Karolinko, kremówki w Wadowicach są przepyszne. Gdy jestem w tym wyjątkowym miejscu zawsze muszę sie na jedną skusić.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję Ci wielce, super wynik (ja to mógłbym o takowym tylko pomarzyć ha ha)! A kremówki fakt... w Wadowicach są najlepsze! Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję Karolinko samozaparcia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj końcówką września
    Wadowice.... Nie byłam, nie zwiedzałam, nie podziwiałam. A kremówki cóż nie dla mnie
    A Tobie gratuluję.
    Dzisiaj ponieważ jest to początek czasu Aniołów chciałabym napisać:
    WIERZ W ANIOŁY!
    One są blisko.
    Choć ty o tym nie wiesz.
    Niewidzialne,niezauważone,
    czasami nawet niedocenione.
    Cierpliwie czekają by rozłożyć skrzydła,
    założyć aureolę.
    By ci pomóc ,kiedy tego potrzebujesz,
    a kiedy zwątpisz,
    przywrócić ci nadzieję.

    Uwierz w Anioły,
    one maja swoją misję na ziemi.
    Są magiczne i nieodgadnione.
    I Ty możesz być Aniolem dla kogoś.
    I ty możesz uczynić cuda...

    Niech Anioł skrzydłem progi Twego domu otoczy
    Pozdrawiam nadzieją na ciepły październik

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję za komentarz.
    A na wiersz o aniołach czekam
    Pozdrawiam początkiem tygodnia

    OdpowiedzUsuń