Udało mi się załatwić drugą w tym roku wizytę u neurologa. Nie wiem jak mi się to udało, w każdym razie zrobiłam to na początku roku, kiedy kalendarz specjalisty nie był jeszcze zapełniony przez terminy wizyt pacjentów. Z drugiej strony spodziewałam się w tym okresie ot otrzymania z ZUSu papierów do wypełnienia na komisję w celu ponownego przyznania mi renty socjalnej, więc nie było na co się oglądać. Papiery mam już wypełnione i zaniesione do placówki, teraz tylko trzeba czekać na termin komisji.
Przy okazji zapisałam się do szpitalnej poradni rehabilitacji. Generalnie jak byłam ostatni raz u neurologa poprosiłam o skierowanie na rehabilitację. Z samym skierowaniem nie ma problemu. Gorzej z terminami. Kiedy po otrzymaniu skierowania tradycyjne poszłam na zakład rehabilitacji w celu ustalenia terminu zabiegów, jako osobie z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności dostałam termin na... grudzień 2023 r. Tak, tak, dobrze czytacie(nawet ostatnio rozmawiałam o tych terminach z panią D., tą samą, którą kilka razy zastępowałam, np. jej 89 letni teść ma czekać 1,5 roku, a gdyby ona w czerwcu nie poszła prywatnie na zabiegi to też musiałaby trochę czekać). Nikt mi jednak nie powiedział, że tego typu sprawy najlepiej załatwić przez poradnię rehabilitacji. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że neurolog dała mi skierowanie do takiej poradni, ja jednak byłam święcie przekonana, że jest ona do zewnętrznej poradni (podczas wizyty wspomniałam, że chciałbym też skierowanie poza szpital - inni mi podpowiedzieli, aby próbować też się dostać na zabiegi na słynną ,,Hutę Katowice''). Po rozmowie z tatą zdecydowaliśmy, że na ,,Hutę...'' zapiszę się i prywatnie(tata mi opłaci zabiegi) i państwowo. W efekcie zabiegi mam już od przyszłego tygodnia, a na te państwowe już sobie poczekam.
Jednak ten szpital nie dawał mi spokoju. Tym bardziej, że coraz więcej osób namawiało mnie, abym załatwiła to przez kierowniczkę zakładu. W końcu trzy tygodnie temu poszłam do rejestracji zakładu. I wtedy pani z rejestracji uświadomiła mi, że powinnam już w czerwcu przyjść z tym skierowaniem do poradni. Udało się jej jednak tak ustalić mi termin, abym za jednym zamachem załatwiła neurologa i rehabilitanta.
Sama wizyta przebiegła w dość sympatycznej atmosferze. Lekarka to moja znajoma z parafialnej scholii, więc ogólnie zdziwiła się wiem że tak późno do niej trafiłam. A ja poprostu nie chciałam nadużywać moich moich znajomości. I tak dziwnie się czułam kiedy powiedziała mi, że przyspieszy moje zabiegi tak szybko, jak tylko się da. Najchętniej zapisałaby mnie od razu, ale wszyscy fizjoterapeuci w zakładzie znowu strajkują(a nie wierzyłam, kiedy podali tą informację w ogólnopolskim radiu). Mam jednak śledzić wszystko w mediach i kiedy strajk się zakończy, to mam po prostu do niej przyjść. Wiecie, myślałam że dobrze będzie jak uda mi się dostać chociaż na początek przyszłego roku, a tutaj prawdopodobnie załapię się jeszcze w tym roku. Oczywiście sumienie mnie trochę gryzie(pewnie nie słusznie), ale z drugiej strony ,,ciocia'' sama przyznała, że w moim przypadku rehabilitacja dwa razy w roku to minimum z minimum i żadna ustawa nie powinna tego regulować. Mam tylko nadzieję, że kiedy skończy się strajk to nie najdą mnie wątpliwości i udam się do niej w celu ustalenia terminu.
I taki ,,kwiatek'' z poczekalni:
Podchodzi do mnie starszy mężczyzna i pyta:
- Długo już się pani z tym męczy?
- Prawie 29 lat.
- Długo...
Hmm... ciekawe co by powiedział za 20 lat? A swoją drogą ja się z tym nie męczę, ja po prostu z tym żyję.
Te kolejki i terminy to istna paranoja... Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńniestety, kolejki i kolejki... ja większość wizyt załatwiam prywatnie...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Mój niby zdrowy mąż nie może się dostać na rehabilitację kręgosłupa to jest paranoja. Ale cieszę się, że Tobie się wszystko poukładało :)
OdpowiedzUsuńTrzeba mieć końskie zdrowie żeby chorować.
OdpowiedzUsuńŚciskam.
Wykorzystaj Karolinko każdą możliwość bo państwo Ci tego nie zapewni!!!
OdpowiedzUsuńNie miej wyrzutów sumienia, bo kto jak kto, ale Ty nie powinnaś.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą takie wieloletnie oczekiwanie na rehabilitację, to w wielu przypadkach jak wylewanie dziecka z kąpielą.
Nie miej wyrzutów sumienia, okazja sama pcha się do Ciebie.
OdpowiedzUsuńTo prawda, że z wieloma dolegliwościami uczymy sie żyć, nie ma wyboru!
Ja nie lubię rehabilitacji, dlatego jak już się rodzina wypytuje zaczynam coś z tym robić...I nigdy nie miałam problemu :(
OdpowiedzUsuńNa początek stycznia mam termin zabiegów A rejestrowałam się jakieś 2 tygodnie temu....I zawsze czekałam jeszcze krócej...
...pewnie/może fakt że mam SM pomaga, bo orzeczenia nie mam...A i wielkość miasta i ilość ośrodków rehabilitacji też pewnie robi swoje :)
Nie dziwię się, że fizjoterapeuci strajkują, skoro zarabiają grosze za swoją ciężką pracę, a dostali tylko 39 złotych podwyżki.
OdpowiedzUsuńW poliklinice, do której chodzę, nie ma szansy na dostanie się na jakiekolwiek zabiegi, chyba że się za nie zapłaci.
Gdy przychodzi termin zapisów, w kolejce od wczesnego ranka stoi ponad 300 osób.
Widzę po swojej rodzinie ile trzeba się nachodzić, naczekać, by dostać numerek do lekarza, albo na badania. Trzeba mieć zdrowie do tego, jak to ktoś wcześniej napisał.
OdpowiedzUsuńTeż nie jestem przekonany do tej pracy na poczcie, szczególnie w kwestii pracy z pieniędzmi. Ale zobaczę na tym spotkaniu, może mają propozycje w tzw. drugiej linii obsługi czy coś.
Mam taką potrzebę, obecnie może Babcia nie wszystko już rozumie, jednak czuję, że ma jakąś przyjemność z wizyt naszych u siebie.
Lubię czasem obejrzeć sobie film dokumentalny.
Pozdrawiam!
Kolejki do specjalistów u mnie w mieście są normą. Na rehabilitację czeka się rok, więc zostaje tylko rehabilitacja prywatna.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :)
O terminach do specjalistów można by książkę napisać:) Rzeczywistość jest taka, że wyciągamy portfel i płacimy.
OdpowiedzUsuńNie powinnaś się Karolinko zastanawiać, korzystaj jeśli jest taka okazja.
Miłego weekendu.
No cóż?! Mogłaby powstać epopeja narodowa na temat oczekiwania do specjalistów. Jaj będąc u endokrynologa mam ustalany następny termin. Minimum 3 lata oczekiwani. Nowi pacjenci - 5 lat. Zastanawiam się dlaczego muszę płacić składki i chodzić prywatnie do lekarza???
OdpowiedzUsuńNiektórzy mówią, że trzeba mieć zdrowie, żeby chorować 😊
Pozdrawiam Alina
Witaj już październikowo
OdpowiedzUsuńCóż kolejki do specjalistów są bardzo długie. Coś o tym wiem. Najgorzej, jeżeli lekarz poświeci Ci tylko kilka minut...
Jesień zadomowiła się u nas na dobre. Dni stają się coraz krótsze. Noc wydłuża się (czyli jak widzę także pora na rozmyślania). Czy także u Ciebie słońce po intensywnym lecie nie ma już siły świecić?
Cóż.... Także i ja spowolniałam. A wystarczy mały promyk słońca w kolorowych liściach i już chciałoby się spacerować.
Pozdrawiam wszystkimi kolorami października
I czekam na obiecany wiersz