Dostałam meila od osoby sprawdzającej opisy rodzin ze Sz.P. z uwagami odnośnie jednego z nich. Generalnie rodzina chciała postawić sobie płot, który uchroniłby ją od "wizyt" dzików zamieszkujących pobliski park(ale inny niż ten, po którym ostatnio wspominałam) na podwórku. Próbowali sami wszystko wykonać, jednak małżonek miał wypadek, po którym musiał przejść na zwolnienie lekarskie, a przez to uszczupliły im się nieco fundusze. Zdarzenie losowe, każdemu może się przytrafić. Rodzina właściwie nie miała żadnych potrzeb, bo podstawowe żywnościowe oraz odzieżowe ma zapewnione przez MOPS. Potrzeba z jednej strony dosyć "egzotyczna", ale jeżeli wziąć pod uwagę te dziki...
Prawdę powiedziawszy spodziewaliśmy się z Brutusem(to też pseudonim, patrząc na J. myślę sobie, że tak właśnie mógłby od strony fizycznej wyglądać legendarny Brutus), moim wolontariuszem wspomagającym, że z tym płotem mogą być kłopoty. Dlatego w arkuszu potrzeb opisałam najbardziej jak tylko mogłam, całą sytuację w nadziei, że jakoś przejdzie.
Ale nie przeszło.
W meilu przeczytałam m.in. że ta potrzeba jest niemożliwa do oszacowania pod względem finansowym, że jest roszczeniowa, i że w ogóle wykluczyłby tą rodzinę z projektu, bo np. nie spełnia limitu finansowego. A potem jeszcze dzwonił do mnie z tą sprawą. W międzyczasie skontaktowałam się z Brutusem, w celu porady co robić. Brutus stwierdził, że te zarzuty da się podważyć, toteż powiedziałam opisowcowi, że będziemy o tą rodzinę walczyć. Problem polegał jednak na tym, że Brutus zostawił mnie z tą walką właściwie samą. Co prawda napisał mi, że zadzwoni do tego opisowca i jakoś mu to wyjaśni. Jednak nie ukrywajmy, do otwarcia bazy rodzin są tylko dwa dni. A Brutus miałby to zrobić dopiero jutro popołudniu. Czyli jakieś 6 godzin przed tym wszystkim.
Sytuacje zaogniły jeszcze SMSy do liderki, tradycyjnie bez ładu i składu, w których informowała mnie, że opisowiec wysłał do mnie meila z uwagami(jakbym tego sama nie wiedziała) oraz że mam dwa dni na załatwienie sprawy, ale żebym to zrobiła najlepiej dzisiaj. Noszszsz, czy te babsko nie może zająć się własnymi rodzinami i własnymi opisami!
Gdyby nie jej poganianie, to pewnie zostawiłabym tą sprawę Brutusowi i może by przekabacił opisowca co do tego płotu. Ale byłam tak wkurzona na liderkę, że zadzwoniłam do rodziny z zapytaniem, czy ten płot można by zamienić na coś innego. Byli trochę niezadowoleni, ale w końcu zmieniliśmy płot na drewno.
No i kurcze, mam wyrzuty sumienia. Bo prawdopodobnie ten płot można było załatwić.
Gdyby Brutus wcześniej zadzwonił do opisowca, a nie odwlekał to na ostatni dzień(pierwszego meila od opisowca dostałam w niedzielę i niemal od razu kontaktowałam się z wolontariuszem wspomagającym w tej sprawie).
Gdyby liderka nie poganiała mnie jak zwykle.
Gdybym bardziej umiała postawić na swoim.
A tak...
Prawdę powiedziawszy spodziewaliśmy się z Brutusem(to też pseudonim, patrząc na J. myślę sobie, że tak właśnie mógłby od strony fizycznej wyglądać legendarny Brutus), moim wolontariuszem wspomagającym, że z tym płotem mogą być kłopoty. Dlatego w arkuszu potrzeb opisałam najbardziej jak tylko mogłam, całą sytuację w nadziei, że jakoś przejdzie.
Ale nie przeszło.
W meilu przeczytałam m.in. że ta potrzeba jest niemożliwa do oszacowania pod względem finansowym, że jest roszczeniowa, i że w ogóle wykluczyłby tą rodzinę z projektu, bo np. nie spełnia limitu finansowego. A potem jeszcze dzwonił do mnie z tą sprawą. W międzyczasie skontaktowałam się z Brutusem, w celu porady co robić. Brutus stwierdził, że te zarzuty da się podważyć, toteż powiedziałam opisowcowi, że będziemy o tą rodzinę walczyć. Problem polegał jednak na tym, że Brutus zostawił mnie z tą walką właściwie samą. Co prawda napisał mi, że zadzwoni do tego opisowca i jakoś mu to wyjaśni. Jednak nie ukrywajmy, do otwarcia bazy rodzin są tylko dwa dni. A Brutus miałby to zrobić dopiero jutro popołudniu. Czyli jakieś 6 godzin przed tym wszystkim.
Sytuacje zaogniły jeszcze SMSy do liderki, tradycyjnie bez ładu i składu, w których informowała mnie, że opisowiec wysłał do mnie meila z uwagami(jakbym tego sama nie wiedziała) oraz że mam dwa dni na załatwienie sprawy, ale żebym to zrobiła najlepiej dzisiaj. Noszszsz, czy te babsko nie może zająć się własnymi rodzinami i własnymi opisami!
Gdyby nie jej poganianie, to pewnie zostawiłabym tą sprawę Brutusowi i może by przekabacił opisowca co do tego płotu. Ale byłam tak wkurzona na liderkę, że zadzwoniłam do rodziny z zapytaniem, czy ten płot można by zamienić na coś innego. Byli trochę niezadowoleni, ale w końcu zmieniliśmy płot na drewno.
No i kurcze, mam wyrzuty sumienia. Bo prawdopodobnie ten płot można było załatwić.
Gdyby Brutus wcześniej zadzwonił do opisowca, a nie odwlekał to na ostatni dzień(pierwszego meila od opisowca dostałam w niedzielę i niemal od razu kontaktowałam się z wolontariuszem wspomagającym w tej sprawie).
Gdyby liderka nie poganiała mnie jak zwykle.
Gdybym bardziej umiała postawić na swoim.
A tak...
Droga Karolinko przyjmij moje najserdeczniejsze życzenia imieninowe wraz z modlitwą na dzisiejszej Drodze Krzyżowej u bł Karoliny w Wał Rudzie ❤️
OdpowiedzUsuńszkoda, płot to też konkretna potrzeba....
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Nie rozumiem, dlaczego roszczeniowa? Skoro inni proszą o buty czy pralki, a tu płot jet ważną sprawą, a że dziwnie brzmi?
OdpowiedzUsuńKażdy ma inne potrzeby, jedne ważne a inne mniej istotne
OdpowiedzUsuńSkoro proszą o płot, czyli jest im potrzebny.
Pozdrawiam kochana bardzo serdecznie🧡🏵️🤗
Trudno mi oceniać bez znajomości wewnętrznych przepisów. Bo logicznie rzecz biorąc nowy płot to rzecz absolutnie do wyceny.
OdpowiedzUsuńW środę mam spotkanie z panią kierownik w sprawie pracy, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Pozdrawiam!
Kurcze, chcesz pomóc, jak najlepiej możesz i jeszcze znajdują się osoby, które rzucają Ci kłody pod nogi.
OdpowiedzUsuńI tak podziwiam, że dajesz radę ze wszystkim.
Jak to płot nie jest do oszacowania pod względem finansowym?
OdpowiedzUsuń