Długi korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność, chociaż założę się, że od sali na jego końcu do monumentalnych schodów nie mierzył nawet 50 metrów. Dyskretnie obejrzałam się za siebie - Smoczyca z każdym krokiem niebezpiecznie zbliżała się do mnie. "Oho" - pomyślałam sobie w duchu - "zaraz będzie afera o to, że się spóźniłam". Wkrótce była już na mojej wysokości. Niemal równocześnie odwróciłyśmy głowę w swoim kierunku. Zamiast spodziewanego ochrzanu usłyszałam potok miłych słów na swój temat. No wiecie, takich od których rośnie serce. Bo przyjemnie jest widzieć, że ktoś cieszy się z naszych sukcesów, czy też decyzji. Dlatego zawsze staram się cieszyć z tego, co osiągną moi podopieczni. Nigdy natomiast bym się nie spodziewała, że to "wróci" do mnie.
- Coś ty jej zrobiła? - zapytała idąca za nami K. - Jak ci się udało ujarzmić taką żmiję jak ona?
W sumie sama nie wiem jak. Może po prostu nie szłam do niej jak do wroga, czy też na pole bitwy, której finał z góry można przewidzieć? Może doceniła moje starania i pracę nad samą sobą? Może zauważyła, że staram się(jak zwykle zresztą) udzielać tak często, jak to tylko możliwe... Mozaika z takich "może" szalała w mojej głowie niczym kalejdoskop, a ja nie potrafiłam znaleźć odpowiedniej odpowiedzi. Może po prostu podziałało to, że jestem sobą i do wszystkiego podchodzę z pogodnym usposobieniem?
***
Kilka godzin później. Stołówka, w której unosi się aromatyczny zapach. Siedzimy z Godzillą przy stole i szukamy na internecie kościoła, do którego mogłybyśmy jutro iść w ramach Środy Popielcowej. Przy okazji wygłupiamy się, jak to po dłuższej przerwie. Nagle podchodzi do naszego stolika pani Dyrektor i pyta, czy może się dosiąść. Nie ma sprawy. Przygląda się mnie przez moment i nagle wypala:
- Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze kiedy panią widzę, napawa mnie optymizm...
O kurcze, a już myślałam, że odstraszam ludzi...
- Widzisz, musisz się przenieść do sekretariatu - skwitowała Godzilla klepiąc mnie po ramieniu. - Albo lepiej nie, bo Kapral nie da nam żyć...
Tutaj zdziwione oczy pani Dyrektor.
- Nie będzie miał kto bronić honoru grupy - wyjaśniła jej koleżanka.
- No to może wreszcie weźcie się do pracy - skwitowała Dyrektorka. - A pani niech w wolnych chwilach podejdzie do sekretariatu. Pani Poppins wyjaśni pani, co dalej z tym pani podaniem zrobić.
W sumie pani Poppins ma mnie chyba chwilowo dosyć, bo wysłała mi skan decyzji na maila. Jednak nie za bardzo zrozumiałam wyjaśnienie, więc chyba i tak do niej jutro wbiję. Najwyżej mój widok będzie ją napawał pesymizmem...
- Widzisz - szepnęła Godzilla, kiedy pani Dyrektor sobie poszła. - Lubi cię. Coś ty w tym sekretariacie porobiła?
Bo ja wiem... Może po prostu nie narobiłam bagna w ich papierach.
***
Późne popołudnie. Siedzę w Ośrodku wraz z N. i słucham jak czyta opowiadanie o "Skarbie", czyli wynalezieniu druku. Nota bene, to jest to pamiętne opowiadanie, z którego wiem, czym jest zecer. Dochodzimy do połowy i nagle słyszę.
- Boże, a gdyby ten zakrystian Kasper przyszedł chociaż chwilę wcześniej lub później to wszystko potoczyło by się inaczej, nie odkryto by druku, a ja nie musiałabym ani chodzić do szkoły, ani czytać opowiadań.
- A wiesz, kiedy odkryto druk?
- Wtedy, kiedy wynaleziono komputer i drukarkę? - pada odpowiedź z błyskiem w oku.
W sumie logiczne, prawda? Aż się bałam dochodzić do zadań z matematyki...
Plus sytuacyjny jest taki, że dzieciaki mnie polubiły, w dodatku w miarę mnie rozumieją, więc nie jest źle... I znowu sprawdza się stwierdzenie, że w życiu najlepiej być sobą, czyli kimś autentycznym. Inaczej dzieciaki, zwłaszcza z upośledzeniem umysłowym nam nie zaufają...
Skoro napawasz ludzi optymizmem, to może powinni Cię zapisywać na receptę:-)
OdpowiedzUsuńGrunt to nastawienie, zarówno do świata jak i do innych ludzi. :)
OdpowiedzUsuńDobre nastawienie i optymizm to recepta na bycie szczęśliwym. Jesteś super !
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :)
No bo tak jest, Ty dodajesz optymizmu! Masz w sobie tyle dobra, rozdajesz je nawet na odległość. Pamiętaj, że takich ludzi, właśnie takich potrzeba światu najbardziej. Skarbem jesteś, pamiętaj. :) <3
OdpowiedzUsuńFajne są takie pozytywne dni :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że masz pozytywne i życzliwe nastawienie do ludzi, Karolinko i oni to wyczuwają. I odpowiadają Ci tym samym. Tak to już jest, że często drugi człowiek jest naszym lustrem.
OdpowiedzUsuńBuziaki i dobrego przeżycia Wielkiego Postu.
Masz rację Karolinko, w życiu najlepiej być sobą:)
OdpowiedzUsuńUściski.
i ja podpisuje sie pod tym zdaniem- bądź sobą i będzie dobrze:)
OdpowiedzUsuńA ja trochę dowiedziałam się o pracy drukarzy, kiedy byłam głównym ekonomistą w przedsiębiorstwie skupiajacym wiele zakładów, między innymi drukarnię. Teraz współczuję tym ludziom, często zapadającym na chorobę zawodową : ołowicę. Obecne zakłady drukarskie to juz nie te dawne warunki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Myślę, że ludzie upośledzeni, czy to fizycznie czy psychicznie naturalność zachowania i optymizm, traktują jako swego rodzaju tarczę obronną przed otoczeniem. Nawet największy złośliwiec ulega uśmiechowi, dobremu słowu. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńPo Twoich postach wnioskuję, że oni wszyscy mają rację :) Napawasz niesamowitym optymizmem! :)
OdpowiedzUsuńJesteś otwartą ciepłą osobą to nic dziwnego, że szefowa jest do ciebie ciepła i miła. Co dajesz od siebie to to do ciebie wraca :).
OdpowiedzUsuńOptymiści mają w życiu lepiej;)
OdpowiedzUsuńWitaj początkiem marca Karolinko
OdpowiedzUsuńNie jest łatwo być sobą. Coś o tym wiem.
Pozdrawiam wspomnieniem pierwszego w tej zimy, chwilowego śniegu.