Huk, huk, huk -
za oknem wciąż grzmi,
szum wiatru potrząsa firanką.
Huk, huk, huk -
to nie łoskot do drzwi,
lecz burza przed trzecią rano.
Huk, huk, huk,
przemierza swą drogę ku ziemi,
po niebie błyskawica,
Grzmot, grzmot, grzmot,
serce człowieka drży,
w oknie się pali gromnica.
To nie jest pierwsza burza, która przydarzyła się w mojej okolicy(i chyba nie tylko u mnie) w środku kalendarzowej zimy. Jeżeli przejrzelibyśmy kalendarium blogowe, to podobne zdarzenie miało już miejsce kilka lat temu, tylko że o trochę późniejszej godzinie. Automatycznie przypomniał mi się werset z Księgi Hioba, który nawiązuje do burzy. I zamieściłam go też w tamtym wpisie.
Już wczoraj wieczorem wiało za oknem tak, jakby chciało wybić szyby w oknach i wdrzeć się do środka pomieszczenia. Młoda kilka razy musiała sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, zanim położyła się do łóżka. Ja jeszcze chwilę spędziłam na czytaniu książki "Zdarzyło się pierwszego września(albo kiedy indziej)" Pavola Rankova, jednak nie chciałam zbytnio przesadzać z siedzeniem do późna w nocy(czy i Wy też tak macie, że kiedy zaczytacie się w czymś, to czas Wam mija nie wiadomo kiedy?) i wyznaczyłam sobie czas maksymalnie do 22:30. Co prawda dzisiaj rano mogłam spać do tzw. oporu, jednak nie chciałam przesadzać i po prostu się wyspać.
Niczego nie podejrzewając zgasiłam lampkę nocną i poszłam spać. Teoretycznie mój niepokój powinno wzbudzić to, że Pusia nie leżała przy mnie, tylko gdzieś się zaszyła. No, ale Puśka to Puśka i nigdy nie wiadomo, co ma na myśli. Chyba nawet szybko zasnęłam, nawet mi się coś śniło w miarę spokojnego.
Jak tutaj jednak coś nie łupnie w środku nocy... Obie z Młodą zerwałyśmy się na równe nogi i spojrzałyśmy w stronę okna, za którym szalała ulewa. W dodatku wiało tak, że firanka aż się ruszała. W takich chwilach człowiekowi przychodzą różne dziwne myśli do głowy, np. czy piorun kulisty może wybić okno? Za nic nie mogłam sobie przypomnieć, czy o tym kiedyś czytałam lub słyszałam... Swój strach postanowiłam na coś spożytkować. I w ten sposób powstał wiersz z początku notatki. Przynajmniej przestałam myśleć o tym, co się dzieje za oknem. Przynajmniej na krótką chwilę.
Młoda była chyba jeszcze bardziej przerażona ode mnie. Ja, jako mieszczuch wiem, że budynki mają piorunochrony. Ona, wychowana na prostej wsi, jeszcze się do tego nie przyzwyczaiła. Tylko czekałam, aż zaproponuje zapalenie gromnicy i ustawienia jej w oknie. Tutaj jednak pamiętałam opowiadania jednej z nauczycielek, że kiedyś najwięcej pożarów w czasie burzy powstawało właśnie od zapalonych gromnic. Dlatego nie chciałam kusić losu. No i pozostała zagadka zaginionego kota. Na szczęście teren jego ewentualnych poszukiwań sprowadzał się tylko do mieszkania.
Za oknem jeszcze z dwa razy huknęło i wszystko się uspokoiło. Nawet wiatr przestał wiać jak oszalały. Spojrzałam najpierw na zegarek, który wskazywał kilka minut po 2, a następnie bladą ze strachu Młodą. Poszłam do kuchni, z której przyniosłam kubek i butelkę z wodą. Postawiłam jej kubek z wodą na biurku, powiedziałam kilka słów na uspokojenie i położyłam się dalej spać.
Mam nadzieję, że Młoda szybko zasnęła, bo ja tak. Zresztą wiedziałam, że muszę być dzisiaj(i nie tylko dzisiaj) w miarę wyspana. Ona zresztą też, wszak zaczyna od dzisiaj czwarty semestr studiów.
Rano na zewnątrz wszystko wróciło do normy, tylko olbrzymie kałuże na chodniku przypominały o nocnej ulewie. A Pusia jak gdyby nigdy nic spała sobie smacznie na mojej kołdrze.
Ja uwielbiam burze, zawsze mnie fascynowały i czekałam na nie z utęsknieniem, szczególnie w wakacje.
OdpowiedzUsuńAle nie wiedziałam, ze zima tez moga sie pojawić.
Oj, przeżyłam niejedną burzę, najgorsze są chyba lipcowe.
OdpowiedzUsuńNieźle was wystraszyła, ale za to wierszyk fajny:-)
Oj pamiętam zaginięcie Pusi jak wczoraj. Dobrze że.sie odnalazła. Mój Młody uwielbia burze choć patrzy wtedy na pioruny spod kołdry.
OdpowiedzUsuńja lubię burze, ale jak jestem w domu!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Ja się w mieście burzy zupełnie nie boję, tylko lepiej powyłączać z prądu niektóre urządzenia. Za to gdzieś na polu czy w górach to bać się wręcz należy.
OdpowiedzUsuńAle wiało tak, że nie mogłam zasnąć i można się było zastanawiać, czy jakiś fruwający kawałek czegoś okna nie wybije...
Moja babcia lubiła siadać podczas burzy sobie blisko okna i wzdrygać się przy każdym grzmocie. ;)
Lubię burze, są majestatyczne, choć tak niebezpieczne. Wychodzę jednak z założenia, że o wiele niebezpieczniejsze jest wyjście w mieście na ulicę.
OdpowiedzUsuńNie panikuję jak złapie mnie burza gdzieś w górach. Zachowuję rozsądek, wiem co mam wtedy robić. A jak mnie piorun trzaśnie bezpośrednio, no to cóż, albo zacznę świecić albo się w proch obrócę.
Kiedy akurat jestem w domu, oglądam widowisko przez szybę z aparatem w ręce.
Piorun kulisty wpadł kiedyś mojej babci do domu i niestety spalił całą instalację elektryczną. Od tamtej pory wszyscy w rodzinie wiemy, że należy zamykać wszystkie okna. Kuliste są niezwykłe, widziałam kilka dni temu nagranie dużego pioruna, który wolno "przechadzał" się ścieżką. Niesamowity widok.
Jest coś fascynującego w burzy - to taki niesamowity, szalony spektakl nieujarzmione natury.
OdpowiedzUsuńSerdeczności posyłam, Karolinko.
Ja mam nowy dom, ale zażyczyłam sobie piorunochron. Strzeżonego ...itd
OdpowiedzUsuńW 2010 roku mieliśmy tak szaloną burzę, że w ciągu dwóch godzin byliśmy zalani całkowicie. Wydawało się, że to jakiś ostateczny kataklizm. Wówczas zapaliłam świecę, postawiłam ją bezpiecznie i odmówiłam różaniec. W swoim życiu przeżyłam kilka takich strasznych chwil, w tym jedną w samochodzie, nad którym fruwały zerwane dachy, a drzewa z łoskotem spadały na ziemię. Płakałam, bo w domu zostawiłam z moim tatą dwóch maleńkich synków... Człowiek jest wówczas bezradny...
OdpowiedzUsuńJa chyba lubię burze , ale może nie takie co straszą:)
OdpowiedzUsuńMam takie.skojarzenie , jest burza pada deszcz A ja w bujanym fotelu, obowiązkowo z kocem ;) czytam książkę;)
Uwielbiam burze, u mnie w tym sezonie zimowym pokazała się dwa razy. Ale, jak u ciebie trwała bardzo krótko :).
OdpowiedzUsuńU mnie też trochę pomruczało, ale gdzieś dalej. Lubię burze, ale jednocześnie załącza mi się myślenie o skutkach:(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Karolinko:)