Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 25 marca 2020

1120. O Oscaro Romero kilka słów wypadałoby napisać

Siedzenie w domu(zwłaszcza jeżeli jest się chorym) nie zawsze musi się równać z nudą. Można na przykład poszerzyć swoje horyzonty wiedzy. Albo poczytać wiele naukowych artykułów na interesujące nas tematy. A z tych szczególnie według nas godnych uwagi zrobić notatki "na zaś". Szczerze powiedziawszy bardzo często ratuję się takimi notatkami, zwłaszcza w natłoku zajęć. Można zacząć spisywać dwa audiobooki z biografiami Karola Wojtyły i Stefana Wyszyńskiego, które ma się zamiar opublikować w odpowiednim czasie. Można uporządkować e-booki, artykuły w formacie pdf, a nawet notatki ze studiów(tzn. podrukować je i wpiąć do segregatorów). Można cieszyć się kwiatkiem domowym, który zakwitł, dając tym samym namiastkę wiosny, a w kolejce do zakwitnienia czeka już lilijka. Można przeczytać drugi tom "Domu", który wcale nie jest cienki(chociaż czytając wersję PDF wcale się tego nie odczuło). Można bez wyrzutów sumienia leżeć całymi dniami w łóżku... Można pograć w scrabble on-line. Można się nawet spotkać ze znajomymi on-line.
Wczoraj minęło 40 lat od zabójstwa arcybiskupa San Salwadoru - Oscara Romero. Znam tą postać głównie z filmu "Karol - papież, który pozostał człowiekiem", kiedy w jednej ze scen Oscar Romero spotyka się z Janem Pawłem II, aby porozmawiać na temat sytuacji politycznej w swoim kraju. Niestety, papież nie miał czasu na rozmowę i odmówił mu. Czy gdyby znalazł chociaż chwilę, to wszystko potoczyłoby się inaczej? Tego niestety nie wie. Faktem jest, że śmierć Romero bardzo go poruszyła. Tak bardzo, że upierał się przy chwili modlitwy przy grobie męczennika podczas swojej pielgrzymki do San Salwadoru. Jednak to nie on ogłosił go najpierw błogosławionym, a następnie świętym za wiarę, a papież Franciszek.
Na postać Oscara Romero mogliście się natchnąć na blogu chociażby przy okazji >>TEJ<< notatki. Salwadorski święty był również jednym z patronów Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Mimo wszystko wydaje mi się, że jest to w dalszym ciągu mało znaną postacią. Wczoraj jednak na onecie pojawił się całkiem niezły artykuł przybliżający jego sylwetkę. Nie jest on bez wad, wszak jak już wspominałam Romero został nie tylko beatyfikowany, ale i kanonizowany, a jego początek sugeruje, że dopiero ma się to dokonać. Ale i tak mam wrażenie, że jest on w miarę rzetelny. Zapraszam do lektury:

Zbrodnia pod ołtarzem. Dlaczego zginął arcybiskup Romero?
Nie był rewolucjonistą ani komunistą – miał odwagę, by upominać się o los ubogich i prześladowanych. 40 lat po męczeńskiej śmierci arcybiskupa San Salwadoru jego beatyfikacja, przez lata dyskretnie blokowana w Watykanie, wydaje się coraz bliższa.
40 lat temu zginął abp Óscar Romero
  • Salwador, jak większość państw Ameryki Łacińskiej, był targany fundamentalnymi konfliktami społecznymi. To właśnie w tych warunkach rodziła się w Ameryce Łacińskiej tzw. teologia wyzwolenia – wielu duchownych wprost wezwało Kościół do wsparcia uciśnionych ubogich
  • Arcybiskup Óscar Romero nazywał po imieniu wszystko to, o czym milczały cenzurowane media, a co było codziennością mieszkańców Salwadoru: aresztowania, porwania, tortury, morderstwa bez sądu, pacyfikacje wsi
  • Kilka razy poturbowali go "nieznani sprawcy", bezczeszcząc przy okazji kościół. W telewizji pokazywano go palcem jako "komunistycznego agenta", a na murach stolicy pojawiały się napisy: "Zabij księdza – bądź patriotą", "Zabij księdza – pomóż ojczyźnie"

Padł tylko jeden strzał. "Zabrzmiał jak wybuch bomby. Arcybiskup upadł. Krwawił u stóp Chrystusa" – wspominała jedna z zakonnic, która widziała wszystko z odległości kilku metrów od ołtarza.
Parę sekund wcześniej abp Óscar Romero zakończył swoje kazanie w kaplicy Szpitala Opatrzności Bożej w San Salwador: "Nikt nie umiera na wieki. Ci, którzy swe zadanie spełnili z głęboką wiarą, nadzieją i miłością, otrzymają koronę chwały. W tym duchu módlmy się teraz…". Kielicha mszalnego unieść już nie zdążył. Był 24 marca 1980 r.
Zginął jeden z najbardziej kochanych i jednocześnie nienawidzonych ludzi w Salwadorze. Na jego pogrzeb przyszło ćwierć miliona ludzi, a śmierć arcybiskupa stała się iskrą na proch krwawej wojny domowej, która miała potrwać 12 lat.
Południowoamerykańska biedota niemal od razu uznała Romero za współczesnego świętego – z tych samych powodów, dla których Watykan najpierw traktował go z chłodnym dystansem, a potem dyskretnie blokował jego beatyfikację. Do arcybiskupa przylgnęła bowiem etykieta orędownika teologii wyzwolenia, od której odżegnywał się zarówno Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI.

Wyzwolenie w niebie i na ziemi
Óscar Romero został arcybiskupem stolicy Salwadoru w 1977 r. Jak na ironię: wielu skrajnych lewicowców uważało go wtedy za konserwatystę, zaś on sam był daleki od teologii wyzwolenia. Niedługo później zginął jednak ks. Rutilio – przyjaciel Romero, który poświęcił się pomocy dla ubogiej, prześladowanej ludności Salwadoru. Rutilio był jedną z ofiar szwadronów śmierci, które siały postrach wśród chłopskich działaczy, postępowego duchowieństwa i biedoty.
Abp Oscar Romero (P) i Jan Paweł II w Watykanie
Salwador, jak większość państw Ameryki Łacińskiej, był targany fundamentalnymi konfliktami społecznymi. Prawicowe dyktatury, najczęściej wojskowe, pilnowały oligarchicznego porządku, w którym ziemia i własność spoczywały w rękach kilkunastu klanów rodzinnych. Większość ludności była wieloletnim zwyczajem wyzyskiwana i ciemiężona na niby-feudalną modłę.
To właśnie w tych warunkach rodziła się w Ameryce Łacińskiej tzw. teologia wyzwolenia – wielu duchownych wprost wezwało Kościół do wsparcia uciśnionych ubogich. Twierdzili, że chrześcijańskie wyzwolenie może i powinno się dokonać w doczesnym świecie. Zaczęły się organizować tzw. wspólnoty pierwotne, w których świeccy katolicy nie tylko czytali Biblię, ale również rozprawiali o sytuacji społecznej. Wielu księży (Peru, Kolumbia) niemal wprost nawoływało do marksistowskiej rewolucji społecznej z bronią w ręku.
Dla Watykanu był to niebagatelny problem. O ile jeszcze Paweł VI ostrzegał bogaczy przez egoistyczną postawą i nadmiernym dbaniem o własne przywileje (przez co wielu wyznawców teologii wyzwolenia uznawało go za "swojego" papieża), o tyle Jan Paweł II niemal od początku swojego pontyfikatu zajął stanowisko, iż Kościół nie jest miejscem do uprawiania polityki, a już zwłaszcza: do promowania rewolucji społecznej.
Paradoksem było to, że Watykan z jednej strony nie potępiał latynoamerykańskich dyktatur, z drugiej: odmawiał wsparcia duchownym, którzy po prostu stawali w obronie praw miejscowej ludności. Gdy abp. Romero pojawił się w Watykanie na długo wyczekiwanej audiencji, miał ze sobą plik dowodów na represje wobec księży i ubogiej ludności nie tylko w Salwadorze, ale całej Ameryce Łacińskiej. Od papieża usłyszał zalecenie "rozwagi i umiarkowania".

Wzywał, by się opamiętali
Romero bowiem, po śmierci wspomnianego na wstępie przyjaciela, sam nieoczekiwanie wziął na siebie rolę rzecznika praw salwadorskiej ludności. Zorganizował regularną niedzielną mszę w stołecznej katedrze – przychodziły na nią tysiące ludzi, a dziesiątki tysięcy słuchały transmisji radiowych.
Nazywał po imieniu wszystko to, o czym milczały cenzurowane media, a co było codziennością mieszkańców Salwadoru: aresztowania, porwania, tortury, morderstwa bez sądu, pacyfikacje wsi. Pisał, że Kościół powinien piętnować "gwałt zadawany godności ludzkiej". Od oligarchów domagał się, aby "pojednali się z Bogiem i ludźmi" i podzielili się ziemią, która "należy do wszystkich Salwadorczyków".
Szybko ściągnął na siebie zarówno niechęć konserwatywnej hierarchii kościelnej (miał przeciw sobie i nuncjusza apostolskiego, i biskupów), jak i gniew dyktatury, za której przyzwoleniem szalały skrajnie prawicowe bojówki majora D’Aubuissona. Romero wzywał też jednak do "opamiętania" lewicową partyzantkę spod znaku Frontu Wyzwolenia Narodowego. Odsyłał jej bojowników do Ewangelii, mówiąc, że "gwałtem i tak nie osiągną niczego trwałego".
Napisał także list do prezydenta Jimmy’ego Cartera, krytykując go za wspieranie reżimu w Salwadorze. Stany Zjednoczone sponsorowały podobne dyktatury, obawiając się komunistycznych przewrotów w całej Ameryce Łacińskiej. W efekcie każdy obrońca praw miejscowej ludności mógł otrzymać etykietkę "komunisty" i właśnie to spotkało arcybiskupa Romero.
W 1978 r. amerykańscy kongresmeni zgłosili go do Pokojowej Nagrody Nobla. Ostatecznie dostała ją Matka Teresa.

Ćwierć miliona ludzi na pogrzebie
Kilka razy poturbowali go "nieznani sprawcy", bezczeszcząc przy okazji kościół. W telewizji pokazywano go palcem jako "komunistycznego agenta", a na murach stolicy pojawiały się napisy: "Zabij księdza – bądź patriotą", "Zabij księdza – pomóż ojczyźnie".
Arcybiskup zdawał sobie sprawę, że może zginąć w każdej chwili. Zrezygnował z ochrony, tłumacząc, że "to owce potrzebują opieki, nie pasterz". Był pewien, że wcześniej czy później zostanie zamordowany – ale mówił też, że jeśli do tego dojdzie, "zmartwychwstanie w pamięci Salwadorczyków".
W tym się nie pomylił. Na jego pogrzeb przyszło ćwierć miliona ludzi – to była jedna z największych demonstracji nie tylko religijnych w całej Ameryce Łacińskiej ubiegłego stulecia. Uroczystość w stolicy Salwadoru przerywali nieznani sprawcy, którzy ciskali w tłum świece dymne; strzelano też z okien pobliskich budynków. Zginęło prawie 50 osób, ponad 200 zostało rannych. Kraj pogrążył się w wojnie domowej, która pochłonęła życie 75 tys. ludzi.
Oficjalnie przez blisko 30 lat nie było wiadomo, kto zlecił i dokonał zabójstwa arcybiskupa. Śledztwu zrazu ukręcono łeb. Dopiero w latach 90. specjalna komisja ONZ zdołała ustalić, że zamach zlecił wspomniany major D’Aubuisson. Jeden ze świadków widział ponoć przygotowania do zamachu, opisane w kalendarzu majora. Nie można go już było pociągnąć do odpowiedzialności, bo w 1992 r. umarł na raka.
Romero ściągnął na siebie wyrok swoim ostatnim kazaniem, wygłoszonym dzień przed śmiercią. Zwrócił się w nim do "naszych braci z wojska": "Kiedy pada rozkaz: zabij!, musi zwyciężyć prawo Boże. Nie zabijaj! Niemoralnego prawa nikt nie musi przestrzegać. Reformy nie są nic warte, jeśli plami je tyle krwi. Niech te prześladowania się skończą". Tego wojskowi już mu nie podarowali.
Dopiero polityczna zmiana w 2009 r. (odsunięcie skrajnie prawicowej partii ARENA, założonej zresztą jeszcze przez D’Aubuissona) pozwoliła nowym władzom oficjalnie uznać zabójstwo abp. Romero za zbrodnię stanu.

Beatyfikacja w poczekalni
Jan Paweł II, który wcześniej pozostawał sceptyczny w ocenie działalności Romero, po jego śmierci określił go jako "gorliwego pasterza, który oddał życie za Kościół i za swój naród". Gdy odbył potem pielgrzymkę do Salwadoru, sugerowano mu, aby zrezygnował z odwiedzenia grobu arcybiskupa. Bez skutku – polski papież z uporem czekał przez kwadrans pod drzwiami katedry w San Salwador. W końcu je otwarto i Jan Paweł II zdołał się pomodlić przy grobie Romero.
Arcybiskup stał się ikoną nie tylko w Ameryce Południowej i nie tylko wśród biedoty. Np. Kościół anglikański uznał go jednego z najważniejszych męczenników całego XX stulecia. Postulaty jego beatyfikacji padały z różną intensywnością jeszcze w latach 80., ale sam proces beatyfikacyjny rozpoczął się dopiero w 1994 r. – i przez kolejne lata właściwie nie drgnął.
Z czego to wynikało? Arcybiskup Romero ciągle był łączony z teologią wyzwolenia, na którą patrzyła niechętnie zarówno konserwatywna Kuria Rzymska, jak i wielu biskupów. Jan Paweł II ciągle pozostawał wobec niej sceptyczny, zwłaszcza że podczas pielgrzymek do Ameryki Południowej w latach 80. miał do czynienia z duchownymi, którzy w odwołaniu właśnie do teologii wyzwolenia mieszali działalność religijną z polityką (jak np. bracia Cardenal – księża, którzy zostali ministrami w czerwonym rządzie Nikaragui).
Tak czy inaczej, wydaje się, że Stolica Apostolska czasów Jana Pawła II była skłonna oceniać postępowych kapłanów z tej części świata – takich jak Romero – zbyt jednostronnie. Warto przy tym pamiętać, że gdy w 1984 r. Watykan wydała krytyczną instrukcję "o niektórych aspektach teologii wyzwolenia", stał za nią ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary – kardynał Joseph Ratzinger. I polski papież, i jego następca, traktowali kult Romero z pewnym dystansem, co zresztą południowoamerykańska prasa krytykowała także po śmierci Jana Pawła II.

Franciszek doczekał się na sygnał Pana
Sprawa beatyfikacji abp. Romero pojawiła się na nowo wraz z pontyfikatem Franciszka. Arcybiskup Vincenzo Paglia (postulator procesu beatyfikacyjnego) dawał przed dwoma laty do zrozumienia, że proces został "odblokowany" – co jasno wskazywało, że wcześniej blokowany był.
Franciszek już w 2016 r. powiedział dziennikarzom (podczas jednej ze słynnych konferencji na pokładzie samolotu): "Romero to człowiek Boży. Nie ma żadnych przeszkód. Czekamy na sygnał Pana". Na początku lutego ogłosił dekret uznający męczeństwo abp. Romero. Beatyfikacja nastąpiła 23 maja 2015 r. W 2018 r. Romero został przyjęty w poczet świętych.
Choć obecny papież raczej nie stawał w obronie teologii wyzwolenia, choćby jego pochodzenie pozwala, zapewne, spojrzeć na losy takich duchownych jak Romero z większym zrozumieniem, niż miało to miejsce u poprzedników. Wydaje się to zresztą dość zrozumiałe w kontekście innych wypowiedzi papieża, który poświęca sporo uwagi wynaturzonemu kapitalizmowi, konsumpcyjnej presji i niesprawiedliwym relacjom społecznym.
Tu Franciszek zapewne podpisałby się pod słowami arcybiskupa Romero: "Kościół zbawia świat, kiedy jest głosem tych, którzy sami nie mogą mówić".

źródło: https://wiadomosci.onet.pl/religia/40-lat-temu-zginal-abp-oscar-romero/wqsk3

10 komentarzy:

  1. Czytałam jeszcze w czasach licealnych książkę o nim. Ciekawa postać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ważna, ciekawa postać. Warto w tym trudnym czasie pogłębiać swoją wiedzę o takie informacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też pamiętam te kadry filmu dotyczące arcybiskupa Romero. Wielki człowiek. Muszę trochę pogłębić wiedzę o nim.
    Życzę Ci zdrowia Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. wczoraj czytałam o tym arcybiskupie :)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Scena zabójstwa księdza Romero zapadła mi w pamięć.
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby nie notatki, nie potrafiłabym rzetelnie przekazać żadnej wiedzy. Uczę się regularnie, słucham różnych wykładów, ciekawi mnie wiele rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa postać. Kojarzę nazwisko, pewnie musiałam coś o nim kiedyś przeczytać.
    Z europejskiej perspektywy może być trudno zrozumieć pewne zjawiska, które miały miejsce w Ameryce Łacińskiej, bo jednak nie mieliśmy takich samych problemów, a i układ sił był inny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ważna postać dla Kościoła i dla nas. Pamiętam księga Romero, kiedyś nawet o nim czytała. Fajnie, że przypominasz nam takie postacie.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To prawda, warto się zawsze rozwijać i poszerzać swoje horyzonty, zamiast narzekać na nudę. Zawsze można coś ciekawego znaleźć. A ja pierwszy raz słysze o tej postaci, interesujący post.

    OdpowiedzUsuń
  10. To straszne, że we współczesnych bądź co bądź czasach, wciąż przelewana jest krew w imię jakich wymyślonych ideologii. Obyśmy nigdy nie musieli tego doświadczyć.

    OdpowiedzUsuń