Mija trzeci miesiąc naszej zabawy z Lidzią w czytanie książek, a więc pora "pochwalić się" co nam się teraz przeczytać. W sumie to w ten miesiąc miałam taką dziwną sytuację, że nie wiem dlaczego, ale pomyliłam literki. I zamiast czytać książki, których tytuł rozpoczyna się na literkę "D", ja czytałam te, które rozpoczynały się na "W". I analogicznie - zamiast szukać pozycji, których imię lub nazwisko autora rozpoczynają się na literę "W", ja wybrałam te, które rozpoczynały się na "D". I gdyby nie dziewczyny, które też się bawią, to tkwiłabym w tej nieświadomości do dnia dzisiejszego. Proszę bardzo, możecie się śmiać z tej sytuacji, tak jak ja.
Mimo tego, że dopiero tydzień temu odkryłam tą pomyłkę, udało mi się co nieco przeczytać. Na razie "Wojna i pokój" Tołstoja oraz saga "Wszystkie pory uczuć" Magdaleny Majcher musiały ustąpić miejsca innym pozycjom. Niech żyją pdf-y(bo biblioteki pozamykane są na siedem spustów) i własna biblioteczka, która też skrywa niezłe skarby. Do tego chorowanie, które niejako usprawiedliwia godziny spędzone na wylegiwaniu się w łóżku... I nagłe nagromadzenie się wolnego czasu w związku z narodową kwarantanną. Dzięki temu nieco nadrobiłam kilka pozycji. A które lektury z tego miesiąca wpasowały się w wytyczne(tytuł na literkę "D", imię lub nazwisko na literkę "W" i coś na okładce na literkę "K"?
Tytuł: "Dżuma"
Autor: Albert Camus
Okładka: kostucha(?)
Liczba stron: 275
Jak dla mnie lektura jest bardzo na czasie, wszak dżuma też swego czasu dziesiątkowała całe rzesze ludzi. Myślicie, że koronawirus jest najstraszniejszą z pandemii? Ależ skąd.
Akcja książki rozgrywa się w 194... roku. W położonym w Algierii Oranie ktoś zauważa, że od czasu do czasu umiera jakiś szczur. Wkrótce w mieście wybucha epidemia dżumy, która powoduje, że przez dziewięć miesięcy jego mieszkańcy będą walczyć o przetrwanie. Na czele walki z zarazą staje doktor Bernard Rieux, który jest zarazem narratorem w powieści. Z poświęceniem walczy o życie zakażonych w imię ludzkiej solidarności, ponieważ chce im nieść ulgę w cierpieniach. Jako pomocników ma urzędnika merostwa Granda oraz dziennikarza Rajmonda Ramberta. W mieście nie brakuje też takich, dla których dżuma jest karą za grzechy jego mieszkańców. Wśród nich możemy wymienić księdza Panneloux'a, agresywnego i nieugiętego w swoich poglądach fanatyka religijnego, który bez ogródek głosi na ten temat swoje kazania. Dopiero przy łóżku cierpiącego dziecka następuje jego wewnętrzna przemiana, po której zaczyna pomagać w walce z epidemią. W końcu sam na nią umiera. Jak zresztą wielu innych znajomych Rieuxa.
Z lektury dowiadujemy się w jaki sposób zaraza oddziałuje na życie mieszkańców miasta. Na początku rzucają się w wir rozrywek, starając się tym samym udowodnić, że nic się nie dzieje. Chodzą więc do kawiarni i do teatrów. Jednak z każdym kolejnym dniem dżuma coraz bardziej ich terroryzuje, a wręcz zaczyna wyznaczać rytm ich życia. Miasto staje się ich więzieniem. Sami ludzie ulegają znacznym zmianom: jedni popadają w rozpacz, a drudzy stają do walki z przeciwnikiem. Po pokonaniu epidemii zmienieniu ulega postrzeganie przez ludzi otaczającego ich świata. Są skażeni złem(zresztą taki jest metaforyczny wymiar powieści), a jednocześnie są umocnieni w walce z nim, wszak wiedzą już, że może się ono pojawić zawsze i wszędzie. Pokrzepiające w obecnej sytuacji.
Tytuł: "Dysk olimpijski"Z lektury dowiadujemy się w jaki sposób zaraza oddziałuje na życie mieszkańców miasta. Na początku rzucają się w wir rozrywek, starając się tym samym udowodnić, że nic się nie dzieje. Chodzą więc do kawiarni i do teatrów. Jednak z każdym kolejnym dniem dżuma coraz bardziej ich terroryzuje, a wręcz zaczyna wyznaczać rytm ich życia. Miasto staje się ich więzieniem. Sami ludzie ulegają znacznym zmianom: jedni popadają w rozpacz, a drudzy stają do walki z przeciwnikiem. Po pokonaniu epidemii zmienieniu ulega postrzeganie przez ludzi otaczającego ich świata. Są skażeni złem(zresztą taki jest metaforyczny wymiar powieści), a jednocześnie są umocnieni w walce z nim, wszak wiedzą już, że może się ono pojawić zawsze i wszędzie. Pokrzepiające w obecnej sytuacji.
Autor: Jan Parandowski
Okładka: Konie(?)
Liczba stron: 220
Kolejny powrót do przeszłości, bo książkę czytałam już wielokrotnie. To co teraz przeczytacie może dziwnie zabrzmi, ale w klasie o profilu sportowym z wiodącą lekkoatletyką to była lektura obowiązkowa z... wychowania fizycznego. Tak, tak, a potem zdawaliśmy jej treść przed nauczycielką. I chyba dzięki temu znajduje się na mojej półce.
Jan Parandowski znany jest głównie z opowieści mitologicznych o bogach greckich, do których sięga się w szkołach podstawowych oraz średnich. Mało kto jednak wie, że jest on również autorem książki poświęconej starożytnych Igrzysk Olimpijskich. Autor sięga w nich do genezy powstania idei Olimpiad, okresu pomiędzy jednymi, a drugimi Igrzyskami, przygotowaniami do nich, jak również samego ich przebiegu. Wiele miejsca poświęcono opisowi przebiegu poszczególnych dyscyplin oraz uroczystości ku czci greckich bóstw, w szczególności Zeusowi i Dionizosowi. Szczegółowe opisy pobudzają wyobraźnię czytelnika i miejscami sprawiają wrażenie, jakby samemu uczestniczyło się w tym wydarzeniu.
Na uwagę zasługuje też to, że książka zajęła III miejsce(brązowy medal) w kategorii literatura - prace epiryczne, podczas Olimpijskiego Konkursu Sztuki i Literatury w 1936 roku.
Tytuł: "Dzieci księży: nasza wspólna tajemnica"
Autor: Marta Abramowicz
Okładka: Kołyska, koloratka
Liczba stron: 224
Nie jest tajemnicą, że celibat wśród księży jest tylko kwestią umowną. Wielu z nich żyje na boku z kobietami, a z tych związków rodzą się mniej lub bardziej chciane dzieci. Kiedyś może mnie to szokowało, teraz już nieco mniej. Nawet kurie przygotowały są na taką sytuację i dysponują specjalnym funduszem, z którego potem wypłacane są alimenty na takie dzieci.
Książkę Marty Abramowicz "Dzieci księży..." chciałam przeczytać już jakiś czas temu. Tak się jakoś złożyło, że zgadałam się na ten temat ze znajomą i nie dość, że okazało się, że ona ją posiada, to jeszcze gotowa była mi ją pożyczyć.
Pierwsza moja reakcja po jej przeczytania? Pewien niesmak. Bo w sumie temat ciekawy i można o nim pisać i pisać. Co prawda przedstawione w niej historie były i ciekawe, ale czegoś w nich brakowało, a zarazem coś mnie w nich drażniło. Może to, że za dużo w niej było samej historii kościoła, która, po 3 semestrach nauki, po prostu już mi wychodzi uszami?
Jak dla mnie ciężka książka, chociaż podejrzewam, że gdybym nie była chora, to mój odbiór byłby o wiele, wiele bardziej przychylny. No nic, będę musiała sięgnąć po nią w dużo bardziej przychylnych warunkach. Może wtedy spojrzę na nią dużo przychylnym okiem? Mimo wszystko dziękuję mojej znajomej, że mi ją pożyczyła i mogłam ją sobie wreszcie przeczytać.
Tytuł: "Dom, część 1, 2 i 3"
Autor: Jerzy Janicki, Andrzej Mularczyk
Okładka: Kule - część 2, Klamka - część 3(?)
Liczba stron: 619/363/276(1258 stron)
Któż z nas nie zna słynnego serialu "Dom" przedstawiającego dzieje lokatorów kamienicy przy ulicy złotej, która uległa zniszczeniu podczas II wojny światowej? Tym przyjemniej czytało mi się książkowe przedstawienie historii, które znam z ekranu telewizyjnego(czyżbym była aż taka stara?).
Akcja sagi, podobnie jak akcja filmu, rozpoczyna się pod koniec II wojny światowej, kiedy młody Andrzej Talar postanawia zdezerterować z wojska. Po namowach ojca udaje się do Warszawy, gdzie trudniej byłoby go znaleźć. W pociągu poznaje wracającą do domu, chorą na tyfus Basię, która wpada mu w oko. Barbara po dotarciu do stolicy swoje kroki kieruje w kierunku kamienicy na ulicy Złotej, w której przed wojną mieszkała jej rodziny. Teraz budynek jest na wpół zburzony, jednak na jego podwórku już urzęduje dawny gospodarz - Ryszard Popiołek, wraz żoną Józefiną i dwunastoletnim synem Gienkiem. Z czasem do kamienicy zaczynają wracać kolejni członkowie rodzin: Lawinowie, Lermaszewscy, Jasińscy, Wrotkowie, Bawoliki, czy też lekarz Kazanowicz. Mieszkańcem kamienicy zostaje także Andrzej Talar, najpierw jako małżonek Basi Lawiny, a następnie Ewy, miłości jego zmarłego brata Bronka.
Obserwując ich historie dziejące się na przestrzeni kilkudziesięciu lat widzimy obraz odbudowującej się Warszawy. Bohaterowie pomagają w stawianiu kolejnych budynków, chodzą na uniwersytety, biorą udział w wiecach i pochodach. Jednocześnie, za sprawą Andrzeja i Leszka Talarów, przenosimy się do biednej wsi, bez elektryfikacji, gdzie jeszcze konie służyły za siłę pociągową. Myślę, że Andrzej Mularczyk i Jerzy Janicki rewelacyjnie uchwycili realia tamtych czasów, a fabuła, która wyjątkowo powstała na podstawie serialu, jest wiernym odzwierciedleniem tego, co mogliśmy zobaczyć na ekranie telewizora.
Tytuł: "Dziewczyny sprawiedliwe. Polki, które ratowały Żydów"
Autor: Anna Herbich-Zychowicz
Okładka: Kokardy(?)
Liczba stron: 304
Pisałam to już tutaj nie raz: kocham serię książek autorstwa Anny Herbich-Zychowicz opowiadającą o zwykłych-niezwykłych kobietach. Każdą z nich czytam z zapartym tchem i nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po następną. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, kiedy okazało się, że ta poświęcona Polkom ratujących Żydom dostępna jest w formacie pdf.
Tym razem w książce znajdziemy historie Jadwigi, Łucji, Ireny, drugiej Jadwigi, Wandy, Marianny i Władysławy. Sześć historii, od których sierść się jeży na głowie. Z wielkim wzruszeniem przeczytałam każdą z nich. Bo ileż trzeba mieć w sobie odwagi, aby zrobić coś, co jest zabronione przez wroga - uratować kilka Żydów przed piekłem, jakie niesie ze sobą getto, a nawet obóz koncentracyjnych. W zamian nie otrzymywały najczęściej żadnych korzyści oprócz wdzięczności. Jednak historia o nich nie zapomniała - każda z nich za swoje poświęcenie została uhonorowana najwyższym odznaczeniem - tytułem "Sprawiedliwej wśród narodów świata". Zresztą, na końcu książki została umieszczona lista nazwisk ludzi, którzy otrzymali to zaszczytne wyróżnienie(zresztą nie pełna, bo brakuje np. nazwiska Ulmów. Czy któraś z historii zrobiła na mnie szczególne wrażenie? Chyba pierwsza wspominająca cudowne dzieciństwo jego autorki w leśniczówce na skraju lasu oraz ostatnia o Róży, niezwykłym dziecku żydowskiego pochodzenia.
Podobnie jak w przypadku innych książek z tej serii, także i teraz wszystko przeczytałam jednym tchem. Zresztą nie było to takie trudne, bo przedstawione w niej historie są naprawdę wciągające, zwłaszcza dla kogoś, kto interesuje się holokaustem. Jedyny mankament to format książki w wersji pdf, ale na to akurat nie mamy wpływu.
Pisałam to już tutaj nie raz: kocham serię książek autorstwa Anny Herbich-Zychowicz opowiadającą o zwykłych-niezwykłych kobietach. Każdą z nich czytam z zapartym tchem i nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po następną. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, kiedy okazało się, że ta poświęcona Polkom ratujących Żydom dostępna jest w formacie pdf.
Tym razem w książce znajdziemy historie Jadwigi, Łucji, Ireny, drugiej Jadwigi, Wandy, Marianny i Władysławy. Sześć historii, od których sierść się jeży na głowie. Z wielkim wzruszeniem przeczytałam każdą z nich. Bo ileż trzeba mieć w sobie odwagi, aby zrobić coś, co jest zabronione przez wroga - uratować kilka Żydów przed piekłem, jakie niesie ze sobą getto, a nawet obóz koncentracyjnych. W zamian nie otrzymywały najczęściej żadnych korzyści oprócz wdzięczności. Jednak historia o nich nie zapomniała - każda z nich za swoje poświęcenie została uhonorowana najwyższym odznaczeniem - tytułem "Sprawiedliwej wśród narodów świata". Zresztą, na końcu książki została umieszczona lista nazwisk ludzi, którzy otrzymali to zaszczytne wyróżnienie(zresztą nie pełna, bo brakuje np. nazwiska Ulmów. Czy któraś z historii zrobiła na mnie szczególne wrażenie? Chyba pierwsza wspominająca cudowne dzieciństwo jego autorki w leśniczówce na skraju lasu oraz ostatnia o Róży, niezwykłym dziecku żydowskiego pochodzenia.
Podobnie jak w przypadku innych książek z tej serii, także i teraz wszystko przeczytałam jednym tchem. Zresztą nie było to takie trudne, bo przedstawione w niej historie są naprawdę wciągające, zwłaszcza dla kogoś, kto interesuje się holokaustem. Jedyny mankament to format książki w wersji pdf, ale na to akurat nie mamy wpływu.
Autor: Seweryna Szmaglewska
Okładka: Kwiat(?)
Liczba stron: 287
Kolejna lektura wyciągnięta z półki w domowej biblioteczce w ramach odświeżenia sobie jej treści. Akurat korzystałam z niej podczas przygotowywania prezentacji na maturę ustną z języka polskiego(na temat literatury ukazującej problem holokaustu), więc to nie jest moje pierwsze spotkanie z jej treścią.
Książka jest zbiorem wspomnień autorki, która spędziła w obozie koncentracyjnym Birkenau 3 lata życia(od 1942 roku do wyzwolenia obozu w 1945 roku). Co ciekawe, jej akcja rozpoczyna się właśnie w dniu, w którym Szmaglewska opuszcza obóz. Sama książka podzielona jest na trzy części, a każda z nich przedstawia jeden rok z życia i funkcjonowania obozu. Właściwie trudno jest streścić jej treść, bo w zasadzie w wielu miejscach powtarzają się pewne sytuacje. Na pewno można powiedzieć, że pojawia się w niej dużo bólu, cierpienia i okrucieństw, jakie się działy za drutami otaczającymi cały obóz. Szczególnie uderzył mnie ostatni rozdział, w którym opisany jest pobyt w obozie dzieci przywiezionych z Powstania Warszawskiego.
To kolejna książka, podczas której przechodziły mnie ciarki po całym ciele. Trudna, ale zaliczana do klasyki literatury obozowej, którą powinni przeczytać ci, których interesuje ta tematyka. Trochę przerażające dla mnie było to, że w osobach pojawiających się w książce brakowało nadziei na lepsze czasy, ale z drugiej strony po takich przeżyciach nie powinno to dziwić. Warto też dodać, że sama Seweryna Szmaglewska była świadkiem podczas procesom przeciwko zbrodniom hitlerowskich Niemiec.
Tytuł: "Droga Karola Wojtyły(tom 1. Na tron Apostołów 1920-1978; tom 2. Zwiastun wyzwolenia 1978 - 1989; tom 3. W trzecie tysiąclecie 1990 - 1998; tom 4. Do domu Ojca, ostatnia dekada"
Kolejna lektura wyciągnięta z półki w domowej biblioteczce w ramach odświeżenia sobie jej treści. Akurat korzystałam z niej podczas przygotowywania prezentacji na maturę ustną z języka polskiego(na temat literatury ukazującej problem holokaustu), więc to nie jest moje pierwsze spotkanie z jej treścią.
Książka jest zbiorem wspomnień autorki, która spędziła w obozie koncentracyjnym Birkenau 3 lata życia(od 1942 roku do wyzwolenia obozu w 1945 roku). Co ciekawe, jej akcja rozpoczyna się właśnie w dniu, w którym Szmaglewska opuszcza obóz. Sama książka podzielona jest na trzy części, a każda z nich przedstawia jeden rok z życia i funkcjonowania obozu. Właściwie trudno jest streścić jej treść, bo w zasadzie w wielu miejscach powtarzają się pewne sytuacje. Na pewno można powiedzieć, że pojawia się w niej dużo bólu, cierpienia i okrucieństw, jakie się działy za drutami otaczającymi cały obóz. Szczególnie uderzył mnie ostatni rozdział, w którym opisany jest pobyt w obozie dzieci przywiezionych z Powstania Warszawskiego.
To kolejna książka, podczas której przechodziły mnie ciarki po całym ciele. Trudna, ale zaliczana do klasyki literatury obozowej, którą powinni przeczytać ci, których interesuje ta tematyka. Trochę przerażające dla mnie było to, że w osobach pojawiających się w książce brakowało nadziei na lepsze czasy, ale z drugiej strony po takich przeżyciach nie powinno to dziwić. Warto też dodać, że sama Seweryna Szmaglewska była świadkiem podczas procesom przeciwko zbrodniom hitlerowskich Niemiec.
Tytuł: "Droga Karola Wojtyły(tom 1. Na tron Apostołów 1920-1978; tom 2. Zwiastun wyzwolenia 1978 - 1989; tom 3. W trzecie tysiąclecie 1990 - 1998; tom 4. Do domu Ojca, ostatnia dekada"
Autor: Jacek Moskwa
Okładka: Krzyż(?) na drugim i czwartym tomie
Liczba stron: 400/480/360/384
W zasadzie zastanawiałam się, czy zamieszczać tutaj tą serię, ale z drugiej strony, dlaczego nie? Wszak to ona umilała mi dwa dni spędzone na szpitalnym SORze i pomagała zająć czymś myśli. A przy okazji wyłapałam w niej kilka fragmentów poświęconych nauczaniu papieskiemu odnośnie rodziny.
Czterotomowy cykl "Droga Karola Wojtyły" przedstawia życiorys papieża Polaka od narodzin do śmierci. Myślę, że jest on nam mniej lub bardziej znany(jeżeli mniej, to w najbliższym czasie zapraszam na pojawiający się tutaj "Pamiętnik papieskiego anioła". Co prawda książka jest skierowana bardziej do dzieci, ale każdy z nas będzie mógł z niego coś wynieść). Najbardziej ogólną częścią jest pierwsza z nich, "Na tron Apostołów" ukazująca pierwszych 58 lat życia jeszcze Karola Wojtyły. Najbardziej szczegółowo natomiast napisano drugi i czwarty tom. Chociaż większość zawartych w nich tematów jest powieleniem tego, co już wiadomo, to znalazło się też kilka ciekawostek. Całość jest napisana prostym, przejrzystym językiem, a archiwalne zdjęcia dopełniają całości.
Tytuł: "Wadowice. Miasto rodzinne Jana Pawła II"
W zasadzie zastanawiałam się, czy zamieszczać tutaj tą serię, ale z drugiej strony, dlaczego nie? Wszak to ona umilała mi dwa dni spędzone na szpitalnym SORze i pomagała zająć czymś myśli. A przy okazji wyłapałam w niej kilka fragmentów poświęconych nauczaniu papieskiemu odnośnie rodziny.
Czterotomowy cykl "Droga Karola Wojtyły" przedstawia życiorys papieża Polaka od narodzin do śmierci. Myślę, że jest on nam mniej lub bardziej znany(jeżeli mniej, to w najbliższym czasie zapraszam na pojawiający się tutaj "Pamiętnik papieskiego anioła". Co prawda książka jest skierowana bardziej do dzieci, ale każdy z nas będzie mógł z niego coś wynieść). Najbardziej ogólną częścią jest pierwsza z nich, "Na tron Apostołów" ukazująca pierwszych 58 lat życia jeszcze Karola Wojtyły. Najbardziej szczegółowo natomiast napisano drugi i czwarty tom. Chociaż większość zawartych w nich tematów jest powieleniem tego, co już wiadomo, to znalazło się też kilka ciekawostek. Całość jest napisana prostym, przejrzystym językiem, a archiwalne zdjęcia dopełniają całości.
Autor: Vivien Spitz
Okładka: Kołnierzyki(?)
Liczba stron: 308
Książka z cyklu "umrę, jeżeli nie przeczytam". To oczywiście żart, co nie zmienia faktu, że nie zależało mi na tym, aby ją przeczytać. Ech, zbyt bardzo mnie interesuje tematyka holokaustu i życia w obozach koncentracyjnych, zbyt bardzo.
Książka "Doktorzy z piekła rodem" porusza tak kontrowersyjny i dramatyczny temat, jakim były drastyczne pseudoeksperymenty przeprowadzane na ludziach w obozach koncentracyjnych i zagłady. Jej autorka, amerykańska dziennikarka Vivien Spitz, przez prawie dwa lata, przyglądając się i relacjonując słynny proces nazistowskich lekarzy w niemieckiej Norymberdze. A raczej pseudolekarzy, ponieważ niejednokrotnie traktowali oni więźniów obozów koncentracyjnych jako typowe "króliki doświadczalne". Sterylizacja, badanie wytrzymałości ludzkiego organizmu na wzrastającą wysokość i zimno, eksperymenty z przeszczepianiem kończyn, badanie wytrzymałości na picie wody morskiej - już to budzi grozę. Zwłaszcza, kiedy czyta się ich opisy i zeznania lekarzy, świadków, jak i samych poszkodowanych, dotyczące zarówno ich wykonywania, jak i skutków, jakie ze sobą niosły. Mroczności wydarzeń dodawała sceneria zbombardowanego miasta, jakim była Norymbergia. Z tekstu wyczuwa się, jak dużym obciążeniem dla autorki był udział w serii procesów. Dlatego wydaje mi się, że opisane bankiety i zabawy były dla niej niejako wytchnieniem od otaczającej jej rzeczywistości.
Książka zmusza do zastanowienia się nad etyką zawodu lekarza oraz dokonywanych doświadczeń medycznych. Zdumiewa że ci, którzy przecież składali przysięgę Hipokratesa(przytoczoną zresztą przez autorkę), tak łatwo zapominali o kluczowej zasadzie swojego zawodu - "po pierwsze nie szkodzić". A może przez wszechobecną propagandę wierzyli, że nie tylko nie szkodzą, ale wręcz przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa niemieckiego. Tylko jakim kosztem? Sprawiedliwość ich jednak nie ominęła - większość z nich została skazana na karę śmierci, dożywotnie lub długoletnie więzienie.
Książka z cyklu "umrę, jeżeli nie przeczytam". To oczywiście żart, co nie zmienia faktu, że nie zależało mi na tym, aby ją przeczytać. Ech, zbyt bardzo mnie interesuje tematyka holokaustu i życia w obozach koncentracyjnych, zbyt bardzo.
Książka "Doktorzy z piekła rodem" porusza tak kontrowersyjny i dramatyczny temat, jakim były drastyczne pseudoeksperymenty przeprowadzane na ludziach w obozach koncentracyjnych i zagłady. Jej autorka, amerykańska dziennikarka Vivien Spitz, przez prawie dwa lata, przyglądając się i relacjonując słynny proces nazistowskich lekarzy w niemieckiej Norymberdze. A raczej pseudolekarzy, ponieważ niejednokrotnie traktowali oni więźniów obozów koncentracyjnych jako typowe "króliki doświadczalne". Sterylizacja, badanie wytrzymałości ludzkiego organizmu na wzrastającą wysokość i zimno, eksperymenty z przeszczepianiem kończyn, badanie wytrzymałości na picie wody morskiej - już to budzi grozę. Zwłaszcza, kiedy czyta się ich opisy i zeznania lekarzy, świadków, jak i samych poszkodowanych, dotyczące zarówno ich wykonywania, jak i skutków, jakie ze sobą niosły. Mroczności wydarzeń dodawała sceneria zbombardowanego miasta, jakim była Norymbergia. Z tekstu wyczuwa się, jak dużym obciążeniem dla autorki był udział w serii procesów. Dlatego wydaje mi się, że opisane bankiety i zabawy były dla niej niejako wytchnieniem od otaczającej jej rzeczywistości.
Książka zmusza do zastanowienia się nad etyką zawodu lekarza oraz dokonywanych doświadczeń medycznych. Zdumiewa że ci, którzy przecież składali przysięgę Hipokratesa(przytoczoną zresztą przez autorkę), tak łatwo zapominali o kluczowej zasadzie swojego zawodu - "po pierwsze nie szkodzić". A może przez wszechobecną propagandę wierzyli, że nie tylko nie szkodzą, ale wręcz przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa niemieckiego. Tylko jakim kosztem? Sprawiedliwość ich jednak nie ominęła - większość z nich została skazana na karę śmierci, dożywotnie lub długoletnie więzienie.
Autor: Sławomir Rawicz
Okładka: -
Liczba stron: 270
Prawie 20 lat temu pierwszy raz obejrzałam piękny niemiecki film przedstawiający powrót niemieckiego jeńca z obozu na dalekiej Syberii do domu - "Jeniec, tak daleko jak nogi poniosą". Od tamtej chwili wchłonęłam w temat na całego. Być może dlatego lektura "Długiego marszu", niełatwa, ale opowiadająca podobną historię, wciągnęła mnie na całego. Tym bardziej, że jednym z jej bohaterów był Polak, Sławomir Rawicz.
Prawie 20 lat temu pierwszy raz obejrzałam piękny niemiecki film przedstawiający powrót niemieckiego jeńca z obozu na dalekiej Syberii do domu - "Jeniec, tak daleko jak nogi poniosą". Od tamtej chwili wchłonęłam w temat na całego. Być może dlatego lektura "Długiego marszu", niełatwa, ale opowiadająca podobną historię, wciągnęła mnie na całego. Tym bardziej, że jednym z jej bohaterów był Polak, Sławomir Rawicz.
Książka "Długi marsz" oparta jest na autobiograficznych przeżyciach jej autora, Sławomira Rawicza, który wiosną 1941 roku, jako 26 - letni porucznik polskiej kawalerii zorganizował ucieczkę z obozu 303 znajdującego się na Syberii. Wraz z nim ucieka też sześciu innych więźniów różnych narodowości - Zaro, Smith, Paluchowicz, Kolemenos, Marcinkovas oraz Makowski. Bez kompasu, zaopatrzeni jedynie w ciepłe ubrania, worki, nóż i siekierę, uciekali na południe przez tajgę, wyżyny Mongolii, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje, aż do brytyjskiej części Indii. W sumie pokonali ponad 6000 kilometrów. Codziennie ze wszystkich stron czyhały na nich różne niebezpieczeństwa. Oni jednak dzielnie idą przed siebie. Wraz z nimi przez pewien odcinek drogi przemierza siedemnastoletnia Polka imieniem Krystyna. Niestety, chociaż mają dużą wolę przeżycia, odwagi i wytrzymałości, to nie wszystkim udaje się osiągnąć zamierzony przez siebie cel.
Bardzo dobrze mi się czytało tą pozycję, chociaż chwilami łapałam się na tym, że porównywałam ją z "Jeńcem. Jak daleko nogi poniosą". Najbardziej urzekły mnie w niej opisy przyrody, jaką uczestnicy ucieczki mieli okazję zobaczyć podczas swojej eskapady. A zarazem przeraziły mnie sceny śmierci niektórych z nich. Umieranie na puchlinę wodną, zamarznięcie podczas snu, oderwanie się od ściany górskiej - nikt by nie chciał zakończyć życia w taki sposób. Dla uczestników tytułowego długiego marszu był to chleb powszedni. Przeżywali odejścia poszczególnych członków eskapady, a jednocześnie wiedzieli, że ta żałoba nie może trwać za długo. Bo inaczej i dla nich ta droga zakończyłaby się śmiercią.
Tytuł: "Wadowice. Miasto rodzinne Jana Pawła II"
Autor: Roman Antoni Gajczak
Okładka: Kościół(?)
Liczba stron: 224
Książka po trochu przeze mnie zapomniana. Jednak postanowiłam ponownie po nią sięgnąć, głównie z powodu niezwykle dokładnego pod względem topograficznym opisu miasta Wadowic i okolic. Jak się możecie domyślać, przeczytałam ją jeszcze przed błędem związanym z literkami, chociaż i tak wpisuje się w jedną rzecz, na którą się zdecydowałam.
Tym razem poznajemy papieskie miasto Wadowice nie z perspektywy Jana Pawła II, ale takim, jakie po prostu jest. Zawiera masę ciekawostek związanych z najważniejszymi obiektami w mieście i okolicach, opisów oraz propozycji na ciekawe zwiedzenie miasta. Dodatkowo znajdziemy w niej dużo odniesień do osoby Karola Wojtyły, wypowiedzi osób, które go znały i oczywiście wskazanie obiektów, które są z nim związane. Teraz mamy już w Wadowicach "Szlak Karola Wojtyły", ale wtedy, w 1986 roku(rok pierwszego wydania książki) ludzie zafascynowani jego osobą musieli sobie jakoś radzić. Pomimo upływu lat książka niewiele straciła na wartości(niektórych przedstawionych obiektów już w niej nie ma, np Domu Towarowego), więc można śmiało z niej korzystać będąc w papieskim mieście.
Książka po trochu przeze mnie zapomniana. Jednak postanowiłam ponownie po nią sięgnąć, głównie z powodu niezwykle dokładnego pod względem topograficznym opisu miasta Wadowic i okolic. Jak się możecie domyślać, przeczytałam ją jeszcze przed błędem związanym z literkami, chociaż i tak wpisuje się w jedną rzecz, na którą się zdecydowałam.
Tym razem poznajemy papieskie miasto Wadowice nie z perspektywy Jana Pawła II, ale takim, jakie po prostu jest. Zawiera masę ciekawostek związanych z najważniejszymi obiektami w mieście i okolicach, opisów oraz propozycji na ciekawe zwiedzenie miasta. Dodatkowo znajdziemy w niej dużo odniesień do osoby Karola Wojtyły, wypowiedzi osób, które go znały i oczywiście wskazanie obiektów, które są z nim związane. Teraz mamy już w Wadowicach "Szlak Karola Wojtyły", ale wtedy, w 1986 roku(rok pierwszego wydania książki) ludzie zafascynowani jego osobą musieli sobie jakoś radzić. Pomimo upływu lat książka niewiele straciła na wartości(niektórych przedstawionych obiektów już w niej nie ma, np Domu Towarowego), więc można śmiało z niej korzystać będąc w papieskim mieście.
Autor: Marta Burghardt
Okładka: Kościół(?), krawat
Liczba stron: 320
Osoba Karola Wojtyły, pomimo upływu lat, w dalszym ciągu jest obiektem zainteresowań bardzo wielu osób. Myślę, że przed 15 rocznicą śmierci oraz 100 rocznicą urodzin warto sobie nieco przybliżyć jego osobę, zwracając szczególna uwagę na jego najmłodsze lata.
Monografia "Wadowickie korzenie Karola Wojtyły", będąca jednocześnie pracą doktorancką pani Marty Burghart, jest poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie jak wyglądał pierwszy okres życia Karola Wojtyły, który spędził w niewielkich Wadowicach. Zawiera obszerną dokumentację z okresu międzywojennego, m.in. na temat działalności czteroklasowej szkoły podstawowej, klasycznego gimnazjum im. Marcina Wadowity, działalności szkolnych kół zainteresowań czy też funkcjonowania instytucji kościelnych. W książce nie mogło również zabraknąć przedstawienia pokrótce historii Wadowic wraz z poruszeniem kwestii ludności żydowskiej zamieszkującą miasto. Ciekawostką jest też przedstawienie lokalnych artystów skupionych w grupach "Czartak I"(literaci) oraz "Czartak II"(artyści). Wszystko zostało uzupełnione wypowiedziami i zdjęciami obrazującymi poruszany temat.
Uff... i to by było na tyle. A co u Was? Przeczytaliście coś ciekawego w ostatnim miesiącu?
Osoba Karola Wojtyły, pomimo upływu lat, w dalszym ciągu jest obiektem zainteresowań bardzo wielu osób. Myślę, że przed 15 rocznicą śmierci oraz 100 rocznicą urodzin warto sobie nieco przybliżyć jego osobę, zwracając szczególna uwagę na jego najmłodsze lata.
Monografia "Wadowickie korzenie Karola Wojtyły", będąca jednocześnie pracą doktorancką pani Marty Burghart, jest poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie jak wyglądał pierwszy okres życia Karola Wojtyły, który spędził w niewielkich Wadowicach. Zawiera obszerną dokumentację z okresu międzywojennego, m.in. na temat działalności czteroklasowej szkoły podstawowej, klasycznego gimnazjum im. Marcina Wadowity, działalności szkolnych kół zainteresowań czy też funkcjonowania instytucji kościelnych. W książce nie mogło również zabraknąć przedstawienia pokrótce historii Wadowic wraz z poruszeniem kwestii ludności żydowskiej zamieszkującą miasto. Ciekawostką jest też przedstawienie lokalnych artystów skupionych w grupach "Czartak I"(literaci) oraz "Czartak II"(artyści). Wszystko zostało uzupełnione wypowiedziami i zdjęciami obrazującymi poruszany temat.
Uff... i to by było na tyle. A co u Was? Przeczytaliście coś ciekawego w ostatnim miesiącu?










No to piękny wynik czytelniczy, Karolinko. "Dżuma" to faktycznie uniwersalna powieść i teraz bardzo na czasie. A ja właśnie czytam "Podróż Cilki" Heather Morris (to druga część "Tatuażysty z Auschwitz"), a wcześniej przeczytałam powieść Lidii Witek "Jan z wyspy Patmos".
OdpowiedzUsuńSerdeczności.
Właśnie od jakiegoś czasu przymierzam się do zakupu "Tatuażysty z Auschwitz" i "Podróży Cilki". Miałam to zrobić w okolicy dnia książki, bo wtedy są dosyć przyjemne promocje, ale w sumie teraz jest jak jest i w dodatku nie wiadomo jak dalej będzie, więc w razie czego plan zakupu został odłożony w czasie.
UsuńPozdrawiam
Wow, w tydzień przeczytałaś to co ja w miesiąc :) I jak bardzo zróżnicowane dobrałaś lektury. Zdrowia!!!
OdpowiedzUsuńGdyby nie wolne, pobyt w szpitalu i to, że czytam po dwie, trzy książki naraz(średnio narzucam sobie od 100 do 150 stron jednej lektury dziennie, chyba że coś mnie wciągnie bez reszty i przeczytam całą książkę naraz, choćby nie wiem ile miała stron), wynik byłby dużo gorszy.
UsuńPozdrawiam
I to wszystko przeczytałaś? Podziwiam!
OdpowiedzUsuńSama się sobie dziwię, że dałam radę. Ale przynajmniej się nie nudziłam, zbytnio. Pozdrawiam
UsuńSuper i jak różnorodnie :-)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :-)
Dzięki, staram się, aby było różnorodnie, a tym samym - ciekawie.
UsuńPozdrawiam
Karolina wiem, że teraz jest dużo czasu na wszystko, ale jak Ty ogarnęłaś tyle książek. Wiele pozycji by mnie zainteresowało. Napisz skąd masz te książki, czy kupiłaś? a może z biblioteki?
OdpowiedzUsuńPo prostu czytam po 2, 3 książki na raz.
UsuńW tym miesiącu niestety nie zdążyłam nic wypożyczyć z biblioteki. Korzystałam więc z tego, co mam na półce, jedną książkę pożyczyłam od znajomej, a resztę ściągnęłam w formacie pdf. z internetu. Trzeba sobie jakoś radzić :)
dużo książek Karolinko!
OdpowiedzUsuńDżumę 3 razy czytałam, wspaniałe dzieło! Chcę przeczytać książkę o dzieciach księży.
okularnicawkapciach.wordpress.com
Właśnie teraz jeszcze bardziej zaczęłam rozumieć przesłanie jakie niosła za sobą "Dżuma". "Dzieci księży" muszę przeczytać jeszcze raz, już na spokojnie.
UsuńPozdrawiam
Ciekawe propozycje :) ciekawe wyzwanie :) :) Dżuma na ten moment to najlepsza książka :D
OdpowiedzUsuńTeż się ucieszyłam, że "Dżuma" wpasowała się zarówno w literkę, jak i we współczesną sytuację na świecie.
UsuńPozdrawiam
Wszystkie te książki są z pewnością dobre i wartościowe, ale raczej smutne.
OdpowiedzUsuńMyślę, że w tym trudnym czasie lepiej poszukać czegoś weselszego.
W sumie dla mnie to bez znaczenia. A może zależy to od naszych zainteresowań?
UsuńPozdrawiam
O matko. Ja nad jedma książka obecnie wiszę ale skupić się ciężko chyba przez stres....
OdpowiedzUsuńTo u mnie stres chyba sprawił, że tak szybko to wszystko przeczytałam.
UsuńPozdrawiam
Nic się nie przejmuj, ja się też pomylilam.Coś mi się ubzdurało, że litera do tytułu"D" to ma być które kolwiek słowo w tytule, jeśli on jest długi :/ I jakoś cieżko mi się w tym miesiącu czytało,zapału brakło czy co..
OdpowiedzUsuńU ciebie jest całkiem sporo pozycji:) Ja żadnej z tych nie znam.Zapiszę sobie kilka na potem, jak biblioteki znowu otworzą.Pozdrawiam serdecznie :)
jestem pod wrażeniem tej ilości i tematyki książek, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńA wiesz Karolinko, że ja na początku zrobiłam ten sam błąd? Ale szybko się zorientowałam i ksiązki odłożyłam na kiedy indziej :) Ty mimo tej pomyłki przeczytałąś niesamowicie dużo książek pasujących Ci pod literki, brawo :)
OdpowiedzUsuńSerce się raduje że tyle czytasz
OdpowiedzUsuńU mnie na tapecie Guzowska
Mamy podobne poczucie humoru
Nie do wiary, to wprost niemożliwe! Jeśli przez tydzień przeczytałaś 14 na "D" to przez miesiąc ile? ponad 50?!
OdpowiedzUsuńBrak mi słów.
Pozdrawiam:)
o już mogę :)
OdpowiedzUsuńpokaźny zbiorek tytułów, wow
Bardzo dużo przeczytałaś. U mnie w tym miesiącu, na przekór poważnym czasom zatopiłam się w bardzo niepoważne książki, a mianowicie czytam po kolei książki Jennifer L. Armentrout. Chociaż na początku marca był też "Mistrz i Małgorzata :-) "Dżumę" przeczytałam jeszcze jako nastolatka i do tej pory pamiętam, że jeden z bohaterów cały czas pracuje nad pierwszym zdaniem swojej powieści, niestety już nie kojarzę, czy też umarł na dżumę, coś kojarzę, ze zachorował, ale co dalej... Może przeczytam tę książkę ponownie, w sumie była niezła i temat aktualny.
OdpowiedzUsuńZaczytana Karolina łał- istne szaleństwo czytelnicze. Ciekawe propozycję wynalazłaś (to i u mnie jest jedna o Watykanie ;) Pani Magdalena na Maj musi poczekać fajnie pisze ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i wspaniałych książek na kwiecień życzę
Bardzo ciekawe wpisy, ten na który zapraszasz też przeczytałem.
OdpowiedzUsuńCo do książek i wyzwań to chyba możesz zaliczyć sobie te książki na poczet odpowiednich liter w przyszłości. Ostatnio też nadrabiam zaległości książkowe albo wracam do przeczytanych kiedyś, jednak wartych ponownego kontaktu.
Książkę ,,Doktorzy z piekła rodem" mam, jednak nie pamiętam dokładnie jakie na mnie zrobiła wrażenie. Jakby co to polecam jeszcze ,,Nazistowskie bestie" Jesusa Hernadeza i ,,Kukiełki doktora Mengele" E. Negev i Y.Koren.
To najlepsze co można zrobić dla siebie i innych teraz, bo niefrasobliwe wyjścia mogą skończyć się wyjątkowo źle.
Pozdrawiam!
Kochana
OdpowiedzUsuńGratulacje, przeczytałaś dobre pozycję książkowe📚🤗
Ja nadal słucham, dużo już tytułów
zapisałam na swojej liście📖
Pozdrawiam cieplutko, nieustannie zdrówka życząc i pogody ducha 🌼🌤️🧡🙋
Wspaniałe czytelnictwo w tak krótkim czasie!!! Książki przedstawione przez Ciebie są wartościowe, ale ja dziś sięgam po te bardziej optymistyczne. Serdeczności zostawiam:))
OdpowiedzUsuńŚwietne wybory! Ja aktualnie jestem na ,,Metrze" D. Glukhovsky'ego. Polecam serdecznie, jeśli lubisz post-apokalipyczne klimaty. A jeśli szukasz czegoś, co wywoła uśmiech po tak ciężkiej lekturze, myślę, że ,,Świat Dysku" będzie kapitalnym rozwiązaniem :).
OdpowiedzUsuńTakie trochę ciężkie książki ale takie warto czytać ;)
OdpowiedzUsuńWitaj porannie Karolinko
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że u Ciebie nie zamieszkały smutki. Moje po prostu są i nie mają ochoty na odejście.
Ale może chwila z książką pozwoli mi zapomnieć o tym co dookoła
Pozdrawiam budzącą się powoli niedzielą
Pamiętam że Dżuma zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Długo ją przeżywałam. Niezwykła opowieść o życiu i śmierci. Zdecydowanie dżuma jest dużo gorsza od koronawirusa bo ona zabijała wszystkich. Objawy były dużo gorsze. Inne pozycje też ciekawe.
OdpowiedzUsuń