ENCYKLIKA LOLKA
Od Anioła Stróża: Miałem poważny problem. Zazwyczaj budziłem Lolka lekkim szturchnięciem tak, że zrywał się z łóżka i biegł szybko do kuchni, gdzie mył się i jadł śniadanie. Ale tego poranka Najwyższy powstrzymał mnie. Czekałem więc, zerkając z niepokojem na wskazówki zegara, które nieuchronnie zbliżały się do godziny szóstej. Chłopiec spał smacznie i ani w głowie mu było się obudzić. Tata podszedł do niego i delikatnie dotknął ramienia.
- Wstawaj, spóźnisz się - powiedział. W odpowiedzi usłyszał niewyraźne mruknięcie. Dopiero po drugiej próbie zwlekł się z łóżka. Spojrzał na zegar.
- Ojej, ale późno! - krzyknął. W pośpiechu zaczął naciągać spodnie, za chwilę miał służyć do Mszy.
Po południu pan Karol zabrał syna na spacer.
- Synu, nie jesteś dobrym ministrantem - powiedział. - Ja wiem, że nie jest łatwo wstać rano, ale prawdziwy mężczyzna powinien nauczyć się przezwyciężać samego siebie.
Lolek spuścił głowę.
- Wiesz, wydaje mi się, że za mało modlisz się do Ducha Świętego o Jego dary.
W domu ojciec sięgnął na półkę i wziął z niej niewielką czarną książeczkę z czerwoną tasiemką służącą za zakładkę. Poszukał w spisie treści i otworzył na odpowiedniej stronie.
- Zobacz, tu jest ta modlitwa.
Lolek zaczął czytać: "O dar mądrości, o dar rozumu, o dar umiejętności, o dar rady, o dar męstwa, o dar pobożności, o dar bojaźni Bożej."
- Módl się o każdy z nich - powiedział tata. - Zobacz, jest ich siedem. Każdego dnia tygodnia możesz modlić się bardziej o jeden. A jak będzie ci trudno wstać, proś o dar męstwa. Ja wiem, że to nie jest łatwe, ale uda się, zobaczysz.
Od Anioła Stróża: Zobaczyłem tego samego chłopca, tyle że o kilkadziesiąt lat starszego i ubranego w białą sutannę. To był dzień jego urodzin, 18 maja 1986 roku. Nachylał się nad książką i podpisywał ją wiecznym piórem. Ta książka nosiła tytuł "Dominum et vivificanten"("Pan i Ożywiciel) i poświęcona była Duchowi Świętemu. Była to druga encyklika papieża Jana Pawła II. Ojciec Święty bardzo dobrze zapamiętał rozmowę ze swoim tatą. "Była to ważna lekcja duchowa - wyzna później - trwalsza i silniejsza niż wszystkie jakie mogłem wyciągnąć w następstwie lektur czy nauczania, które odebrałem. Z jakim przekonaniem on do mnie mówił. Jeszcze dziś słyszę jego głos. Rezultatem tej lekcji z dzieciństwa jest moja encyklika o Duchu Świętym".
MUNDEK
![]() |
| Lolek i Mundek (źródło zdjęcia) |
![]() |
| Edmund Wojtyła(pierwszy z prawej) jako lekarz(źródło zdjęcia) |
Starszy brat zawsze mu imponował. Kilka lat temu tata zabrał go do Krakowa, gdzie Mundek bronił dyplomu doktorskiego. Wielkie wrażenie na Lolku zrobiła aula Collegium Maius - najstarszego, pamiętającego jeszcze czasy króla Jagiełły budynku Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obserwował groźnie wyglądających panów w długich togach i stojącego naprzeciw nich Edmunda. Tata wyjaśnił mu, że jest to bardzo ważny egzamin. Musiało mu dobrze pójść, skoro na zakończenie rozgrzmiały gromkie oklaski.
Spełniło się marzenie mamy - jej syn został lekarzem. Jakiś czas potem otrzymał posadę zastępcy ordynatora szpitala w Bielsku. Na szczęście nie było to daleko od Wadowic. Często odwiedzali Mundka, a Lolek zabawiał chorych, urządzając przedstawienia - jak mówił - teatru jednego aktora.
Żwawo wbiegał na górę pokonując po dwa, albo nawet i po trzy stopnie. Jeszcze minuta i nacisnął klamkę.
Ojciec siedział przy stole z głową ukrytą w dłoniach. Przed nim leżał telegram.
- Mundek nie żyje - powiedział, podnosząc głowę. Oczy miał czerwone od łez.
Lolek stał jak zamurowany. Spoglądał bezradnie to na tatę, to na kartkę papieru. Ojciec wstał, podszedł do niego i przytulił go mocno. Chłopiec wybuchnął płaczem.
- Twój brat jest bohaterem - powiedział pan Wojtyła, gdy syn trochę się uspokoił. - Zaraził się od pacjentki, którą ratował.
Stali tak przez dłuższy czas. Za oknem sypał śnieg przypominający o zbliżającym się Bożym Narodzeniu.
![]() |
| Lolek Wojtyła w wieku 10-11 lat podczas odwiedzin u brata w Bielsku |
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cieszę się, że pierwsze dwa odcinki "Pamiętnika..." spotkały się z tak pozytywną reakcją. Tak dla przypomnienia - na blogu pojawi się cała książka. Bo mam wrażenie, że nie wszyscy o tym doczytali.
Nie wiem jak Wy, ale ja już powoli przyzwyczajam się do kwarantanny, chociaż przez większy jej okres skazana byłam na siedzenie w domu. Ale, jak to już zostało powiedziane w poprzedniej części "Pamiętnika papieskiego anioła" - życie wymaga czasami od nas trudnej sztuki powiedzenia "Tak" szczególnie w tych momentach, kiedy nie mamy na to najmniejszej ochoty. I dla mnie taką sztuką jest zgoda na postawione teraz warunki. Kto mnie zna ten wie, że raczej wszędzie mnie pełno. A tutaj trzeba siedzieć w domu i wychodzić tylko w uzasadnionych przypadkach. Jasne, czasami jestem sfrustrowana z tego powodu, ale z drugiej strony jest to niesamowity szlif dla mojej cierpliwości.
Skoro pojawił się temat związany z Duchem Świętym, to pozwolę sobie przytoczyć napisany kiedyś wiersz o Darach Ducha Świętego:
TO, CO ZOSTAŁO MI DANE
W dniu bierzmowania poprosiłam Ducha Świętego:
O dar Mądrości, abym mogła w jednej chwili zrozumieć to, co mówią nauczyciele,
a otrzymałam go po to, abym potrafiła dostrzec miłością, którą darzy mnie Bóg.
O dar Rozumu, abym rozwiązywała z łatwością zadania matematyczne,
a dzięki niemu bardziej rozumiem na czym polegają prawdy wiary, którą wyznaję.
O dar Rady, abym kierowała swoim życiem bez pomocy innych osób,
a gdyby nie on nie potrafiłabym podejmować rozsądnych decyzji.
O dar Męstwa, abym przeciwstawiała się otaczającemu mnie złu,
a na co dzień pomaga mi on w bronieniu swoich racji.
O dar Umiejętności, żebym rozwijała swoje talenty,
a dzięki niemu dostrzegam Boga, w otaczającym mnie świecie.
O dar Bojaźni Bożej, abym strzegła się szatana i złych duchów,
a pomógł mi on w doskonaleniu swojej relacji z Bogiem i drugim człowiekiem.
O dar Pobożności, abym dawała swoim postępowaniem świadectwo,
a dzięki niemu zaczęłam odnajdywać odpowiednie słowa mojej modlitwy.
Nie otrzymałam od Niego tego co chciałam,
ale to, co jest mi potrzebne,
do pogłębiania przyjaźni z Chrystusem.
Trzymajcie się ciepło.




Pięknie opisałaś swoje dary:))Pozdrawiam serdecznie:)))
OdpowiedzUsuńDziękuję Reniu,
UsuńPozdrawiam
pięknie napisane!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Dziękuję Lenko. Cieszę się, że Ci się podoba
UsuńŚwietny post!
OdpowiedzUsuńMiłego dnia Karolinko:)
Dziękuję Aniu,
UsuńPozdrawiam
Kochana
OdpowiedzUsuńU Ciebie zawsze tematy mądre, duchowe ku przemyśleniom🤗
Taki jest także ten, dziękuję🧡
Serdeczności zostawiam 🌷
Dziękuję Morgano za ciepłe słowa,
UsuńPozdrawiam
Karolinko, jaki piękny, głęboki wiersz.
OdpowiedzUsuńOgromnie się cieszę, że dzięki Tobie poznam całą książkę.
Uściski.
Dziękuję Gosiu za ciepłe słowa. Cieszę się, że wiersz Ci się podoba.
UsuńPozdrawiam serdecznie
Cudownie napisane.
OdpowiedzUsuńMiłego dnia :)
Dziękuję Klaro,
UsuńPozdrawiam serdecznie
znam modlitwę z rorat JPII , bardzo często mi pomaga... :D
OdpowiedzUsuńTamte roraty były wyjątkowe...
Usuń