ROZDZIAŁ II - WIERNY W PRZYJAŹNI
"Pragnę wrócić (...) do (...) przyjaciół"
Jan Paweł II, "Wstańcie, chodźmy!"
ZAPROSZENIE
![]() |
| Ksiądz (źródło zdjęcia) |
List czekał na niego pewnego wiosennego popołudnia na furcie Kolegium Belgijskiego w Rzymie, gdzie mieszkał w czasie swoich studiów doktorskich. Mijało dziesięć lat od matury i koledzy zapraszali go na zjazd absolwentów gimnazjum do rodzinnych Wadowic.
Pokusa była silna. Po półtorarocznym pobycie za granicą, bardzo się stęsknił za znajomymi, za ojczystymi krajobrazami, za miastem rodzinnym. W ciągu ostatnich 10 lat odwiedził Wadowice tylko raz, i to na krótko - po święceniach kapłańskich, by niedługo potem wyruszyć w podróż do Włoch.
Co prawda wiadomości dochodzące z ojczyzny nie były najlepsze. Rządzący w Polsce komuniści brutalnie rozprawiali się z przeciwnikami. Więzienia pękały w szwach, aresztowano również duchownych. Polska byłą rządzona przez ludzi, którzy otwarcie walczyli z Bogiem, religią i kościołem.
- Koledzy ze szkoły mnie zapraszają - powiedział Staszkowi Starowieyskiemu, kiedy wieczorem spotkali się na kolacji.
- I co, chcesz jechać?
- Bardzo.
- A doktorat?
- Rozprawę mam prawie skończoną. Egzamin w połowie czerwca. Zjazd też ma być w czerwcu, ale może poproszę, to przesuną na lipiec.
Przesunęli. Natomiast on nie rozwiązał istotnego problemu. Obronić pracę doktorską to jedno, otrzymać tytuł doktora to drugie. Do tego rozprawę trzeba było wydać drukiem, a na to zwyczajnie nie miał pieniędzy. A gdyby tak pojechać do Polski, tam zebrać potrzebne fundusze, a potem wrócić i zająć się dokończeniem sprawy? Tak, to może być rozwiązanie.
APEL POLEGŁYCH
Usiedli w tych samych ławkach, co w ostatni dzień roku szkolnego 1937/1938. Krzesło za Karolem było puste. To było miejsce Jurka Klugera - syna prezesa gminy żydowskiej w Wadowicach. Wolnych miejsc było znacznie więcej.
Dyrektor Królikiewicz usiadł za biurkiem i otworzył dziennik. Ależ kiedyś się bali, gdy widzieli nauczyciela pochylającego się nad listą ich nazwisk. Profesorka od niemieckiego, Sabina Rottenberg, mogła zagiąć z jakiejś deklinacji, historyk Jan Gebhard, zwany Gebciem, mógł zapytać o nieprzyswojoną datę bitwy lub jakiegoś rozejmu. A Tadeusz Szeliski, zwany Krupą - specjalista od starożytnej greki? Ten to niektórym napędzał stracha.
- Balon Władysław! - przeczytał dyrektor.
- Zginął w Anglii - odpowiedział jego kolega z ławki. - Był pilotem. Rozbił się w czasie lotu
treningowego w 1942.
![]() |
| Spotkanie klasy Karola Wojtyły - 18 lipca 1948 r.; Karol Wojtyła drugi od prawej(źródło zdjęcia) |
- Banaś Jan!
- Dostał się do niewoli niemieckiej. Uciekł. Zmarł w Hiszpanii, w obozie dla internowanych.
- Czupryński Tadeusz!
- Zginął w kampanii włoskiej pod Loreto.
Z listy padały kolejne nazwiska. Doliczyli się 10 kolegów, którzy stracili życie w czasie wojny. Jedni padli w walce, inni zmarli w hitlerowskich obozach koncentracyjnych lub w sowieckich łagrach. O wielu nieobecnych nie mieli żadnych wiadomości.
- Co z Jurkiem? - Karol zapytał o Krugera.
- Z ojcem trafił do Armii Andersa - powiedział Zbyszek Siłkowski. - Bił się pod Monte Cassino i chyba został na Zachodzie. A co ty robiłeś?
Opowiedział pokrótce swoją historię od wyjazdu z Wadowic, po okupację, przez święcenia kapłańskie, które tak nietypowo miał 1 listopada - w uroczystość Wszystkich Świętych.
- Krótko po tym pojechałem do Rzymu, zasadniczo po to, by zrobić doktorat. Rektor seminarium w Krakowie, ksiądz Karol Kozłowski, powiedział mi, żebym także uczył się tego miasta. To przecież stolica chrześcijaństwa. Miałem nadzieję, że odnajdę tam atmosferę pierwszych wieków Kościoła. Jednak, ku mojemu rozczarowaniu, Rzym który zobaczyłem był inny. Po prostu wielkie, hałaśliwe miasto. Dopiero gdy zaczęliśmy odwiedzać starochrześcijańskie bazyliki, gdy zeszliśmy do katakumb, zobaczyliśmy tenże Rzym, o którym pisał Sienkiewicz w "Quo vadis". Ale na początku też sporo jeździłem. Trochę po Włoszech, a w zeszłym roku w czasie wakacji książę metropolita polecił nam zwiedzić Francję, Belgię i Holandię. Tam wojna nie dokonała takich zniszczeń jak u nas. Za to w Polsce ludzie wierzą gorliwiej i są bliżej związani z kościołem.
- Co teraz będziesz robił? - zapytał Staszek Jura. - Z takim wykształceniem i doświadczeniem pewnie szybko awansujesz?
- Książę metropolita skierował mnie do Niegowici.
- Gdzie? W życiu nie słyszałem takiej nazwy. To chyba jakaś dziura!
- Wioska między Krakowem, a Bochnią.
- Wiesz, ja tego nie rozumiem. Przecież ty byłeś najlepszym uczniem w klasie. Zrobiłeś doktorat, a teraz wysyłają Cię na prowincję gorszą niż, nie przymierzając, nasze Wadowice. Gdzie tu sens? Gdzie logika?
Uśmiechnął się. Po co miał mówić, że ten przydział łączył się z jego przyjazdem na zjazd maturalny?
Kiedy dotarł z Rzymu do Krakowa, okazało się, że furtka za nim się zatrzasnęła. Musiał oddać paszport w Urzędzie Bezpieczeństwa, o powrocie do Italii nie było mowy. Na własnej skórze odczuł zmiany w Polsce, która teraz nazywała się Ludowa.
POCAŁUNEK
| Stary kościół w Niegowici, w którym pracował przyszły papież(źródło zdjęcia) |
![]() |
| 28 letni Karol Wojtyła(źródło zdjęcia) |
- Którędy do Niegowici? - zapytał.
- Jadę w tamtą stronę. Chętnie księdza zawiozę, choć wygodnie to chyba nie będzie - odpowiedział Stanisław Samek, bo tak się nazywał ów człowiek. - Mieszkam w Marszowicach, to nie daleko.
W Marszowicach pożegnali się, a ksiądz dalej poszedł już na piechotę. W oddali dostrzegł kościół.
Od Anioła Stróża: Mój podopieczny lubił podróżować. A ja razem z nim. Mówi się, że podróże kształcą. Karol chętnie uczył się nowych rzeczy. Jeżdżąc po Europie nauczył się czegoś co zrobił, wchodząc do niegowickiej parafii. W poprzednim roku, pod koniec podróży do Francji, odwiedził niewielką miejscowość Ars. To też kiedyś była "dziura", do której przybył w XIX wieku ksiądz Jan Maria Vianney. Został tam proboszczem. Ksiądz ten przekraczając granicę ukląkł i pocałował ziemię, na której miał pracować. Zasłynął później, jako wielki święty, który nawrócił nie tylko swoich parafian, ale i tysiące ludzi, którzy przyjeżdżali do niego z całego kraju i nawet z zagranicy.
Karol był zafascynowany tą postacią. Dlatego teraz, na wiejskiej drodze prowadzącej do jego pierwszej parafii uczynił to samo, co podziwiany przez niego francuski ksiądz. Wiele razy widziałem potem, jak robił to jako papież. Całował ziemię Afryki, Ameryki, Azji, Australii i Oceanii oraz oczywiście Europy. Widziały to miliony ludzi. Ale tylko ja byłem świadkiem tego pierwszego pocałunku.
KSIĄDZ DOKTOR OD CEPA
- Proszę księdza, ja z tego nic nie rozumiem. Ani słowa. Jak ja to księdzu przepiszę? - Staszek Wyporek ważył w ręku gruby, liczący ponad 200 stron rękopis, a w jego oczach było tyleż zdziwienia co przerażenia. Staszek należał do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Niegowici, uczył się i pomagał rodzicom w gospodarstwie, zaś w wolnych chwilach dorabiał sobie przepisywaniem na maszynie. Wojtyła poprosił go o przepisanie doktoratu.
- Dasz sobie radę - pocieszył go ksiądz. - A jakbyś czegoś nie mógł odczytać, to ci pomogę. Nie musi być szybko.
![]() |
| Z ministrantami w Niegowici(źródło zdjęcia) |
Prostota wikariusza zjednała mu życzliwość mieszkańców. W innych sytuacjach nie stronił od wysiłku fizycznego. Z jego inicjatywy rozpoczęto budowę kościoła parafialnego. Przy niej też potrafił zakasać rękawy. "Nawet nie spostrzegliśmy, gdy chwycił za łopatę i zaczął kopać na łuku pod prezbiterium - zapisał jeden z budowniczych. - Zauważyłem, że gdy wkopał się głębiej, to mu się sutanna brudziła. Nie pomogły perswazję, żeby przestał."
Nie przestawał też i w innych sprawach. Prowadził spotkania z młodzieżą, założył teatr, poświęcał wiele czasu duszpasterstwu.
Pewnego dnia do wikarówki, gdzie mieszkał ksiądz Wojtyła, zapukał "specjalista" od maszynopisania.
- Co się stało Stasiu? - zapytał ksiądz Karol widząc, że jego gość jest cały roztrzęsiony.
- Wzięli mnie do Bochni na posterunek - mówił chłopak przez łzy. - Bili mnie. Powiedzieli, że to za Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży.
- Nie płacz, Stasiu. To musi się kiedyś skończyć. Oni się kiedyś rozpadną. Długo to nie może trwać.
Te słowa Staszek Wyporek zapamiętał na całe życie. Wracał do nich wielokrotnie, gdy ksiądz Wojtyła opuścił Niegowić. A nastąpiło to stosunkowo szybko. Tuż przed Bożym Narodzeniem wikariusz obronił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w marcu roku następnego kardynał Sapieha polecił mu przenieść się do Krakowa, do parafii świętego Floriana.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na spotkaniu klasowym nigdy nie byłam. Niby w 2010 roku moje gimnazjum organizowało zjazd absolwentów, jednak data pokrywała się z egzaminem z matematyki na studiach. Mój wybór był oczywisty. Planowało się też zjazd absolwentów z okazji 25 lecia istnienia placówki, ale nie dość, że przeniosła się ona do większego budynku, to jeszcze została wchłonięta przez inną szkołę. A szkoda, bo do dzisiaj pamiętam w której ławce siedziałam - drugi rząd, pierwsza od okna, pierwsze krzesło. Co prawda raz na jakiś czas spotykam się z kolegami i koleżankami, ale nigdy nie jest to szersze grono. Dawniej odwiedzało się stare kąty, chwaliło się osiągnięciami. W tym nowym ośrodku to nie to samo.
Rok temu minęło 10 lat od napisania przeze mnie matury(już?). Nie wiem czy moja klasa organizowała coś z tej okazji. Nie specjalnie byłam z nimi zżyta. Może poza kilkoma osobami.
A poza tym... co chwilę gdzieś czytam o monotonii w życiu związanej z przeciągającą się kwarantanną. A tym czasem u mnie nie ma czasu na nudę. Może nie mam możliwości wyjścia do własnego ogródka, a na spacery nie mam czasowo siły iść, ale to nie oznacza, że się nudzę. Stos książek związanych z życiem Karola Wojtyły, dwa pliki pdf ściągnięte na komputer(efekt zamknięcia bibliotek), notatki z pedagogiki rodziny, ołówek w krzywych paluchach i do dzieła.
Ale to nic nie szkodzi. I tak mam spory materiał empiryczny do tego, co zamierzam zrobić. Być może koronawirus pozbawił mnie chwilowo wykonaniu planu w 50%, ale przecież pozostaje druga połowa, którą zamierzam w 100% wykorzystać. Czasu mam mało, ale dam radę. I tym sposobie wszelkiej nudzie i monotonii mówię "NIE", przynajmniej na następne dni.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na spotkaniu klasowym nigdy nie byłam. Niby w 2010 roku moje gimnazjum organizowało zjazd absolwentów, jednak data pokrywała się z egzaminem z matematyki na studiach. Mój wybór był oczywisty. Planowało się też zjazd absolwentów z okazji 25 lecia istnienia placówki, ale nie dość, że przeniosła się ona do większego budynku, to jeszcze została wchłonięta przez inną szkołę. A szkoda, bo do dzisiaj pamiętam w której ławce siedziałam - drugi rząd, pierwsza od okna, pierwsze krzesło. Co prawda raz na jakiś czas spotykam się z kolegami i koleżankami, ale nigdy nie jest to szersze grono. Dawniej odwiedzało się stare kąty, chwaliło się osiągnięciami. W tym nowym ośrodku to nie to samo.
Rok temu minęło 10 lat od napisania przeze mnie matury(już?). Nie wiem czy moja klasa organizowała coś z tej okazji. Nie specjalnie byłam z nimi zżyta. Może poza kilkoma osobami.
A poza tym... co chwilę gdzieś czytam o monotonii w życiu związanej z przeciągającą się kwarantanną. A tym czasem u mnie nie ma czasu na nudę. Może nie mam możliwości wyjścia do własnego ogródka, a na spacery nie mam czasowo siły iść, ale to nie oznacza, że się nudzę. Stos książek związanych z życiem Karola Wojtyły, dwa pliki pdf ściągnięte na komputer(efekt zamknięcia bibliotek), notatki z pedagogiki rodziny, ołówek w krzywych paluchach i do dzieła.
W telegraficznym skrócie:
- "Dar i tajemnica" Jana Pawła II
- "Jan Paweł II. Polska 1999. Przemówienia i homilie" ks. Krzysztofa Kuźnika(red.)
- "Karol Wojtyła. Opowieść o świętości" Jana A. Fręsia
- "Kochana stara buda" Zbigniewa Bieniasza
- "Młodzieńcze lata Karola Wojtyły. Wspomnienia" Juliusza Kydyńskiego(red.)
- "Lekcje religii z Janem Pawłem II. Czytamy papieża", zeszyty "Gazety Wyborczej"
- "Nasz papież. Kronika pontyfikatu w 27 zeszytach", zeszyty "Gazety Wyborczej"
- "Nasz papież. Wielkie tematy pontyfikatu", zeszyty "Gazety Wyborczej"
- "Nasz święty Jan Paweł II. Świadectwa cudów", zeszyty "Gazety Wyborczej"
- "Opowieść o Wadowicach" Jerzego Romana Jaglarza, Adama Grodnickiego, Jana Fidzińskiego
- "Ojcze nasz. Życie największego Polaka. 18 V 1920 - + 2 IV 2005" Grzegorza Jankowskiego;
- "Pielgrzymka do ojczyzny. Przemówienia i homilie Ojca Świętego Jana Pawła II" Haliny Frączek i Marii Kornasowej
- "Święty Jan Paweł II. Historia życia" Joanny Wilkońskiej
- "Wadowice miasto rodzinne Jana Pawła II" Romana Antoniego Gajczaka
- "Wadowickie korzenie Karola Wojtyły" Marty Burghardt
- "Wezwano mnie z dalekiego kraju" ks. Mieczysława Malińskiego
- "Wielki kolega" Haliny Kwiatkowskiej
Ale to nic nie szkodzi. I tak mam spory materiał empiryczny do tego, co zamierzam zrobić. Być może koronawirus pozbawił mnie chwilowo wykonaniu planu w 50%, ale przecież pozostaje druga połowa, którą zamierzam w 100% wykorzystać. Czasu mam mało, ale dam radę. I tym sposobie wszelkiej nudzie i monotonii mówię "NIE", przynajmniej na następne dni.




z przyjemnością przeczytałam wspomnienia. Świetny pomysł przypomnieć to innym. Pozdrawiam i dobrego tygodnia zycze :D
OdpowiedzUsuńDzień dobry Karolinko, czytając post dojrzałam i Ciebie książek :)
OdpowiedzUsuńuwielbiam te wspomnienia, piękny cykl!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Dziękuję za tekst o młodym Karolu Wojtyle.
OdpowiedzUsuńTeż nie jeżdżę na licealne zjazdy, wolę zapamiętać moją klasę jako ludzi młodych i silnych.
Serdeczności.
Jesteś pracowita jak mróweczka, Karolinko.
OdpowiedzUsuńBuziaki.
Spotkaniom klasowym powiedziałam NIE, przestały mnie bawić.
OdpowiedzUsuńJesteś pracowita jak mrówka!
Ja chętnie spotykałam się ze znajomymi z klasy ale były to takie spotkania na luzie. Cieszę się bo ciągle widuję się z moją wychowawczynią z podstawówki a minęło już ponad 30 lat od kiedy skończyłam szkołę podstawową. Pracowita i sumienna z Ciebie osoba. Podziwiam bo ja jakoś tak zrobiłam się taka rozwleczona :-(. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuń