Drzwi zamknęły się za nimi. Usłyszały zgrzyt klucza przekręcanego w zamku. Wyszły z internatu Nazaretanek tuż przed 10 wieczorem, bo o tej godzinie siostry zamykały dom, aby otworzyć go nazajutrz o 6 rano. Sześć studentek polonistyki w turystycznych strojach skierowało się w stronę dworca.
- "Że też ten ksiądz się zgodził..." - pomyślała Danka Skrabianka, wspominając rozmowę, którą odbyły z Karolem Wojtyłą przed kilkoma dniami. Jedna z nich przyjechała z wiadomością, że już kwitną krokusy i wyglądają wprost przepięknie. Wpadły na pomysł, aby zorganizować wycieczkę - sześć dziewczyn, sześciu chłopaków i ksiądz, którego poznały przed rokiem w parafii św. Floriana. Zgodził się.
Choć trudno było zrozumieć jego kazania, to miał coś takiego w sobie, że ich przyciągał. Coraz liczniejsza gromada młodzieży odwiedzała go i uczestniczyła w jego wykładach. Ze smutkiem przyjęli wiadomość o przeniesieniu go do kościoła świętej Katarzyny. Pojawiła się jednak iskierka nadziei, gdy zaprosił ich na Msze do nowej parafii. Tylko ta godzina... 6 rano! Jednak zwlekali się z łóżek i raz w tygodniu meldowali w kościele. Pomysł wycieczki do Zakopanego zakładał jeszcze bardziej niemożliwe godziny. Wyjazd o północy, przyjazd na 5 rano, cały dzień na nogach w górach i znowu przyjazd nocnym pociągiem.
Krótko po przybyciu na dworzec zobaczyły Jacka. Był sam, a ze stroju wcale nie wynikało, że wybiera się w podróż.
- Nie możemy jechać - wyrzucił z siebie. - Mamy na poniedziałek trudne zaliczenie.
- I teraz to mówisz? - Teresa była oburzona.
- Wiesz jak jest. Na takich jak my mają szczególne oko. Jeśli z czymś nawalimy wywalą nas i wezmą do woja!
Tak, to była prawda. W czasach stalinowskich studenci dzielili się na dwie kategorie: jedni należeli do komunistycznego związku i mieli łatwe życie, ci którzy nie chcieli się zapisać, musieli pracować w pocie czoła, uważając, żeby nie podpaść. Dlatego chłopakom była na rękę Msza o 6 rano. Było mało prawdopodobne, że ktoś zobaczy ich o tej porze wychodzących z kościoła. Wystarczyłby jeden donos i wylecieliby z hukiem ze studiów.
Tak, to była prawda. W czasach stalinowskich studenci dzielili się na dwie kategorie: jedni należeli do komunistycznego związku i mieli łatwe życie, ci którzy nie chcieli się zapisać, musieli pracować w pocie czoła, uważając, żeby nie podpaść. Dlatego chłopakom była na rękę Msza o 6 rano. Było mało prawdopodobne, że ktoś zobaczy ich o tej porze wychodzących z kościoła. Wystarczyłby jeden donos i wylecieliby z hukiem ze studiów.
- Co tak stoicie? - usłyszeli pytanie zadane znajomym, głębokim głosem.
Odwrócili się i aż otworzyli usta. To był ksiądz Karol, lecz bez sutanny! Turystyczne buty, spodnie do pół łydki, kurtka, chlebak... Tylko twarz ta sama.
- Chłopcy nie jadą - ponuro powiedziała Teresa. - Z naszej wycieczki nici. A my chyba spędzimy noc na dworcu, bo siostry otwierają dom dopiero rano.
- To może pojedziecie ze mną - zaproponował Wojtyła.
Tym razem były jeszcze bardziej zdziwione niż na widok jego ubioru. Przecież to było ogromne ryzyko - ksiądz podróżujący samotnie w towarzystwie sześciu młodych dziewczyn! Gdyby to wszystko wyszło na jaw! A gdyby dowiedziało się o tym UB! Na pewno zrobiłoby wszystko, żeby go skompromitować!
![]() |
| Karol Wojtyła z młodzieżą(źródło zdjęcia) |
- Przecież nie robię chyba nic złego? Nie można pozwolić, aby młode dziewczęta spędzały noc na dworcu.
Podróż minęła im wyjątkowo szybko, choć pociąg wlókł się w tempie żółwia, a tłok panował niemiłosierny. Najpoważniejszym problemem stała się forma zwracania się do księdza. Przecież nie mogą go zdekonspirować! Formy bezosobowe i inne łamańce językowe stały się największą zmorą tej podróży. Odetchnęły dopiero, gdy wyszły na ulice Zakopanego.
- Dziękujemy księdzu, że z nami pojechał - odezwała się Danuta.
- Nie ma za co.
- Mamy nadzieję, że to nie ostatnia taka wycieczka.
- Na następną zapewnimy też i męską obsadę.
- Więc będzie ksiądz z nami jeździć? To fantastycznie! Jest tylko jeden problem...
- Już wam się sprzykrzyło?
- Ależ nie, skądże! Świetnie się rozmawia i w ogóle. Tyle że trudno to robić w większym towarzystwie. Nie chciałybyśmy księdza zdradzić.
- A to stąd te formy bezosobowe. Tak, to rzeczywiście komplikacja. Jak to rozwiązać?
- Mamy pseudonim. Czy moglibyśmy mówić do księdza "Wujku"?
- A to zabawne. Nigdy nie miałem siostrzenicy, ani bratanków. Chociaż kiedyś w Wadowicach sprawdzałem rodzinne koligacje i wyszło mi, że niektórzy członkowie dalszej rodziny powinni tak się do mnie zwracać. Miałem wtedy z dziesięć lat. Ale jakoś nikt nie wziął na poważnie mojego zdania. A więc "Wujek"? Zgoda, niech tak będzie.
- Dziękujemy... "Wujku".
Od Anioła Stróża: Jeśli był "Wujek", to musiała być i rodzina. Wówczas zwyczajem było, że studenci zwracali się do siebie per "Pan/Pani", ale z chwilą narodzin "Wujka", ktoś zaproponował by przeszli na "braciszku/siostrzyczko". Tak narodziła się "Rodzinka Wujka Karola". Wspólnie wyprawiali się na wycieczki, jeździli na wakacje, świętowali razem imieniny i urodziny. Studenci robili dyplomy, zaczynali pracę i żenili się, a "Wujek" błogosławił ich małżeństwa. Były to trudne czasy. Jednego z członków "Rodzinki" aresztowali agenci ze Służby Bezpieczeństwa. Na szczęście został dość szybko zwolniony.
Kiedyś, podczas wędrówki przez Bieszczady, zostali otoczeni przez wojsko i odprowadzeni na posterunek. Moim kolegom i mnie udało się jednak uchronić ich przed niebezpieczeństwem. Wyspecjalizowaliśmy się także w wędrówkach i sportach wodnych. Bywało, że nasi podopieczni gubili się w nocy w lesie, bardzo nas wtedy prosili o pomoc, a my chętnie to robiliśmy, prowadząc ich do obozowiska. Kiedy wyruszali na spływy kajakowe dbaliśmy, aby nikt się nie utopił w niebezpiecznych wirach.
Wujek Karol jeździł z nimi na kajaki co roku. Tak było również latem 1958 roku. Tym razem znaleźli się na Mazurach. Tutaj do księdza Wojtyły dotarło pilne wezwanie do Warszawy do prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego.
----------------------------------------------------------------------------------
Karol Wojtyła wiedział jak zjednać sobie młodzież. Sam był przecież młody i za młodu kochał wycieczki po górach, zwłaszcza po leżących tuż u podnóża Wadowic Beskidach. Kochał młodzież i ona go kochała.
Czasami żałuję, że w naszej parafii jest tak mało wyjazdów dla młodzieży. Jeszcze kilka lat temu mieliśmy kapłanów, którzy byli salezjanami przez duże "S" - wycieczki w góry, wycieczki podczas półkolonii, jednodniowe a czasami nawet i kilkudniowe wyjazdy dla ministrantów, animatorów i oprawy muzycznej połączone z rekolekcjami... Dużo się działo, młodzież i dzieci przychodziły do dopiero co powstającego w strukturach Domu Młodzieżowego oraz parafialnej scholi.
Nic nie może jednak wiecznie trwać, jak śpiewała Anna Jantar. Nadeszła zmiana, potem kolejna. Czy lepsze? Niekoniecznie.
Wyjazdy dla animatorów zostały ograniczone do Oratoriad, na które nie każdy może jechać. Zero wyjazdów organizowanych przez Boskiego Oskiego. Oficjalnie "nie ma na to czasu". Jednak kiedy człowiek, z racji swojego wykształcenia, proponuje pomoc, spotyka się ze stanowczym "NIE". Czasu nie ma też na organizacje półkolonii. Tzn. Boski Oski nie ma wymaganych papierów ku temu, a proboszcz żyje czasami swoim własnym światem. Miałam w planach zrobić sobie przed wakacjami kurs organizacji wypoczynku wakacyjnego, choćbym miała jeździć po całej inspektorii i zbierać od poprzedników Boskiego zaświadczenia o 3-letnim okresie pracy z dziećmi(choinka, niby Boski Oski powinien dać mi to zaświadczenie, ale przestałam mu ufać...). Wtedy można by kombinować z półkoloniami z pominięciem x. proboszcza jako kierownika półkolonii. Tylko nie myślcie sobie, że robię to dla pieniędzy - tradycyjnie musiałabym za wszystko sama zapłacić, a w zamian raczej nie usłyszałabym nawet "dziękuję". No nic, przyzwyczaiłam się już do tego. Przyszedł jednak koronawirus i wszystkie kursy zostały zawieszone.
Nie lepiej jest ze scholą. Jeszcze w grudniu 2014 roku poprosili mnie o zorganizowanie wycieczki dla naszej wspólnoty do Wadowic. Wiedzieli, że mam tam rodzinę i tak kilka lat wcześniej mimochodem powiedziałam, że jakby co, to mogę kiedyś ich po nich oprowadzić. Ucieszyłam się(odpadłby problem praktyk studenckich) i chciałam od razu wyjąć mój terminarz, aby od razu ustalić jakiś termin(to jeszcze były czasy, kiedy miałam zajęte niektóre weekendy przez szkołę policealną). Usłyszałam, że na to przyjdzie czas. Minęło 6 lat, a schola nie pojechała do Wadowic. Na jesieni słyszałam, że nie możemy pojechać, bo dzieci rozpoczynają rok szkolny, a niektórzy akademicki w Krakowie(też studiowałam w tym czasie w Krakowie, więc słaba wymówka), bo jest za zimno, bo są urodziny(i to nie moje) i że lepiej będzie, jak pojedziemy na wiosnę. Wiosną słyszałam, że wolą jechać do Krakowa i na prywatne wyjazdy, a tak w ogóle to już wszyscy szykują się do wakacji. Ale na jesieni na pewno pojedziemy. Na jesieni znowu słyszałam, że nie bo... I tak w koło Macieju. A ja wracałam z płaczem do domu. W końcu przestałam pytać, bo szkoda moich łez i nerwów. Praktyki zrobiłam podczas ŚDMu w Krakowie. I tylko średniej szkoda, bo za każdym razem musiałam pisać podanie o przesunięcie zaliczenia na studiach. Temat chyba umarł śmiercią naturalną.
O innych propozycjach różnych przedsięwzięć już nie wspominam.
Bo co z tego, że ma się jakiś pomysł, skoro napotyka się na mur nie do przebicie.
Ale ja też nie mam charyzmy Karola Wojtyły.
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się wirusowi w koronie :)
----------------------------------------------------------------------------------
Karol Wojtyła wiedział jak zjednać sobie młodzież. Sam był przecież młody i za młodu kochał wycieczki po górach, zwłaszcza po leżących tuż u podnóża Wadowic Beskidach. Kochał młodzież i ona go kochała.
Czasami żałuję, że w naszej parafii jest tak mało wyjazdów dla młodzieży. Jeszcze kilka lat temu mieliśmy kapłanów, którzy byli salezjanami przez duże "S" - wycieczki w góry, wycieczki podczas półkolonii, jednodniowe a czasami nawet i kilkudniowe wyjazdy dla ministrantów, animatorów i oprawy muzycznej połączone z rekolekcjami... Dużo się działo, młodzież i dzieci przychodziły do dopiero co powstającego w strukturach Domu Młodzieżowego oraz parafialnej scholi.
Nic nie może jednak wiecznie trwać, jak śpiewała Anna Jantar. Nadeszła zmiana, potem kolejna. Czy lepsze? Niekoniecznie.
Wyjazdy dla animatorów zostały ograniczone do Oratoriad, na które nie każdy może jechać. Zero wyjazdów organizowanych przez Boskiego Oskiego. Oficjalnie "nie ma na to czasu". Jednak kiedy człowiek, z racji swojego wykształcenia, proponuje pomoc, spotyka się ze stanowczym "NIE". Czasu nie ma też na organizacje półkolonii. Tzn. Boski Oski nie ma wymaganych papierów ku temu, a proboszcz żyje czasami swoim własnym światem. Miałam w planach zrobić sobie przed wakacjami kurs organizacji wypoczynku wakacyjnego, choćbym miała jeździć po całej inspektorii i zbierać od poprzedników Boskiego zaświadczenia o 3-letnim okresie pracy z dziećmi(choinka, niby Boski Oski powinien dać mi to zaświadczenie, ale przestałam mu ufać...). Wtedy można by kombinować z półkoloniami z pominięciem x. proboszcza jako kierownika półkolonii. Tylko nie myślcie sobie, że robię to dla pieniędzy - tradycyjnie musiałabym za wszystko sama zapłacić, a w zamian raczej nie usłyszałabym nawet "dziękuję". No nic, przyzwyczaiłam się już do tego. Przyszedł jednak koronawirus i wszystkie kursy zostały zawieszone.
Nie lepiej jest ze scholą. Jeszcze w grudniu 2014 roku poprosili mnie o zorganizowanie wycieczki dla naszej wspólnoty do Wadowic. Wiedzieli, że mam tam rodzinę i tak kilka lat wcześniej mimochodem powiedziałam, że jakby co, to mogę kiedyś ich po nich oprowadzić. Ucieszyłam się(odpadłby problem praktyk studenckich) i chciałam od razu wyjąć mój terminarz, aby od razu ustalić jakiś termin(to jeszcze były czasy, kiedy miałam zajęte niektóre weekendy przez szkołę policealną). Usłyszałam, że na to przyjdzie czas. Minęło 6 lat, a schola nie pojechała do Wadowic. Na jesieni słyszałam, że nie możemy pojechać, bo dzieci rozpoczynają rok szkolny, a niektórzy akademicki w Krakowie(też studiowałam w tym czasie w Krakowie, więc słaba wymówka), bo jest za zimno, bo są urodziny(i to nie moje) i że lepiej będzie, jak pojedziemy na wiosnę. Wiosną słyszałam, że wolą jechać do Krakowa i na prywatne wyjazdy, a tak w ogóle to już wszyscy szykują się do wakacji. Ale na jesieni na pewno pojedziemy. Na jesieni znowu słyszałam, że nie bo... I tak w koło Macieju. A ja wracałam z płaczem do domu. W końcu przestałam pytać, bo szkoda moich łez i nerwów. Praktyki zrobiłam podczas ŚDMu w Krakowie. I tylko średniej szkoda, bo za każdym razem musiałam pisać podanie o przesunięcie zaliczenia na studiach. Temat chyba umarł śmiercią naturalną.
O innych propozycjach różnych przedsięwzięć już nie wspominam.
Bo co z tego, że ma się jakiś pomysł, skoro napotyka się na mur nie do przebicie.
Ale ja też nie mam charyzmy Karola Wojtyły.
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się wirusowi w koronie :)

Przepraszam Karolinko, ale dopiero o 21-wszej wracam z ogrodu i nie mam siły czytać tak długich postów. Może gdy pogoda nie pozwoli na prace ogrodowe wrócę do nich i poczytam. Wpadłam tylko by Cię pozdrowić:)
OdpowiedzUsuńciekawie, tak w odcinkach podczas trudnych dni
OdpowiedzUsuń:)
"mój Aniele Stróżu też bardzo Cie potrzebuję"
Na niektóre sytuacje i ludzi nawet charyzma Wojtyły niewiele zdziała...
OdpowiedzUsuńNigdy nie byłam w Wadowicach
OdpowiedzUsuńO marzenia trzeba walczyć, nic łatwo nie przychodzi :)
OdpowiedzUsuńNie czarujmy się, w tym roku w ogóle ciężko o jakiekolwiek wyjazdy, ale gdy to wszystko się skończy ludzie będą ich spragnieni, więc może to również w szkółkach kościelnych się ruszy :)
OdpowiedzUsuńKarolinko, myślę, że i Ty masz wiele charyzmy.
OdpowiedzUsuńBuziaki.
Kto jak kto, ale ja na pewno nie mam zbyt dużo charyzmy. Tak jak Tyranowski mówię nudno. Chyba sama siebie nie chciałabym słuchać.
UsuńPozdrawiam
Jesteś WYJĄTKOWA- zapamiętaj to!
OdpowiedzUsuńtak sobie teraz pomyślałam o zamknięciu w więzieniu :-) to się nazywa resocjalizacja. Psychologowie mówią,ze każdemu to potrzebne, może jest okazja z tego skorzystać? ale ja wiem, że pochłania praca, pragnienia, pokonywanie trudności, choć czasem tak naprawdę nie są trudnościami. I pewnie warto być " wyjątkowym", to takie miłe :-) Wszystko będzie dobrze, skoro masz takie potrzeby to na pewno zrobisz wszystko, żeby dopiąć swego. No i super. Powodzenia :-D
OdpowiedzUsuń