W ubiegłą niedzielę minęła 80 rocznica tragicznej śmierci mistrza olimpijskiego w biegu na 10 000 metrów(10 km) z Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles(1936 r) - Janusza "Kusego" Kusocińskiego. W normalnych warunkach, czyli bez tych wszystkich obostrzeń, lekkoatleci uczciliby jego pamięć w Memoriale Janusza Kusocińskiego, którego gospodarzem, kolejny raz, miał być Stadion Śląski w Chorzowie. Jak się może niektórzy z Was domyślają, w planach miałam aplikację na wolontariusza podczas całej imprezy. Niestety, zaistniała w świecie sytuacja wymusiła na organizatorach odwołanie imprezy. Zresztą, odwołanych zostało większość imprez sportowych, także tych, w których miałam brać udział jako uczestnik.
No dobrze, Memoriał odwołano. Może za rok będziemy mieli więcej szczęścia. Pandemia na szczęście nie może wpłynąć na zamieszczenie w miarę ciekawego artykułu o tym wielkim mistrzu olimpijskim, który z okazji okrągłej rocznicy jego śmierci, został napisany przez Macieja Petruczenkę i zamieszczony na stronie: https://www.onet.pl/sport/przeglad-sportowy/janusz-kusocinski-mija-80-lat-od-smierci-naszego-mistrza-olimpijskiego/1ltvpsm,5e4c2379.
No dobrze, Memoriał odwołano. Może za rok będziemy mieli więcej szczęścia. Pandemia na szczęście nie może wpłynąć na zamieszczenie w miarę ciekawego artykułu o tym wielkim mistrzu olimpijskim, który z okazji okrągłej rocznicy jego śmierci, został napisany przez Macieja Petruczenkę i zamieszczony na stronie: https://www.onet.pl/sport/przeglad-sportowy/janusz-kusocinski-mija-80-lat-od-smierci-naszego-mistrza-olimpijskiego/1ltvpsm,5e4c2379.
Kusy, nie tylko sportowy bohater
Upływa właśnie 80 lat od śmierci Janusza Kusocińskiego, najbardziej cenionego przed drugą wojną światową sportowca polskiego, mistrza olimpijskiego w biegu na 10 000 m(Los Angeles 1932).
- Janusz Kusociński został zabity przez Niemców w pobliżu Palmir, w Puszczy Kampinowskiej, 21 marca 1940 roku.
- Mający twardy charakter Janusz mimo tortur nie poszedł na współpracę z okupantem, nie zdradził żadnych nazwisk ani haseł konspiry i został w efekcie przez hitlerowców rozstrzelany.
- Symbolicznym zadośćuczynieniem ze strony niemieckiej stała się uliczka Kusocińskiego koło Stadionu Olimpijskiego w Monachium.
![]() |
| źródło zdjęcia |
Janusz wygrywał z przedstawicielami najróżniejszych nacji. Z Niemcami przegrał właściwie tylko raz, nie w warunkach sportowych, niestety, rozstrzelany przez nich 21 czerwca 1940 roku w Palmirach na skraju Puszczy Kampinowskiej.
Wprawdzie do dzisiaj są pewne wątpliwości, jeśli chodzi o dokładną datę egzekucji, ale jest pewne, że nastąpiło to w dniach 20-21 czerwca i że w tym samym czasie zostali rozstrzelani tamże kolega "Kusego" z Warszawianki Feliks Żuber, wicemistrz olimpijski 1924 w kolarstwie torowym Tomasz Stankiewicz, były marszałek Sejmu Maciej Rataj i Mieczysław Niedziałkowski, syn prezydenta Wilna, czołowy przedwojenny pepeesowiec, redaktor naczelny "Robotnika", we wrześniu 1939 roku odznaczony tak samo jak Kusociński Krzyżem Walecznych za obronę Warszawy.W sportowe osiągnięcia Kusocińskiego można wejrzeć "od kuchni" poprzez zamieszczone na następnych stronach(>>TUTAJ<<) cytaty z artykułów i wywiadów, opublikowanych w przedwojennym "Przeglądzie Sportowym". Był Janusz bez wątpienia tym długodystansowcem, który jako pierwszy usunął w cień niezwyciężonych fińskich biegaczy z legendarnym Paavo Nurmim na czele. Bardzo bolał jednakże z tego powodu, że Nurmi został przed igrzyskami 1932 zdyskwalifikowany za naruszenie reguł amatorstwa, podobnie zresztą jak największy krajowy rywal Janusza, repatriant z Łotwy Stanisław Petkiewicz, którego w 1929 wybrano w Plebiscycie "Przeglądu Sportowego" najlepszym sportowcem Polski tylko dlatego, że wygrał w Warszawie z Nurmim w pojedynku na 3000 metrów.
Petkiewicz reprezentował Łotwę na igrzyskach olimpijskich 1928 w Amsterdamie, ale miesiąc później przeniósł się chętnie do Polski, trochę później podjął studia w nowo utworzonym Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie i zaczął reprezentować w lekkoatletyce nasz kraj. Rywalizacja Petkiewicza z Kusocińskim rozgrzewała publiczność do czerwoności, dopóki tego pierwszego nie zmuszono do zejścia z areny, co powetował sobie pracą trenerską i prowadzeniem w Warszawie szkoły tanga (nic dziwnego, że przed wybuchem wojny w 1939 roku wyemigrował do Argentyny).
Kusociński, będący synem urzędnika kolejowego, a potem właściciela małego gospodarstwa ogrodniczego w Ołtarzewie pod Warszawą, aspirował w częściowo postfeudalnej, a częściowo już w pełni kapitalistycznej międzywojennej Polsce do wyższej klasy społecznej, czym budził niekiedy drwiące uśmiechy.
Gdy już został sławnym mistrzem sportu, pasjonowały go luksusowe auta, rauty w doborowym towarzystwie, a nawet posiadanie fraka. Już jako ceniony lekkoatleta musiał dorabiać jako ogrodnik w Łazienkach. Mógł tylko pozazdrościć zdobywczyni pierwszego złota olimpijskiego dla Polski, szlachciance z krwi i kości, pochodzącej z zamożnej rodziny Halinie Konopackiej, dla której bywanie w wyższych sferach to była codzienność. Jednocześnie jednak z Konopacką łączyło go identyczne poczucie patriotyzmu.
Wywodził się z rodziny uczestników powstania styczniowego. Jeden z jego starszych braci (Zygmunt) walczył w pierwszej wojnie światowej i zaraz po jej zakończeniu zmarł z wycieńczenia; drugi (Tadeusz) zginął w 1920 roku pod Zamościem, uczestnicząc w starciach z bolszewikami. Najmłodsza z trzech sióstr (Halina) zmarła w 1929 roku. Najstarsza (Maria) dożyła 1977 roku, przechodząc podczas wojny gehennę obozu koncentracyjnego w Ravensburgu.
Mający twardy charakter Janusz, wpakowany w 1940 roku w łapy gestapowców za sprawą zdrajcy w szeregach Organizacji Wojskowej "Wilki" - Szymona Wiktorowicza - mimo tortur nie poszedł na współpracę z okupantem, nie zdradził żadnych nazwisk ani haseł konspiry i został w efekcie przez hitlerowców rozstrzelany. Symbolicznym zadośćuczynieniem ze strony niemieckiej stała się uliczka Kusocińskiego koło Stadionu Olimpijskiego w Monachium.
JANUSZ TADEUSZ KUSOCIŃSKI
Urodzony 15 stycznia 1907 r. w Warszawie, zmarły 21 czerwca 1940 r. w Palmirach; 167 cm, 62 kg. W 1928 absolwent Państwowej Średniej Szkoły Ogrodniczej w Warszawie; w 1938 ukończył CIWF/AWF Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Nauczyciel wf.
Lekkoatleta RKS Sarmata Warszawa (1925 - 1928) i Warszawianki (1928 - 1939), trenowany przez Estończyka Aleksandra Klumberga.
Mistrz olimpijski w biegu na 10 000 m (Los Angeles 1932); dwukrotny rekordzista świata: 8:18.8 na 3000 m (Antwerpia, 19.6.1932) i 19:02.6 na 4 mile (Poznań, 30.6.1932).
Wicemistrz Europy na 5000 m (Turyn, 1934).
10-krotny mistrz i 25-krotny rekordzista Polski na 1000 m, 1500 m, 2000 m, 3000 m, 5000 m, 10 000 m oraz w sztafecie olimpijskiej 4x1500 m.
W Plebistycie "Przeglądu Sportowego" najlepszy sportowiec Polski 1931 (2. w 1932 r., 3. w 1930 i 1934 r.).
![]() |
| źródło zdjęcia |
800 m - 1:56.6,
1500 m - 3:54.0,
3000 m - 9:18.6,
5000 m - 14:24.2,
10 000 m - 30:11.4
Współpracował z "Przeglądem Sportowym" (m.in. jako korespondent z igrzysk olimpijskich 1936 w Berlinie), a w latach 1933 - 1934 był redaktorem naczelnym "Kuriera Sportowego". We wrześniu 1939 ranny jako ochotnik walczący w obronie Warszawy w szeregach 360. Pułku Piechoty, odznaczony Krzyżem Walecznych przez gen. Juliusza Rommla. Podczas okupacji niemieckiej członek konspiracyjnej Organizacji Wojskowej "Wilki" (pseud. Prawdzic), aresztowany przez gestapo 28 marca 1940, więziony w al. Szucha i na Pawiaku, rozstrzelany 21 czerwca 1940 w Palmirach. Autor wydanych w 1933 roku wspomnień "Od palanta do olimpiady", uzupełnionych po wojnie przez dziennikarza "Przeglądu Sportowego" Kazimierza Gryżewskiego.
W 1967 roku na wniosek b. organizacji Wojskowej "Wilki" Rada Państwa odznaczyła go po raz drugi, już pośmiertnie, Krzyżem Walecznych. W 2009 roku prezydent RP Lech Kaczyński przyznał mu Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
Na cześć mistrza olimpijskiego z Los Angeles co roku odbywają się zawody lekkoatletyczne "O memoriał Janusza Kusocińskiego", których początek przyjęto datować na rok 1954, jakkolwiek wtedy jeszcze nie nosiły takiej nazwy.
![]() |
| źródło zdjęcia |
Jestem po telespotkaniu przed jutrzejszym dniem. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeszcze do przedpołudnia nie wiedziałam, czy uda mi się wbić na jutrzejszy dzień, czy nie spadnę na późniejszy termin. W najlepszym wypadku byłby to lipiec, w najgorszym... tego nawet nie chciałabym wiedzieć. Chociaż z drugiej strony jak trzeba, to pani Poppins walczy o nas jak lwica. I teraz też podzwoniła, popytała co i jak, a potem jeszcze do mnie telefonowała, żebym się nie denerwowała, bo wszystko jest w porządku i mam się spokojnie szykować na jutrzejszy dzień.
Jest mała trema, ale i nadzieja na dobre obrócenie sprawy. Zwłaszcza, kiedy słyszy się od takiej Mery Poppins: "Pani Karolino, najgorsze ma pani już za sobą"(aż byłam zaskoczona, że do mnie zadzwoniła, chociaż wczoraj widziałyśmy się face to face). Albo od Pani Dyrektor: "Pani Karolino, o kogo jak o kogo, ale o panią akurat jestem spokojna". A jednak z tyłu głowy kołacze się pytanie: A co będzie, jak się nie uda? Jak ciało tak mi odmówi posłuszeństwa, że nie wyduszę ani słowa? Jak się wywrócę tuż przed metą? Co prawda mam obiecane tyle czasu na odpowiedź, ile będę potrzebować, ale... Ale "Kusy" zawsze walczył do końca, więc może i ja powinnam?
Chyba jednak wolałabym, żeby to wszystko odbyło się na żywo.
Ktoś jest chętny do towarzyszeniu chomiczkowi w trzymaniu kciuków? Tak gdzieś od 11:15 do, maksymalnie, 12:00?




Nie zdradził... Cześć i chwała Bohaterom!
OdpowiedzUsuńWojna zabrała wielu zdolnych ludzi ...
OdpowiedzUsuńMamy w naszym mieście nawet ulicę Jego imienia!
OdpowiedzUsuńTo jest straszne, jakie wojna zebrała żniwo, Polacy byli wtedy czymś bezwartościowym, oby takie czasy już nigdy nie powróciły. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńWitaj początkiem lata
OdpowiedzUsuńCieszę się, że wybrałaś się ze mną na leniwy spacer, Mam nadzieję, że pomógł i .... Czekam na rezultat. Kciuki trzymałam
A za dzisiejszą opowieść dziękuję. Historię znałam, ale nie tak dokładnie
Pozdrawiam ciepło już krótszym dniem
Wielka postać!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki Karolinko:))
No to trzymam mocno.
OdpowiedzUsuńPięknie opowiedziałaś historię Kusego:)
OdpowiedzUsuńTrzymałam kciuki Karolinko, mam nadzieję, że jest ok!
Cieplutko pozdrawiam.
Chyba jeszcze przez wiele lat Polacy będą pamiętać postać Janusza Kusocińskiego i jego tragiczną śmierć.
OdpowiedzUsuńZa Ciebie trzymam kciuki.
Pozdrawiam.
Czasami myślę, że wtedy ludzie byli twardsi:) ciekawe (odpukać) w naszych czasach- wygodnickich i cwaniackich by się znalazło tak odważnych?? O takich Osobach trzeba pamiętać i przypominać, by te czasy nigdy nie wróciły. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńTeż trzymam trzeba być dobrej myśli :)
OdpowiedzUsuńWojna była straszna i pochłonęła miliony niewinnych istnień. Ale patrząc na moją babcie stwierdziłam że ludzie żyjący w tych okropnych czasach byli dużo twardsi niż my dziś. Chwała bohaterom!
OdpowiedzUsuń