Czerwiec nieodłącznie kojarzy mi się z dzieciństwem. Wbrew pozorom było ono szczęśliwe, pomimo różnych meandrów losu. W czerwcu obchodzony jest przecież Dzień Dziecka. Nie przypominam sobie, abyśmy coś dostawały z tej okazji(co nie oznacza, że tak nie było), ale pamiętam jak rodzice zabierali nas do ogrodu zoologicznego, w pobliskie góry albo na kajaki nad miejski zalew(a potem na obozach sportowych dziwili się, że tak dobrze pływam kajakiem). A potem przychodziły upragnione wakacje. Z wzorowym świadectwem oraz najlepszymi znajomymi ze szkoły szło się na lody. Wakacje najczęściej spędzało się u rodziny oraz na obozach sportowych i harcerskich. Byle tylko odpocząć od miejskiego zgrzytu.
Jednak nie wszystkie dzieci mają szczęśliwe życie. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić tekstem, który krąży po internecie(dlatego być może ktoś z Was już go poznał). Nie wiem, czy jest to prawdziwa historia, czy też wymyślona, ale muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I po raz kolejny przekonałam się jak wiele miałam w pierwszym etapie mojego życia...
7-latek umarł z winy swoich rodziców. Lekarz znalazł w jego rączce rozdzierający serce list
"Nazywam się Ivan i mam 7 lat. Kocham moją mamę i mojego tatę, ale strasznie się ich boję. Często mnie biją, nie do końca rozumiem, dlaczego.
Dziś rano obudziłem się i poszedłem do szkoły. Jestem dobrym uczniem i wychowawca mnie lubi. Ja lubię też kolegów z klasy, ale oni mnie chyba nie bardzo. Zazwyczaj siedzę sam w czasie przerw. Nikt nie chce się ze mną bawić. Chciałem, żeby mnie polubili, ale oni twierdzą tylko, że jestem obrzydliwy. Śmieją się ze mnie, bo codziennie noszę te same wytarte spodnie, mam jedną koszulkę i dziurawe buty.
Pewnego dnia po szkole zostałem dłużej w szatni i ukradłem kurtkę. Wisiała tam bardzo długo, wydawało mi się, że nikt jej nie chce, a ja marzłem. Poszedłem do domu. W czasie drogi powrotnej ktoś podszedł do mnie od tyłu i pchnął. Upadłem na śnieg. Ten ktoś usiadł na mnie, wcisnął moją twarz w śnieg i powiedział: "Nikt cię tu nie lubi idioto".
Okazało się, że jest ich więcej. Kopali mnie w plecy i w brzuch. Nagle uciekli i zostawili mnie na zimnym śniegu. Płakałem, tak strasznie płakałem... Ale nie dlatego, że coś mnie bolało, a dlatego, że nie miałem żadnej osoby, na którą mógłbym liczyć.
Kiedy wróciłem do domu, mama podbiegła do mnie, złapała mnie za włosy i zaczęła krzyczeć: "Gdzie byłeś? Dlaczego jesteś taki brudny i mokry? Jesteś niegrzecznym bachorem! Nie ma dziś dla Ciebie obiadu! Idź do swojego pokoju i zostań tam!"
Zrobiłem tak, jak powiedziała mi mama. Poszedłem do mojego pokoju i nie wychodziłem z niego, aż do następnego dnia, mimo że byłem bardzo głodny i było mi strasznie zimno...
Moje oceny były coraz gorsze. Za każdym razem, gdy moi rodzice dowiadywali się o tym, tata bardzo mnie bił. Kiedyś uderzył mnie tak strasznie, że nie mogłem ruszać palcem wskazującym i wszyscy w szkole okropnie się ze mnie śmiali.
Czas mijał, a ja pewnego dnia dostałem okropnych bóli w klatce piersiowej. Mamy i taty nie obchodziło to, że cierpię. Wieczorem leżałem w swoim łóżku i myślałem o tym, jak to jest mieć szczęśliwą rodzinę. Bolało coraz bardziej, ale nie chciałem denerwować moich rodziców. Tak bardzo ich kocham...
Następnego dnia poszedłem do szkoły. Mieliśmy namalować nasze największe marzenie. Dzieci malowały samochody, rakiety, ładne lalki, ale nie ja... Nie dlatego, że nie lubię tych rzeczy, ale dlatego, że najbardziej chciałbym mieć kochającą mamę i tatę. Namalowałem więc całą rodzinę. Mamę, tatę i ich synka. Grali w gry i byli szczęśliwi. Kiedy malowałem, bardzo cicho płakałem. Naprawdę tak bardzo chciałbym mieć kogoś, komu by na mnie choć trochę zależało...
Kiedy przyszła moja kolej na pokazanie rysunku klasie, wszyscy śmiali się ze mnie. Śmiechy stawały się coraz głośniejsze, to było nie do wytrzymania. Stałem tam i błagałem, aby w końcu przestali. Nagle nie wytrzymałem i powiedziałem im:
"Naprawdę chcę, żeby moi rodzice byli tacy, jak wasi. Przytulali mnie i śmiali się ze mną. Żeby cieszyli się jak wasi, kiedy widzą was wychodzących ze szkoły. Wiem, że jestem brzydki, słaby i mam krzywy palec, ale nie śmiejcie się ze mnie."
Nauczycielka próbowała otrzeć moje łzy. Myślę, że niektórym dzieciom było mnie jednak żal, ale wiele osób wciąż się śmiało.
Pewnego dnia pisaliśmy krótki test. Byłem pewien, że nie poszło mi dobrze. Kiesy otrzymałem wynik, od razu zauważyłem, że nie jest dobry. Wiedziałem, że moja mama się zdenerwuje.
Bałem się wrócić do domu. Niestety, nie miałem gdzie iść więc powoli wracałem. Kiedy otworzyłem drzwi i zobaczyłem wyraz jej twarzy, wiedziałem, co będzie się działo.
Moja matka wpadła w furię. Uderzyła mnie w twarz. Upadłem na podłogę i mocno zahaczyłem głową o nogę krzesła. Jeszcze raz uderzyła mnie bardzo mocno. Leżałem i nie mogłem się podnieść. Naprawdę bardzo mnie bolało. Mama zostawiła mnie w takim stanie i wyszła. Po pewnym czasie wróciła i powiedziała, że mam natychmiast posprzątać ten bałagan, bo inaczej gdy tylko tata wróci do domu, to on naprawdę da mi popalić.
Błagałem mamę, aby nic mu nie mówiłam, ale kiedy spojrzałem w górę, zobaczyłem, że on stoi już w drzwiach. Gdy mama powiedziała mu o mojej ocenie, podniósł mnie z podłogi, potrząsnął mną i bardzo mocno uderzył mnie w twarz.
To było ostatnie co zapamiętałem. Obudziłem się w szpitalu. Spojrzałem na moją dłoń, nie czułem żadnego z moich 5 palców. Wyjrzałem przez okno i płakałem. Na zewnątrz widziałem ulicę, spacerowali po niej rodzice z dziećmi. Byli szczęśliwi.
Rozpłakałem się jeszcze bardziej... Wiesz dlaczego? Ja nie wiem, jak to jest czuć przytulenie własnej mamy... Moi rodzice mnie pobili, ale ja i tak ich kocham. Zawsze robiłem co mogłem, aby byli ze mnie dumni. To nic nie dawało, oni i tak nigdy mnie nie lubili. W końcu mogłem wyjść ze szpitala... Przyjechali po mnie, ale nawet nie uśmiechnęli się, czy nie przytulili mnie na powitanie.
Pewnego dnia rozlałem trochę herbaty na dywan. Wtedy znów mnie pobili. Nagle znów poczułem ten straszliwy ból w piersi. Powiedziałem o nim mojej mamie, ale ona to kompletnie zignorowała. Po pewnym czasie straciłem przytomność i znów znalazłem się w szpitalu. Moich rodziców tam nie było, nie interesowało ich, co się ze mną dzieje.
Lekarz widział, że jestem smutny i powiedział mi, że oni na pewno przyjdą. Niestety, nie pojawili się. Czekałem i czekałem, ale nikt się nie pojawił.
Ja i tak strasznie kocham moich rodziców..."
Dwa dni później Ivan zmarł z powodu odniesionych obrażeń. W jego ręce lekarze znaleźli list, który został bardzo niewyraźnie napisany. Był skierowany do jego rodziców:
"Droga Mamo i Drogi Tato,
Wiem, że jestem bardzo brzydki, obrzydliwy i głupi. Nie dziwię się, że nie potraficie mnie kochać, choć jest mi przykro.
Nigdy nie chciałem Was denerwować. Chciałem jedynie, żebyście mnie przytulili i powiedzieli, że mnie kochacie. Chciałem się z Wami pobawić, żebyście potrzymali mnie za rękę lub pośpiewali ze mną.
Wiem, że się mnie wstydziliście. Już nigdy tak nie będzie. Obiecuję."
Właśnie w tym momencie serce Ivana przestało bić.
Każde dziecko ma prawo do bycia kochanym i szczęśliwym. Żadne nie powinno przechodzić w domu takiej gehenny jak Ivan.
Jesteś kochającym rodzicem? Pamiętaj o tym, aby uświadomić swoje dziecko, że nie każdy w jego klasie, czy szkole, ma takie szczęście jak ono. Zadbaj o to, aby Twoja pociecha miała świadomość, że takim dzieciom trzeba pomagać i je wspierać. Nigdy i pod żadnym pozorem się nie śmiać z nich"
źródło: https://www.popularne.pl/7-letni-iwan-umarl-z-winy-rodzicow-lekarz-znalazl-list-w-jego-rece/
Myślę, że trzy ostatnie zdania są najlepszą puentą tego wszystkiego. Uczulmy dzieci na krzywdę innych, nauczmy je empatii i współczucia.
Co ciekawe, przepisując tekst(pomijając oczywiście to, że kilka razy łzy mi pociekły po policzkach) zaczęłam analizować historię Ivana od strony socjalnej. No i odkryłam kilka obszarów w funkcjonowaniu rodziny, nad którymi wypadałoby popracować. Ech, nie ma to jak "zboczenie zawodowe"...

Oj kochana, smutna historia :'( Teraz, gdy siedzę więcej w domu z powodu kwarantanny i siłą rzeczy dociera do mnie więcej informacji, wiadomości to serce mi się kraje jak źle jest ciągle na świecie. Tylko że my i tak słyszymy o zaledwie małym procencie takich problemów, dodatkowo nagłaśnianych. A tutaj przecież nieraz obok nas są osoby nieszczęśliwe, o których cierpieniu nie słyszymy, którego nie dostrzegamy. I tak jak mały Ivan starają się robić dobrą minę do złej gry... Wzruszyła mnie ta historia. Jest smutna, ale uświadamia wagę rodzicielstwa i według mnie też to, że musimy naprawdę walczyć z powierzchownym ocenianiem. Sama często popełniam ten błąd, ale staram się od dłuższego czasu postawić się w miejscu danej osoby, zastanowić dlaczego się tak może zachowywać. Zanim ją głupio i bezpodstawnie ocenię. Rzecz ludzka popełniać błędy, ale musimy się starać je poprawiać.
OdpowiedzUsuńŚciskam cieplutko kochana!
Nad zachowaniem rodziców spuściłabym kurtynę milczenia. Jednak też myślałabym o tym jak zawodzą kolejni ludzie napotkani na drodze.
OdpowiedzUsuńNawet trudno skomentować taki post, bo niestety mogłam na praktykach kilka lat temu obserwować różne nieprzyjemne sytuacje i wiem jak serce się kraje widząc takie nieszczęścia.
Pozdrawiam Karolinko.
Bardzo smutna historia, straszna i... niewyobrażalne jest to, że można tak traktować dziecko.
OdpowiedzUsuńSądzę, że w dzisiejszych czasach jest wielu "cichych oprawców", którzy nigdy nie zostają ukarani i nie chodzi mi tylko o znęcanie się nad dziećmi, ale i nad starszymi rodzicami. Przykre to jest - niestety.
Smutna, dającą do myślenia opowieść!
OdpowiedzUsuńDzieci nie powinny być: ani smutne, ani samotne, ani bite!!!
Zdarzają się pewnie takie przypadki w rodzinach. A ileż to rodzin nie ma, a bardzo pragnie- Dziecka!
Z refleksją pozdrawiam i życzę tylko dobrych dni:)
Tak wiele dzieci rodzi się, by cierpieć. Tak wiele jest krzywdzonych. To hańba naszego "cywilizowanego" świata.
OdpowiedzUsuńMało który siedmiolatek potrafi pisać a już z pewnością nie napisałby takiego eseju. Niemniej jednak bardzo dobrze, że ktoś poruszył tą kwestię, nagłośnił sprawę. Przemoc w rodzinie zdarza się od zawsze i wbrew pozorom jest powszechniejsza niż nam się wydaje. Ja pochodzę z takiego domu chociażby. Wiele osób zdawało sobie z tego sprawę, ale nie przypominam sobie, by ktokolwiek próbował pomóc. Z drugiej strony skąd ktokolwiek mógłby wiedzieć jak pomóc?
OdpowiedzUsuńMało prawdopodobne, by 7-latek napisał taki list, ale domyślam się, że chodzi o o opisanie całej historii.
OdpowiedzUsuńTakie sytuacje nie powinny się zdarzać, ale obawiam się, że będą nadal, dopiero co doniesiono, że utopił się 4-latek, powodem była niedostateczna opieka, nawet sąsiedzi przyznali się do porażki...
Od samego czytania łzy płyną... Nigdy nie umiałam zrozumieć jak można krzywdzić dzieci, to się w głowie nie mieści. I w sercu też.
OdpowiedzUsuńpewnie tego dziecko nie napisało,. ale faktycznie wiele dzieci doświadcza prawdziwych dramatów w domu....
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Mnie też to nie wygląda na autentyczny list, ale porusza ważny problem. Nie dość, że dramat w domu, to jeszcze wśród rówieśników... Taką rodziną, jak opisana, powinien się ktoś zająć, tak samo zaoferować wsparcie chłopcu.
OdpowiedzUsuńOj tak, tak, nawet nie zdajemy sobie sprawy z różnych losów dzieci. Bardzo przykra historia, bardzo przykra...
OdpowiedzUsuń