| Trzeci ołtarz w zeszłorocznej procesji |
| Ostatni ołtarz, przy szkole |
Podczas zeszłorocznej procesji Bożego Ciała prawie a wszystkich wierzących mieszkańców osiedla, na którym mieszkam ogarnęła niezwykła radość, że po kilkunastu latach przerwy dwa z czterech ołtarzy będą znajdowały się na naszym "Adasiu". W mojej pamięci pozostało wspomnienie na pewno sprzed 2004 roku, kiedy ostatni ołtarz umiejscowiony był na sporej łące rozciągającej się w trójkącie: skraj osiedla - przedszkole - szkoła. Rok temu trzeci ołtarz znajdował się w połowie osiedla, pod blokiem, natomiast czwarty ołtarz, został ustawiony na skwerku pomiędzy sąsiednim blokiem, a szkołą podstawową, do której uczęszczałam przez pierwsze trzy lata mojej nauki.
Aby dojść do naszego osiedla, położonego na obrzeżu parafii, musieliśmy iść ulicą niemal pod prąd. Na szczęście na ten czas wstrzymano ruch uliczny, bo jednak poruszaliśmy się jedną z głównych ulic miejskich. Po drodze minęliśmy pierwszy ołtarz ustawiony przy tej samej ulicy co kościół oraz drugi, usytuowany na skwerku tuż przy ulicy.
Rok temu po raz pierwszy (przynajmniej ja nie pamiętam, aby kiedyś tak było) naszej procesji towarzyszyła miejska orkiestra dęta działająca przy OSP, co nadało jej jeszcze bardziej uroczystego charakteru. No bo w sumie daleko było naszemu pochodowi do przepysznych procesji pokazywanych w telewizji. Pamiętam jeszcze czasy, nie takie znowu odległe, kiedy w procesji oprócz monstrancji pod baldachimem szły tylko obraz Matki Boskiej Częstochowskiej oraz figurka niesiona na poduszce przez dzieci. Z czasem wszystko zostawało ubogacane i nabierało coraz bardziej podniosłego charakteru.
Nie wiem jakie były plany na trasę procesji w tym roku. I czy w ogóle jakieś już były. W każdym razie wszystko zostało pokrzyżowane przez słynnego wirusa w koronie. Pomijając to, że jeszcze miesiąc temu samo uczęszczanie na Mszę święte było niemałym wyczynem, to perspektywa uczestniczenia w Mszy świętej w święto Bożego Ciała, a w szczególności w uroczystej procesji, wydawała się prawdziwym darem od losu.
Chociaż muszę przyznać, że do wtorku nie miałam pojęcia jak to wszystko będzie wyglądało. Czy w tym roku będzie procesja do czterech ołtarzy? Co prawda podczas ogłoszeń duszpasterskich w czasie Mszy świętej w M. ksiądz powiedział, że u nich będą dwie procesje, jedna w kościele parafialnym, a druga w kaplicy filiowej w J., ale nie dość, że to już była inna diecezja, to jeszcze miały być w raczej mało uczęszczanych wsiach. Więc jak to miało być w mieście?
Moje wątpliwości zostały rozwiane we wtorek, kiedy na stronie parafialnej pojawiły się ogłoszenia duszpasterskie, a wśród nich informacje na temat tegorocznej procesji Bożego Ciała. Miała się ona odbyć wokół kościoła. Zważając na to, że wejścia do niego znajdują się od wszystkich czterech stron świata, mogło to być jakieś wyjście. Prowizoryczne, bo prowizoryczne, ale zawsze.
Idąc wczoraj do kościoła czułam się jakoś dziwnie. Było ciepło, a ja czułam jakiś wewnętrzny niepokój. Może dlatego, że stała ścieżka, którą chodziłam do kościoła była porośnięta pokrzywami i innymi chwastami? A może dlatego, że wokoło nie było żadnej żywej duszy, chociaż zazwyczaj po łączce kręcili się ludzie ze szczekającymi pupilami.
Wkrótce moim oczom ukazało się wejście do świątyni od strony zakrystii(bo sam kościół widziałam już z poziomu łączki). Przyozdobione były prowizorycznym ołtarzem oraz rachitycznymi gałązkami z drzewka brzozowego. Podobnie udekorowane były wejścia boczne, toteż trzeba było wejść wejściem głównym. Wolno weszłam na chór i usiadłam w ławkach, które odziedziczyliśmy po klasztorze karmelitańskim w Wadowicach. Niezbyt wygodne, ale czasami trzeba pocierpieć.
Po nieco skróconej Mszy świętej(na której nawet wspomniano o moim osiedlu) wyszliśmy na procesję wokół kościoła. Sama procesja nie była dziwna, bo przecież chodzi się na taką chociażby w rezurekcję. Ale widok ludzi z maskami na twarzach już tak. Z drugiej strony nie możemy zapominać, że żyjemy na tym terenie, gdzie ognisko pandemii jest największe. W naszym mieście nie ma już kopalń, co nie oznacza, że w parafii nie ma górników.
Z racji skróconej wersji skróconej wersji(jedno z ulubionych określeń Dyrygentki na krótszą modlitwę scholi) procesja minęła w mgnieniu oka. Jeszcze tylko odśpiewanie uroczystego "Te Deum", (- Lolek, tylko nie mów, że umiesz całe "Ciebie Boga wysławiamy" - usłyszałam zdziwienie stojących za mną babć, kiedy wyśpiewywałam kolejne jego zwrotki) i można było iść do domu.
Z racji skróconej wersji skróconej wersji(jedno z ulubionych określeń Dyrygentki na krótszą modlitwę scholi) procesja minęła w mgnieniu oka. Jeszcze tylko odśpiewanie uroczystego "Te Deum", (- Lolek, tylko nie mów, że umiesz całe "Ciebie Boga wysławiamy" - usłyszałam zdziwienie stojących za mną babć, kiedy wyśpiewywałam kolejne jego zwrotki) i można było iść do domu.
I idąc do domu z mizerną gałązką brzozową w dłoni pomyślałam sobie, że wcale nie było tak źle. A może to Bóg chciał wyjść do nas na ulicę nie w pysznych, ale w skromnych pochodach. I jemu bardziej będą one miłe, niż inne.
Pozdrawiam Was serdecznie i uważajcie na siebie!
U mnie po Mszy i procesji wokół kościoła Ksiądz pojechał wraz z monstrancją wozem strażackim i objechał wszystkie parafialne wsie, wyszło bardzo pięknie, było to wyjątkowe doświadczenie. Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrej nocy ;)
OdpowiedzUsuńU nas było skromniutko, procesje wokół kościoła po każdej Mszy św, bez ołtarzy, bez śpiewów Ewangelii, ale i tak dziękuję P. Bogu, że nie przed komputerem!
OdpowiedzUsuńUwielbiam " Te Deum", a Paniusia przesadziła z pytaniem!!!
UsuńU nas też była tylko procesja wokół kościoła. No cóż, trudne czasy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Karolinko:)
U nas też procesje były tylko na placach kościelnych, Karolinko. Tym bardziej, że mamy właśnie wirusa w mieście - zaczęło się od pani pracującej na poczcie, która wróciła z uroczystości na Śląsku. Stąd jedna poczta zamknięta i szkoła do tego, bo dzieci tej pani chodziły na zajęcia opiekuńcze, a też są chore. A tu zaraz egzaminy ósmoklasisty - nie wiadomo, co będzie.
OdpowiedzUsuńOwszem, rząd poluzował obostrzenia co do zgromadzeń, ale wirus bynajmniej ich nie przestrzega:)
Buziaki.
U mnie mówili, że będą tylko krótkie procesje wokół kościoła i nabożeństwo na koniec. Zrozumiałam, że po każdej mszy, ale po wieczornej żadnej procesji nie było. Widzę, że księża odpowiedzialnie podchodzą do tematu i mam nadzieję, że nie uginają się w kwestii komunii na rękę.
OdpowiedzUsuńW mieście kopalnie zamknęły się już lata temu, ale zakażeni górnicy się trafili, za to ogólnie mało przypadków.
Mam nadzieję, że Bóg nie chciał epidemii, a skromność i umiar zawsze mile widziane...
OdpowiedzUsuńU nas było skromnie w tym roku:))Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuńKochana
OdpowiedzUsuńBo przecież Bóg jest wszędzie i to jest nasze wielkie szczęście, móc GO spotkać!
Serdeczności zostawiam z samego wczesnego poranka:)
Nie byłam na procesji w swoim mieście. Odpuściłam w tym roku, zwłaszcza że szli przez całe miasto. Ja w upale bym w maseczce po prostu nie wytrzymała. Zerknęłam przez okno, bo idą akurat koło mnie. Jedni w maseczkach, inni bez ale w sumie co dadzą te maseczki jak wszyscy ciasno obok siebie. Nie oceniam ale nie wiem czy to nie za wcześnie.
OdpowiedzUsuńU mnie też było bardzo skromnie. Procesja wokół kościoła.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
u mnie była dookoła kościoła, ja byłam na Mszy, ale na procesji już nie, bo się bałam nieco tłumu.
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
U nas była normalna procesja jak co roku. Może tylko trochę bardziej w zwolnionym tempie i bardziej rozproszona. Może z mniejszą pompą ale mi się podobała. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuńja niestety nie byłam u nas na procesji, bo byliśmy wtedy akurat na wyjeździe całą rodzinką. Pozdrawiam Cię Karolinko
OdpowiedzUsuń