Tak mi się zdaje, że całe moje życie podświadomie popychało mnie do tego momentu, w którym aktualnie się znajduję. Swoją drogą długo zastanawiałam się, czy dzielić się z Wami tą informacją, czy nie wyjdę na kogoś infantylnego i niedojrzałego. A jednak wydaje mi się, że jest to jedna z najbardziej dojrzałych decyzji, jakie podjęłam w swoim trzydziestojednoletnim życiu. I wszystkie czynniki, wraz z podjęciem zarobkowej pracy sprawiły, że znalazłam się w takim, a nie innym, miejscu. A skoro "mój jest ten kawałek podłogi" to myślę, że mogę o tym napisać.
| Że też ten samochód nie mógł podjechać kiedy indziej... |
Od dziecka lubiłam "uczyć" i bawić się w szkołę. Najpierw "uczyłam" zabawki, potem członków rodziny. Lubiłam też zabawiać moich młodszych kuzynów, czytając im bajki i wymyślając im różne gry i zabawy. Kiedy z czasem poszłam do szkoły specjalnej, pomagałam kolegom i koleżankom, najczęściej o obniżonej normie intelektualnej(ja akurat miałam ją w normie, a nawet nieznacznie przewyższałam w niej moich rówieśników), ale niejednokrotnie też tym, którym po prostu gorzej szła nauka(przecież i takich nie brakuje w tzw. "masówkach"), czy też doszli do klasy w środku roku szkolnego i musieli nadrobić materiał(chociaż i tutaj ponosiłam klęski, np. w czwartej klasie nie byłam w stanie pomóc koledze, który przyszedł do nas w kwietniu i w dodatku więcej opuszczał zajęć, niż na nich był). Co ciekawe, miałam taką podzielność uwagi, że niejednokrotnie przyswajałam materiał z klasy, dwóch wyżej. Ale dzięki temu poszerzał się zakres moich "usług". Już wtedy myślałam albo o studiach pedagogicznych, albo o dziennikarstwie. O ukochanej matematyce nawet nie marzyłam - już wtedy zdawałam sobie sprawy z tego, że nie podołam jej fizycznie.
W liceum starałam się kontynuować moją pomoc w nauce innych. Nie, już nie kolegom i koleżankom z klasy, z wyjątkiem jednego kolegi. Co prawda tolerowali mnie, ale taką głębszą znajomość zawarłam z 4 z nich(no dobrze, z 5, ale Rafiego znałam z gimnazjum). Nie mam do nich żalu, wiem że nie za bardzo pasowaliśmy do nich z Rafim z naszymi spokojnymi temperamentami. Na lekcji siedzieliśmy w jednej ławce, po dniu spędzonym w szkole szliśmy na trening, przepytując się wzajemnie z materiału. Albo szliśmy do mnie(Rafi mieszkał trochę dalej) i tam odrabialiśmy zadania domowe. Czasami wpadał do mnie jakiś inny gimnazjalny kolega (tudzież koleżanka), którzy kontynuowali naukę w zawodówce i prosili mnie o pomoc w zrozumieniu materiału. Pragnienie bycia pedagogiem było coraz silniejsze. Kiedy w 2007/2008 roku przy naszej parafii otworzono Oratorium, to poszłam nawet do księdza kierownika z zapytaniem, czy nie potrzebuje kogoś do pomocy, np. udzielania korepetycji. To wtedy po raz pierwszy spotkałam się z wyraźną krytyką(chociaż nie wiem, czy to jest odpowiednie słowo) moich umiejętności i odmową. Z jednej strony było mi przykro, z drugiej - przyjęłam to ze zrozumieniem. Wszak nie każdy musi mnie rozumieć.
Nadeszła trzecia klasa liceum - czas intensywnego przygotowania do matury, do której zamierzaliśmy podejść z Rafim jak reszta klasy. A szkoła miała obowiązek odpowiednio przygotować warunki ku temu(tutaj jest cała machina związana z podaniami, zaświadczeniami etc.). Zaczęliśmy się też zastanawiać nad kierunkami studiów, które chcielibyśmy podjąć. Bo jednak nie po to poszliśmy do liceum, aby nic potem nie robić(chodzi mi głównie o to, że po liceum ogólnokształcącym nie ma żadnego wyuczonego zawodu). Tak jak pisałam, celowałam w dziennikarstwo, pedagogikę, a potem doszła jeszcze turystyka i rekreacja. Rafi miał podobne plany. Jednak kiedy podzieliliśmy się z nimi z wychowawczynią, zaczęła nam je odradzać, za to zachęcała nas do zarządzania na katowickim AWFie, że niby po tym mieliśmy mieć lepsze perspektywy pracy. W końcu ulegliśmy. Po otrzymaniu wyników matury złożyliśmy papiery rekrutacyjne na AWFie. Rafi trochę się bał, że się nie dostanie, napisał maturę ciut słabiej niż ja, na szczęście zakwalifikowaliśmy się już w pierwszej turze.
Teraz mieliśmy najdłuższe wakacje. Pewną ich część spędziłam u rodziny w górach. A że zahaczyłam z moim pobytem o wrzesień, czasami pomogłam któremuś z kuzynów w nauce, czy też w zadaniach domowych. Nawet najbardziej oporny na naukę Kubaszek chętnie siadał przy mnie i słuchał, jak mu tłumaczyłam matematykę, albo razem rysowaliśmy ilustrację do omawianego w szkole wiersza. To wtedy ciocia stwierdziła, że powinnam iść na pedagogikę, a najlepiej to pedagogikę specjalną. Ja się tylko uśmiechnęłam pod nosem twierdząc, że po prostu lubię pomagać innym, a do tego nie potrzeba studiów.
Kilka tygodni później zostaliśmy z Rafim pełnoprawnymi studentami zarządzania w sporcie i fizjoterapii osób niepełnosprawnych. Wraz z pozostałymi 40 osobami z grupy(z czasem ta liczba się zmniejszyła) poznawaliśmy tajniki podstaw zarządzania, ekonomii, marketingu, matematyki, rachunkowości, finansów, zarządzania jakością, czy też specjalistycznych przedmiotów wprowadzających nas w świat klubów sportowych i gabinetów fizjoterapeutycznych. Pierwszy rok, pierwsze niewiadome i masa pytań. W połączeniu z niechęcią współczesnego opiekuna Oratorium do współpracy ze mną spowodowało, że moja aktywność w pracy z innymi po prostu spadła, a na wierzch wyszła po prostu nauka przeplatana z treningami sportowymi i aktywnością w scholi.
Prawdziwy przełom nastąpił w 2010 roku, kiedy zmieniono opiekuna Oratorium. Na początku, zrażona poprzednim, nawet się nie wychylałam. Ale pewnego dnia przyszłam na próbę scholi, której nie było i wtedy przez przypadek się na niego natknęłam. Od słowa do słowa zaprosił mnie na spotkanie formacyjne grupy oratoryjnej. Poszłam, spodobało mi się. Już kilka dni później śpiewałam z nimi na niedzielnej Mszy świętej(chociaż na poprzedniej śpiewałam już ze scholą). Jednak na zostanie pełnoprawnym animatorem musiałam trochę poczekać - około roku. Wcześniej, w wakacje po raz pierwszy pomagałam przy organizacji półkolonii letnich. Jeszcze mnie nie dano do pracy z dziećmi, na razie miałam się przyglądać i ogarniać papierkową robotę. Chociaż ostatniego dnia pozwolono mi na chwilę pomóc w jednej grupie podczas zajęć. Och, co to była za radocha. Potem jeszcze musiałam "zdać egzamin", odbyć z księdzem "rozmowę kwalifikacyjną" i zostać uroczyście włączona w poczet animatorów podczas Mszy świętej(teoretycznie powinno się to odbyć albo przed wakacjami, albo 31 stycznia, jednak coś się wtedy stało, że to przełożyli na wrzesień). Nawet dostałam wtedy na pamiątkę książkę zawierającą opis snów św. Jana Bosko. No i wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa. Co tam, że niedawno miałam operację, co tam, że to był właśnie ostatni rok licencjatu. Działalność w Oratorium wciągnęła mnie do reszty. Na szczęście zajęcia, które mogłam już pełnoprawnie prowadzić, odbywały się w sobotę(a więc niejednokrotnie pędziłam z próby scholi na Oratorium). W tygodniu za to były spotkania formacyjne(wtorki), organizacyjne(środy) oraz próby przed niedzielną Mszą(piątek).
Następnie opiekę nad Oratorium objął ksiądz J. oraz ksiądz Jack. To za księdza Jacka po raz pierwszy byłam wychowawcą na półkoloniach zimowych(dotychczas pełniłam funkcję animatora). W międzyczasie byłam też wolontariuszem w mojej byłej szkole specjalnej, gdzie pomagałam na świetlicy oraz podczas różnych uroczystości. Po księdzu Jacku przyszedł ksiądz Jacek2, który też kontynuował dzieło. Co prawda najpierw zdegradował mnie do animatora, ale po ŚDMie w Krakowie przywrócił mi rangę wychowawcy. No i to on podrzucił mi Pana M. do korepetycji. A w międzyczasie studiowałam turystykę religijną, turystykę i rekreację oraz chodziłam do szkoły policealnej na technika administracji oraz rachunkowości(z tego drugiego zrezygnowałam, bo nie podobała mi się polityka szkoły). Jakoś sobie radziłam, o czym możecie poczytać w archiwalnych wpisach.
W 2017 roku Oratorium przejął x Boski Oski. Trochę zmieniło ono politykę swojego funkcjonowania, głównie za przyczyną nowego proboszcza(niestety na minus). Dalej jednak w nim działałam, bo jednak pracę z dziećmi stawiam ponad własną dumę, co nie każdy umie dostrzec(może to mój błąd). Ale nie sprawiało mi już ono takiej przyjemności, jak wcześniej. Rok później zaczęłam się kształcić w zawodzie pracownik socjalny. Wtedy też rozpoczęłam swoją przygodę z różnymi wolontariatami, również ze Szlachetną Paczką. Doświadczenie zdobyte na studiach współgrało z moim zaangażowaniem. Brakowało mi jednak takiego typowo pedagogicznego spojrzenia na świat. Okazja nadarzyła się, kiedy w 2019 roku otwarto na UPJPII pedagogikę. Bez wahania się na nią zapisałam. I chociaż lada moment otrzymam dyplom pedagoga aż dwóch specjalizacji(resocjalizacji oraz tanatopedagogiki), to jednak jeszcze postanowiłam poszerzyć swoje kompetencje w tym zakresie. Tym bardziej, że udało mi się znaleźć pracę w świetlicy środowiskowej(przyjęli mnie na podstawie zdobytego rok temu magistra z pracy socjalnej, nie wspominałam o tym, ale było tyle ciekawszych spraw, jak choćby wyjazd do Panamy). I mam wrażenie, chociaż pracuję tam zaledwie tydzień, że to jest to, w czym się chcę spełniać zawodowo. Tym bardziej, że mam już pewne doświadczenie, dzięki działalności właśnie w Oratorium. Ludzie wiele razy się mnie pytali, czy nie szkoda mi na nie czasu. A ja wiem, że był to czas równie dobrze spożytkowany, jak godziny poświęcone na treningi, naukę lub umacnianie swojej wiary.
Tak więc tuż po godzinie 14:00 zabrzmiało uroczyste "Gaudeamus igitur", a chwilę później stałam się już oficjalnym studentem Uniwersytetu Śląskiego na kierunku pedagogika o specjalności opiekuńczo-wychowawcza(w Krakowie za mnie takiej nie było). Dostałam się w pierwszym naborze z wysoką, 5 pozycją w rankingu. Myślicie, że to już za późno? Podobno na naukę nigdy nie jest za późno.
Może powinnam się na to wcześniej zdecydować? Nie uważam jednak, aby poprzednie studia były bezużyteczne. Dzięki zarządzaniu zyskałam wiadomości np. w zakresie promocji i organizacji różnych akcji i przedsięwzięć. Turystyka i rekreacja uzmysłowiła mi jak ważny jest ruch dla ludzkiego ciała oraz pokazała mi wiele ciekawych gier i zabaw ruchowych w różnych środowiskach. Turystyka, chociaż religijna, nauczyła mnie m.in. pisania i pełnej realizacji programów wycieczek. Administracja to głównie wiadomości z zakresu obiegu dokumentacji w przedsiębiorstwie. Praca socjalna oraz Nauki o rodzinie - masa praktycznych informacji o różnych formach pomocy, na jakie mogą liczyć rodziny. Resocjalizacja to formy pomocy dzieciom zagrożonym różnymi uzależnieniami i wykolejeniami społecznymi oraz już uzależnionymi i wykolejonymi, a także prowadzenie profilaktyki. Tanatoedukacja - pomoc dzieciom w przeżyciu żałoby po stracie kogoś bliskiego oraz przygotowanie ich do niej(o ile da się przygotować np. na śmierć rodzica). A to tylko niewielki ułamek zdobytej dotychczas wiedzy, którą mogę wykorzystać w obecnej pracy.
Cieszę się, że dotarłam, gdzie dotarłam. Znowu czeka mnie dużo nauki(kilka książek już wypożyczyłam i powoli je czytam), ale ja lubię, kiedy coś się dzieje. Zresztą sami możecie to wywnioskować z moich wpisów na blogu. Jutro zaczynam pierwsze wykłady, muszę tylko je jakoś zgrać z tymi z Nauk o Rodzinie(pedagogika jest zdalnie, NoR - stacjonarnie). Ale nie takie rzeczy się robiło. Ktoś może krytykować moją decyzję, kogoś może ona dziwić - ok. Jednak to czego się nauczę i umiejętności, które zdobędę, to już będzie moje
Tylko przyklasnąć!;)
OdpowiedzUsuńDziękuję, aż się zaczerwieniłam...
UsuńNa śmiałe decyzje nigdy nie jest za późno!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki i oby te studia nie rozczarowały Cię, a zanim skończysz, może i pensje godziwe w tym zawodzie będą...
Dziękuję, a wiesz że znam osoby, które nawet w wieku 50 lat idą na studia się dokształcić. Ich to podziwiam. Tak się zastanawiam, czy na pewno chcę iść potem do szkoły. Teraz pracuję w świetlicy terapeutycznej i całkiem mi się podoba. Wiesz, niby wystarczyłyby mi studia z resocjalizacji, czy też pracy socjalnej, które mam ukończone, ale tutaj mam okazję jeszcze zrobić terapię pedagogiczną w ramach studiów, co może mi się w przyszłości przydać. Pozdrawiam
UsuńTen samochód podjechał w idealnym momencie !! Nie dość, że chcesz "służyć" ludziom, to jesteś ciągle "w drodze"...;o) Nasza blogowa "Służba Drogowa"...;o)
OdpowiedzUsuńGratulacje !! Na dobre decyzje nigdy nie jest za późno...;o) Na spełnianie marzeń, tym bardziej...;o)
Gordyjka, Ty wiesz jak poprawić człowiekowi humor(chociaż nie miałam go złego).
UsuńDziękuję za gratulacje. Mam nadzieję, że dam radę.
Pozdrawiam
Gratuluję i trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńNa naukę nigdy nie jest za późno. Ja już dawno po trzydziestce, a zapisałam się do szkoły (co prawda weekendowej) do CKU i ... uczę się krawiectwa :)
A zatem ja też Ci życzę wszystkiego co najlepsze na drodze do dalszego kształcenia. Masz racje, na naukę nigdy nie jest za późno, a chcieć to móc. Pozdrawiam
UsuńPowodzenia!
OdpowiedzUsuńDziękuję, przyda się :)
Usuńgratuluję, kto jak kto,, ale Ty dasz radę!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Dziękuję. Mam nadzieję, że się uda. Pozdrawiam
UsuńJestem pełna podziwu, brawo.Jestes bardzo chlonna wiedzy, Ty już magister do trzeciej potęgi.Jak kochasz to fajny kierunek obrałaś.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTak, tu muszę przyznać Ci racje - lubię się uczyć i zdobywać nowe pokłady wiedzy. Pozdrawiam
UsuńMusiałam zapomnieć, ale mam szok, to my niemal rówieśniczki. No, ja nadal nieco starsza. hehe
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że mega mnie rozbawiłaś z tym samochodem na zdjęciu, rozumiem. :D
Kochana, ja jestem pod Twoim ogromnym wrażeniem. Przeczytałam Twoją drogę, popatrzyłam na cudowny uśmiech, jestem pod wrażeniem. Na nic nie jest za późno, kochana, Ty żyjesz pełną piersią, ja tylko mogę się od Ciebie uczyć. Masz w sobie taką chęć życia, masz wdzięczność, chęć pomagania, ulepszania świata. Jestem z Ciebie dumna, jestem wzruszona i wiem, że jesteś tam, gdzie być powinnaś. Aj Bozia jest z Ciebie dumna. Zrobisz jeszcze ogrom dla ludzi, ogrom dobra, coś tak czuję. Jesteś wspaniała!!!! <3
Ale ja naprawdę myślałam, że on za chwile odjedzie, no, ale jakoś nie chciał tego zrobić. Staram się żyć pełnią życia, wszak nie wiem, ile go mi zostało dane. Dziękuję za ciepłe słowa i wsparcie. Pozdrawiam
UsuńAż mi się zapomniało, że to nowy rok akademicki...
OdpowiedzUsuńPowodzenia ;)
Tak jakoś się złożyło :)
UsuńPozdrawiam
Gratulacje i życzę powodzenia, a także wytrwałości! Rób to co kochasz :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Kolorowo!
Dziękuję, na pewno się przyda. Pozdrawiam
UsuńPrzeczytałam w wielkim zainteresowaniem opowieść o Twojej drodze... Bardzo inspirująca! Trzymam kciuki za powodzenie wszelkich planów, choć jednocześnie jestem jego pewna:)
OdpowiedzUsuńDziękuję za słowa wsparcia, będę do nich wracać w chwilach zwątpienia. Pozdrawiam
UsuńKarolinko-pogubiłam się w ilości kierunków, które już zaliczyłaś. Podobnie jest z Twoją pracą charytatywną. Twoja doba chyba naprawdę ma 48 godzin, bo w dwadzieścia cztery nikt by nie dał rady. Kolejne studia! Trzymam kciuki najsilniej jak się da, bo mój syn zdrowy nie tylko nie chciał się uczyć, ale i pracować mu się nie chce. A ty-zuch dziewczyna. Uściski i buziaki.
OdpowiedzUsuńNie martw się, ja też się czasami gubię w moim wykształceniu :D. Ale tak jak pisałam, właściwie to nic nie poszło w moim przypadku na marne. Pozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa
UsuńNauczyciel to jednak powinien być z powołania, a Ty to powołanie masz w sobie. Wspaniale, że się zdecydowałaś i nieważne kiedy, ważne że w ogóle w końcu postanowiłaś uczyć się tego czego naprawdę chcesz. Ja też jestem po pedagogice, którą wzięłam zaraz po liceum ale to jednak nie jest droga dla mnie :). W tym wieku chyba za dużo osób chce wpływać na nasze decyzje a my jesteśmy jeszcze zbyt niepewni i tak to się kończy :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że to prawdziwe powołanie. I że mi się uda dobić do brzegu. Ja tylko żałuję, że tak późno się zdecydowałam na tą opiekuńczo - wychowawczą, no ale lepiej późno niż za późno. Pozdrawiam
UsuńKciuki mocno trzymam :) Podziwiam Cię Karolinko za te chęci, za wytrwałość..mi jej niestety brak :(
OdpowiedzUsuńDziękuję. Ja podziwiam Cię, Miętuś, za Twoje cudowne rękodzieło prezentowane na Twoim blogu. Pozdrawiam
UsuńNigdy w życiu krytykować :) Gratuluję Ci, Karolino i jestem pełna podziwu dla Twojej energii i chęci działania :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia na studiach :)
Dziękuję za ciepłe słowa oraz za wsparcie. A krytyka, zwłaszcza nieprzemyślana, nie zawsze przynosi pożądane efekty. Pozdrawiam
UsuńKarolinko gratuluję zdania magisterki i podziwiam i zazdroszczę( tak po cichu) kontynuacji nauki Wielkie brawa, bo na naukę nigdy nie jest za późno człowiek uczy się całe życie :)))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie i spełnienia wymarzonych planów
Dziękuję. Właściwie to już rok temu chciałam zdawać na pedagogikę, a jakimś cudem wylądowałam na naukach o rodzinie(które też mi się podobają). Teraz postawiłam wszystko na jednej karcie i udało się. Pozdrawiam serdecznie
UsuńRozumiem, że znajdujesz lepsze zrozumienie ludzi i dzięki wiedzy umiesz wykorzystać ludzki potencjał, by wyjść z trudnych sytuacji. :-) ps Odpisałam na Twój post, ale tak prawdę mówiąc nie wiem o co Ci konkretnie chodzi. Jeśli chcesz to napisz z czym się nie zgadzasz konkretnie, to będę wiedziała co poprawić, lub wytłumaczyć swoje zdanie. Nie uważam, że wrzucam do jednego wora, ale albo ludzie są liberałami, albo konserwatystami, albo tyranami itd. Te podział już zostały wcześniej. Nie można popierać jednego, a być jednocześnie drugim. Te systemy się wykluczają. Jeśli chcesz skomentować to bardzo proszę pod moim postem. To może być rozwijające dla czytających :-)
OdpowiedzUsuńPoniekąd tak, ale nie zawsze mi się to udaje. Wszak jestem tylko człowiekiem. Pozdrawiam
UsuńCudowna wiadomość i podziwiam Cie, ze jestes odważna i realizujesz swoje plany i marzenia. Życzę Ci żeby studia przyniosły Ci wiele radości i super, że lubisz się rozwijać na pewno zdobędziesz nowe możliwości dzięki temu :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, mam nadzieję Klaro, że stanie się tak, jak piszesz. Pozdrawiam :)
UsuńKarolinko, powodzenia!
OdpowiedzUsuńDziękuję, Małgosiu, i pozdrawiam
UsuńBędzie dobrze- i nikt inny nie dałby radę.
OdpowiedzUsuńGratuluję odwagi i życzę wytrwałości.
Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję. Ale uważam, że wiele osób nie dość, że da radę, to jeszcze będzie w tych studiach dużo lepsi, niż ja. Pozdrawiam gorąco
UsuńNigdy nie jest za późno ;) Ja jestem po pedagogice specjalnej, opiekuńczo wychowawczej i terapii zajeciowej :) lubię prace z dzieciakami choć pensja i cala reszta mocno mi to obrzydza. Zamierzam podpisać umowę na psychologie :) Takze w tym miesiącu podpisuje „cyrograf” na 5 lat :)
OdpowiedzUsuńA tak, wszak psychologia to jednolite studia magisterskie. W sumie aktualnie pedagogika specjalna też. W takim razie życzę Ci wszystkiego co najlepsze na psychologii. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedzenie moich skromnych progów.
UsuńJesteś po prostu niesamowita, podziwiam za zapał i zaangażowanie :) Podążaj za głosem serca i rób to co uważasz za słuszne dalej :)
OdpowiedzUsuńE tam, jestem zwyczajna, jak wielu innych. Mam tylko nadzieję, że wytrwam do końca i się nie poddam. Pozdrawiam serdecznie
UsuńNa pewno nie jest za późno, gratuluję odwagi, ja jestem 3 lata od Ciebie starsza i chciałabym iść co prawda po licencjacie, ale na studium w kierunku opiekuna medycznego.... Może kiedyś.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że uda Ci się spełnić Twoje marzenie. Będę trzymać za to kciuki. Pozdrawiam i dziękuję za zajrzenie do mnie na bloga.
UsuńKarolinko!
OdpowiedzUsuńWielokrotnie mówiłam, że jesteś wielka! Gratuluję z całego serca i życzę POWODZENIA!
Serdecznie pozdrawiam:)
Taka znów wielka nie jestem - mam jedyne 154 cm wzrostu :D.
UsuńDziękuję za słowa wsparcia i również pozdrawiam
Brawo!. Spełniaj marzenia i nie patrz co inni mówią. Powodzenia :-).
OdpowiedzUsuńDo tego o czym piszesz też musiałam dojrzeć. Pozdrawiam
Usuń