Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 2 grudnia 2022

1497. Katowicki jarmark (przed)świąteczny

Od jakiegoś czasu (na pewno od zeszłego tygodnia) w centrum K-c odbywa się doroczny jarmark bożonarodzeniowy.  Codziennie go mijam, kiedy zmierzam na zajęcia na Wydziale Teologicznym, jednak albo jest jeszcze wszystko w nim pozamykane (w zasadzie jest to dopiero około godziny 6:20), albo spieszę się na Wydział Nauk Społeczny, bądź po prostu do domu, i nie miałam jak o niego zahaczyć tak, aby pochodzić po nim i pooglądać. Co prawda mamy w planie iść na jarmark z dzieciakami ze świetlicy środowiskowej, ale zapewne domyślacie się, jak to jest - człowiek bardziej patrzy na dzieci, aby się nie pogubiły, niż na wszystko inne.

Dzisiaj miałam trochę wolniejszego czasu. Na pedagogice piątki mam wolne, na Naukach o Rodzinie miałam tylko 1/4 egzaminu z jednego przedmiotu*. Teoretycznie w planie zajęć mam jeszcze seminarium dyplomowe oraz wykład z psychopatologii, ale na seminarium mój rocznik chodzi na zmianę z drugim rokiem, a dziś wypadał właśnie ich termin, a psychopatologię nam odwołali. Jeszcze rano na roratach akademickich w wydziałowej kaplicy miałam wrażenie, że nic nie potrafię. Pustka w głowie i tyle. Na szczęście jakoś mi on poszedł. I to całkiem przyzwoicie - zresztą wszyscy obecni zdali. Wchodziliśmy do sali po dwie i każda z nas dostała dwa pytania. Lepiej lub gorzej, ale mamy to już z głowy. A jaka to radość usłyszeć od wykładowcy, że jest on pozytywnie zaskoczony moją wiedzą, pomimo wszelkich moich ograniczeń. Ja też jestem z siebie zadowolona i wiem, że lepiej nie mogłam zdać tego egzaminu. Chociaż sama bym sobie dała niższą ocenę.
Z uczelni wyszłam po 9:00. Podjechałam sobie tramwajem pod słynny "Zenit" i skierowałam swoje kroki w kierunku rynku. Z daleka było widać charakterystyczny diabelski młyn, stojący przy Teatrze im. Stanisława Wyspiańskiego. 

Jeżeli odwróci się głowę w drugą stronę, to można zobaczyć jedno z kilku wejść na teren jarmarku, strzeżonego przez dwóch sympatycznych "Dziadków do orzechów" (ot, takie moje luźne skojarzenie).
Ponieważ dotarłam tam dosyć wcześnie, większość kramów była jeszcze pozamykana. Podejrzewam, że rozpoczynają pracę około 10-11. Jeden jedyny, który działał oferował klientom różne słodkości, a także ciepłe skarpety ze świątecznym motywem.
Po wejściu na teren jarmarku nie sposób nie zauważyć gigantycznej choinki. Co prawda nie jest ona usytuowana na jego środku, ale może dzięki temu można było ustawić wokół niej różne dekoracje.
Sporym zainteresowaniem przechodniów cieszy się szopka betlejemska stojąca od strony skrzyżowania ulicy 3-go Maja z ulicą Świętego Jana. Jej figurki, mniej więcej naturalnej wielkości zostały wykonane z siana.

Nieopodal choinki znajduje się taki oto ciekawy obiekt:
Ogólnie to on się obraca, a w tych okienkach pojawiają się różne figurki, np. królów czy pasterzy.
Jednak to nie jedyna karuzela (oprócz diabelskiego młyna), znajdująca się na terenie jarmarku. Tuż obok została ustawiona karuzela z przeznaczeniem dla najmłodszych zwiedzaczy.
Natomiast obok karuzeli znajduje się coś, czego rok temu nie było. To wydzielony teren, gdzie za płotkiem znajdują się różne "rzeźby" ze światełek.
Nie zabrakło też interaktywnych gablotek z różnymi postaciami z bajek. Po naciśnięciu guzika wprawiane są one w ruch, wydają odgłosy, a nawet czytają "Dziewczynkę z zapałkami".
To tylko niektóre z nich. Ale jakbym miała pokazać wszystkie, to wyszedłby mi niezły tasiemiec. Ale jakby ktoś chciał, to może zajrzeć do >>tego<< wpisu, wiele gablotek się powtórzyło.
Tak jak pisałam, kramy dopiero miały zacząć swoją pracę, nie zobaczyłam więc ich pełnego asortymentu. No nic, może jeszcze kiedyś zahaczę o ten jarmark w późniejszych godzinach. A może nawet wieczorem? Oświetlony tymi wszystkimi lampkami i światełkami musi wyglądać obłędnie. Widziałam go w takiej scenerii z zewnątrz i muszę przyznać, że zrobił na mnie wrażenie. Tymczasem zimno zaczęło mi już dokuczać, szczególnie zmarzły mi dłonie (pomimo rękawiczek) i zaczęły mnie szczypać. Jednocześnie zeszła ze mnie adrenalina związana ze stresem i po prostu zaczęłam odczuwać zmęczenie. A że do pracy miałam dopiero na popołudnie, to była szansa na jakąś drzemkę regeneracyjną. Pomału opuszczałam jarmark wychodząc bramą trzymaną przez "dziadków do orzechów".
I na koniec coś, co zupełnie mnie rozczuliło, a znajdowały się tuż obok choinki.
Myślicie, że ktoś wrzucał tam swoje listy?
To już koniec na dzisiaj, bo dzień był trochę zwariowany - roraty poranne, egzamin, spacer po jarmarku, po południu praca na świetlicy, wieczorem roraty (matko kochana, nie dość, że szłam w procesji z lampionem, to jeszcze byłam praktycznie sama na scholi), po roratach młodzieżowe Oratorium. A jutro i pojutrze znowu wolontariat - najpierw podczas Biegu Mikołajkowego, a w niedzielę podczas VI Festiwalu Nauki. Dzieje się więc dużo. I kiedyś trzeba też wypocząć. Żegnam się z Wami wraz z reniferem i łosiem, których spotkałam na jarmarku.

* Resztę mamy w lutym*

14 komentarzy:

  1. Świetna ta szopka z siana :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł na postacie w szopce z siana bardzo oryginalny. Ciekawe, kto to zrobił, bo wymagało zapewne dużo pracy .

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię jarmarki świąteczne. Pozdrawiam Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę Ci kondycji, ale cóż to zaleta młodości.
    Zwiedziłabym taki jarmark, tam na pewno nikt ze spacerujących i robiących zakupy się nie nudzi.
    Gratuluję zdanego egzaminu :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nas zeszłoroczny Jarmark w Katowicach rozczarował, jedyne co pamiętam to "smród" grzańca, który się unosił nad całym Rynkiem...Ale skoro tak zachęcasz...;o) Chyba, że skapitulujemy przed korkami na "94-ce"...;o)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piekny jarmark,u nas mały bo.male miasto, zmarzlam strasznie.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z dużą przyjemnością wybrałabym się na taki jarmark. U mnie w mieście takich nie organizują, a z małym dzieckiem na razie muszę odpuścić takie imprezy :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie miałam okazji być na takim świątecznym jarmarku.
    Pozdrawiam, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super jarmark, a figurek z siana nigdy nie widziałam, bardzo ekologiczne!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas w tym roku niestety bez jarmarku... oszczędności.

    OdpowiedzUsuń
  11. W tym roku mam zamiar się tam wybrać! Jak na razie tylko zdjęcia oglądam...
    W zeszłym planowałam nawet przejażdżkę tym kołem, ale teraz nabrałam wątpliwości. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam jarmarki, zwłaszcza te świąteczne! Pozdrawiam i zapraszam do mnie flowersblossominthewintertime.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. 3 lata temu byłam na jarmarku we Wrocławiu i niestety tylko się rozczarowałam. Wszędzie kicz i plastik... Zero magii, zero atmosfery

    OdpowiedzUsuń
  14. Jarmarki świąteczne lubię ale zauważyłam że może kryzys sprawił że trochę są mniejsze. Przynajmniej u mnie w mieście. I dekoracji mniej.W Twiom mieście jest co podziwiać. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń