Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 25 czerwca 2023

1625. Dostanę kota z powodu podręczników Stanisława Kota...

Przez wszystkie lata studiów zauważyłam, że niektóre książki, czy też podręczniki, uważane są za swoiste klasyki. Tak jest w przypadku książek autorstwa Zygmunta Kruczka, z których korzysta się podczas studiów o charakterze geograficznym (dodatkowo mogę Wam zdradzić, że miałam zajęcia z ich samym autorem), w przypadku czterotomowego wydania "Historii powszechnej", z którego korzystałam na "Historii gospodarczej" (jeżeli wierzyć słowom ok. 80-letniego wówczas wykładowcy, on sam z nich korzystał w czasie swoich studiów), w przypadku "Wstępu" do Starego i Nowego Testamentu wydawnictwa Pallottinum (jeżeli ktoś szuka ciekawego opracowania Pisma Świętego, to serdecznie polecam), czy też dwutomowe dzieło "Historia wychowania" autorstwa Stanisława Kota, z którym miało do czynienia również wielu z Was. Takich przykładów zapewne można mnożyć w nieskończoność, ile dziedzin naukowych, tyle polecanych książek i opracowań.

Zatrzymajmy się jednak przy starym, poczciwym Kocie, z którym próbuję zaprzyjaźnić się od jakiś 15 tygodni, na razie z mizernym skutkiem. A szkoda, bo w nadchodzącym tygodniu czekają mnie aż dwa zaliczenia, w których znajomość treści jego książek może się przydać. Awaryjnie jeszcze utrwalam sobie wiadomości czytając "Historię wychowania" pod redakcją Łukasza Kurdybachy, ale to właśnie Kot jest stawiany na pierwszym miejscu w długiej litanii lektur. Czasami zastanawiam się, czy ci wykładowcy uważają, że nie mamy żadnych innych przedmiotów, tylko ich, nie mówiąc już o innych zajęciach, bo nie ma szans, aby człowiek wszystko przeczytał na czas. Dlatego osobiście wybieram 2-3 pozycje i z nich się uczę. Metoda ta raczej się sprawdza, zwłaszcza że treści w książkach w 85% się pokrywają.

Ogólnie z książkami Stanisława Kota jest ciężko... Ja rozumiem, że książki te powstały w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy zasady ortograficzne były nieco odmienne (często pisało się "j" zamiast "i", niektóre przedrostki pisało się łącznie z wyrazami, a inne rozłącznie, co jest odmienne od współcześnie przyjętych zasad i reguł). Jednak nie trzymam przed oczami książki z tamtych czasów, gdzie jeszcze bym jakoś to wszystko przełknęła i wykazała wyrozumienie. Ja posiadam wydanie z 1997 roku. I naprawdę zastanawiam się, co by szkodziło zredagować ten tekst do współczesnych standardów gramatyczno - ortograficznych. Sam tekst nie straciłby na wartości, a przecież o wiele przyjemniej by się to czytało. I człowiek nie zastanawiałby się, co mu "nie gra" w danym zdaniu. Jestem raczej wzrokowcem i bardzo mnie drażnią takie oczywiste błędy, które jeszcze sto lat temu błędami nie były. To nie oznacza, że sama jestem ideałem i nie popełniam żadnych błędów o charakterze gramatyczno - ortograficzno - stylistycznym. Ale myślę, że po to są redaktorzy i korektorzy w wydawnictwach, aby je wyłapywać, poprawiać i dostosowywać, tak aby studentom jak najlepiej się z nich uczyło.

8 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą całkowicie. Trzymam kciuki za pozytywne efekty zaliczeń :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że takie stare teksty mają wartość historyczną (przy okazji są dowodem, ze normy ortograficzne to nie jest nic stałego i to w dużej mierze kwestia decyzji i przyzwyczajenia), ale jeśli to ma służyć jako podręcznik, to jednak pasowałoby przeredagować, podręcznik powinien być przyjazny dla czytelnika, a nie uciążliwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wersja podręcznika była dla mnie koszmarem! A potem dziwota, że ludzie mają kłopoty z ortografią. Pozdrawiam

      Usuń
  3. W sumie nie powinno się zmieniać tych pisowni oryginalnych ale nie nam o tym decydować.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca. Podejrzewam, że oryginalne dzieła takiego Prusa czy Sienkiewicza zostały napisane według tych samych zasad. I myślę, że gdyby nie zostały one przeredagowane, to dzieciaki z podstawówki mogłyby mieć jeszcze większy problem z ich zrozumieniem :). Pozdrawiam

      Usuń
  4. Hm, zazwyczaj robi się korektę starych tekstów w nowych wydaniach poprawiając ich ortografię do ortografii aktualnie obowiązującej. Czyli masz jakieś wydanie dziwne, albo zrobione z myślą, że warto podtrzymać pamięć o pierwotnej wersja tekstu, albo (co częściej spotykane) "nie mielim pinionszków, więc będzie po taniości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdziwiłabym się, gdyby ten drugi powód był prawdziwy. Bo dostosowując ortografię do obecnych standardów, treści w książce tylko zyskałyby na wartości. Pozdrawiam

      Usuń