Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 27 czerwca 2023

1627. Wieczorne spacery moimi ścieżkami

Tak jak pisałam kilka wpisów temu - ostatnio polubiłam wieczorne spacery po najbliższej okolicy, które niezwykle mnie odprężają. Dlatego, o ile tylko nie pada, wracam dłuższą drogą prowadzącą obok lokalnej szkoły do domu, chciwie delektując się pięknem otaczającej mnie przyrody. Jestem akurat tą szczęściarą, która ma tuż przy osiedlu park, po którym można do woli spacerować. Doceniam to i wykorzystuję, inni albo muszą się zadowalać niewielkimi skarpami zieleni na osiedlach, albo właśnie wybrać na dłuższy spacer, aby chociażby dojść do owego parku, noszącego dumnie imię Józefa Hallera, który jest jednym z dwóch na terenie mojego miasta.
Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moją definicją "piękna najbliższej okolicy". Wiem, że jest to pojęcie względne i subiektywne, ja jednak naprawdę kocham po niej spacerować i na nowo odkrywać każdą tajemnicę skrywaną w płatkach kwiatów, szumie liści, drzewach, krzewach, odgłosach przyrody. Zapraszam więc każdego z Was na spacer moimi ścieżkami.
O "moim" przydomowym ogródku już Wam kiedyś pisałam. W tym roku trochę go zaniedbałam, bo a to pisanie pracy dyplomowej, a to malowanie bloku (na zdjęciu można nawet dostrzec fragment rusztowania po drugiej jego stronie). Szału nie ma, a za rok trzeba zastanowić się nad poprawieniem ogólnego wizerunku.
A tu już ogródek uprawiany przez mieszkańców wieżowca znajdującego się naprzeciwko mojego bloku.
Jednak nasze osiedle to również liczne krzewy rosnące na zielonych skwerkach przy blokach i wieżowcach.
Kolejny z miniogródków, które dane jest mi podziwiać.
A tutaj widzicie wieżę bazyliki, o której wielokrotnie Wam pisałam, skąpaną w blasku zachodzącego słońca. Uwielbiam takie widoki :).
Jak widać, iglaki też upodobały sobie moje osiedle i chyba dobrze się na nim czują...
A ten ogródek szczególnie lubię za jego niezwykły urok i piękno.
Nie umiem nazwać tych wszystkich kwiatów, ale jedno jest pewne - podobają mi się :).
Wbrew pozorom ta ścieżka prowadzi na kolejne osiedle. Prawda, ale w pewnym momencie można z niej wejść na ścieżkę prowadzącą do parku miejskiego.
Hm... Kto powiedział, że owoce rosną tylko na wsiach i na działkach? U nas rosną też przy alejkach. Ciekawe, czy jadalne i jak smakują...
Czasami warto podnieść wyżej głowę, aby zobaczyć, jak piękne potrafi być niebo...
Pomimo tego, że mieszkam w okolicy, w której "rządzą" bloki i wieżowce, znalazło się na jej terenie kilka jednorodzinnych domów prywatnych. Praktycznie każdy z nich ma niewielki ogródek. Niestety, niektóre są bardzo zaniedbane. Ale można i zobaczyć takie, po których widać, że właściciele o nie się troszczą. Nie mogłam się oprzeć i nie utrwalić tego, na terenie którego zauważyłam krzew różany...
I znowu warto było popatrzeć na niebo, aby zachwycić się spektaklem, specjalnie przygotowanym na ten konkretny wieczór.
Malwy królują nawet w dzikich i zaniedbanych ogródkach.
Liście dają cień nawet w najbardziej upalne dni...
Wbrew pozorom nawet na miejskich terenach, w środku ogromnego osiedla, można znaleźć nieśmiało wyrastające z ziemi kłosy zbóż...
A tutaj już wkraczamy na teren parku z różnorakimi drzewami rosnącymi wśród alejek. Niektórych nazw nawet nie znam. W podstawówce było to idealne miejsce do zbierania liści potrzebnych do wykonania zielnika na przyrodę. W połączeniu z tymi, które przywiozłam ze wsi tworzyły naprawdę bogatą bazę naukową. Ciekawe, co się stało z tym moim zielnikiem? Jak widać na zdjęciach, nie tylko ja wpadłam pomysł wieczornego spaceru.
Po drodze mijam osiedlową szkołę podstawową, do której uczęszczałam w klasach 1-3. Niby to niewiele, ale wystarczyło do zawarcia znajomości, które trwają po dzień dzisiejszy. Za moich czasów przed budynkiem była popękana nawierzchnia asfaltowa (oj, ile razy rozwaliłam na niej kolana), teraz jest na niej ogólnodostępny Orlik. Sama nieraz korzystałam z znajdującej się na nim skoczni w dal, przygotowując się do zawodów sportowych.
Słońce powoli chyli się ku zachodowi (wiem, że nie widać tego na zdjęciu, musicie mi uwierzyć na słowo), zegarek pokazuje, że dochodzi 21, czas więc wracać do domu. Ta ścieżka, wśród drzew i krzewów, z pewnością mnie doprowadzi pod właściwy blok.
Po takich spacerach od razu lepiej się myśli i czyta. Jak można się domyśleć, na przełomie maja i czerwca moimi głównymi lekturami były podręczniki akademickie i notatki, których treści stopniowo musiałam sobie przyswoić, aby zaliczyć tą niełatwą sesję. Teraz, po każdym kolejnym kolokwium i egzaminie, o którym wiem, że zdałam, luźne kartki są wkładane do koszulek, a potem do odpowiedniego segregatora (a następnie tradycyjnie je zbinduję i trafią do "archiwum"), opasłe tomiska zaś zostają zwrócone bibliotekom. Trzeba być tylko ostrożnym i uważać, aby zwrócić odpowiednią książkę do właściwej biblioteki. Ja zaś mogę przed snem oddać się dużo przyjemniejszej lekturze.
Aktualnie czytam powieść "Piołun na zapomnienie" będącą pierwszym tomem cyklu o tej samej nazwie. Akcja powieści toczy się w Warszawie na przełomie XIX i XX wieku. Lea, młoda kobieta wychodzi za mąż za aptekarza, którego nawet nie zna. Wie o nim tylko tyle, że miał żonę, która zmarła. Z plotek sąsiadek dowiaduje się, że to nie była naturalna śmierć. Lea postanawia odkryć co tak naprawdę się wydarzyło. Nie przestaje nawet wtedy, gdy Józef umiera na zawał serca i na pozór zabiera całą tajemnicę do grobu. Książka w ciekawy sposób przedstawia nie tylko codzienne życie w ówczesnych czasach w Warszawie, ale i stopniową emancypację kobiet, które z podporządkowanych mężom gospodyń domowych stawały się coraz bardziej niezależnymi paniami. Widać to po Leokadii, która jeździ bez męża na wakacje, odbywa praktykę aptekarską, w końcu sama mieszka i utrzymuje się.
Trzymajcie się ciepło i korzystajcie z uroków lata!

19 komentarzy:

  1. Często spaceruję. Na dzisiaj plan taki, że kończę pić kawę, czytam książkę, płuczę zatoki i wychodzę na spacer na morze (mam nadzieję, że pogoda się nie wtrąci).

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię spacery, to jedyna forma ruchu, która mnie nie męczy:)
    Pozdrawiam ciepło, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne spacery., korzystaj z lata i dużo spaceruj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacery po najbliższej okolicy też mają swój urok!

      Usuń
  4. Mimo że mieszkam w bloku w centrum miasta, mam jeden krok na szalenie zielone bulwary i dwa kroki do rezerwatu przyrody, który znajduje się - jak najbardziej - w mieście. To moje ulubione miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny, zielony szlak, idealny na spacery. Ja na swoim krakowskim osiedlu też mam dużo zieleni i park "pod nosem" Wiewiórki często zaglądają nam na balkon:) Drzewa dają przyjemny cień, co jest wielkim dobrodziejstwem zwłaszcza teraz, podczas upałów. Pozdrawiam i życzę samych przyjemnych spacerów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem mieszkasz w bardzo ciekawej okolicy, która wręcz zachęca do wyjścia z domu :). Pozdrawiam

      Usuń
  6. Znasz dobrze okolice swojego zamieszkania. Świetne zdjęcia roślinom zrobiłaś.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu mieszkam tutaj od urodzenia :). Cieszę się, że zdjęcia znalazły Twoje uznanie. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Fajne są takie przydomowe ogródki ale żeby ładnie wyglądały to trzeba o nie dbać niestety. Przed blokiem mojego teścia jest taki ale o niego dba jedna Pani, strach pomyśleć co z tym ogródkiem stanie jak jej kiedyś zabraknie. Super że masz tak blisko do Parku gdzie jest pospacerować. Nie ma, to jak zielone tereny a nie sam beton!!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas do dbania o ogródki przy wieżowcach wyznaczane są dyżury ich mieszkańców. Też sobie chwalę ten park kilkaset metrów od mojego bloku. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Piękny teren spacerowy, zdjęcia fantastyczne , macie zielono wokół domu.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wokół osiedla jest bardzo dużo zieleni

      Usuń
  9. Dziękuję Karol za wirtualny spacer. Super, że macie choć trochę zieleni, zawsze można oczy nacieszyć, a zalet jest więcej. Pozdrawiam serdecznie i życzę więcej czasu na lekturę.

    OdpowiedzUsuń