Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 24 maja 2024

1939. Nasza polska pobożność Maryjna

Chociaż ksiądz Krzysztof przebywa u swoich przyjaciół w Panamie, to spotkania naszego piekarnika trwają w najlepsze. To głównie za sprawą naszych animatorów, którzy dbają o to, aby tematyka spotkań była różnorodna i wszechstronna, i w razie potrzeby są w stanie poprowadzić je bez udziału duszpasterza. Myślę, że to jest dobre rozwiązanie dla wszystkich - ksiądz nie musi się martwić, że skoro go nie ma, to i nie będzie spotkania, my mamy ciągłość spotkań, a animatorzy zdobywają różne kompetencje miękkie, tak bardzo przydatne w dorosłym życiu. Coraz częściej zastanawiam się, dlaczego to tak nie działa w Oratorium w mojej parafii. Przecież proboszcz, który jest jego opiekunem (i właściwie nic nie robi), mógłby wyznaczyć 2 - 3 osoby (nie koniecznie mnie, bo raczej nie mam ku temu kompetencji), które by były odpowiedzialne za organizację zajęć dla dzieci. Tak samo jak mógłby rozeznać, kto z nas ma uprawnienia wychowawcy kolonijnego i zgodzić się na organizację półkolonii parafialnych (od biedy mogłabym być ich kierownikiem, bo mam zrobiony odpowiedni kurs, ale wychowawcą też bym nie pogardziła). Przez lata je organizowaliśmy i zawsze był komplet dzieci, a nawet lista rezerwowa. Ale nie, lepiej zorganizować dużo droższy wyjazd dla dzieci do Włoch. 
Na ostatnim spotkaniu naszej wspólnoty duszpasterskiej oglądaliśmy odcinek dosyć popularnego serialu "The Chosen" opowiadający o weselu w Kanie Galilejskiej. A następnie dyskutowaliśmy nie tylko o roli Maryi podczas tej historii, ale też o tym, jaką ona rolę odgrywa w naszym prywatnym życiu. Jak dla mnie jest to doskonałe przeniesienie teorii na praktykę tego, o czym uczyła nas jedna z wykładowczyń na zajęciach z Zagadnień kultury współczesnej. Dużo mówiliśmy na nich o tym, jak doskonałą bazą do rozmowy są obejrzane filmy bądź seriale. I to nie tylko na tematy religijne, ale właściwie na wszystkie.
Z rozmowy wynikło, że maryjna pobożność jest bliska sercu właściwie każdego z nas. Wiele osób skupionych w duszpasterstwie odmawia różaniec, w miarę możliwości uczęszcza na nabożeństwa majowe, "uczymy się" tej pobożności od świętych i błogosławionych, którzy nam imponują, a dla których kult maryjny jest bardzo ważny. Dla wielu jest to Pier Giorgio Frassati, dla innych św. Maksymilian Maria Kolbe - czciciel Maryi Niepokalanej, dla jeszcze innych jakieś szczególne miejsce związane z czczonym w nim wizerunku Maryi. Wymieniano tutaj chociażby Częstochowę, Ludźmierz, Leśniów, Piekary Śląskie, Licheń, moją ukochaną Kalwarię Zebrzydowską. Z tego wszystkiego zapomniałam powiedzieć, że w moim mieście też jest szczególny kult figury Matki Bożej Anielskiej Patronki Zagłębia znajdującej się w miejskiej bazylice. Kilkoro z nas należało w dzieciństwie do Dzieci Maryi, gdzie ten kult jest dosyć silny. Ja z kolei jestem związana z parafią, w  której posługują księża salezjanie, a tam szczególnie uroczyście obchodzone jest i wspomnienie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (8 grudnia - rocznica założenia pierwszego Oratorium), i Maryi Wspomożenia Wiernych (24 maja), dodatkowo od 24 lat noszę szkaplerz karmelitański, co też w jakiś sposób łączy się z pobożnością maryjną. Każdy z nas też podkreślał, że traktuje Matkę Boską nie jako ktoś na równi z Bogiem, ale jako pośredniczkę w drodze do niego. To trochę tak jak w rodzinie - czasami łatwiej jest nam z czymś przyjść do mamy, niż do taty. Co nie oznacza, że potem tata się o tym nie dowiaduje. Myślę, że tak samo jest z osobami boskimi - mówimy o czymś Matce Bożej, a Bóg Ojciec i tak się o tym dowiaduje. A więc Maryja jest tylko pośrednikiem w tym kontakcie.
Zastanawiać może to, dlaczego w Kościele Katolickim jest tyle tytułów Maryi. Dlaczego nie zwracamy się do Maryi po prostu Maryja? I skąd to się w ogóle wzięło? Mnie też to nurtowało. Na portalu mateusz.pl. znalazłam dosyć ciekawe i wyczerpujące wytłumaczenie tej praktyki:
"W Katechizmie Kościoła Katolickiego (KKK 487) czytamy zdanie: >>Wiara katolicka w odniesieniu do Maryi opiera się na wierze w Chrystusa, a to, czego naucza ona o Maryi, wyjaśnia z kolei wiarę w Chrystusa<<. Dlatego też dogmaty maryjne (Boże Macierzyństwo, Niepokalane Poczęcie, Dziewictwo Maryi, Wniebowzięcie Maryi) naprowadzają nas na wielość >>Imion<<, którymi zwracamy się do Niej lub przez Nią do Boga. W encyklice papieża Jana Pawła II: >>Redemptoris Mater<< (Marka Odkupiciela), poświęconej Maryi, w punkcie 33 możemy przeczytać orzeczenie Soboru Ekumenicznego z Nicei (787 r.) na temat czci obrazów: >>...według nauczania Ojców i powszechnej Tradycji Kościoła wierni mogą czcić razem z krzyżem także wizerunki Matki Bożej, Aniołów i Świętych, w kościołach, w domach i przy drogach<<. Tę starożytną praktykę czci i pobożności maryjnej potwierdził ostatni sobór powszechny - Watykański II. Dlatego >>Maryja Częstochowska, Licheńska, Hodowicka, Piekarska...<< to tytuły poszczególnych wizerunków, wzięte od miejsca szczególnego ich kultu (sanktuaria). W tych wizerunkach ci, którzy kochają Maryję, daną im przez Jezusa Chrystusa za Matkę, po prostu czczą Ją i proszą, by Ona wstawiała się za nimi. Trzeba przy tym pamiętać, że wstawiennictwo Maryi jest całkowicie uzależnione od zbawienia dokonanego przez Chrystusa i czerpie z Jego mocy. Nasza ufność we wstawiennictwo Maryi daje w szczególny sposób wyraz tej tajemnicy, że Bóg posługuje się wybranymi ludźmi, aby obdarzyć zbawieniem innych ludzi.
W kulcie obrazów nigdy nie czcimy danego przedmiotu (obrazu, figury), ale osobę, którą one wyrażają. Ikona bowiem odsyła do osoby, którą przedstawia i uobecnia. Ikony i obrazy (analogicznie tytuły: Róża Duchowna...) wspomagają naszą wiarę, wspomagają naszą wyobraźnię, pomagają nam trwać w modlitewnym skupieniu. Spełniają więc tylko funkcję pomocniczą. Aczkolwiek ta rola jest dosyć znaczna. Wiele wizerunków uznaje się za cudami słynące, bowiem w tych konkretnych miejscach (np. Lourdes, Fatima, Częstochowa) dokonały się (medycznie udokumentowane) cuda. Dlatego też te miejsca są uprzywilejowanymi ośrodkami urzeczywistniania się zbawczego pośrednictwa Kościoła.".

A więc Maryja jest jedna, ma tylko wiele przydomków związanych z jej cechami lub miejscami jej szczególnego kultu. Czcimy Matkę Bożą jako osobę, a nie jako wizerunek przedstawiony na obrazie lub w postaci figury. I Maryja jest tylko pośredniczką w naszej rozmowie z Bogiem.

6 komentarzy:

  1. W sumie to nie wiem co napisać. Przyzwyczaiłam się do postów rękodzielniczych a te na temat kościoła i wiary są mi niejako obce, aż tak wierząca to nie jestem , ale czytam co macie do powiedzenia a nóż coś ciekawego się dowiem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Chociaż nie wydaje mi się, abym i ja była jakoś specjalnie pobożna. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Sęk w tym, że niektórzy oddają cześć figurom i obrazom...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w tym tkwi problem. Że ludzie przekładają kult przedmiotów ponad kult osób. I taka powstaje bałwochwalstwo. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Piękny wpis o Maryi, kult ten jest bardzo mocny w Polsce , mieliście wartościowe spotkanie,pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Wydaje mi się, że Polska jest jednym z najbardziej rozwiniętych pod tym względem miejsc. Pozdrawiam

      Usuń