Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 1 listopada 2024

2057. Mam nadzieję, że mu się spodoba

Pamiętacie jak w maju na 20 rocznicę święceń kapłańskich dałam Księdzu Niosącemu Światło kartkę z wizerunkiem Jezusa Dobrego Pasterza? Był nią zachwycony i po dziś dzień większości napotkanych osób mówi o księżach będących pasterzami i pastuszkami, o których napisałam mu w życzeniach. To było bardzo spontaniczne, właściwie to pisałam wtedy to, co mi podpowiadało serce, szczerze myśląc o tym, aby się przy okazji nie wygłupić w jakiś dziwny sposób. Tak to już jest, kiedy coś się robi na ostatnią chwilę, tak jak w przypadku pisania tych życzeń. I tylko sama sobie jestem wdzięczna za to, że samą kartkę wraz z owieczkami zrobiłam kilka dni wcześniej.
Kiedy dawałam księdzu tamtą kartkę był zaskoczony tym, że wiedziałam także o tym, kiedy przyjął święcenia kapłańskie. W dobie dzisiejszej komputeryzacji nie było trudne znaleźć o tym informację. Wystarczyło tylko dobrze poszukać na stronie naszej diecezji, a następnie wykonać odpowiednie obliczenia. I już człowiek znał nie tylko dzień i miesiąc, ale także i rok. Co prawda i tak w jego parafii świętowali ten fakt, ale ja dowiedziałam się na tyle wcześnie, że mogłam wymyślić mu prezent i życzenia.
Tamtego dnia jakoś tak się dziwnie przede mną otworzył i ni stąd, ni zowąd zapytał mnie czy wiem, jakie było jego hasło prymicyjne. Oczywiście, że nie wiedziałam, no bo skąd? Wyznał mi, że był to wyrywek z Ewangelii św. Jana opisujący obrzęd obmycia nóg podczas Ostatniej Wieczerzy - "Potem nalał wody do misy i zaczął uczniom obmywać nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany" (J. 13, 5). Zapytałam go wtedy, dlaczego właśnie ten fragment. Odparł mi, że on rozumie swoje kapłaństwo tak, że ma być sługą Boga, ale przede wszystkim ludzi. I muszę przyznać, że komu jak komu, ale jemu się to udaje. Nawet jeżeli przebywa w szpitalu, to jeżeli jest w formie, to stara się być po prostu dla ludzi. Może nie obmywa im dosłownie nóg, ale na pewno służy dobrym słowem i wsparciem. Myślę, że to wystarczająca definicja bycia czyimś sługą w ludzkim sensie. Przy okazji wspomniał mi wtedy po raz pierwszy o wspólnocie "Wiara i światło" z Jaworzna, z którą jest związany od 25 lat i której był kapelanem. Skupia ona osoby z niepełnosprawnością. Ta wspólnota właśnie z okazji tej rocznicy święceń podarowała mu obraz przedstawiający Jezusa obmywającego nogi. I tak pół żartem rzucił, czy czasem nie narysowałabym mu kiedyś tej sceny.
On chyba żartował, ale ja wzięłam to na serio. Po pierwsze, musiałam pomyśleć nad okazją, z jakiej chcę mu dać mój obrazek. Pierwotnie miały to być urodziny, ale się nie wyrobiłam (za to dostał moją książkę o św. Józefie, ciekawe, czy ją czytał i czy mu się podobała). Potem imieniny, ale wtedy postanowiłam się pochorować (a że nie chciałam mu nic "sprzedać", to wysłałam mu tylko SMSa z życzeniami). Postanowiłam mu dać go po imieninach, ale i tak z załączonymi życzeniami z tej okazji. Zostało mi tylko zastanowić się, jak ugryźć temat. I co w ogóle chcę przedstawić na obrazku. Wbrew pozorom to nie jest takie trudne, a samych pomysłów miałam mnóstwo. Gorzej z wykonaniem.  Bo chciałam, aby to miało przysłowiowe "ręce i nogi", a nie było zrobione tylko, żeby odbębnić temat. A kiedy już miałam jaką taką wizję, musiałam przenieść ją na kartkę papieru. Sama praca powstawała etapami, w różnych okolicznościach, nawet w Domu Rekolekcyjnym w Zembrzycach, u mojej babci w domu czy też w pociągu gdzieś pomiędzy Wadowicami, a Krakowem.
Może nie do końca wyszło mi to tak jak zamierzyłam, a postacie są raczej komiczne (zwłaszcza usta Jezusa całującego stopę jednego z uczniów), ale lepiej nie będzie. Może poprawiłabym kilka rzeczy, ale znając życie, coś innego bym sknociła. Zakładając, że Ostatnia Wieczerza była tradycyjną wieczerzą paschalną, wplotłam w scenę kilka zwyczajów z nią związanych. Stąd m.in. menora, zwoje pism niesione przez postać po prawej stronie, leżenie na boku dwóch uczniów (w takiej pozycji zwyczajowo spożywane są wtedy posiłki), czy też kieliszek dla proroka Eliasza, który według tradycji tego dnia miał przyjść na ową wieczerzę. Błędem, ale świadomym, jest obecność mięsa na stole - do tej pory powinno ono zostać całkowicie zjedzone. Ja jednak chciałam jeszcze bardziej podkreślić to, że jest to ta wyjątkowa wieczerza spożywana raz w roku.
Trochę żałuję, że nie wzięłam tego obrazka na wieczorną Mszę świętą, bo odprawiał ją Ksiądz Niosący Światło. A potem chwilę ze mną porozmawiał. Oczywiście pierwsze jego pytanie, to gdzie się podziewam, kiedy mnie nie ma. Noszsz, coś tam powiedziałam wymijająco, bo nie chcę go na razie wtajemniczać w moje studia ani w to, że ostatnio i byłam trochę przeziębiona, i miałam urwanie głowy w związku z organizacją Krajowego Forum Duszpasterstw Akademickich. A poza tym, chyba przynoszę pecha ludziom, którzy mnie lubią (ale to też wolałam przemilczeć). Trochę mu się doczepiłam do homilii, podczas której kanonizował Pier Georgia Frassatiego (który jeszcze jest błogosławiony). Z drobnym politowaniem zapytał mnie o różnice między kanonizacją, a beatyfikacją, ale kiedy zaczęłam mu je wymieniać, to zmienił temat i zaczął ubolewać, że dwa tygodnie temu uciekłam mu na koniec z niedzielnej Mszy świętej, bo chciał mnie przedstawić wspomnianej wspólnocie, która na niej była. Powiedziałam mu, że nie chciałam psuć mu świętowania, bo poniekąd była to prawda. Chyba opadły mu ręce, ale co ja na to poradzę, że naprawdę nie wiedziałam, co on zamierza zrobić. Poza tym ja wtedy jeszcze walczyłam z przeziębieniem i pewnie i tak bym nie poszła w obawie, że go zarażę. On też niedawno miał jakąś infekcję, nie wiadomo czy do końca z niej wyszedł (z barwy głosu wnioskuję, że nie do końca) i jak tam z jego odpornością.
Postaram mu się podrzucić go w niedalekiej przyszłości. Może nawet jutro? Co prawda ksiądz powiedział mi, że jutro nie ma dyżuru podczas Mszy świętej, ale może jak dam teczkę z rysunkiem proboszczowi parafii, to mu ją przekaże. A Ksiądz Niosący Światło ucieszy się z tego? Może...

17 komentarzy:

  1. Dużo szczegółów, napracowałaś się... a ja mam obraz olejny zaczęty chyba z 10 lat temu i wciąż go nie ukończyłam, chyba się zmobilizuję i dokończę, teraz dłuższe wieczory...

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko najważniejsze, że włożyłaś tam wiele pracy i serca. Obraz odzwierciedla scenę z Biblii i jest to ważne. Takie prezenty są najważniejsze i najbardziej miłe. Pozdrawiam serdecznie 💕

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten rysunek na pewno sprawi wiele radości obdarowanemu . Pozdrawiam serdecznie 😊💚

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo sympatyczny rysunek, jak się przyjrzeć dokładnie to można zauważyć wiele ciekawych szczegółów.
    Na pewno ksiądz się ucieszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam Twoje plastyczne zacięcie, bo ja wciąż chcę i wciąż nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Twój rysunek na pewno temu księdzu się spodoba. Jest przepiękny.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniałe jest to, że włożyłaś w tę pracę mnóstwo serca i zadbałaś o szczegóły wieczerzy paschalnej. Na pewno się spodoba księdzu. Serdeczności przesyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno sprawisz wiele radości obdarowanemu księdzu. Obrazek wspaniały widać że wiele pracy i serca w wykonanie jego włożyłaś. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje mi się, że nie trzeba koniecznie starać się w kwestiach realizmu. Czasem chodzi o przekazanie w sztuce emocji, jakiegoś większego przesłania. A Ty w swoim obrazie moim zdaniem to realizujesz. Ksiądz na pewno doceni czas włożony w rysunek, w jego przemyślenie.

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogrom serca i pracy, jaką włożyłaś w namalowanie tego obrazka, na pewno ucieszy obdarowanego. Nie zwlekaj tylko ze sprezentowaniem go, żeby robić takie podarunki nie trzeba szukać specjalnej okazji. Jestem pewna, że Twój przyjaciel ksiądz będzie zachwycony. Pięknego października.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ucieszy się na pewno:)
    Pozdrawiam kochana cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  12. To uczucie radości gdy ktoś pamięta jest bezcenne, gratuluję pomysłu i pasji w jego realizacji, pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystko co malowane sercem, jest piękne...Ksiądz jest Szczęściarzem, że ma takiego Przyjaciela jak Ty...;o)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj, Karolino.

    Pomyślałam sobie niemal identycznie jak Gordyjka:
    sercem malowane, więc jak mogłoby się nie spodobać? :)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Karolinko jak czytam to jesteś" dobrym partnerem" do dyskusji i dobrze że znajdujesz księży którzy słuchają i rozmawiają ....gest od serca jest najważniejszy i powinien być doceniony , bo pomysł miałaś dobry :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Każdy wyraża swoje uczucia jak umie. Ważne że są od serca i jak nic się spodobają Obdarowanemu. Ty jesteś takim dobrym Duchem i na wszystko zawsze masz odpowiedź. Internet to jedna wielka kopalnia trzeba tylko wiedzieć gdzie i jak szukać a znajdzie się wszystko.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Na pewno się ucieszy, zresztą liczy się serce i chęć obdarowania, dlatego powinien to docenić :)

    OdpowiedzUsuń