Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 7 listopada 2024

2061. Pokonferencyjnie

Niedawno na Wydziale Teologicznym organizowano interdyscyplinarną i międzynarodową konferencję "Chrystianity in Europe. Questions on Unity". Było to jedno z wydarzeń, jakie miały miejsce w ramach ogłoszenia Katowic "Miastem Nauki". Jednymi z współorganizatorów konferencji były Koła Naukowe działające na wydziale. A że należę do obydwóch (Teologów i Familiologów - nie pytajcie, kiedy znajdują na to czas, na szczęście spotkania z reguły są na długich przerwach międzyzajęciowych), to raczej oczywiste było, że zaangażuję się w pomoc w jej organizacji. Tym bardziej, że było to jedne z największych wydarzeń organizowanych przez mój wydział w ostatnich latach. Jak tylko pojawiła się okazja, to zgłosiłam się do pomocy. Bardzo szybko zostałam przydzielona do przerzucania slajdów oraz obsługi szatni, co jak najbardziej mi odpowiadało.
O poniedziałkowej sensacji, gdzie w czasie konferencji okazało się, że arcybiskup Adrian Galbas został mianowany metropolitą warszawskim już pisałam. Myślę, że każdy z uczestników był poruszony tą wiadomością i do końca dnia w większym lub mniejszym stopniu ten temat kołatał mu się po głowie. Przynajmniej tak wynikało z rozmów przeprowadzonych w przerwie obiadowej oraz przerwach kawowych. Nawet dobrze, że tego dnia załatwiono tłumaczenie symultaniczne wystąpień, bo nie wiem ile osób byłoby w stanie skupić się na zrozumieniu wystąpień prelegentów. W drugiej połowie pierwszego dnia konferencji zaangażowana byłam w przesuwanie slajdów podczas prelekcji. W pewnym momencie z tego wszystkiego uczelniany laptop odmówił posłuszeństwa i nie pomogła tutaj nawet ręka naszego dziekana. Było trochę stresu, bo czas wystąpienia leciał, a tu urządzenie za nic na świecie nie chciało ruszyć. Na szczęście laptop się namyślił i grzecznie ruszył do przodu. A ja już do końca konferencji miałam jakąś urazę, że coś pójdzie nie tak.
Nie będę ukrywała, że z powodu zaangażowania się w pomoc przy organizacji konferencji, byłam nieco stratna we wtorek, środę oraz w czwartek w sferze wykładów. Nie mogłam bowiem ot tak sobie zejść z szatni wiedząc, że w każdym momencie może ktoś wyjść z auli i poprosić o swoją odzież wierzchnią. Poza tym ktoś musiał pilnować dobytku gości, zważając na to, że szatnia na naszym wydziale nie jest pilnowana i praktycznie każdy mógł do niej wejść. Co ciekawszych wykładów słuchałam z perspektywy otwartych drzwi do auli, jednak na dłuższą metę nie miało to sensu. Na szczęście w najbardziej gorących momentach był ktoś do pomocy, bo raczej nie dałabym radę w pojedynkę. Chociaż poza tymi momentami praca była w miarę spokojnie - mogłam nawet poczytać sobie notatki na niektóre przedmioty, albo pograć z Dorkiem w komórkową wersję "Milionerów" (raz nawet udało nam się "wygrać" główną nagrodę), a nawet z powodzeniem zdać kolejne kolokwia u wymagających wykładowców.
Wydaje mi się, że Konferencja cieszyła się sporym powodzeniem, jak na niszową jej tematykę. Jednak wraz z promotorem mojej pracy magisterskiej doszliśmy do jednego wniosku - zbyt dużo się mówi o synodalności w Kościele, a zbyt mało się tłumaczy, co to w ogóle jest. Z całości wyniosłabym pewnie więcej wniosków, gdybym częściej była na auli, gdzie trwały wykłady, niż w szatni. Ewentualnie gdybym bardziej rozumiała język angielski typowo specjalistyczny. Coś tam oczywiście rozumiałam, ale nie tyle, ile bym chciała. I wiele rzeczy musiałam się domyśleć. A z tym różnie mogło być.

4 komentarze:

  1. Dawno mnie tu nie było, ale nie jestem tak kościelna jak Ty . Wierząca i praktykująca ale nic poza tym. Podziwiam Cię że Ci się chce działać w tym Wolontariacie ale każdy znajdzie swoje miejsce, widać Twoje jest właśnie tam, choć czasem przez ten Wolontariat nie jesteś w centrum swoich zainteresowań, no cóż niestety nie da się być Wszędzie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko czemu nie mogłaś wziąć udziału w wykładzie. Ty jesteś chłonna wiedzy i powinnaś jak najwięcej móc korzystać z takich prelekcji. Przepraszam , że się wtrącam, ale im więcej będziesz się uczyć, tym większa szansa, że zrozumiesz. Choć to są poglądy ludzi nie Boga, skądś są czerpane, trzeba zaufać. Ja na przykład uwielbiam Papieża Franciszka i kiedy czasem w niedzielę będąc u wujka słucham w południe mszy świętej bardzo się cieszę o czym mówi. Mam nadzieję, że pozostaną tylko tacy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale obrotna jesteś, jeszcze dobrze nie wyszłaś z jednego miejsca a już jesteś w drugim, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy masz na to wszystko czas Karolinko
    Pozdrawiam końcówką listopada

    OdpowiedzUsuń