Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 7 listopada 2016

422. Różnice piorytetów

Na początku dziękuję Wam za zainteresowanie się sprawą osiemnastki Dominika i życzeniach dla chłopca z okazji wejścia w pełnoletność. 1 grudnia, czyli dzień jego urodzin, zbliża się nieubłaganie. Sama mam już dla niego kartkę(którą sama zrobiłam), 3 audiobooki(wiecie ile się nakombinowałam szukając czegoś, co mu się może spodobać), dzięki życzliwości znajomej z kiosku zdobyłam też klocki lego, które Dominik uwielbia. Chcę jeszcze w sobotę zmobilizować dzieciaki z Oratorium do narysowania coś starszemu "koledze". Uwierzcie mi, dzieciaki naprawdę potrafią być kreatywne w tej kwestii. A przy okazji wrażliwe. Wyrosną z nich wspaniałe, empatyczne i altruistyczne osoby. Zresztą dla autora tak pięknego wypracowania o Janie Pawle II chyba warto. Jednocześnie przypominam o zbiórce prowadzonej przez Anię na ogród sensoryczny dla Maxia i Poli. Czasu coraz mniej, a środków pieniężnych jest dalej za mało. Może ktoś tutaj trafi przez przypadek i skusi się na pomoc?
---------------------------------------------------------------------
Od początku mojej kariery studenckiej, czyli października 2009 roku zawsze starałam się siadać w pierwszym rzędzie auli bądź sali, w której odbywały się zajęcia. Niekoniecznie dlatego, że jestem typem kujona, chociaż staram się na bieżąco ogarniać tematy zajęć. Powód jest bardziej prozaiczny: nie jestem w stanie robić sobie ręcznie notatek, ale mam przyzwolenie na nagrywanie wykładów na dyktafon. Nie jest zaś tajemnicą, że najlepiej to robić siedząc w pierwszych 2 rzędach. A nie jest to trudne, ponieważ studenci wolą raczej dalsze miejsca. Nie miałam więc problemów z upatrzoną miejscówką. Do czasu.
Poniedziałek. AWF w Krakowie. Godzina 9:03. Pod salą C tłok studentów drugiego roku studiów magisterskich z turystyki i rekreacji. Ktoś z boku mógłby pomyśleć - studenci łaknący wiedzy. Tymczasem powód jest zupełnie inny. Za chwilę rozpocznie się wykład z przedmiotu zowiącego się polityka w turystyce i rekreacji. Prowadzi go jedna z legend uczelni, pan profesor A. Już na pierwszych zajęciach zapowiedział, że pyta z materiału tych, którzy siedzą na tyłach. Teraz jest zaś walka o byt, a raczej o miejsca w pierwszych rzędach. Żeby nie być pytanym. Tym samym ja, nawet jak wejdę minutę po innych, ląduję w dalszych rzędach. A tam? O Sodomo i Gomoro. Pogaduszki, chichotki, całkowity brak skupienia na temacie zajęć. Do tego dochodzi słaba akustyka na sali. No i cichy głos prowadzącego. A mikrofonu w wyposażeniu uczelni brak. Nie licząc auli, w rzeczy samej. Ale od auli do sali "C" daleka droga. Wszystkie te okoliczności nie sprzyjają nagrywaniu wykładu na dyktafon, oj nie. Dwa wykłady poszły w eter. A ambicje Lolka są jasne - zaliczyć wszystko w pierwszym terminie i spokojnie dojść do etapu obrony pracy magisterskiej. Czy to zbyt wiele? Chyba nie. 
Dzisiaj pojechałam do Krakowa godzinę wcześniej. Trochę poczekałam sobie pod salą(akurat zaczęłam czytać "Pana Wołodyjowskiego", więc czas jakoś mi zleciał), ale udało mi się wskoczyć na pierwszy rząd, chociaż próbowano mnie wygryźć. Na szczęście znalazły się osoby, którym nie przeszkadzała moja osoba. A jak potem odsłuchałam nagranie. Raj dla uszu kochani, raj dla uszu! I godzina piętnaście wykładu została zapisana w niewiele ponad dwie godziny. Różnica kolosalna, zważając na to, że ostatnio podobny okres czasu opracowywałam trzy razy dłużej. Zaczynam się zastanawiać, czy nie zostawiać dyktafonu w razie czego komuś zaufanemu z grupy, komu uda się wbić do pierwszego rzędu. Wszak sporo ludzi z roku jest mi przychylnych.

I na koniec hasło dnia:
"Wielki test o Sienkiewiczu" TVP1. Prezenterka pyta pana Kazimierza Kaczora:
- Panie Kazimierzu, jaka książka Sienkiewicza jest pana ulubioną?
- Yyy... powódź? Czy coś takiego.
Słysząc to łzy mi pociekły ze śmiechu.
Oczywiście prowadzący doszli do tego, że prawidłowy tytuł to "Potop"

sobota, 5 listopada 2016

421. Do trzech Dominików sztuka, czyli jak osiemnastka to osiemnastka

Nie zdążyłam. Najzwyczajniej w świecie nie zdążyłam Was poprosić o jakieś drobne upominki dla Dominika M. i Dominika W. z okazji ich urodzin. W pierwszym przypadku udało mi się jeszcze podczas letnich półkolonii poprosić dzieciaczki z mojej grupy (6 - 8 lat) o narysowanie jakiś laurek dla Dominika na 14 urodziny. Maluchy z entuzjazmem podjęły się zadania i w jednej chwili powstały kolorowe kartki, które na koniec tygodnia wrzuciliśmy do skrzynki pocztowej wraz z życzeniami powrotu do sił. Sama dorzuciłam chłopcu kilka kart  z piłkarzami oraz książkę o polskich sportowcach, ponieważ wiedziałam, że interesuje się tym tematem, a w Biedronce wypatrzyłam takąż po przystępnej cenie.Chciałam poprosić też Was o jakieś kartki z życzeniami, jednak w ferworze ŚDM jakoś mi to umknęło. Potem myślałam, że zdążę w przyszłym roku - nie zdążyłam. Jak mogliście wyczytać z wcześniejszych notatek, Dominik odszedł z tego świata na początku października pogrążając nie tylko najbliższych, ale też internetowych kibiców w jego walce z nowotworem w żałobie. A ja czuję jakiś żal, że nie zrobiłam tego, co czułam. Żal, którego nie da się tak łatwo ukoić.
Trochę inaczej było z Dominika W, którego "poznałam" na początku tego roku. Też miałam zamiar wysłać mu coś na urodziny i przy okazji apelować o drobne karteczki od Was, jednak ten dzielny chłopczyk odszedł do lepszego świata przed skończeniem 7 roku życia. Znowu mój plan przepadł nieodwołanie.
Dominik - nasz bohater
Jest jednak jeszcze jeden chłopiec o imieniu Dominik, którego losy śledzę od dłuższego czasu(dziękuję za to, że aby przeglądać fanpage nie trzeba mieć konta na facebooku). Ten dzielny nastolatek od urodzenia zmaga się z wieloma ciężkimi chorobami, do których trzy lata temu doszła Choroba Leśniowskiego-Crohna połączona z nowotworem jelit. Oprócz tego zmaga się z nawracającym półpaścem i alergią. Wszystkie te schorzenia stworzyły mieszankę wybuchową w organizmie chłopca. Jego życie stało się pielgrzymką po lekarzach i szpitalach, które stały się jego drugim domem. Ale Dominik jest bardzo dzielnym chłopcem, który też ma swoje pasje i marzenia. W czerwcu na przykład udało mu się ukończyć z wyróżnieniem gimnazjum pomimo tego, że równocześnie zmagał się z nawrotem półpaśca. Chciałby jak inni kontynuować swoją edukację, spotykać się z rówieśnikami, umawiać do kina, a nawet żeby go tak nie bolało. Zamiast tego skazany jest na leżenie w izolatce i kolejne badania. A przede wszystkim chciałby żyć. To ostatnie zaś wisi nad przepaścią i samotnie wychowująca chłopca matka nieustannie drży o życie jedynaka, starając się mu dać namiastkę normalnego życia, m.in. kupując specjalistyczną odzież i odżywki.
Kochani, za niecały miesiąc Dominik skończy 18 lat. Wielu z nas z pewnością hucznie wchodziło w swoją dorosłość w towarzystwie znajomych. Tymczasem bardzo prawdopodobne jest, że chłopiec spędzi ten dzień osamotniony w domowym zaciszu, czy nawet w szpitalnej izolatce. Czy i my chcielibyśmy takich urodzin? Pewnie nie. Dlatego pomyślałam sobie, że na pewno dobrze by było, gdyby w ten dzień został obdarowany kartkami z życzeniami urodzinowymi. Tak, aby czuł, że jest rzesza ludzi, która kibicuje mu w tej nierównej walce. Ja ze swojej strony dorzuciłam jeszcze kilka audiobook'ów, ponieważ wiem, że Dominik lubi książki, a postępujący półpasiec sprawia, że nie zawsze może czytać tradycyjne pozycje. Was jednak proszę o najzwyklejszą w świecie kartkę z życzeniami. To tak niewiele, a może sprawić tyle radości. Kartki i ewentualne upominki można przesyłać na adres:
Dominik Słowiński
ul. Grochowska 4g/16
78-100 Kołobrzeg
Na koniec pozwolę sobie zamieścić tutaj wypracowanie Dominika napisane kilka lat temu, abyście się mogli przekonać, jak bardzo wrażliwe i mądre jest to dziecko. Tym samym mam nadzieję, że po raz kolejny nie będziecie obojętni na moją prośbę.

piątek, 4 listopada 2016

420. Obnażona niewygodna prawda

Są momenty w historii naszego kraju, które chcielibyśmy z niej wymazać. Nie trudno zauważyć, że w dużej mierze dotyczą one wszelkich klęsk poniesionych w wyniku działań zbrojnych. Polakom przez długie lata nie wolno było mówić o tym co się działo w Katyniu. Myślę, że w przypadku wielu osób, przede wszystkim z mojego pokolenia, dużo informacji przekazał film Andrzeja Wajdy opowiadający o tej nieludzkiej zbrodni na polskich jeńcach wojennych. Nie mówiąc już o całym "pakiecie informacyjnym" na ten temat po 10 kwietnia 2010.
O ile jednak w podręcznikach z moich czasów była jakaś wzmianka o Katyniu, o tyle o Wołyniu i rzezi jaka się tam dokonała w dalszym ciągu milczano. I o ile jest to dla mnie zrozumiałe w przypadku szkoły podstawowej, czy nawet gimnazjum, o tyle nie mogę zrozumieć dlaczego program historii w zakresie rozszerzonym tego nie ujął. Cóż, widać szkoda papieru na jedną stronę poświęconą temu zagadnieniu. 
Prawdy o Wołyniu dowiedziałam się więc sama. No, może z pomocą taty, który jest miłośnikiem historii. Kiedy dowiedział się z telewizji, że istnieje możliwość skolekcjonowania historii Polski nie wahał się ani trochę i zaczął kupować kolejne numery czasopisma. W sumie uzbierały się 4 segregatory z 1500 letnimi(a nawet dłuższymi) dziejami naszego kraju. Moim zadaniem było wkładanie kolejnych kartek w odpowiednie przegródki. A przy okazji przeglądałam kolejne strony w poszukiwaniu ciekawostek. W ten sposób trafiłam na pierwsze informacje o Wołyniu. Co ciekawe, kiedy potem szukałam czegoś na ten temat w internecie, przez jakiś czas pojawiały się jakieś lakoniczne informacje. Byłam trochę zszokowana, wszak po 1990 roku historia nie zdawała się mieć przed społeczeństwem żadnych tajemnic. Prawda o Katyniu była już znana, lecz Wołyń wydawał się być zapomniana.
Sprawa niejako odżyła w 2013 roku, kiedy przypadła 70 rocznica rzezi wołyńskiej. W internecie i telewizji pojawiały się informacje na jej temat, półki w księgarniach wypełniły się odpowiednimi publikacjami, nawet w kościołach katolickich odczytano odpowiedni list Episkopatu Polski. Obiecano również film fabularny przybliżający widzom tą zbrodnię. Osobiście czekałam na niego z wielką niecierpliwością. W końcu pojawił się zwiastun "Wołynia", a jak wiadomo - od zwiastuna do premiery niedaleka droga.
 
Niestety, film zbiegł się w czasie z rozpoczęciem roku akademickiego. Zazwyczaj do kina chodzę we wtorki, ponieważ wtedy jest taniej. Jednak w tym semestrze mam tak ułożone zajęcia, że wtorki mam wyłączone z użycia. Jedynie piątki mam wolne. Wystarczyło tylko iść na seans do 13:30, aby zapłacić mniej za bilet. Myślicie, że długo się zastanawiałam? Skąd - świadomość, że film jest wyświetlany ostatni tydzień, a mój plan zajęć jest jaki jest spowodowała, iż moja decyzja była automatyczna.
Akcja filmu rozpoczyna się wiosną 1939 roku. Helena - młoda Polka i katoliczka wychodzi za mąż za Vasyla, Ukraińca i prawosławnego. Podczas uroczystości zaślubin kapłan wyraża nadzieję, że katolicy i prawosławni będą żyć w zgodzie, jako chrześcijanie. Zostaje zorganizowane wielkie wesele, na które zaproszona jest cała wieś. Przez całą noc katolicy, prawosławni, a także Żydzi bawią się przy suto zastawionych stołach. Widząc szczęście Heleny, rodzice panny młodej pragną takiego samego dla swojej drugiej córki, siedemnastoletniej Zosi. Mają już nawet dla niej kandydata na męża - dużo starszego, zamożnego sołtysa wsi, wdowca Macieja Skibę. Serce Zosi bije jednak dla jej rówieśnika, Ukraińca Petra. I to z nim dziewczyna spędza noc. Za mąż wychodzi jednak za Macieja. Wkrótce wybucha wojna. Zarówno Maciej, jak i Petro wyruszają na front. Zosia zostaje z dziećmi Macieja z pierwszego małżeństwa - Marysią i Frankiem. Odkrywa też, że jest w ciąży. Kiedy Maciej wraca do domu, mówi mu o tym. Jednocześnie nie może zapomnieć o kochanku. Do wioski wchodzą radośnie witani Rosjanie, którzy deportują całe rodziny na Syberię. Petrowi udaje się przekupić strażników i uwolnić ciężarną Zosię wraz z dziećmi. Maciej zostaje w wagonie. Tej samej nocy przychodzi na świat synek Zosi i Petra, mężczyzna zaś zostaje zastrzelony przez NKWD. Zosia wraca do rodzinnego domu męża. Wkrótce i jemu udaje się uciec z zesłania i połączyć się z rodziną. Życie we wsi płynie w miarę spokojnie, chociaż tu i ówdzie zdarzają się przypadki zabójstwa jej mieszkańców. Pomimo zawieruchy wojennej rodzina stara się toczyć normalne życie, m.in. wykonując prace na polu i w gospodarstwie. Do wioski wkraczają Niemcy, równie wyczekiwani jak niegdyś Rosjanie, a wraz z nimi pierwsze oznaki prześladowań zarówno Żydów, jak i Polaków. Zosia ukrywa w swoim domu zaprzyjaźnioną żydowską rodzinę, ryzykując życie swoje oraz dzieci. Nie wie jednak, że najgorsze ma dopiero nadejść, a pogłoski o podpalaniu całych wsi przez Ukraińców wkrótce staną się faktem.
Podczas oglądania filmu zastanawiałam się, co musi kierować ludźmi, aby zostali wyzuci ze wszelkich ludzkich uczuć i zachowań. Jak można jednego dnia bawić się z innymi na weselu, a drugiego ucinać im głowy siekierami. Jak można bez mrugnięcia oka wrzucić do snopka małe dziecko, a następnie je podpalić? Krzyk Franka na długo pozostanie w mojej pamięci. Jak można urządzić jatkę na całą wieś za to, że dwadzieścia lat wcześniej Piłsudski pogonił bolszewików pod Warszawą? Przecież wielu ofiar masakry wołyńskiej nie było wtedy na świecie. W końcu jak można namawiać ludzi podczas kazania w cerkwi na masowe ludobójstwo, a następnie wpaść do kościoła podczas nabożeństwa i przemienić słowa w czyn? Niektóre sceny naprawdę przyprawiają człowieka o grozę - przywiązanie człowieka do dwóch koni i pognanie ich przed siebie, wskutek czego ofiara została rozerwana na pół, wyrywanie serca, zwłoki ludzkie w studni. I strach, ludzki strach przed jutrem. Oczywiście nie wszyscy Ukraińcy byli źli, np. Vasyl był zdolny do zabicia własnego brata, który radził mu, aby zrobił to samo z Heleną. Jednak większość z nich była zdecydowanie przeciwko Polakom do tego stopnia, że urządzali masowe egzekucje i palili całe wsie.
Cieszę się, że powstał taki film, chociaż powinny go zobaczyć osoby o zdecydowanie mocnych nerwach. Pomimo wielu drastycznych i, nie ukrywajmy, erotycznych scen, a także ciętego, chłopskiego języka przypadł mi do gustu. Bardzo podobało mi się ujęcie codziennego życia w czasach wojny. Przecież ludzie musieli uprawiać rolę, hodować bydło i drób, dzieci bawiły się, dorośli kochali, kochankowie zdradzali małżonków... Normalne życie, prawda? Życie zniszczone przez ludzką nienawiść.

A ja dziękuję za ponad 60 000 wejść na mojego bloga. Jesteście wielcy.

środa, 2 listopada 2016

419. Odeszli w ciągu ostatnich 12 miesięcy

Czesław Kiszczak: 19 październik 1925 - 5 listopad 2015; polski wojskowy i polityk
Icchak Newon: 9 kwietnia 1921 - 7 listopad 2015; izraelski polityk, piąty prezydent Izraela
Monika Swaja: 12 grudzień 1949 - 22 listopad 2015; polska pisarka
Ks. Andrzej Baczyński: 1957 - 1 grudzień 2015; polski duchowny, dziennikarz, dziekan wydziału dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UPJP2
Akiyuki Nosaka: 10 październik 1930 - 9 grudzień 2015; japoński pisarz
Ojciec Jan Góra: 8 luty 1948 - 21 grudzień 2015; dominikanin, inicjator spotkań lednickich
Elżbieta Krzesińska: 11 listopad 1934 - 29 grudzień 2015; polska lekkoatletka
Roman Bartoszcze: 9 grudzień 1949 - 31 grudzień 2015; pierwszy prezes PSL
Maria Garbowska-Kierczyńska: 3 grudzień 1922 - 2 styczeń 2016; polska aktorka
David Bowie: 8 styczeń 1947 - 10 styczeń 2016; brytyjski piosenkarz
Bogusław Kaczyński: 2 maj 1942 - 21 styczeń 2016; polski dziennikarz i krytyk muzyczny
Michał Janiszewski: 15 czerwiec 1926 - 3 luty 2016; polski generał dywizji Wojska Polskiego, doktor nauk wojskowych
Jerzy Próchnicki: 20 kwiecień 1930 - 4 luty 2016; aktor
Maria Stypułkowska - Chojecka: 24 wrzesień 1926 - 5 luty 2016; działaczka podziemia niepodległościowego w trakcie II wojny światowej, łączniczka i sanitariuszka batalionu "Parasol" AK
Xymena Zaniewska: 4 czerwiec 1927 - 12 luty 2016; polska architektka i projektantka mody
Jerzy Grałek: 23 czerwiec 1946 - 15 luty 2016; aktor
Umberto Eco: 5 styczeń 1932 - 19 luty 2016; włoski semiolog, powieściopisarz
Samuel Willenberg: 16 luty 1923 - 19 luty 2016; izraelski artysta, więzień Treblinki
Zdenek Smetana: 26 lipiec 1925 - 25 lutego 2016; czeski reżyser, scenarzysta, producent i animator
George Kennedy: 18 luty 1925 - 28 luty 2016; amerykański aktor
Wojciech Skibiński: 31 marzec 1929 - 4 marzec 2016; polski aktor i reżyser
Marian Kociniak: 11 styczeń 1936 - 17 marzec 2016; polski aktor
Ks. Jan Kaczkowski: 19 lipiec 1977 - 28 marzec 2016; polski duchowny, założyciel i dyrektor hospicjum im. Ojca Pio w Pucku
Imre Kertesz: 9 listopad 1929 - 31 marzec 2016; węgierski pisarz żydowskiego pochodzenia; laureat Nagrody Nobla
Zyta Gilowska: 7 lipiec 1949 - 5 kwietnia 2016; polska ekonomistka, minister finansów i wicepremier w rządach Kazimierza Marcinkiewicza oraz Jarosława Kaczyńskiego
Prince: 7 czerwiec 1958 - 21 kwiecień 2016; amerykański muzyk
Ks. Tadeusz Gocłowski: 16 wrzesień 1931 - 3 maj 2016; arcybiskup senior archidiecezji gdańskiej
Maria Czubaszek: 9 sierpień 1939 - 12 maj 2016; polska pisarka, dziennikarka i satyryczka
Hanna Skoczyńska: 2 lipiec 1953 - 17 maj 2016; polska aktorka
Krystian Rempała: 1 kwiecień 1998 - 28 maj 2016; polski żużlowiec
Andrzej Niemczyk: 16 styczeń 1944 - 2 czerwiec 2016;  polski siatkarz i trener reprezentacji narodowej
Muhammad Ali: 17 styczeń 1942 - 3 czerwiec 2016; amerykański bokser, zdobywca złotego medalu podczas Igrzysk Olimpijskich w Rzymie w 1960 roku
Christina Grimmie: 12 marca 1994 - 10 czerwiec 2016; amerykańska piosenkarka
Monika Dzienisiewicz - Olbrychska: 23 kwiecień 1939 - 25 czerwiec 2016; polska aktorka, reżyserka i pedagog
Elie Wiesel: 30 wrzesień 1928 - 2 lipiec 2016; amerykański pisarz i dziennikarz żydowskiego pochodzenia, twórca terminu holokaust
Maciej Cieśla: 29 czerwiec 1989 - 2 lipiec 2016; grafik Światowych Dni Młodzieży
Kardynał Franciszek Macharski: 20 maj 1927 - 2 sierpień 2016; arcybiskup senior diecezji krakowskiej
Roger Tsien: 1 luty 1952 - 24 sierpień 2016; amerykański biochemik, laureat Nagrody Wolfa w dziedzinie medycyny oraz Nagrody Nobla w dziedzinie chemii
Krzysztof Miller: 25 marzec 1962 - 9 wrzesień 2016; polski fotoreporter wojenny
Waldemar Dziki: 28 wrzesień 1956 - 16 wrzesień 2016; polski reżyser i producent filmowy
Władysław Zachariasiewicz: 7 listopad 1911 - 21 wrzesień 2016; weteran II wojny światowej, polski działacz społeczno - polityczny Polonii amerykańskiej
Szymon Peres: 2 sierpień 1923 - 28 wrzesień 2016; izraelski polityk
Andrzej Wajda: 6 marzec 1926 - 9 październik 2016; polski reżyser
Bhumibol Abulyadej: 5 grudzień 1927 - 13 październik 2016; król Tajlandii
Andrzej Kopiczyński: 15 kwiecień 1934 - 13 październik 2016; polski aktor
Paweł Baumann: 11 czerwiec 1983 - 21 październik 2016; były polski kajakarz, olimpijczyk
I nawet czytając "Rodzinę Połanieckich" Henryka Sienkiewicza jestem przy fragmencie opowiadającym o śmierci małej Litki, dzięki czemu wkupuję się w atmosferę listopadowej zadumy.

wtorek, 1 listopada 2016

418. "Wreszcie misterium włożenia rąk - staje się ciałem słowo ksiądz"

Święcenia kapłańskie zazwyczaj przyjmuje się na przełomie wiosny i lata. 70 lat temu zrobiono jednak wyjątek i pewien bardzo zdolny kleryk dostał je w paradoksalnie szczęśliwym dla katolików dniu, czyli 1 listopada. Powód tego był bardzo prosty - metropolita krakowski, książę Adam Sapieha chciał, aby ów kleryk kontynuował swoje studia w Wiecznym Mieście, a jedyną ku tego drogą był tytuł kapłana. 
Nowo wyświęconym kapłanem był niedoszły aktor, student polonistyki, a następnie teologii - Karol Wojtyła. 1 listopada 1946 roku została przed nim otwarta droga życia duchowego, która doprowadziła go na szczyt hierarchii kościelnej. Nazajutrz, zgodnie z obowiązującymi przepisami, odprawił w krypcie wawelskiej trzy Msze święte. Nietrudno jest się domyśleć, za kogo je ofiarował: jedną za mamę, drugą za tatę, trzecią zaś za brata - za wszystkich bliskich, którzy go opuścili przy samym progu życia. Kilka dni później siedział w pociągu do Włoch, nie spodziewając się nawet, że za trzydzieści osiem lat Rzym stanie się jego domem.
Jakże prawdziwe z perspektywy tych 70 lat stają się słowa piosenki "Tajemnica powołania" z Oratorium "Santo Subito" Piotra Rubika. Zresztą sami posłuchajcie: