Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 20 września 2015

Bonjour mesdames et messieurs

Jakiś czas temu napisałam na blogu, że jestem w trakcie czytania "Kodu Leonarda da Vinci" Dana Browna. Książka dosyć kontrowersyjna, zawierająca tezę, że Maria Magdalena była żoną samego Jezusa Chrystusa, a legendarnym Świętym Graalem wcale nie jest kielich z którego Syn Boży pił podczas Ostatniej Wieczerzy, a ich wspólna córeczka, Sara, która we Francji miała przedłużyć ciągłość Rodu Dawida. Według Browna potomkowie Sary żyją do dzisiaj, a sławne stowarzyszenie Opus Dei za wszelką cenę chce owiać to wszystko tajemnicą mordując każdego, kto mógłby ją zdradzić.
Lektura tej nieco kontrowersyjnej książki nie była przypadkowa. Jak wiadomo, część akcji rozgrywa się w Paryżu. A ja ostatnie 6 dni spędziłam w stolicy Francji na wycieczce zorganizowanej specjalnie pod kątem osób niepełnosprawnych. To zaś wiąże się z tym, że program był bardzo przystępny, to znaczy bez zbędnego pośpiechu. Nie chodzi tutaj o mnie, ale o osoby na przykład poruszające się o kulach, bądź mające jeszcze większe problemy z chodzeniem niż ja.
Paryż - miasto szyku i elegancji. Znany z takich obiektów jak słynna Wieża Eiffla, Pola Elizejskie, Wersal, Katedra Notre Dame, Luwr, Łuk Triumfalny, a także kabaret Moulin Rouge. Miejsce emigracji takich Polaków, jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasicki, Cyprian Kamil Norwid, Maria Skłodowska - Curie, czy też Fryderyk Szopen. To na ulicach Paryża toczy się akcja takich książek, jak wspomniany przeze mnie "Kod Leonarda da Vinci", "Nędzników" i "Katedry Marii Panny w Paryżu" Viktora Hugo, "Wynalazek Hugona Cabreta" Briana Selznicka, czy nawet fragment rodzimej "Lalki" Bolesława Prusa. O ilości filmów na temat Paryża już nie wspomnę. To tutaj była słynna Bastylia, to tutaj życie w tunelu straciła królowa ludzkich serc - Księżna Diana.
W Paryżu byłam już raz. W 2007 roku moje liceum organizowało wycieczkę do Luksemburga, Belgii i właśnie Paryża, też głównie pod kątem uczniów niepełnosprawnych. Tak się złożyło, że wśród uczestników znalazłam się także i ja. Pamiętam, że wyjechaliśmy wtedy na samą górę Wieży Eiffla, byliśmy pod Pałacem Sprawiedliwości, katedrą Notre Dame, siedzibą władz, w perfumerii, przejeżdżaliśmy obok Moulin Rouge. Na więcej w ciągu jednego dnia nie starczyło czasu.
Pod koniec zeszłego roku dostałam informacje, że tata mojego kolegi organizuje kolejną wycieczkę zagraniczną, tym razem do Paryża. Mając jeszcze w pamięci wycieczkę do Czech, Austrii i Węgier, a także do Rzymu moja decyzja była raczej szybka. Zważając na rozłożenie zwiedzania poszczególnych obiektów, nie miałam najmniejszych wątpliwości, aby pojechać. W końcu żyje się tylko raz.
Zwiedzanie Paryża rozłożone było na trzy i pół dnia. Na miejsce dojechaliśmy w poniedziałkowe popołudnie. W mieście zwiedziliśmy m.in. takie obiekty jak Ogrody Luksemburskie, Wersal, część Luwru, Plac Pigalle, Bazylikę Sacre-Coeur, Centrum Georgesa Pompidou, wnętrze Kaplicy Saint Chapelle oraz Katedry Notre Dame. Pochodziliśmy po słynnych Polach Elizejskich, pokazano nam domy, w których mieszkali nasi wieszczowie narodowi, a także miejsca związane z księżną Dianą. Zwieńczeniem całej wycieczki był godzinny wieczorny rejs stateczkiem po Sekwanie. Wszystko pięknie podświetlone, było czym cieszyć oczy... Jedzenie było dobre, na zasadzie szwedzkiego stołu, nie miałam więc problemów z moją nietolerancją pewnych pokarmów. Za kilka dni dostanę zdjęcia z wycieczki, więc pokażę Wam kilka z nich.
W całej wycieczce tak naprawdę najbardziej uciążliwa była podróż autokarem. O ile do Paryża jechaliśmy z noclegiem w Salzburgu, o tyle z powrotem przez 18 godzin jechaliśmy ciągiem do Polski. I chociaż mieliśmy co 4 godziny postoje, to pod koniec czuło się tą niecałą dobę jazdy. Ale za to obejrzałam w końcu film pt.  "Bogowie" opowiadający o profesorze Zbigniewie Relidze, a raczej o jego przygotowaniach do pierwszego w Polsce przeszczepu serca. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
To nie ostatnia zagraniczna wycieczka w naszym wykonaniu. Za rok chcemy podbić Anglię, w planach jest też Litwa, Ukraina, a nawet Ziemia Święta. Chcemy też odwiedzić kilka polskich miejscowości. Przecież świat jest taki piękny, że żal go nie zobaczyć, kiedy jest taka okazja. Bo to, że ktoś jest niepełnosprawny, czy nawet jeździ na wózku nie oznacza, że musi siedzieć w domu.

A kolejną moją książką, którą zamierzam przeczytać będzie "Katedra Marii Panny w Paryżu" Viktora Hugo, która od lat znajduje się na moim regale. A i z "Nędznikami" wypadałoby się zaprzyjaźnić...

2 komentarze:

  1. Paryż...marzenie! trzymam kciuki za dalsze podboje! A Victora Hugo uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto mieć marzenia, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy się mogą spełnić :). Pozdrawiam serdecznie

      Usuń