Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 20 grudnia 2016

Do przemyślenia przed świętami

W ferworze przedświątecznych przygotowań niekiedy zapominamy o tym, co jest najistotniejsze w świętach. Dlatego polecam artykuł, który kilka lat temu znalazłam w młodzieżowym czasopiśmie, który dał mi dużo do myślenia. Po jego przeczytaniu zaczęłam całkowicie inaczej patrzeć na przedświąteczne przygotowania i przekierowałam swój tok myślenia. Zresztą sami przeczytajcie, bo pozwoliłam go sobie tutaj przytoczyć:

"Kicz, prezentowy terror i niepotrzebne wydatki? Czy łezka w oku, niepowtarzalny zapach w domu i wzruszenie, że jesteśmy razem? Od ciebie zależy, czy w święta będziesz pustą bombką, czy pełną prawdziwego ciepła gwiazdką…
*
BOMBKA - Wigilijny poranek, galeria handlowa. Aniołom sprzedającym opłatki spod białych i złotych sukienek wystają dżinsy. Cukiernia zaprasza na degustacje i zakup po promocyjnych cenach sernika i makowca. Za dużo im zostało, szefowa się denerwuje. Sprzedawczynie w odzieżowej sieciówce kłócą się, która przyjdzie w drugi dzień świąt przebierać manekiny w sylwestrowe kreacje. Już nawet im się nie chce uśmiechać do klientów. Ani odpowiadać na ich idiotyczne pytania. Nie, ten sweter nie jest objęty promocją. Tak, można zwrócić po świętach, w ciągu siedmiu dni. Nie, nie mamy tej bluzki w innym kolorze… Kolejki do kas w hipermarkecie aż pulsują od nienawistnych spojrzeń, poszturchiwań i wygłaszanych pod nosem komentarzy „chamstwo takie, pcha się, na nic nie patrzy”. Ktoś zdenerwowany i spóźniony „przez te tłoki” zawadza wózkiem o choinkę stojącą na środku galerii, bombka z logo sponsora spada na posadzkę, pryskają drobinki szkła. Nie szkodzi, przecież mamy serwis sprzątający…
*
GWIAZDKA - Karp w galarecie u mojej babci! Taki z otwartą gębą i oczami! Zawsze mam wrażenie, że on na mnie patrzy…
 - Kompot z suszu, śmierdzi nim cały dom!
 - Co ty chcesz od kompotu z suszu? Ja bardzo go lubię.
Dwoje młodych siedzi na ławeczce przed strojną choinką. Nie zważają na mijających ich spoconych i zdenerwowanych ludzi. Ona z kolczykiem w nosie i kilkoma w uchu, on omotany wyjątkowo brzydkim szalikiem. Zjedli już lody, wypili gorącą czekoladę, omówili najsmaczniejsze wilijne potrawy, najgorszą w rodzinie osobę do kupowania prezentów(wujek, zdecydowanie wujek), przepytali się nawzajem ze znajomości kolęd(słabo to wyszło, po pierwszej zwrotce pamięć zawodziła), teraz typują najgorszą  wigilijną potrawę.
 - Ale ja nie lubię kompotu, śmierdzi. I po nim się… gazuję. A mama mówi, że on dobry na trawienie. Nie wiem, jakim cudem…
 - Bo dobry, serio. Mnie po smażonej rybie zawsze boli brzuch, a potem jest kompot i od razu mi lepiej…
 - Jakoś ci nie wierzę – śmieje się i przytula dziewczynę. – W każdym razie jak będziemy mieli już dom, to u nas kompotu śmierdziucha nie będzie, jasne?
Ona także się śmieje i przytakuje chłopakowi, jednocześnie czułym gestem poprawiając mu szalik. Trochę krzywo wyszedł. Trudno. Jak na pierwszą zrobioną samodzielnie rzecz to i tak nieźle.
 - Karpia w galarecie też nie, dobra? Albo przynajmniej jego głowy. I flaków też nie będzie. I golonki.
 - Golonki? A golonkę jada się na wigilii? – pyta zdziwiony.
 - No nie, ale jest obrzydliwa. Więc uprzedzam, że nie będzie.
Oboje wybuchają śmiechem i po raz kolejny zadzierają głowy, aby popatrzeć na migającą światełkami choinkę.
*
BOMBKA - Kilkanaście metrów dalej, w sklepie z ekskluzywną bielizną, lekko siwiejący biznesmen w garniturze składa ekspedientce propozycję nie do odrzucenia:
 - Ja panią ozłocę, przyrzekam, tylko niech mi pani jakoś tak szybciutko coś wybierze. Muszę jeszcze dwa telefony wykonać, a pani na pewno pięknie wszystko dobierze – jednocześnie trzyma telefon przy uchu oczekując na połączenie. – Jakiś komplecik, coś modnego. I niech trochę kosztuje, bo ona potem pewnie sprawdzi. Rozmiar? Niech pani da taki średni damski, bo nie zdążyłem sprawdzić, wie pani, jakąś M-kę, żeby potem nie obraziła się, że za małe albo za duże… No to ja jestem, co załatwiłeś, mów – zmienia ton na biznesowy. Wsłuchuje się w relację rozmówcy, ale co chwilę spogląda na poczynania ekspedientki i uniesionym kciukiem lub skrzywieniem ust „komentuje” jej propozycje. Po kilku minutach wybór zostaje dokonany, złoto-bordowy komplet bielizny ląduje właśnie w odpowiednio strojnym pudełku, ekspedientka z zawodowym uśmiechem nabija na kasę cenę, zadowolony z siebie biznesmen postanawia jeszcze kupić jakieś wytworne wino. A co! Wprawdzie sam nie przepada, bo ma po nim zgagę, ale przecież na Wigilię powinno pić się drogie wino…
*
GWIAZDKA - Na wprost wejścia do sklepu z winami ulokowane jest stoisko z kolorowymi papierami. Panie uprzejmie zawijają, pakują obwiązują i stroją. Niedaleko stoiska nieco nerwowo drepcze emeryt z brzuszkiem, a wokół niego podskakuje para kilkulatków.
 - Dziadek, a jeśli nie będzie gwiazdki, to co, nie przyjdzie? Bo Kuba mówi, że nie przyjdzie! – dziewczynka patrzy z powagą w oczy ojca oczekując stanowczego zdementowania plotki, jaką rozpuścił dwa lata starszy brat.
 - Przyjdzie. Dziadkowi nie wierzysz? – całuje wnuczkę w czoło.
Dziadek ma pewien problem. Musi kupić papier do pakowania, żeby zawinąć toster dla żony. Ale jak ma to zrobić przy wnukach? Jak zobaczą potem ten sam papier pod choinką, to mogą skojarzyć te dwa fakty. I co? Ogromne rozczarowanie. Że to jednak ze sklepu, a nie z worka Mikołaja. Nie, nie, dziadek nie chce mieć na sumieniu takiej tragedii. Chętnie dziś zgłosił się do opieki nad maluchami, niech tam sobie kobiety spokojnie w kuchni działają. No, ale kompletnie zapomniał o papierze. Kłopot, kłopot. Trudno, chyba lepiej dać bez papieru, niż ryzykować?
Chwilę później cała trójka rusza w stronę wyjścia, a dziadek motając na szyjach wnuków szaliki i wciskając im na dłonie rękawiczki, obiecuje, że w drodze powrotnej pójdą koło kościółka i zobaczą, czy księża już szopkę zrobili. I że sobie na spacerku kolędy pośpiewają.
*
BOMBKA - Wysoki, krzykliwy głos kobiety zwraca w jej stronę spojrzenia przechodzących. Chwilę wcześniej wyszła ze sklepu z tradycyjną żywnością specjalizującą się w świątecznym cateringu i teraz nerwowymi ruchami przekazuje te paczki, tace, torby(każde z odpowiednim logo sklepu!) nieco zdezorientowanemu małżonkowi. A przy okazji nie szczędzi mu odpowiednio kąśliwych uwag, bo prawdopodobnie ośmielił się zadać najgłupsze i najbardziej irytujące w tym dniu pytanie: „Po co tego tyle?” Ewentualnie: „Kto to zje?”
 - No ile, ile? Wzięłam tyle, żeby było na dwa dni, nie myśl, że ja będę jak głupia stała w kuchni i piekła, jak mi tutaj lepsze zrobią i na pewno to drożej nie wychodzi, bo jeszcze rabat dostałam. O, i taką nalewkę gratis. O nie, na pewno nie będę piekła, do tej pory mnie nosi, jak sobie przypomnę minę twojej matki, jak jej swój jabłecznik zawiozłam. Normalnie jakbym jej psie żarcie dawała. Moja wina, że opadło? Moja? Będzie mi tu wydziwiać, miny robić, komentować potem. Sama to nic, że niby taka schorowana, tak, jasne, ona tylko by krytykowała i obgadywała. I jeszcze te teksty: „pamiętasz Jureczku, jak ja ci piekłam pierniczki, jak byłeś mały?” Specjalnie tek mówi, żeby mnie wkurzyć. Ale nie, ja się nie będę denerwować. Mi też się święta należą!

BOMBKI – są ładne, ale kruche i puste. Łatwo się tłuką, zamieniając w mnóstwo ostrych kawałków i brokatowy pył…
GWIAZDKA – choć niepozorna, ma moc prawdziwego światła. Ogrzeje, pokaże drogę do domu, rozświetli chmurne myśli…

Bliżej ci do gwiazdki, czy do bombki? Czujesz święta? Czy raczej czujesz się zmuszany do świąt? Oby na twojej choince było więcej gwiazdek niż bombek…”

Źródło: Dwutygodnik młodzieżowy „Cogito”; nr 23(413); 6 grudnia 2012

8 komentarzy:

  1. Dlatego wybieram gwiazdkę. A centra handlowe i sklepy w ogóle staram się omijać w tym okresie szerokim łukiem.
    Buziaczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się je omijać, szkoda nerwów

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy artykuł:-) Zdecydowanie wolę być gwiazdką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę być ciepłą gwiazdką

      Usuń
  3. Interesujący wpis! Pozdrawiam gorąco!:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Święta, nie jeżdżę do wielkich sklepów, wiodę ciche życie na wsi i marz, żeby tylko wszyscy na święta byli zdrowi.
    Świetny post Karolinko, doskonale, że go napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak do przemyślenia przed świętami, na czym tak naprawdę należy się skupić. Też nie lubię dużych sklepów - wolę mój niewielki bazarek na osiedlu

      Usuń