Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 25 stycznia 2017

Wierzę w świętych obcowanie

W moim kościele parafialnym nad ołtarzem góruje wizerunek jego patrona - św. Paweł Apostoł a dookoła widnieją zwoje z wypisanymi fragmentami z jego Listów Apostolskich. Zawsze kiedy znajduję się w świątyni mój wzrok mimowolnie podąża ku górze. Konkretniej to parafia nosi wezwanie Nawrócenia św. Pawła Apostoła, którego wspominamy dzisiaj w liturgii Kościoła Katolickiego. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy odpusty przypadały dokładnie w dniu patrona parafii. Od kilku jednak lat uroczysta suma została przeniesiona na najbliższą niedzielę poprzedzającą ten dzień, bądź następującą po nim(w tym roku wypada w przyszłą niedzielę, już dzwonili, czy dam radę zostać na 12:30 - Mszę wcześniej jest oficjalne zakończenie zimowiska dla dzieci i też wypada być).
W tak szczególnym dla mnie dniu(bądź co bądź w jakimś stopniu identyfikuję się z parafią, do której należę), przyszło mi zdobyć zaliczenie z "Miejsc religijnych na trasach rejsów morskich". Dwa dni temu na meilu pojawiła się nagle informacja, że profesor zaprasza dzisiaj na zaliczenie. Z jednej strony byłam zła, bo wszystko, łącznie z przedmiotem jest na ostatnią chwilę robione, a z drugiej wiedziałam, że jak dzisiaj nie pojadę, to mogę mieć problem z zaliczeniem przedmiotu (wykładowca przyjeżdża do nas specjalnie z Gdyni). Sprawę komplikował fakt mojego wychowawstwa na półkoloniach parafialnych, gdzie oficjalnie figuruję w papierach jako pełnoprawny wychowawca. No i jeszcze dzisiaj mieliśmy zaplanowane wyjście na basen(zawsze robimy tak, że na jednego wychowawcę/animatora przypada kilka dzieci, które pilnuje, a skoro mnie miało nie być, to i liczba pływających opiekunów się zmniejszyła). Nie wiedziałam jak to wszystko rozwiązać, dlatego pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do kierownika wypoczynku - kazał się nie przejmować i zaangażował proboszcza jako mojego zastępcę na ten dzień. Trochę mnie to uspokoiło. Pozostała jeszcze kwestia nauczenia się materiału. A raczej znalezienia sobie odpowiedzi na pytanie, które wykładowca wysłał nam z powiadomieniem o terminie zaliczenia. Moje dotyczyło pobytu św. Pawła w Jerozolimie. Początkowo zrzedła mi mina, bo konkretnie nie wiedziałam jak się za to zabrać. Poczytałam sobie jednak co nieco na ten temat w Internecie, uzupełniłam informacjami z Pisma Świętego i jakoś udało mi się opracować to zagadnienie. Pozostała jeszcze tylko kwestia zaprezentowania go w odpowiednim czasie, jednak krótka modlitwa o dar męstwa do Ducha Świętego oraz o pomoc do samego św. Pawła nieco złagodziła sytuację. Tak naprawdę zdążyłam powiedzieć wstęp do całego wystąpienia, ograniczający się do przybycia św. Pawła Apostoła na Sobór Apostolski w 49 roku oraz uwięzienie go podczas pobytu w Jerozolimie 9 lat później(oczywiście wszystko ujęłam w piękne, zwięzłe zdania), kiedy wykładowca mi podziękował, twierdząc, że widzi że wiem o co chodzi i wpisał mi 5 do indeksu. Kurczaczek, dziwnie się czuję, bo jednak zaczęłam od ogólników, i jakoś nie do końca uważam, że zasłużyłam na tą ocenę(pewnie gdybym powiedziała to co chcę powiedzieć i dostała też 5, to miałabym odczucie, że jest to w pełni zasłużona nota). Ale ok., w sumie to jedna z łatwiejszych 5 jakie zdobyłam. Wierzę równocześnie w to, że patron dzisiejszego dnia, św. Paweł, pomógł mi przejść przez to wszystko. Potem mieliśmy ten sam przedmiot, tylko z dziekanem naszego wydziału. Tym razem opowiadał nam o Turcji, ze szczególnym naciskiem na największe jego miasto - Stambuł. Trochę mi się przysypiało na tych zajęciach, umówmy się jednak, że emocję poprzednich zajęć zaczęły ze mnie schodzić. W kryzysowych chwilach podziwiałam znajdujący się za oknem Wawel(a przy okazji widząc w każdej przechodzącej kobiecie Basię, Gosię lub Łucję - dziewczyny, tak jak napisałam u Basi cieszę się, że studia są na finiszu, bo w takiej sytuacji byłyby poważnie zagrożone😀). Powinnam jeszcze iść na niemiecki, ale byłam już kompletnie padnięta. Dobrze, że miałam niewykorzystaną "losówkę", szkoda żeby się zmarnowała, prawda?

8 komentarzy:

  1. Karolinko, jak się będę wybierać do Krakowa, to Cię powiadomię:-)
    A teraz ucz się grzecznie i nie wyglądaj przez okno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam Cię Kochana za słowo. W sumie to dla Ciebie gotowa jestem specjalnie przyjechać do Królewskiego miasta, nawet, gdybym wtedy nie miała zajęć na uczelniach :). A co do nauki, to "najgorsze" dopiero przede mną, ale dam radę.

      Usuń
  2. Karolinko,
    zerkasz na Wawel? Hmm, teraz już wszystko rozumiem.
    Czerpiesz energię ze sławnego czakramu!!! i dlatego Jesteś taka BEZKONKURENCYJNA.
    Sorry, z serca GRATULUJĘ!!!!!
    Całuję i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś jest w tym co piszesz, chociaż tak naprawdę spoglądanie na Wawel najzwyczajniej w świecie mnie uspokaja. Buziaczki

      Usuń
  3. Karolinko, gratuluję piątki, zazdroszczę widoku na Wawel i obiecuję, że kiedy będę się wybierać do Krakowa, dam Ci znać, żebyśmy mogły się spotkać.
    A święty Paweł musi bardzo lubić swoją parafiankę:)
    Mocne uściski.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też Wawel uspokaja. Wybieram się tam w sobotę na ingres Jędraszewskiego. A św. Paweł rządzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam udać się na ingres, jednak nie miałam z kim zostawić moich podopiecznych podczas półkolonii.

      Usuń