Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Zielone Świątki zawsze były dla mnie wyjątkowe

Trzecia niedziela maja w 1999 roku wypadła 23 dnia miesiąca. Tego dnia w Kościele Katolickim przypadało wspomnienie Zesłania Ducha Świętego, zwane potocznie Zielonymi Świątkami. Tą drugą nazwę chrześcijaństwo zapożyczyło z judaizmu. Zielone Świątki związane były z dorocznym świętem Szawuot. Przypadało ono pięćdziesiąt dni po Passze. Jak pamiętamy z Dziejów Apostolskich, Zesłanie Ducha Świętego przypadło w Pięćdziesiątnicę, czyli właśnie pięćdziesiąt dni po śmierci Zbawiciela, która nastąpiła tuż po najważniejszym dla Żydów święcie.
Tego dnia ponad czterdziestoosobowa grupa drugoklasistów z okolicznej podstawówki podczas Mszy świętej o godzinie 11:00 miała zaszczyt po raz pierwszy przystąpić do Stołu Pańskiego. Wśród tych dzieci pierwszokomunijnych byłam i ja. Skromna kaplica stanowiąca tymczasową funkcję świątyni została przystrojona zielonymi gałązkami, na surowych ścianach wisiały plakaty chłopca i dziewczynki przyjmujących Ciało Chrystusa, niewielki ołtarz okrywały białe kwiaty, symbolizujące naszą niewinność. No i zespół parafialny, który tak pięknie oprawiał muzycznie tą szczególną Mszę świętą. Tego dnia nawet nie kuły nikogo w oczy surowe mury wznoszącego się obok kościoła z stojącą przed nim betoniarką. I chociaż pogoda nie do końca dopisała, to jednak nasze serca były rozgrzane prawdziwą, Bożą miłością.
Wczoraj również przypadało święto Zesłania Ducha Świętego. Dla naszej parafii był to dzień wyjątkowy z jeszcze jednej przyczyny - podczas Mszy świętej o godzinie 12:30 odbyła się uroczysta prymicja naszego parafianina, który zaledwie dzień wcześniej otrzymał święcenia prezbiteriatu. I tak jak w sobotę byłam świadkiem jego święceń, tak wczoraj nie wyobrażałam sobie nie iść na jego pierwszą Mszę świętą. Przecież to kolega, którego znało się od lat, którego wiara dojrzewała na naszych oczach.
Dzień był ciepły, słoneczny, jak przystało na czerwiec. Chociaż zgodnie z prognozami pogody pod wieczór trochę pogrzmiało. Ale jak piszę, takie atrakcje czekały na nas dopiero po całej uroczystości. Szczerze powiedziawszy pierwszy raz w życiu miałam okazję brać udział w tak radosnym dla parafii święcie. Bo inaczej nie można nazwać dnia, w którym parafianin zostaje wyświęcony na księdza i odprawia swoją pierwszą Eucharystię w rodzinnej parafii. Piękna to tradycja, kiedy prezbiter może w ten sposób podziękować podstawowej jednostce duchowej, w jakiej wzrastał - rodzicom, wspólnotom oraz właśnie Kościołowi.
Msza prymicyjna w parafii jest trochę jak wesele - przystrojona choiną klatka schodowa informowała wszystkich, że to właśnie tam wychowywał się i mieszkał nasz Pawełek. Tradycją jest udzielenie nowicjuszowi błogosławieństwo przez rodziców, dziadków i proboszcza parafii. Następnie wśród oklasków zgromadzonych osób, ksiądz wyszedł z bloku i w radosnej procesji udaliśmy się do kościoła. Tam nastąpiła główna część uroczystości. Jeszcze przed rozpoczęciem się Mszy świętej, w stronę jubilata powędrowały życzenia od licznie zgromadzonych parafian. A potem rozpoczęła się Msza święta będąca jednocześnie zwieńczeniem okresu wielkanocnego. Paweł, trochę jeszcze onieśmielony, z powagą stał na honorowym miejscu. W czerwonym ornacie, jeszcze poprzedniego dnia haftowanym dłonią kochającej matki, prezentował się znakomicie. W pierwszych ławkach zasiadali dumni rodzice, chrzestni, dziadkowie. Resztę wypełnili parafianie. O oprawę muzyczną zadbał młodzieżowy zespół muzyczny, którego Paweł niegdyś był członkiem.
Wzruszające kazanie wygłosił wikariusz z naszej parafii, ksiądz Franciszek, przywołując w nim wartości, jakimi kierował się w życiu Paweł. Przypomniał o wielkich postaciach, które zafascynowały chłopca - papież Pius XI, który tak bardzo ukochał muzykę gregoriańską, czy też błogosławiony salezjanin, August Czartoryski. Dziękował też rodzicom za wychowanie syna w duchu chrześcijaństwa, za ich domowe "duchowe seminarium", a przede wszystkim za to, że zaakceptowali wybór jedynaka. Zresztą sam Paweł na końcu Mszy świętej w wzruszający sposób podziękował swoim rodzicom za wszystko, następnie księżom i samym parafianom oraz tym, którzy go wspierali. Wzruszającym momentem było osobiste błogosławieństwo prymicyjne, którego udzielił wszystkim zebranym ludziom.
I tym sposobem już drugi parafianin został księdzem. A trzeci się uczy. Poza tym mamy dwie siostry zakonne, w tym jedną  klauzurową. Jak na stosunkowo młodą parafię(istniejącą dopiero 34 lata), to całkiem niezły wynik...

Dar kapłaństwa
Kapłaństwo to dar od Najwyższego,
ustanowione podczas Ostatniej Wieczerzy,
ustami i gestami Syna Bożego.
Wybrani słyszą wezwanie
"Pójdź za mną Mateuszu, Adamie i Wojciechu,
Pójdź za mną, a staniesz się Pasterzem Mojego ludu"
Czy pójdą? To już ich wybór.
Wybór niełatwy, wymagający wyrzeczeń.
Ale, gdy już go dokonają,
staną się pośrednikami samego Pana
na ziemskim padole. 

9 komentarzy:

  1. Aż się wzruszyłam czytając... To jest wielki dar od Boga i powołanie i zrozumienie tego powołania przez najbliższych :)) Buziaki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie opisujesz te, jedne z najradośniejszych dla parafii, wydarzenia. Pozdrawiam serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Duch Święty pięknie działa w Waszej parafii, Karolinko.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Karolinko!
    Kocham Twoje posty. Zawsze są rzeczowe i świetnie napisane.
    Kolejny post, który dostarczył mi wiele wzruszeń.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Każde powołanie jest wielkim darem i radością dla całej parafii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam okazji uczestniczyć w święceniu na księdza ale kiedyś byłam na święceniach naszej znajomej z rodziny co postanowiła zostać zakonnicą. Masz rację, to naprawdę fajne przeżycie i cieszy gdy ktoś podejmuje tą drogę. Niestety coraz mniej się osób na to decyduje.
    Ja ostatnio byłam na komunii siostrzenicy :) Biedna przejęta była że ugryzie przez przypadek księdza w palec podczas komunii haha :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko, powiem Ci, że też się bałam, że ugryzę księdza w palec. I w sumie dalej się boję :). To prawda, że mamy kryzys powołań. Na przykład za rok nie będzie święceń ani jednego salezjanina w Polsce...

      Usuń
  7. Pięknie napisane!

    Pozdrawiam serdecznie!:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdego dnia dziękujemy w parafii za dar kapłaństwa naszego Pawła :)

    OdpowiedzUsuń