Ależ się dyskusja wywiązała pod poprzednim postem. W sumie to było do przewidzenia, bo temat epilepsji jest po trochę tematem tabu w naszym społeczeństwie, dlatego każda okazja jest dobra, by go poruszyć. Tym bardziej, że podobno na żadnym portalu internetowym typu onet, interia, czy wp nie napisano nic na ten temat(zresztą o Środzie Popielcowej też przemilczano) - i to jest dowód na to, że choroba i wiara nie są modnymi tematami w naszym kraju. Dziękuję Wam za każdy pozostawiony pod nim komentarz. Każdy z nich dał mi sporo do myślenia...
Dziś Światowy Dzień Kota, więc z tej okazji anegdotka z życia wzięta z ostatnich dni...
Wracam sobie któregoś dnia do domu. Zawsze pod drzwiami czeka moja Puśka. Ale tym razem jej nie było. Trochę mnie to zaniepokoiło, więc chodzę po domu, nawołuję, ciciam, zaglądam w każdy zakamarek. I nic, zero reakcji. Noszszsz... chyba mi kot uciekł z domu, kiedy z niego wychodziłam. Co prawda nigdy jeszcze do tego nie doszło, aczkolwiek nigdy nic nie wiadomo. Trochę podłamana siadam na wersalce, opieram się o oparcie i co słyszę?
- Miauuu...
Bestia mała leżała sobie pod kapą przykrywającą łóżko.
Co jak co, ale dawno się tak nie zdenerwowałam.
A tak w ogóle to nie udało mi się dotrzeć na diecezjalne spotkanie w sprawie wylotu/wyjazdu na ŚDM do Panamy. Tzn. nie dość, że się spóźniłam(spotkanie w sprawie funkcjonowania Oratorium w tym półroczu się przedłużyło), to nie umiałam trafić do salki, w której ono było. No, ale z drugiej strony nigdy jeszcze nie zapuściłam się w tamte tereny S. Na szczęście na stronce diecezjalnej pisze, że można ewentualnie zapisywać się przez wiadomość e-meil. Naprawdę się nad tym zastanawiam. Bo wiecie, cena niemała, ale przecież żyje się tylko raz... No nic, mam czas do końca lutego.
Teraz pobuszuję sobie po Waszych blogach, a potem wracam do czytaniu "Dziedzictwa templariuszy" Steva Berry'ego. Opasłe tomisko, ale czyta się dosyć przyjemnie.
Teraz pobuszuję sobie po Waszych blogach, a potem wracam do czytaniu "Dziedzictwa templariuszy" Steva Berry'ego. Opasłe tomisko, ale czyta się dosyć przyjemnie.
mam nadzieję,że uda Ci się pojechać i spełnić to marzenie!
OdpowiedzUsuńDzięki, wiesz, bardzo bym chciała spełnić to marzenie, ale rzeczywistość niejednokrotnie weryfikuje nasze plany.
UsuńJak finanse i zdrowie
OdpowiedzUsuńpozwalają to jedź spełniają marzenia😀
Ooo, dzięki za wsparcie
UsuńMojej siostry kot to wszedł do wersalki jak robiła łózko . Pół dnia go szukała aż usłyszała miauczenie z wersalki
OdpowiedzUsuńMi kiedyś też wlazła do wersalki i za nic nie chciała stamtąd choroba wyjść. Ale to jeszcze nic, kiedyś Pusia wlazła mi nawet do lodówki. Ale chyba nie spodobała jej się ta perspektywa, bo miauczała tak, że chyba w całym bloku ją było słychać. Buziaki
UsuńOpowieści o zwierzakach domowych są zawsze ciekawe, często zabawne.Podobno silne pragnienie to połowa sukcesu, więc na pewno Ci się uda:-)
OdpowiedzUsuńO ich przygodach można by całe powieści pisać :). Pozdrawiam
UsuńKoty żyją swoim życiem, ale za to je właśnie uwielbiamy <3
OdpowiedzUsuńwww.sylviavoyages.com
O tak, koty to prawdziwi indywidualiści. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny oraz za komentarz
UsuńMożliwe, że to temat tabu. Ja zastanawiam się nad jakimś nowym postem i może napiszę o seksie, plus o seksie w niepełnosprawności (to dopiero temat tabu, przecież ludzie niepełnosprawni nie mają żadnych potrzeb. W Polsce przynajmniej). A koty potrafią zadekować się wszędzie. Widocznie Twój kotek potrzebował pobyć sam :).
OdpowiedzUsuńNo, seks osób niepełnosprawnych to prawdziwy temat tabu. Wiem to z autopsji. A kotek? Kto go tam odgadnie...
UsuńKoty już czasem tak mają, że nawet w małym mieszkaniu się schowają i trudno znaleźć.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Ci się uda wyjechać do Panamy i spełnisz swoje marzenie :)
O tak, moja kotka specjalizuje się we wszelakich zabawach w chowanego. Dzisiaj np. wlazła do pudeł i nie chciała z nich wyjść. Pozdrawiam
UsuńOj tak, koty lubią udawać, że ich nie ma.
OdpowiedzUsuńBuziaczki, Karolinko.
Zwłaszcza kiedy coś zbroją. A moja Puśka broi w zastraszającym tempie. Pozdrawiam :)
UsuńKociaki potrafią nieźle podnieść ciśnienie, ale i tak są kochane. ♥ Pozdrawiam i zapraszam do swojego kącika! :)
OdpowiedzUsuńDokładnie tak. Pozdrawiam
UsuńTrzeba spokojnie rozważyć plusy i minusy, rozeznać co dla Ciebie chce "Góra" i dopiero podejmować decyzję. :) tak rozeznana każda bedzie dobra.
OdpowiedzUsuńTak też robię, bo wiadomo, że to nie może być taka decyzja ot hop siup, tylko na miarę dojrzałego człowieka. Pozdrawiam serdecznie
UsuńHihi koty potrafią się nieźle schować czasem :) Ciągle trzymam kciuki by z ŚDM się udało :) Masz racje, raz się żyje !
OdpowiedzUsuńCzasami zastanawiam się, czy nie zamontować mojemu nadajnika GPS :). Dziękuję za trzymanie kciuków - przyda się
UsuńŻyje się tylko raz, a jeżeli to jest Twoje marzenie to tym bardziej jest nad czym myśleć :)
OdpowiedzUsuńZ tym, że to nie może być decyzja ot taka sobie. Dlatego muszę wszystko sobie dokładnie przeanalizować :)
UsuńNajważniejsze, że kotek się znalazł.:-) Co do wyjazdu życzę sił i odwagi w realizacji marzeń. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńCo by to było, gdyby go nie było? :D. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny oraz za komentarz
UsuńTrzymam kciuki, żebyś mogła tam być...
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo Basiu
Usuń