To było tak.
Znając swój napięty grafik nie prosiłam prowadzącej scholę o zaangażowanie mnie w przygotowanie wczorajszej Mszy świętej. Szczerze powiedziawszy to lepszą opcją byłoby powiedzieć, że mnie nie ma, a być, niż aby sytuacja była odwrotna. Gdybym poprosiła sama z siebie o coś, a potem po prostu bym nawaliła, to czułabym się podle wobec pani B. Dlatego już tydzień temu wytłumaczyłam jej pokrótce moją sytuację, bez wdawania się zbytnio w szczegóły. Oczywiście usłyszałam, że mam się nie przejmować, że jak uda mi się dotrzeć na Mszę, to po prostu mam przyjść na górę i dołączyć do reszty.
Taki układ bardzo mi odpowiadał, bo mogłam być ze scholą, ale na moją prośbę nie byłam do niczego zobowiązana. Tym bardziej, że o 16:00 byłam umówiona z jedną z rodzin, którą nadzoruję, aby się z nią spotkać i zorientować w jej sytuacji oraz potrzebach. A takie wizyty potrafią trwać naprawdę długo i istniało ryzyko, że się nie wyrobię na czas. Tymczasem w środowe popołudnie dostałam meila od pani B. z prośbą o przygotowanie na piątek Modlitwy Wiernych. Noszszsz... jeszcze jakiś czas temu dałabym się za to pociąć, ale wtedy nie miałam tylu obowiązków co teraz. Co prawda babka napisała mi, że mam się nie przejmować jak nie zdążę, bo wtedy moją kwestię przeczyta ktoś inny. Prawda jest jednak taka, że kiedy kilka lat temu zgłosiłam, że nie mogę przeczytać czegoś na Mszy, bo mnie po prostu wtedy nie ma(miałam zawody sportowe), to na kolejną okazję czekałam z dwa lata. Nikt mi nie da gwarancji, że teraz nie będzie podobnie.
Siedziałam więc w piątek u rodziny jak na szpilkach, z jednej strony chcąc poznać jej sytuację, a z drugiej nerwowo zerkając na zegarek. Zdążę, czy nie zdążę? Od rodziny wyszłam o 17:30. Ale rodzina mieszka na drugim końcu miasta... Niedobrze. Minuty nieubłaganie leciały, a ja czekałam na autobus, który jakoś nie chciał przyjechać. Za 25 osiemnasta, już za 20... Ale oto dostrzegłam w oddali majaczące światła autobusu. Nareszcie! Wsiadam i jadę przed siebie. Po drodze tylko napisałam SMSa, że będę, ale się spóźnię. Wysiadłam z pojazdu o 17:55. Kurczaczki, miałam tylko 5 minut na miejsce. A kościół jest kawałek drogi od przystanku. Zdążę? Pobiegnę. Chociaż nie, szkoda spodni jeżeli się przewrócę(a wiedzcie, że po moich wywrotkach spodnie idą do kosza). Więc potruchtam.
Do kościoła dotarłam, kiedy śpiewano pieśń na wejście. A więc udało się! Co dwa schody wchodzę na górę. Jestem na miejscu. Tylko trochę mi się kołnierzyk przekrzywił, ale to nic. Dołączam do reszty ekipy, śpiewam z nimi. Mam trochę czasu, aby odsapnąć. Dopiero na kazaniu schodzimy z H. na dół i zajmujemy miejsca w pierwszym rzędzie ławek. A potem już tylko przeczytanie swojej partii wezwań. Może nie było idealnie, ale starałam się. Kto chciał, ten zrozumiał. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia. Proboszcz kilka razy co prawda mi powiedział, że mnie nie rozumie, ale może po prostu nie chce mnie zrozumieć. Pani B. każe mi się tym nie denerwować - on przecież w końcu odejdzie do innej parafii, a ja zostanę.
Koniec czytania, można iść na górę. Kłaniamy się z H. i wracamy. Położyłam podkładkę na ławce i spojrzałam niepewnie na panią B. Kiwnęła głową - czyli było dobrze. Dosunęłam kurtkę, stanęłam przy mikrofonie. Świat kręcił się dalej. Przystanął tylko na malutki momencik, kiedy stałam przy ambonce i dukałam trzy zdania zakończone "Ciebie prosimy". Może kiedyś dojdę do tego etapu, kiedy świat nie będzie się zatrzymywał, tylko toczył swoim rytmem? Kto to wie?
Wiecie co, jeszcze kilka lat temu marudziłam, że jestem ignorowana przez scholę podczas przygotowań różnych rzeczy... A tym czasem wystarczyło poczekać kilka lat, aby działo się to, co się teraz dzieje.
a teraz to dzieje się, dzieje się :)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Czasami dzieje się trochę za dużo jak na moją skromną osobę. Ale dzięki temu nie mam czasu na nudę :)
UsuńOj dużo się dzieje i oby jak najwięcej dobrego się działo.:)
OdpowiedzUsuńNiestety nie zawsze to co się wokół mnie dzieje jest dobre...
UsuńWystarczyl Twoj entuzjazm i oddanie sie sprawie calym sercem.
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, że nie wszyscy to widzą, tudzież nie chcą tego widzieć...
UsuńCiesze się, że robisz to, na czym Ci zależało...
OdpowiedzUsuńW końcu ważne jest, aby robić to co sprawia nam satysfakcję. W przeciwnym razie nie będzie nam to sprawiało przyjemności
UsuńNajważniejsze, że się udało - Twoja determinacja Karolinko potrafi góry przenosić :)
OdpowiedzUsuńMiłej niedzieli!
No nie wiem czy potrafi góry przenosić, ale czekanie czasami popłaca
UsuńA teraz kochana trochę zwolnij bo jak dalej będziesz żyła takim pędem to się raz dwa wypalisz - dobra rada starszej koleżanki :D
OdpowiedzUsuńMoc uścisków :D
Mam nadzieję, że szybko to nie nastąpi. Chociaż tak naprawdę to była wyjątkowa sytuacja, bo zwykle nie biorę na siebie tak wiele obowiązków naraz :)
UsuńKarolinko, żyjesz na pełnej petardzie i to jest super.
OdpowiedzUsuńUściski.
Tylko czasami brakuje mi czasu dla samej siebie :)
UsuńNajważniejsze, że P. Bóg rozumie:-)
OdpowiedzUsuńWychodzę z tego samego założenia :). A reszta? Reszta jest tylko dodatkiem...
Usuńczasami nie wiemy o co prosimy :))) Basia ma rację, najważniejsze, że Bóg rozumie, bo dla niego czytasz sercem. ściskam mocno :)
OdpowiedzUsuńTylko, że ludzie też czasami chcieliby wiedzieć o co się modlą... A z drugiej strony to chyba logiczne, że wezwanie z MW nie będzie negatywne.
UsuńŻyjesz na najwyższych obrotach i to co robisz, robisz z sercem.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie przejmujesz się proboszczem.
Pozdrawiam serdecznie:)
No co Ty, nie będę się nim przejmować, nie warto. Kiedy w zeszłe wakacje ostrzegali nas z innych Oratoriów przed nim to nie chcieliśmy im wierzyć. A teraz widzę ile w ich słowach było prawdy... Niestety, ksiądz nie równa się święty. Zresztą ksiądz skłócił z sobą większość wspólnot parafialnych, czego mu "gratuluję". Zapomina jednak o jednym - on za kilka lat przejdzie na inną parafię(salezjanie są na jednej parafii średnio 3-5 lat, chyba że są już na emeryturze, to wtedy siedzą na niej dożywotnio), a ludzie w parafii pozostaną...
UsuńWidzę, że masz sporo zajęć, w sumie jest w to jakieś źródło energii czy czegoś takiego. Mam nadzieję, że ja też niedługo swoje odnajdę źródło na stażu. :)
OdpowiedzUsuńMoże chodzi o język jakim posługują się bohaterowie? Bo mnie przez pierwsze kilkanaście scen też to odpychało dość mocno. Poza tym jest ta specyfika przedstawionego środowiska w tym filmie.
Pozdrawiam!
Przynajmniej nie mam czasu na robienie głupot...
UsuńNormalnie masz podkręcone tępo na maksa! Aleś się wyrobiła w czasie!!! Brawo!
OdpowiedzUsuńSama się sobie dziwię, że udało mi się zdążyć na czas...
UsuńDroga "Młodsza Towarzyszko Niedoli" jeżeli dobrze zrozumiałam pomagasz rodzinom, uczestniczysz w spotkaniach religijnych i biegasz, a tym ostatnim mnie powaliłaś,bo nigdy tego nie robiłam. Po dwa schody też nie wchodziłam. Natomiast buty i spodnie niszczyłam nagminnie. Życzę Ci aby umiłowanie czytania, słuchania muzyki i wielka otwartość na ludzi, pozostały z Tobą na całe życie. Uściski.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo Iwonko. Również pozdrawiam
UsuńPodziwiam Cię Karolinko :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo Jadziu
Usuń