Czasami mam już dosyć pewnych zachowań niektórych osób.
Bo ileż można wchodzić drugiej osobie w słowo. Owszem, każdemu się to zdarza, nawet mnie. Jest to jednak z mojej strony działanie sporadyczne. Ale co sądzić o osobie, kiedy wchodzi mi w zdanie nie raz, nie dwa, ale notorycznie. I żeby nie było - nie jest to osoba po kilku klasach szkoły podstawowe, czy też gimnazjum, bo takie zachowanie mogłabym jeszcze zrozumieć, ale po magistrze w kierunku pedagogiki, więc tym bardziej powinna rozumieć, że inni też chcą czasami coś powiedzieć.
Wiem, pewnie sporo winy leży też po mojej stronie, ale co ja na to poradzę, że czasami zbierze mi się zbyt duża ilość śliny w jamie ustnej(jeden ze skutków ubocznych mózgowego porażenia mózgowego), że muszę przerwać w pół zdania, aby ją przełknąć? Co ja na to poradzę, że mówię wolniej oraz ciszej niż inni? Czy to znaczy, że jestem o wiele gorszym rozmówcą? Czy nie warto dać mi się wypowiedzieć?
Dzisiaj chciałam zadać jedno proste pytanie. Zaczęłam, kiedy po raz kolejny jedna i ta sama osoba przerwała mi w pół słowa innym pytaniem skierowanym do osoby, z którą rozmawiałam. I oczywiście mnie przekrzyczała. A tym samym moja rozmowa została mi przerwana. Zupełnie, bo obydwie osoby - ta, która ze mną rozmawiała i ta, która przerwała nam rozmowę - poszły w tym samym kierunku, a ja w przeciwnym(akurat tak mieszkamy).
Oczywiście znowu się zdenerwowałam, tym bardziej, że jak już powiedziałam, taka sytuacja zdarza się coraz częściej. Źle się z tym czuję, nie powiem, że nie. A może napiszę inaczej - czuję się lekceważona, ze względu na moją niepełnosprawność i ograniczenia z niej wypływające.
Zresztą problem z przerywaniem mojej wypowiedzi nie jest jedynym. Nasze scholowe ubrania są pochowane na co dzień w szafie. Czasami trzeba się nieźle nagimnastykować, aby znaleźć ten swój. Kilka razy po dłuższych poszukiwaniach znalazłam już swój strój, kiedy owa osoba tak szukała jej, że dosłownie wyrwała mi mój wieszak z dłoni i znowu musiałam go od nowa szukać. A przy okazji słyszę kpiący komentarz, że trzeba się spieszyć. Ale żeby mi pomóc i chociaż zdjąć mój wieszak z drążka - oj, na to się już nie wpadnie, bo po co(tylko mi nie mówcie, że trzeba po prostu poprosić - spokojnie ściągam swój strój i go zakładam). Lepiej popędzać. O zamieszaniu z organizacją wycieczki do Wadowic już nie wspomnę. Tak samo jak wciranie się w sprawy scholi i burzenie jako takiego porządku.
Przepraszam za taki mało optymistyczny post, w którym się żalę, ale czasami muszę się wygadać. Tym bardziej, że coraz częściej mam wrażenie, że jesteśmy wspólnotą tylko z nazwy, a nie z działania. A poza tym czuję, że to jest po prostu brak szacunku w stosunku do mnie... Tak, wiem, powinnam pogadać z tą osobą i wyjaśnić co mi leży na wątrobie. I zrobię to, kiedyś. Muszę tylko emocjonalnie dojść do siebie, bo inaczej nic z tego nie będzie...
Bo czasem poza wyższym wykształceniem wypadałoby mieć trochę kultury i ogłady - odnośnie wchodzenia w słowo 😁 nie stresuj się tak czasem nie warto!
OdpowiedzUsuńŚciskam
Ale to jej się coraz częściej zdarza i to jest irytujące...
UsuńKoniecznie powiedz o tym tej osobie ale spokojnie.
OdpowiedzUsuńBo może ona jednak nie zdaje sobie sprawy z tego co robi...
Pozdrawiam Cię serdecznie
Mam zamiar jej to powiedzieć. Muszę tylko nabrać odwagi
UsuńJako osoba(z Dziecięcym Porażeniem Mózgowym) w szkole średniej byłam lekceważona przez koleżanki i kolegów, a także niektórych nauczycieli. Wtedy bolało mnie to bardzo, więc dobrze wiem jak się czujesz. Co do zachowania się owej osoby, to obawiam się, że spokojna rozmowa niewiele da. Jest to tupeciara, uważająca ,że świat kręci się wokół niej. Kiedyś trafi na mocniejszego od siebie i wtedy może zdobędzie się na jakąkolwiek refleksję. Uściski.
OdpowiedzUsuńPrzez koleżanki i kolegów oraz nauczycieli ze szkoły średniej też nieraz byłam lekceważona, więc wiem doskonale Iwonko o czym mówisz...
UsuńTo nie ma nic wspólnego wykształceniem, to po prostu taka osobowość i czas by ktoś zwrócił jej uwagę, że nie jest pępkiem świata...
OdpowiedzUsuńObawiam się, że nie na wiele może zdać się takie zwrócenie jej uwagi
Usuńprzykro mi,że to Ciebie spotkało. Kultury i empatii nie dają gratis razem z dyplomem...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
A szkoda, bo czasami przydałoby się niektórym...
UsuńSądzę, że to nie brak szacunku do Ciebie, ale do rozmówców w ogóle. Mam jedną taką znajomą (nauczycielkę!), która zawsze wie lepiej co rozmówca chce powiedzieć i kończy zdanie za niego. Cóż, niektórym się spieszy. Co zrobią z tym zaoszczędzonym czasem?
OdpowiedzUsuńPS. Też jestem nauczycielką.
Ale ja nie uważam, że wszyscy nauczyciele tak mają, bo naprawdę, na swojej drodze spotkałam wielu, którzy wykazywali prawdziwe zrozumienie w kwestii moich werbalnych ograniczeń. Tutaj jednak osoba zna mnie od lat i powinna już wiedzieć, że mam takie a nie inne problemy z mówieniem i wykazać chociaż trochę empatii. W sumie nie wiem czy innym też przerywa. Muszę się temu bliżej przyjrzeć. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz na moim blogu
UsuńMam dziecko które się jąka i zawsze czekam do końca jego wypowiedzi, chociaż kusi by za niego dopowiedzieć. Z przykrością muszę jednak powiedzieć, że wykształcenie nie zawsze jest wyznacznikiem kulturalnego zachowania. A myślę że będzie jeszcze gorzej, bo teraz często dziecko przerywa ciągle rodzicom, którzy nie zwracają na to uwagi, włącza się w rozmowy dorosłych, chociaż to go nie dotyczy, więc jak będzie zachowywał się jako dorosły?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Karolinko:)
A teraz, po Twoim Aniu komentarzu, zaczęłam się zastanawiać jak ta osoba zachowuje się właśnie wobec dzieci, które np. się jąkają. Czy też wchodzi im w słowo? Czy też nie może się doczekać, aż dziecko się wysłowi?
UsuńTeż zauważyłam tą tendencję, że dzieciaki coraz częściej przerywają rozmowę innym, ale myślałam, że po prostu tylko mi się to wydaje...
Karolinko, niektórzy po prostu tak mają - nie obchodzi ich co inni maja do powiedzenia, ważne wydaje im się tylko to, co sami chcą powiedzieć.
OdpowiedzUsuńPoza tym w stu procentach zgadzam się z powyższym komentarzem Ani na temat braku uczenia dzieci kultury słowa i dyskusji.
Ściskam.
Ech, tylko czasami szkoda, bo czuję się jak osoba, której słowa są nic niewarte...
UsuńChyba nie powinnaś Karolinko brać tego do siebie. Zgadzam się z Małgosią, że wiele osób tak ma - niezależnie od rozmówcy. To zwykły brak kultury i szacunku dla drugiego człowieka.
OdpowiedzUsuńPrzesyłam uściski.
Szkoda, że z tego się nie wyrasta...
UsuńA politycy mają to nagminnie.
OdpowiedzUsuńMoja koleżanka nigdy nie pozwala mi skończyć myśli, skupia się tylko na swoich problemach!!!
To może ta osoba zamiast przedszkolanką powinna zostać politykiem?
UsuńMoje problemy też są zazwyczaj ignorowane, ale już powoli przyzwyczajam się do tego...
Bardzo mi przykro i doskonale rozumiem o czym mówisz. Ja też nie lubię być lekceważona, nikt nie lubi i to nie ma związku z niepełnosprawnością. Bardziej mnie razi brak empatii i zwyczajny egoizm. Ludzie zdrowi bardzo często mierzą innych swoją miarą i nie potrafią się wczuć w sytuację słabszych fizycznie. Jedyne, co mogę Ci poradzić to w miarę możliwości unikać tej osoby, bo nie uda Ci się jej zmienić. Pozdrawiam Cię serdecznie.
OdpowiedzUsuńDokładnie, nikt nie lubi być lekceważony.
UsuńObawiam się jednak, że unikanie tej osoby nie będzie takie łatwe...
Pozdrawiam