Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 11 listopada 2019

1055. 101 urodziny Polski na sportowo

Wcale się nie bałam tego biegu. Można nawet powiedzieć, że potraktowałam go na lajcie. Co nie oznacza, że zupełnie go sobie odpuściłam. Ale też nie biegłam w nie wiadomo jakim tempie. Na to przyjdzie jeszcze czas, na przykład w przyszłotygodniowym biegu w Katowicach. Teraz miałam pobiec rekreacyjnie. I tak też zrobiłam.
Po zeszłorocznych perturbacjach, wskutek których część zawodników została bez koszulek i medali(nie ma żadnych wcześniejszych zapisów, dopiero w dniu biegów wszystko jest na zasadzie kto pierwszy ten lepszy), w tym roku udałam się do biura zawodów chwilę po ich otwarciu po godzinie 9. Co prawda rok temu załapałam się i na koszulkę i na medal, skoro jednak mieszkam tuż przy parku, w którym odbywał się bieg, postanowiłam nie czekać na ostatnią chwilę. I tak odebrałam koszulkę w rozmiarze "S"(jak to jest eska, to ciekawa jestem jak wygląda biegowa elka), po czym wróciłam na chwilę do domu. Start był dopiero o 11.11, co nawiązywało do daty odzyskania przez Polskę Niepodległości, bez sensu było czekać na tą godzinę, skoro, tak jak już pisałam, mieszkam dosłownie po drugiej stronie ulicy oddzielającej moje osiedle od terenów zielonych. A tak przynajmniej mogłam na spokojnie ubrać sobie przydużą koszulkę i wypić herbatę.
Na linię startu poszłam półgodziny przed 11:00. Pomimo tego, że ranek straszył ciężkimi chmurami na niebie, powoli się przejaśniało. Niezbyt lubię taką pogodę, podczas której nie wiadomo jak się ubrać, szczególnie wtedy, kiedy mam biec, a wiem, że w razie czego nie będę miała gdzie zostawić kurtki. Bo jakoś nie wyobrażałam sobie startu w kurtce podszytej polarem. Dopiero co byłam przeziębiona, nie chciałam na nowo czegoś złapać. Zdecydowałam się więc na w miarę ciepłą bluzę z kapturem, a na nią miałam założoną techniczną koszulkę.
Nie wiem ile osób stanęło na starcie biegu. Samych pakietów zwiększono w tym roku z 1500 do 1800. Czyli pierwszych 1800 ludzi, którzy zapisali się na bieg dostało pamiątkową koszulkę. Tak samo było z medalami - pierwszych 1800 osób, którzy przekroczyli linię mety miało je zapewnione, reszta dostała by go w późniejszym terminie. Czy zawodników było ponad limit? Nie mam pojęcia. Raczej nie, bo na pewno byłoby o tym "głośno". A na pewno już pojawiłaby się jakaś informacja o czasie i miejscu odbioru gadżetów.
O 11:00 poproszono wszystkich biorących udział w biegu/marszu przed metę, a kibiców za rozciągnięte taśmy. Szybka rozgrzewka poprowadzona przez instruktorki z miejskich klubów fitness przygotowała nasze mięśnie do wysiłku. Jeszcze tylko odliczanie od 10 w dół i wystartowaliśmy.
Bieg, podobnie jak w zeszłym roku.
Start biegu był tuż przy głównym wejściu do parku, obok charakterystycznego
bloku nazywanego potocznie "Superjednostką"(a żartobliwie "mrowiskiem")
I prowadziła wzdłuż głównej parkowej alejki
Po drodze minęliśmy plac zabaw
A po drugiej stronie niedziałające o tej porze roku fontanny 
W pewnym momencie skręciliśmy w prawą stronę
I zrobiliśmy łuk wokół jednego z miejskich klubów fitness
Po lewej stronie minęliśmy hotel i aquapark
Wkrótce wbiegliśmy w kolejną alejkę
Po drodze minęliśmy m.in. korty tenisowe
Oraz tzw. siłownię pod chmurką
A po drugiej stronie halę sportową
Wzdłuż trasy mogliśmy się zachwycić barwami jesieni
Przebiegliśmy pod mostem(podczas biegu tych samochodów nie było)
Za którym czekał nas kolejny skręt w prawo
A z lewej strony pawilon handlowy
Końcowy odcinek trasy wiódł ulicą Kościuszki
Tuż obok gmachu biblioteki miejskiej, który był kiedyś Urzędem Miejskim
Na deptaku pomiędzy pasami jest pomnik patrona ulicy -
aby nikt nie miał wątpliwości, do kogo ona należy
Blok z herbem miejskim zwiastował koniec trasy
Wcześniej jednak minęliśmy gmach pocztowy, pamiętający czasy
okupacji niemieckiej
Ostatni zakręt był pomiędzy słynnym sklepem handlowym "Społem"
i wagonikiem z węglem na fragmencie toru
A Pałacem Kultury Zagłębia - kolejną wizytówką miasta
I w końcu widzieliśmy upragnioną metę(wyobraźcie sobie dmuchaną zieloną
bramę na środku zdjęcia)
Na której czekały na nas takie oto medale
Wszystkie zdjęcia zostały wykonane z perspektywy chodnika. Podczas biegu, oprócz alejek parkowych, poruszaliśmy się po ulicy, na której wstrzymany był ruch.
Nie wiem, która byłam na mecie, ani nawet w ile pokonałam ten niewielki dystans(ok. 2 kilometrów). Wiele osób przybiegło przede mną, wiele za mną. Ja jednak spokojnie stałam i czekałam na medal. A w między czasie wypytywałam chłopców, którzy chodzą do nas na Oratorium, jak im się biegło. W sumie gdyby K. przed biegiem nie powiedział mi swoim słodkim głosikiem "Dzień dobry" to nie wiedziałabym, że biegną. Nie zdążyłam mu odpowiedzieć i tylko pomachałam mu ręką, na co odpowiedział mi jeden z jego starszych braci tym samym. Potem na biegu gdzieś mi uciekli, ale na mecie sami mnie odnaleźli. Całą czwórką otrzymaliśmy medale, które dumnie wisiały na naszych szyjach. 
W końcu zmęczona, ale szczęśliwa postanowiłam wrócić do domu. Gdzie nie gdzie wolontariusze zwijali taśmy znakujące trasę biegu. Zamieszkujące park ptaki ćwierkały swoje trele. A ja szłam z przeświadczeniem, że udało mi się połączyć świętowanie Dnia Niepodległości z tym co lubię, czyli z bieganiem. A na moje "biegackie" konto zapisały się kolejne dwa kilometry...
Koszulka + medal

12 komentarzy:

  1. Karolinko - gratuluję Ci z całego serca.
    Mój młodszy syn biegł po raz 15-ty w Biegu Niepodległości w Warszawie...
    Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana
    Super, serdecznie gratuluję 🤗🏵️🧡
    Moje Dzieci też biegają, ale ostatnio zajęci budową domu i studiami, pracą.
    Pozdrawiam miło na udany dzień 🍁🌤️☕

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję! Twoje zaangażowanie może być przykładem dla wielu osób, które wolą przesiedzieć cały dzień przed TV albo komputerem :). Niektórym nie chce się nawet ruszyć tyłka z kanapy... Ja sama nie biegam, ale lubię chodzić i razem z mężem kilka razy w tygodniu robimy wielokilometrowe wycieczki szybkim marszem. Świetna sprawa dla zdrowia i poprawy nastroju :).

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniale, gratuluję Karolinko!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje, my obserwowaliśmy bieg niepodległościowy w naszym mieście, widziałam kilka znajomych twarzy. Bardzo dzielni ludzie w różnym wieku!

    OdpowiedzUsuń
  6. W moim mieście też był taki bieg od godziny 17. Niestety, pogoda była paskudna, cały czas padał deszcz i ani na moment nie pokazało się słońce. Może dlatego biegło niewiele osób.
    Gratuluję Ci zapału do biegania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje :)) Znam ten ból co do rozmiaru koszulek biegowych :))) Człowiek chce L, a dostaje S, ale jest napisane, że L - chyba dziecięca. Albo dostaje XXL ...Różnie to jest. Chyba dwa lata temu organizowano po raz pierwszy bieg Niepodległości w Poznaniu... Organizatorzy poszli na ilość, bo jakość to było dno. Na drugi rok wyciągnęli chyba wnioski, ale mnie już tam nie zobaczą ;)
    Podziwiam Cię za tę determinację, bo mi się ostatnio nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie spędziłaś czas no i pożytecznie kolejne kilometry na Twoim kącie brawo:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Połączenie dwóch ważnych rzeczy. To się chwali zawsze moim zdaniem.

    I dalej jakieś mniejsze czy większe rzeczy mijają. Tak to już jest ułożone chyba.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję Karolinko i wciąż Cię podziwiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Karola gratulacje i pełen podziw ❤❤❤ dla mnie przebiegnięcie nawet 2 km to wyzwanie 😂😂😂 gdybyś zobaczyła moje kolano po październikowym zdobywaniu czerwonych wierchow a raczej próbę ich zdobycia, zrozumialabys 😉 brawo !
    Ps. Mogłabyś chociaż zdjęcie medalu i koszulki wrzucić choć najbardziej chciałabym zobaczyć Ciebie w koszulce z medalem na szyi

    OdpowiedzUsuń