Dziwny jest ten tegoroczny Wielki Post. Los chciał, abyśmy spędzili go w zupełnie inny sposób, niżbyśmy to sobie wyobrazili. Bo owszem, wielu z nas narzuca sobie w ten czas jakieś ograniczenia i umartwienia, podejrzewam jednak, że nikt z nas nie stwierdził, że spędzi go w izolacji od innych, w towarzystwie jednych i tych samych osób, z ograniczeniami dotyczącymi nauki, pracy czy też sposobu spędzania wolnego czasu. Wydaje mi się, że pod tym względem lepiej mają mieszkańcy wsi - praca w polu, ogrody, a nawet podwórka sprzyjają wyjściom z domu. W miastach też są prywatne domy z podwórkami i ogrodami, gdzie można bezkarnie spędzić trochę czasu, jednak znaczna część mieszczuchów mieszka w blokach, wieżowcach oraz kamienicach. Szczęście, jeżeli mają balkon, na który mogą na chwilę wyjść(hmm, te wszystkie restrykcje chyba nie obejmują balkonów), gorzej, jeżeli go nie posiadają. Siedzenie w jednym miejscu nie wpływa dobrze na ludzką psychikę. Dlatego nawet więźniowie podczas odbywania kary, mają prawo do godzinnych spacerów po spacerniaku. Narzucone przez rząd ograniczenia w jednych wywołują frustrację, a w innych gniew. A ponieważ gniew jest jednym z Siedmiu Grzechów Główny, weźmy go w tym tygodniu pod tzw. lupę.
Pobicia i wyzwiska na drogach. "Tu działa mechanizm dehumanizacji - jak w sieci"
Tekst napisany przez Katarzynę Nowak i opublikowany w dniu 19.04.2020
Krzyki, zajeżdżanie drogi, wybijanie szyb i rękoczyny. To nie sceny z filmu "Upadek" z Michaelem Douglasem, a częsty widok na drogach. Także polskich. Za wszystko odpowiedzialny jest tzw. road rage, czyli drogowy gniew. - Czasami wystarczy iskierka, żeby doszło do wybuchu - wyjaśnia dr hab. Marcin Zajenkowski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Za nagłe wybuchy gniewu za kierownicą odpowiada tzw. road rage - termin określający to zjawisko został wymyślony przez amerykańskich psychologów w latach 80. ubiegłego wieku, gdy na drogach stanowych 405 i 110 kłótnie kierowców skończyły się strzelaninami.
W Polsce badaniami tego zjawiska zajmuje się między innymi Instytut Transportu Samochodowego - z najnowszych danych wynika, że z agresją na polskich drogach styka się przynajmniej raz w tygodniu blisko 80 procent wszystkich kierowców. Jednocześnie tylko niewiele ponad 30 procent z nich przyznaje, że sami także agresywnie zachowują się za kółkiem. Wniosek? Własne błędy za kierownicą jest nam znacznie trudniej dostrzec niż cudze. Zdaniem badaczy to tzw. "luka świadomościowa", która obserwowana jest też w badaniach prowadzonych wśród kierowców w innych krajach.
Jak przejawia się drogowa agresja? Badacze z ITS wskazują, że składają się na nią wymuszanie pierwszeństwa, zajeżdżanie drogi, oślepianie światłami, nagłe wyprzedzanie, jazda na tzw. zderzaku, nadużywanie klaksonu czy ruszanie z piskiem opon. Kierowcy spotykają się też z agresją słowną (krzykami, wyzwiskami: "ty baranie, ośle") i z obraźliwymi gestami (wygrażaniem pięściami, pokazywaniem środkowego palca), wreszcie - gdy dochodzi do eskalacji agresji - z rozbijaniem szyb, łamaniem samochodowych lusterek, wygrażaniem czy nawet pobiciami.
Choć road rage nie jest zjawiskiem nowym, to na jego wzrost - jak udowadniają badania NHTSA (amerykańskiego urzędu ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego) - ma wpływ m.in. zwiększenie natężenia ruchu i liczby samochodów na drogach. Ze względu na popularność w Polsce samochodowych wideorejestratorów, nagrania ilustrujące wybuchy gniewu za kierownicą coraz częściej trafiają do sieci. Nierzadko - w ramach działań prewencyjnych, np. podczas kampanii "Stop agresji drogowej" - udostępnia je także policja.
Kilka przykładów?
Lipiec 2018, Strumień pod Bielskiem-Białą. Kierowca iveko kłóci się z kierowcą opla na skrzyżowaniu - ku zdumieniu obserwujących wychodzi z samochodu i wybija szybę w oknie pojazdu, z całej siły uderzając w nią własną głową i ręką.
Maj 2018, centrum Wrocławia. Kierowca na środku ulicy wychodzi z samochodu i atakuje pieszego, który spowolnił jego jazdę. Bójka trwa kilka minut, jeden z mieszkańców wrzuca ją do sieci z podpisem "sceny jak z MMA".
Grudzień 2018, skrzyżowanie w Czechowicach-Dziedzicach. Kierowca białego bmw wybiega z samochodu i podbiega do stojącego przed nim golfa. Po chwili z impetem uderza kierowcę, wraca do swojego pojazdu i szybko odjeżdża. Jak tłumaczył się policji? "Tamten jechał za wolno".
Kwiecień 2019, Radlin, ulica Matejki. 39-letni mężczyzna skończył z siedmioma ranami postrzałowymi, bo zwrócił uwagę piratowi drogowemu, który znacznie przekraczał prędkość. Trafił do szpitala, w chwili ataku był w samochodzie z 8-letnim synem.
"Za kierownicą odzywają się w ludziach najgorsze instynkty"
Policyjne statystyki nie dają jednoznacznej odpowiedzi, ile wypadków zostało spowodowanych przez drogową agresję, bo nie jest łatwo sklasyfikować ją jako bezpośrednią przyczynę wypadku, ale specjaliści są zgodni, że wielu niebezpiecznych zdarzeń na drogach dałoby się uniknąć, gdyby nie gniew i porywcze reakcje kierowców. - Zawsze powtarzam, że za kierownicą odzywają się w ludziach najgorsze instynkty - mówi w rozmowie z Gazetą.pl Wojciech Piaseczny, emerytowany policjant Komendy Stołecznej Policji z wydziału ruchu drogowego i obecny wiceprezes Fundacji Zapobiegania Wypadkom Drogowym.
Jak dodaje, agresji drogowej ulegają wszyscy, niezależnie od wieku czy pozycji zawodowej. - Jako biegły sądowy opiniowałem sprawę, w której dwóch elegancko ubranych panów, w tak zwanych białych kołnierzykach, jadących ewidentnie do pracy, bardzo dotkliwie się pobiło. Stali w porannym korku, jeden nie ustąpił drugiemu pierwszeństwa, po chwili stanęli na światłach. Ten pierwszy wysiadł, z całej siły uderzył ręką w szybę drugiego. Później oprzytomnieli i sami zadzwonili na policję - opisuje, podkreślając, że tego typu zachowania można mnożyć. - W Alejach Jerozolimskich byłem świadkiem, jak kierowca jadący buspasem usiłował się wcisnąć na środkowy pas. Ktoś nie chciał go wpuścić, ten pokazał mu środkowy palec. To wyzwoliło niesamowitą agresję, po chwili oba samochody się zatrzymały i rozpoczęła się regularna bójka, na oczach wielu osób - mówi.
Jak dodaje, bywa, że wybuchy agresji są często wywoływane przez zbyt opieszałą jazdę lub spowolnione reakcje kierowców. - Jeden kierowca trochę za długo na światłach, a drugi - tak zwany nauczyciel [kierowca, który czuje potrzebę pokazania innym, jak się powinno prawidłowo jeździć] - chciał go pouczyć. Zajechał mu drogę, najpierw wywiązała się kłótnia, a potem bójka - opisuje Pasieczny.
"Wystarczy iskierka"
Jak to się dzieje, że za kierownicą nawet pozornie spokojne osoby tak łatwo wpadają w gniew? Wytłumaczeń tego zjawiska jest kilka. Jak wyjaśnia dr hab. Marcin Zajenkowski z UW jednymi z nich są kumulujące się w nas stres i frustracja, które dają swój upust właśnie w stresowych sytuacjach, a tych na drogach - szczególnie w godzinach szczytu - nie brakuje. - Jeśli akurat w naszym życiu jest dużo stresu, jesteśmy zmęczeni i rośnie w nas frustracja, to łatwiej nam wpaść w gniew. Wówczas wystarczy iskierka, czyli tzw. trigger, żeby doszło do wybuchu. Wtedy następuje gwałtowna, automatyczna reakcja - nie zastanawiamy się nad konsekwencjami, tylko w dużym wzburzeniu przechodzimy do działania - tłumaczy dr hab. Zajenkowski.
Jak dodaje, w gniewie mamy tendencję do postrzegania świata we wrogi sposób, a działania innych osób od razu interpretujemy jako celowe - tak, jakbyśmy z góry wiedzieli, że z premedytacją działają przeciwko nam. - Jako kierowcy myślimy na przykład: "ten specjalnie tak wolno jedzie" czy "tamten celowo zajechał mi drogę" - wskazuje Zajenkowski.
Stłoczeni jak szczury
Z badań wynika, że do wybuchów gniewu dochodzi zwykle na zatłoczonych drogach dużych miast, a najwięcej emocji pojawia się wśród kierowców właśnie w godzinach szczytu, gdy ruch jest największy, a korki ciągną się kilometrami. Jaka może być tego przyczyna? Odpowiedź przynosi eksperyment psychologa dr Barry'ego Markella, który - by zgłębić mechanizm powstawania drogowego gniewu - postanowił zbadać grupę kilkunastu szczurów, które zamknął w małym pomieszczeniu. Stopniowo zwiększał liczbę zwierząt i obserwował ich reakcję - zwierzęta zachowywały się spokojnie do momentu, gdy zaczęło ich w pomieszczeniu przybywać.
- Szczury zwykle zachowują się normalnie, dopóki nie ma ich zbyt wiele w zamkniętej przestrzeni i nie zaczynają na siebie wpadać. Wtedy stają się agresywne. Stłoczenie powoduje agresję także w ludziach, a z każdym rokiem na drogi wjeżdża coraz więcej samochodów - argumentuje Markell, cytowany przez Healh Scope.
- Jedna z definicji gniewu mówi, że to "reakcja na zablokowany cel" - dodaje dr hab. Zajenkowski, wyjaśniając, że stłoczeni kierowcy nie mogą szybko przemieścić się w wyznaczone miejsce - na przykład do pracy czy szkoły - pojawia się frustracja, która powoduje dalsze tornado pomocy.
- Jako kierowca denerwuję się, bo nie mogę osiągnąć mojego celu wtedy, kiedy bym tego chciał. Na przykład chcę dotrzeć z punktu A do punktu B, ale nie jest to możliwe, bo przeszkadza mi w tym korek. Frustracja rośnie, a w końcu dochodzi do wybuchu - wyjaśnia psycholog.
Te ustalenia potwierdzają badania Instytutu Transportu Samochodowego. Wynika z nich, że w Polsce najbardziej narażone na porywy gniewu za kierownicą są osoby wystawione na długotrwały stres, a zwłaszcza kierowcy zawodowi, którzy codziennie pokonują setki kilometrów i często odczuwają dużą presję czasu związaną z koniecznością przewiezienia ładunków na konkretną godzinę. To oni są jedną z grup, która najczęściej dopuszcza się agresji na drogach.
Bufor z metalu, czyli "za kółkiem mogę wszystko"
To nie wszystkie przyczyny drogowego gniewu. Za kierownicą czujemy się też bardziej bezkarni i anonimowi. Dr hab. Zajenkowski wskazuje, że otoczeni metalową karoserią samochodu jesteśmy w pewien sposób odseparowani od świata - zachodzi mechanizm dehumanizacji, który sprawia, że przestajemy postrzegać innych użytkowników drogi jako ludzi, a zaczynamy patrzeć na nich jak na bezosobowych przeciwników, którzy utrudniają nam pokonanie danej trasy.
- Dużo łatwiej wyzłośliwiać nam się na innych, gdy nie widzimy tych osób twarzą w twarz, nie mamy z nimi kontaktu wzrokowego. Tak może być właśnie wtedy, gdy siedzimy w samochodzie. Tu działa mechanizm dehumanizacji podobny do tego, który występuje w internecie - mówi Zajenkowski.
Opinię o tym, że "bufor" z metalowej blachy samochodu może sprawić, że oceniamy swoje możliwości śmielej niż w innych sytuacjach, potwierdza asp. Wojciech Pasieczny. - Jeżeli samochód jest w jakiś sposób oznakowany - na przykład logotypem firmy - to jest lepiej, bo poczucie anonimowości spada. Ale jeśli kierowca jedzie zwykłym blaszakiem, to o agresywne zachowania nietrudno. Jedno to frustracja i stres, a czasami jest to też po prostu drogowe chamstwo. W Polsce wciąż mamy problem z kulturą i zwykłą ludzką życzliwością. Na drogach to bardzo dobrze widać - kwituje Pasieczny.
źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24604189,pobicia-wyzwiska-i-krzyki-to-na-polskich-drogach-codziennosc.html
Mój komentarz: Gniew jest chyba najbardziej wyrazistym spośród wszystkich Siedmiu Grzechów Głównych. Kto chociaż raz nie zdenerwował się tak porządnie i publicznie na kogoś lub na coś(np. na aktualną kwarantannę)? Nawet Pan Jezus dał upust swojej złości, kiedy po triumfalnym wjeździe do Jerozolimy wypędził kupców ze świątyni(por. z Mt. 21, 12-13; Mk 11, 15 - 19, Łk 19, 45 - 48, Jn 2, 13 - 22). Można więc powiedzieć, że jest to najbardziej ludzki z grzechów. Dlatego dotyczy każdego z nas. Pół biedy, jeżeli jest to krótkotrwały jej wybuch, taki który szybko przychodzi i szybko odchodzi. Ot, pokrzyczymy sobie, pokopiemy, powymachujemy rękami. Być może kogoś przy okazji obrazimy, ale szybko zreflektujemy się i pogodzimy. Gorzej, jeżeli gniew na kogoś(lub na coś) trwa miesiącami, lub przybiera postać agresji słownej lub fizycznej. Konsekwencje takich czynów mogą być opłakane. Uszkodzenia ciała, zaszczucia, konflikty między ludzkie. Zastanówmy się czy na pewno warto, czy może lepiej zapanować nad swoimi emocjami, w jakiś sposób się wyciszyć. Przedstawiony w przytoczonym artykule przykład z agresją wśród kierowców jest bardzo dobry(chociaż pewnie nie powinnam się co do tego wypowiadać, bo nie mam samochodu), ale myślę że lepszy mamy w aktualnych czasach. Nawet serwując po Waszych blogach czytam, że wielu z Was ma już tego wszystkiego dosyć. W dodatku nie wiadomo, kiedy wszystko wróci do normy i jakie będą skutki na różnych płaszczyznach naszego życia. A do tego jeszcze dzieci, którym trzeba pomóc zrozumieć treść zadanego zadania oraz mąż/żona marudzący na wszystko. No można się ciut zdenerwować. Jednak czy naprawdę warto? Może zamiast wszczynać kolejną awanturę lepiej będzie zaproponować wspólne sprzątanie albo rozwiązywania zadań w książce w formie zabawy(swego czasu rozwiązywałam z chrześniakiem zadania z ułamków na przykładzie klocków lego - super zabawa). A jeżeli już wybuchniemy swoją złością to może po tym wszystkim wyjdziemy np. do łazienki i przemyślimy sobie to wszystko? A potem szczerze porozmawiamy z naszą drugą połową o naszych problemach i zmartwieniach?
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się otaczającej nas codzienności!
Jak dodaje, bywa, że wybuchy agresji są często wywoływane przez zbyt opieszałą jazdę lub spowolnione reakcje kierowców. - Jeden kierowca trochę za długo na światłach, a drugi - tak zwany nauczyciel [kierowca, który czuje potrzebę pokazania innym, jak się powinno prawidłowo jeździć] - chciał go pouczyć. Zajechał mu drogę, najpierw wywiązała się kłótnia, a potem bójka - opisuje Pasieczny.
"Wystarczy iskierka"
Jak to się dzieje, że za kierownicą nawet pozornie spokojne osoby tak łatwo wpadają w gniew? Wytłumaczeń tego zjawiska jest kilka. Jak wyjaśnia dr hab. Marcin Zajenkowski z UW jednymi z nich są kumulujące się w nas stres i frustracja, które dają swój upust właśnie w stresowych sytuacjach, a tych na drogach - szczególnie w godzinach szczytu - nie brakuje. - Jeśli akurat w naszym życiu jest dużo stresu, jesteśmy zmęczeni i rośnie w nas frustracja, to łatwiej nam wpaść w gniew. Wówczas wystarczy iskierka, czyli tzw. trigger, żeby doszło do wybuchu. Wtedy następuje gwałtowna, automatyczna reakcja - nie zastanawiamy się nad konsekwencjami, tylko w dużym wzburzeniu przechodzimy do działania - tłumaczy dr hab. Zajenkowski.
Jak dodaje, w gniewie mamy tendencję do postrzegania świata we wrogi sposób, a działania innych osób od razu interpretujemy jako celowe - tak, jakbyśmy z góry wiedzieli, że z premedytacją działają przeciwko nam. - Jako kierowcy myślimy na przykład: "ten specjalnie tak wolno jedzie" czy "tamten celowo zajechał mi drogę" - wskazuje Zajenkowski.
Stłoczeni jak szczury
Z badań wynika, że do wybuchów gniewu dochodzi zwykle na zatłoczonych drogach dużych miast, a najwięcej emocji pojawia się wśród kierowców właśnie w godzinach szczytu, gdy ruch jest największy, a korki ciągną się kilometrami. Jaka może być tego przyczyna? Odpowiedź przynosi eksperyment psychologa dr Barry'ego Markella, który - by zgłębić mechanizm powstawania drogowego gniewu - postanowił zbadać grupę kilkunastu szczurów, które zamknął w małym pomieszczeniu. Stopniowo zwiększał liczbę zwierząt i obserwował ich reakcję - zwierzęta zachowywały się spokojnie do momentu, gdy zaczęło ich w pomieszczeniu przybywać.
- Szczury zwykle zachowują się normalnie, dopóki nie ma ich zbyt wiele w zamkniętej przestrzeni i nie zaczynają na siebie wpadać. Wtedy stają się agresywne. Stłoczenie powoduje agresję także w ludziach, a z każdym rokiem na drogi wjeżdża coraz więcej samochodów - argumentuje Markell, cytowany przez Healh Scope.
- Jedna z definicji gniewu mówi, że to "reakcja na zablokowany cel" - dodaje dr hab. Zajenkowski, wyjaśniając, że stłoczeni kierowcy nie mogą szybko przemieścić się w wyznaczone miejsce - na przykład do pracy czy szkoły - pojawia się frustracja, która powoduje dalsze tornado pomocy.
- Jako kierowca denerwuję się, bo nie mogę osiągnąć mojego celu wtedy, kiedy bym tego chciał. Na przykład chcę dotrzeć z punktu A do punktu B, ale nie jest to możliwe, bo przeszkadza mi w tym korek. Frustracja rośnie, a w końcu dochodzi do wybuchu - wyjaśnia psycholog.
Te ustalenia potwierdzają badania Instytutu Transportu Samochodowego. Wynika z nich, że w Polsce najbardziej narażone na porywy gniewu za kierownicą są osoby wystawione na długotrwały stres, a zwłaszcza kierowcy zawodowi, którzy codziennie pokonują setki kilometrów i często odczuwają dużą presję czasu związaną z koniecznością przewiezienia ładunków na konkretną godzinę. To oni są jedną z grup, która najczęściej dopuszcza się agresji na drogach.
Bufor z metalu, czyli "za kółkiem mogę wszystko"
To nie wszystkie przyczyny drogowego gniewu. Za kierownicą czujemy się też bardziej bezkarni i anonimowi. Dr hab. Zajenkowski wskazuje, że otoczeni metalową karoserią samochodu jesteśmy w pewien sposób odseparowani od świata - zachodzi mechanizm dehumanizacji, który sprawia, że przestajemy postrzegać innych użytkowników drogi jako ludzi, a zaczynamy patrzeć na nich jak na bezosobowych przeciwników, którzy utrudniają nam pokonanie danej trasy.
- Dużo łatwiej wyzłośliwiać nam się na innych, gdy nie widzimy tych osób twarzą w twarz, nie mamy z nimi kontaktu wzrokowego. Tak może być właśnie wtedy, gdy siedzimy w samochodzie. Tu działa mechanizm dehumanizacji podobny do tego, który występuje w internecie - mówi Zajenkowski.
Opinię o tym, że "bufor" z metalowej blachy samochodu może sprawić, że oceniamy swoje możliwości śmielej niż w innych sytuacjach, potwierdza asp. Wojciech Pasieczny. - Jeżeli samochód jest w jakiś sposób oznakowany - na przykład logotypem firmy - to jest lepiej, bo poczucie anonimowości spada. Ale jeśli kierowca jedzie zwykłym blaszakiem, to o agresywne zachowania nietrudno. Jedno to frustracja i stres, a czasami jest to też po prostu drogowe chamstwo. W Polsce wciąż mamy problem z kulturą i zwykłą ludzką życzliwością. Na drogach to bardzo dobrze widać - kwituje Pasieczny.
źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24604189,pobicia-wyzwiska-i-krzyki-to-na-polskich-drogach-codziennosc.html
Mój komentarz: Gniew jest chyba najbardziej wyrazistym spośród wszystkich Siedmiu Grzechów Głównych. Kto chociaż raz nie zdenerwował się tak porządnie i publicznie na kogoś lub na coś(np. na aktualną kwarantannę)? Nawet Pan Jezus dał upust swojej złości, kiedy po triumfalnym wjeździe do Jerozolimy wypędził kupców ze świątyni(por. z Mt. 21, 12-13; Mk 11, 15 - 19, Łk 19, 45 - 48, Jn 2, 13 - 22). Można więc powiedzieć, że jest to najbardziej ludzki z grzechów. Dlatego dotyczy każdego z nas. Pół biedy, jeżeli jest to krótkotrwały jej wybuch, taki który szybko przychodzi i szybko odchodzi. Ot, pokrzyczymy sobie, pokopiemy, powymachujemy rękami. Być może kogoś przy okazji obrazimy, ale szybko zreflektujemy się i pogodzimy. Gorzej, jeżeli gniew na kogoś(lub na coś) trwa miesiącami, lub przybiera postać agresji słownej lub fizycznej. Konsekwencje takich czynów mogą być opłakane. Uszkodzenia ciała, zaszczucia, konflikty między ludzkie. Zastanówmy się czy na pewno warto, czy może lepiej zapanować nad swoimi emocjami, w jakiś sposób się wyciszyć. Przedstawiony w przytoczonym artykule przykład z agresją wśród kierowców jest bardzo dobry(chociaż pewnie nie powinnam się co do tego wypowiadać, bo nie mam samochodu), ale myślę że lepszy mamy w aktualnych czasach. Nawet serwując po Waszych blogach czytam, że wielu z Was ma już tego wszystkiego dosyć. W dodatku nie wiadomo, kiedy wszystko wróci do normy i jakie będą skutki na różnych płaszczyznach naszego życia. A do tego jeszcze dzieci, którym trzeba pomóc zrozumieć treść zadanego zadania oraz mąż/żona marudzący na wszystko. No można się ciut zdenerwować. Jednak czy naprawdę warto? Może zamiast wszczynać kolejną awanturę lepiej będzie zaproponować wspólne sprzątanie albo rozwiązywania zadań w książce w formie zabawy(swego czasu rozwiązywałam z chrześniakiem zadania z ułamków na przykładzie klocków lego - super zabawa). A jeżeli już wybuchniemy swoją złością to może po tym wszystkim wyjdziemy np. do łazienki i przemyślimy sobie to wszystko? A potem szczerze porozmawiamy z naszą drugą połową o naszych problemach i zmartwieniach?
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się otaczającej nas codzienności!
no cóż, przyznaję, ostatnio miałam w sobie sporo gniewu na tę całą sytuację...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Nikt się nie spodziewał, że w tym roku więcej będziemy siedzieć w domu i będziemy mieć różne ograniczenia. Ale myślę, że warto w każdej sytuacji znajdowac plusy.
OdpowiedzUsuńTeż niestety kilka tyg temu ziryttowałam się, że nie polece do Hiszpanii, bo wszystkie lotniska są zamknięte i wirus jest wszędzie. Ale na szczęście mi przeszło, jak to wszystko się skończy i unormuje to na pewno się wybiorę do Hiszpanii.
Trudne sytuacje często wywołują i nas gniew.A teraz jest ona szczególnie trudna.Co do gniewu a czasem wściekłości kierowców to uważam że warto czasem spasować:))))Pozdrawiam serdecznie i zdrowia życzę:))
OdpowiedzUsuńJa mam "spacerniak" swój i naprawdę współczuje mieszkańcom bloków. To uwięzienie w czterech ścianach może wywoływać różne negatywne emocje, ale przecież tu chodzi o nasze życie.
OdpowiedzUsuńHej :) Wielki Post jest dziwny, mi ten czas ciszy i spokoju sprzyja na lepiej. Modlę się z Papieżem ! To dla mnie emocje. Czytam więcej Pismo i naprawdę ten czas mnie umacnia :) mi pomaga. Ponoć Pan Bóg chciał abyśmy się zatrzymali i zrozumieli co jest dla nas najważniejsze i poznali siebie. Musimy poznać prawdę o sobie w ciszy i skupieniu.
OdpowiedzUsuńTakie uwiązanie w domu i we mnie nasila stres i gniew wylewany czasami niepotrzebnie . Próbuję walczyć z tym . Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa niestety nie jestem święta i wybucham czasem gniewem, pracuje nad tym jednak nie jest tak łatwo to naprawić. Najgorzej jest przed okresem, bo denerwują mnie głupoty hihihi 😂
OdpowiedzUsuń,,Wystarczy iskierka" - dobrze ujęte :)
OdpowiedzUsuńCo tu dużo mówić... wiele pracy trzeba nad sobą aby chociaż trochę przybliżyć się do świętych :)
Muszę się przyznać, że z gniewem mam problem. Zwykle nic z niego nie wynika, ale pomyśleć sobie potrafię dużo i czasami trudno mi się uspokoić. Za kierownicą denerwuje mnie brak wyrozumiałości, ale sama zauważyłam, że człowiek się czuje jakiś taki odgrodzony i te reakcje są silniejsze niż byłyby w bezpośrednim kontakcie. Chociaż rękoczyny to już dla mnie trudne do wyobrażenia. A w obecnej sytuacji moim prywatnym wyzwalaczem gniewu jest muzyka, którą słyszę od sąsiadów, po prostu szału dostaję.
OdpowiedzUsuńzłość jest potrzebna by wyrzucić jeśli ktoś nagromadził złe emoecje ale złość krótka, chwilowa, bez obelg, wyzwisk i przmocy bez gniewu i rozpamiętywania....a najlepiej wejść w miłość i odnaleźć w życiu, w sobie harmonię..wtedy złos comija nas dużym łukiem a na pewno nie przechodzi w agresję a to już jest bardzo groźne!!!( Serdeczności ślę!!!
OdpowiedzUsuńZ moich prywatnych badań wynika, że Polacy są najbardziej agresywnym narodem za kierownicą
OdpowiedzUsuńMoże tylko tam czujemy władze?
Nie zawsze gniew jest grzechem. Jest on przede wszystkim emocją i jak wszystkie inne emocje jest moralnie obojętny - jest po prostu "lampką kontrolną" naszej psychiki. Ale oczywiście może się przerodzić w grzech - kiedy zaczynamy go "rozdmuchiwać", pielęgnować, sycić się nim, kiedy nie umiemy odpuścić. A za kierownicą faktycznie o to łatwo - sama miałam ten problem, że gdy widziałam jak ktoś łamie przepisy, jedzie jak szalony, zagraża bezpieczeństwu, to puszczałam pod nosem wiązankę pod jego adresem i to nie przebierając w słowach. Potem ten gniew długo we mnie siedział. Teraz mówię tylko "Jedź z Bogiem, człowieku" i nie myślę o tym dalej. Tylko uważać staram się jeszcze bardziej, bo jednak kierowcy - mam wrażenie jeżdżą coraz mniej bezpiecznie.
OdpowiedzUsuńUściski, Karolinko.
To ja gniewna na początku zeszłego miesiąca byłam - czy to grzech, że do rozumu innym przemawiałam czas minął i to ja racje miałam ...młodzi wysłuchali -dotarło, seniorzy mają to gdzieś...
OdpowiedzUsuńChyba za kierownicą w niektórych coś wchodzi, ale i ci co łażą myślą, że są święte krowy ...najgorzej jak idzie albo i jedzie z nosem w telefonie koszmar ...
Cieplutko ściskam
Rację ma Małgosia-gniew, to nie grzech. Po prostu to czujemy i tyle.
OdpowiedzUsuńInna sprawą jest,jak sobie z tym radzimy.
Tak, w teorii wszystko jest proste...
OdpowiedzUsuńMyślę, że gniew potrzebny jest nam jako reakcja obronna, ale często zmierza w nie odpowiedni kierunku. Pędząc przez życie zapominamy się i przestajemy liczyć się z innymi. Na drogach jest wielu kierowców, którym wydaje się, że są najważniejsi, bo ...... , można by tu wyliczać, ale uważam, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla chamskiego zachowania, które nie ma nic wspólnego z gniewem.
OdpowiedzUsuńNa szczęście należę do tych co mają ogródek i ukochany taras. Współczuję ludziom mieszkającym w blokowiskach.
Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia i cierpliwości
Alina
Gniew potrafi zeżreć człowieka od wewnątrz. Całkowicie. Agresorów za kółkiem jest niestety coraz więcej.
OdpowiedzUsuń