Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 5 kwietnia 2020

1126. 35 lat takich spotkań, czyli jak się cieszyć, nawet w współczesnych czasach

Pusty Plac Świętego Piotra w Watykanie robił wrażenie. Tym bardziej, że w normalnych okolicznościach przybyłaby na niego rzesza młodych ludzi, chcących w ten sposób uczcić swoje święto - Światowy Dzień Młodych. W gorączce Światowych Dni Młodzieży, które na wielką skalę mają miejsce co 2 - 3 lata w wyznaczonym mieście, zapominane jest, że na małą skalę przeżywa się go każdego roku w Niedzielę Palmową. Centralne uroczystości odbywały się zwykle na Placu Świętego Piotra w Watykanie, ale tego dnia praktycznie każda diecezja przygotowywała własne jego obchody dla młodych ludzi. Kulminacyjnym momentem była Msza Święta, będąca drogowskazem do bycia po prostu lepszym.
I tak oficjalnie od 35, a nieoficjalnie od 36 lat. Chętnych na poznanie genezy Światowych Dni Młodzieży zapraszam na >>TEN<< post, który rozpoczynał cykl poświęcony wszystkim międzynarodowym spotkaniom młodych z papieżem, a powstał, nomen omen, przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Tamten cykl zakończył się na Rio de Janeiro, ale jak wiele z Was wie, historia dopisała do niego kolejne dwa rozdziały, które działy się na moich oczach. I zostały zapisane na kartach, a może poprawniej by było napisać stronach, tego bloga.
Dzisiaj nie było uroczystości w Watykanie, ani w diecezjach, ani nawet uroczystych Mszy świętych w parafiach. Tegoroczną Niedzielę Palmową miałam spędzić na Forum Młodych w Krakowie. Forum odwołano. Triduum Paschalne też trzeba będzie przeżyć inaczej niż dotychczas. Może bardziej wewnętrznie? Może w tej świątecznej samotności przyjdzie się bardziej zbliżyć do samotności, jaką przeżywał Pan Jezus w Ogrójcu, podczas Drogi Krzyżowej, aż wreszcie wisząc na krzyżu. A zamiast Mszy świętej w kościele trzeba zadowolić się tą transmitowaną przez media...
Mimo wszystko staram się nie tracić pogody ducha. Przecież Niedziela Palmowa - święto młodego Kościoła, mimo tego, że przypada na ostatni okres Wielkiego Postu, jest radosnym świętem. Trzeba pamiętać, że 2000 lat temu radośnie witano Pana Jezusa wjeżdżającego na osiołku do Jerozolimy. Witali go zarówno Żydzi, jak i poganie. Jakoś specjalnie się staram nie smucić tym, co mnie otacza, a nawet szukać jakiś pozytywnych chwil w każdym dniu, chociaż są one nieco monotonne. Pomaga mi w tym "Czteropak Victora Frankla", jak osobiście nazwałam cztery wskazówki na trudne czasy, jakie można znaleźć w książce jego autorstwa, a którymi podzieliłam się z Wami w >>TEJ<< notatce (jeszcze raz dziękuję za tyle komentarzy pod nią). 
Zwiększona ilość wolnego czasu, w większości spędzonej niestety w łóżku(w dalszym ciągu walczę z zapaleniem, ale już jest dużo lepiej niż było), sprzyja rozmyślaniu i układaniu sobie w łebku wiele rzeczy. Pomijając burze, jakie czasami się robią w moim umyśle, czasami powstają jakieś liryczne dziwadełka. A oto ostatni z nich, wydaje mi się że nawet wpisujący się i w Wielki Tydzień i w kwarantannę:

Samotność odkryta

Za oknem ćwierkają ptaki,
chcąc ogłosić wiosnę,
co obsiewa kwieciem okoliczne skwery.
A ja siedzę,
niczym więzień w celi,
którą stało się moje mieszkanie.
Patrzę na Pana Jezusa,
co na obrazie klęczy w Ogrójcu.
I wznosi swe oczy do nieba,
jakby tam szukał ratunku
i ucieczki od samotności,
która go ogarnęła.
On jest sam - opuścili go uczniowie,
i ja sama - odizolowana od znajomych.
Tylko, że dla mnie ćwierkają ptaki,
zwiastując nadzieję,
a dla Niego co najwyżej zahuka puszczyk.
co niesie grozę i śmierć.
Połączone nasze serca i myśli,
bo dzisiaj wiemy co to znaczy być sam...

Wieczorem Królowa Angielska ma wygłosić orędzie do narodu. Czwarty raz w historii. Czarnowidze zwiastują abdykację. Jakby to powiedział dozorca Popiołek z "Domu" - "koniec świata".

6 komentarzy:

  1. Wszystko w tę Wielkanoc będzie chyba inne niż wcześniej. Ważne tylko, by wszystko za rok wróciło do normy (a jeszcze lepiej wcześniej).

    Chyba królowa Elżbieta nie opuści swoich poddanych w tak trudnym momencie. Z tego co wyczytałem w Sieci skupi się raczej na walce rządu brytyjskiego z koronawirusem, a także podziękuje wszystkim, którzy są na pierwszej linii walki. Chociaż wiadomo, że może w rzeczywistości być różnie.

    Też przez okno widzę kilka innych bloków, tylko są oddalone o jakieś 600-700 metrów albo lepiej.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry :) Zapraszam serdecznie do obserwowania mojego bloga.https://pracowniasielskachata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. teraz wszystko będzie inne, ale mam nadzieję, że w maju zaczniemy wracać do normy, trzeba mieć nadzieję....
    Dziwna to była niedziela palmowa...
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Karolino, teraz najważniejsze twoje zdrowie, póki jest lirycznie - jest dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, ja również byłam chora i cieszę się, że jest już okay. Cieszę się, że Ci się poprawia i niech już będzie dobrze, bardzo Ci zdrowia życzę. Cudowny wiersz, bardzo poruszający. Nie jesteś sama, ale rozumiem Cię tak dobrze. Niebawem wyzdrowiejesz, wierze w to. Teraz bardzo Cię tulę mega utalentowana kobieto. :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko się zmieniło ale może tak musi być żeby było potem lepiej. Zdrowiej :-).

    OdpowiedzUsuń