Zakwasy po wtorkowej wspinaczce powoli odchodzą w zapomnienie (za to pojawiła się opalenizna na twarzy, a raczej spalenizna), stolik służący mi za miejsce do nauki powoli zapełnia się kolejnymi podręcznikami zaproponowanymi przez nauczycieli, a także tymi, które pozwalają mi na tworzenie kolejnych zdań mojej pracy licencjackiej o uchodźcach z Ukrainy. Przed Wielkanocnej pełna obaw wysłałam drugi jej rozdział dotyczący prawnych aspektów ich pobytu na terenie Polski. Była to po trochu krecia robota polegająca na przekopaniu Dziennika Ustaw w poszukiwaniu aktów, które tego dotyczą. Nie do końca wiedziałam, jak się do tego zabrać. I jak szczegółowo mam omawiać poszczególne akty prawne. W dodatku miałam opóźnienie z powodu grypo-koronawirusa oraz awarii laptopa. Dzisiaj mieliśmy seminarium dyplomowe i usłyszałam, że bardzo dobrze to wszystko opracowałam. Ufff... Drugi raz chyba bym nie podołała bawieniu się w poszukiwanie odpowiednich akt.
Mimo nauki i domowych obowiązków udaje mi się znaleźć chociaż kilka chwil na odpoczynek. Ostatnio polubiłam spacery po parku. No i oczywiście nie wyobrażam sobie dnia bez przeczytania chociaż kilku stron książki niemającej związku ze studiami. Skończyłam ostatnio czytać "Filipa" Leopolda Tyrmanda. Nie wiem, czy na moją ocenę wpłynęło to, że wcześniej obejrzałam film na jego podstawie, to, że czytałam to w różnych dziwnych sytuacjach (np. czekając w uczelnianej czytelni na wejściówkę z dydaktyki szczegółowej, nota bene zaliczoną dużo lepiej, niż się spodziewałam), czy też to, że po prostu tekst w pdf-ie był tak rozmieszczony, że człowiek bardziej się męczył, niż odczuwał przyjemność z tego, co czytał, ale rozczarowałam się tą lekturą. Jak dla mnie akcja powieści była tak chaotyczna, że czasami po prostu gubiłam się w jej fabule. Nawet za bardzo nie potrafię opowiedzieć jej treści, z czym zazwyczaj nie mam większego problemu. Nie wiem, może muszę kiedyś skonfrontować tą wersję z wersją książkową. Na razie wszystkie egzemplarze z Biblioteki Śląskie nie dość, że są wypożyczone, to jeszcze są porezerwowane. Ale z doświadczenia wiem, że jest to stan przejściowy...
A tak odbiegając od wszystkiego, to czy ktoś z Was rozumie o co w tym memie chodzi, czy też moje poczucie humoru jest jakieś zaburzone? Bo wiele moich znajomych zareagowało na to uśmiechniętymi emiotkami.

I mnie kilka książek rozczarowało. Kiedyś z pewnością o tym napiszę.
OdpowiedzUsuńA mem miał być śmieszny.... ale taki nie jest...
Stokrotka
Kochana :) Bo Ci co krzyczą za tolerancją i poszanowwaniem drugiego człowieka, sami za grosz tego nie mają i nie stosują. To jest tego przykład. Ściskam Cię bardzo serdecznie.
OdpowiedzUsuńZdolna z Ciebie kobietka ,książki nie znam.A mem ? Nie wypowiem się, 😏
OdpowiedzUsuńKarolinko, dziękuję, jest sliczna.
OdpowiedzUsuńNie znam tej książki, o filmie słyszałam📘📖
OdpowiedzUsuńZ powieści Leopolda Tyrmanda przeczytałam tylko tę,pt."Zły".
Pozdrawiam cieplutko💚🍀🌞🌷☕🍰
Zdarzało mi się coś czytać i myśleć, że byłaby z tego świetna ekranizacja, ale w tekście coś mi zgrzyta. Albo że sama historia jest bardzo ciekawa, ale znowu - jakoś nie tak napisane (albo nie tak przetłumaczone).
OdpowiedzUsuńA inna sprawa, że z pdf-ów ciężko się korzysta.