Moje ostatnie rozmyślania powstały się poniekąd pod wpływem trzech lektur (a właściwie to sześciu lektur tekstów zawartych w trzech książkach), które mieliśmy za zadanie przeczytać na przedmiot zowiący się Zagadnienia kultury współczesnej. Z jednej strony przedmiot wydaje się łatwy i przyjemny, ale z drugiej mamy strasznie dużo tekstów do przeczytania na każde z zajęć. Co ciekawe, ostatnie zajęcia z tego przedmiotu mieliśmy... 13 marca. Nie było mnie jednak na nich, ponieważ miałam rozmowę z Portugalią w pewnej sprawie. Potem coś tam wypadło prowadzącej zajęcia, potem były święta... A że zajęcia mamy co 2 tygodnie, to nam trochę poprzepadało. Zastanawia mnie, czy i kiedy nadrobimy te zajęcia.
Książki niezłe, zwłaszcza dla kogoś, kto nie siedzi specjalnie w temacie. I może dlatego trochę czułam się jak ufoludek czytając kolejne rozdziały. Oglądanie całego sezonu na raz zawalając w ten sposób całą noc? O nie, wolę się wyspać. Antybohater moim ulubionym bohaterem? Nie powiedziałabym. Algorytm Netflixa? Nie mam takiego czegoś jak Netflix. Ale chyba tak samo działa youtube, bo ostatnio jako pierwsze sugerowane pozycje mam odcinki "Szkoły". O współczesnych serialach młodzieżowych już nie wspomnę. Chyba jednak najbliżej mi było w tym wszystkim do tekstu dotyczącego serialu "Przyjaciele" oraz sitcomów. Ten pierwszy serial pamiętam tyle o ile, ale sitcomy to część mojego dzieciństwa.
Kiedy wchodziły "13 posterunek", "Miodowe lata", "Świat według Kiepskich" czy też "Lokatorzy" byłam w 2, 3 klasie szkoły podstawowej. W tamtych czasach to była nowość, która kojarzyła się z Zachodem. Przed telewizorami zasiadało się o określonych porach całymi rodzinami, zaśmiewając do łez z tego, co się działo na ekranie telewizora. Należę jeszcze do tego pokolenia, które raczej wolny czas spędzało na zabawach podwórkowych, jednak kiedy nadchodziła pora jakiegoś serialu, wszyscy się rozchodzili do mieszkań, aby go obejrzeć (zresztą podobnie było, kiedy do ramówki weszły słynne "Pokemony", zawsze okupywaliśmy telewizor w świetlicy szkolnej, by zobaczyć kolejny odcinek). A potem wracaliśmy i odzwierciedlaliśmy obejrzane sceny, tudzież dyskutowaliśmy na ich temat. Czyli można powiedzieć, że nawet "głupie" seriale potrafiły nas jednoczyć.
A ja to jestem totalnie nieserialowa, czasem jakiś tam pojedynczy odcinek oglądałam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, Karolinko.
Nie wszystkich jednoczyły, bo nie wszyscy oglądali...
OdpowiedzUsuńMoje dziecko, dziecko Jowita ( tak na nią mówię), rocznik '95, obejrzała cały serial Przyjaciele i jest jego fanką. Ja dopiero teraz, na Netflixie, czasem obejrzę jakiś gdy gra ładna aktorka lub zaciekawi mnie temat, ale generalnie nie mam na to czasu. Wolę fabułę.
OdpowiedzUsuńNie lubię komedii ani sitkomow.
Mam kilka na liście do obejrzenia, lista wciąż rośnie, a ja nie oglądam.
Moc serdecznych pozdrowień posyłam Tobie. 🍀💚
Gadanie o tym co leciało w telewizji - pamiętam ze szkoły. Wspólne przeżywanie przygód bohaterów i zastanawianie się, jak te losy potoczą się dalej. Dzisiaj już tak nie jest, ale kiedyś tych seriali było tak mało, dziś jesteśmy zalani przez to wszystko.
OdpowiedzUsuńKiedyś nie oglądałam seriali, potem zaczęłam i polubiłam. Pamiętam, że jako pierwszy w serwisie streamingowym oglądałam "Czas honoru", a potem "Dom z papieru". ;) Ale więcej niż 2 odcinki naraz to za dużo - chyba że są takie krótkie, półgodzinne. Algorytm Netfliksa z kolei działa dziwnie, rzadko poleci mi coś rzeczywiście trafionego. A jak obejrzałam jeden koreański serial, to jakby stwierdził, że od dzisiaj jestem fanką koreańskich. :) A antybohaterów to ja często lubię i jestem przekonana, że nie ja jedyna...
OdpowiedzUsuńZ dzieciństwa kilka seriali pamiętam, i tych polskich sitcomów, i seriali zagranicznych, był też szał na telenowele. Nie wszyscy oglądali to samo, ale był mniejszy wybór, więc bardziej łączyły ludzi. :)
Sama nie oglądam seriali, wolę filmy gdzie jest początek i koniec a dobry film potrafię oglądać kilka razy ( "Pożegnanie z Afryką" i "Śniadanie u Tiffany'ego" nawet kilkanaście razy.
OdpowiedzUsuń