Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 4 marca 2024

1876. Co takiego niezwykłego wydarzyło się w "Czarnym Młynie" Marcina Szczygielskiego?

Już jakiś czas temu pisałam o niechęci do czytania moich dzieciaków z świetlicy środowiskowej. Przez pół roku pod tym względem niewiele się zmieniło. Właściwie to nic nie ruszyło do przodu, a każde dziesięciominutowe wspólne czytanie jakiejś lektury, niekoniecznie szkolnej, urasta do rangi tragedii narodowej. Czasami ręce mi opadają słysząc kolejne "nie będę tego czytać!", "to jest nudne", "to jest bez sensu" itp. 
Ale są też chwile, kiedy jakaś książka im się spodoba. Kiedyś przyniosłam im "Arkę czasu" autorstwa Marcina Szczygielskiego. Tematyka powieści dosyć ciężka, bo opowiada o getcie warszawskim (zresztą recenzję i opis książki możecie przeczytać >>tutaj<<), a jednak spodobała się moim ancymonkom. Postanowiłam więc iść za ciosem i wypożyczyć z biblioteki jakąś inną pozycję tego autora. Tym sposobem trafiłam na "Czarny Młyn". Tytuł dosyć intrygujący, ale powiem Wam, że jak zaczęłam czytać wczoraj rano, to skończyłam wieczorem. Pewnie byłoby szybciej, gdyby nie korepetycje, ogarnięcie mieszkania i wiele innych czynności, które nie sprzyjały kontynuowaniu czytania. A z drugiej strony, przeczytanie książki w jeden dzień oznacza, że naprawdę mnie wciągnęła. I uwierzcie mi - tu nie ilość stron ma znaczenie, ale ich treść.
Tytuł: "Czarny Młyn"
Autor: Marcin Szczygielski
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Latarnik
Warszawa 2015
Ilość stron: 193

Jeżeli miałabym podać jakiegoś polskiego pisarza dla dzieci i młodzieży ostatnich lat, który zrobił na mnie niebanalne wrażenie, to bez wahania wskazałabym m.in. Marcina Szczygielskiego. Kilka lat temu przeczytałam napisaną przez niego "Arkę Czasu" i przepadłam. Teraz wpadł mi w ręce "Czarny Młyn" jego aktorstwa. Liczyłam na ciekawą i mądrą lekturę i wcale się nie zawiodłam.
Akcja tej niezbyt obszernej książki rozgrywa się w Młynach, fikcyjnej wsi, która chociaż leży w centralnej Polsce, to tak naprawdę jest odcięta od świata. Mieszka w niej niewiele osób, w tym główni bohaterzy książki, dzieci: Iwo, Melka, Natalka, Paweł, Piotrek oraz Karol. W zapadłej wsi nie ma wiele rozrywek, nie odbierają telewizja i radio, nie można też połączyć się z internetem, a właśnie zaczęły się wakacje. Jednak wraz z ich nadejściem w wiosce zaczęły dziać się dziwne i coraz bardziej niezrozumiałe rzeczy. A wszystko za sprawą górującego nad miejscowością spalonego dawno temu młyna. Dzieci szybko rozumieją, że jako jedne z niewielu mieszkańców miejscowości nie uległy rzuconemu przezeń na mieszkańców urokowi, a przez to mogą ocalić swoich sąsiadów, a przy tym całą wioskę. 
Powieść porusza wiele ważnych dla młodego człowieka zagadnień, takich jak rodzina, przyjaciele, solidarność, odpowiedzialność, a nawet - niepełnosprawność. Melka zmaga się bowiem z karłowatością, a to ona w dużej mierze będzie odpowiadała za ocalenie ich małej ojczyzny. W książce wydarzenia realne przeplatają się z fantastycznymi, co może uatrakcyjnić książkę w oczach młodych odbiorców. Tylko zakończenie uważam za zbyt przesadzone, a z drugiej strony - trochę mi się ono skojarzyło z finałem "Czerwonego krzesła" Andrzeja Maleszki, więc może nie jest ono takie do końca złe. W każdym razie - warto przeczytać z dzieckiem tą książkę.

Książka bardzo mi się podobała, chociaż jest przeznaczona dla dzieci w wieku 10-13 lat (czyli moi podopieczni się w nim mieszczą). Zastanawiam się nawet, czy nie zakupić jej na własność i kiedy przeczytamy ją z dzieciakami na świetlicy, to zabrałabym ją na wieś i przeczytała wraz z tamtymi dziećmi. Może spodoba się i jednym i drugim. Wiem też, że na jej podstawie został nakręcony film. Muszę spróbować go znaleźć i obejrzeć. Mam nadzieję, że i on wywoła u mnie efekt "wow".
Z dzisiejszego zadania też jakoś wybrnęłam. Nie ma to jak rodzinny niedzielny obiad :). Zwłaszcza, kiedy prowadzi się już to dorosłe, samodzielne życie.
Spędź czas z rodziną
Poświęć dziś trochę czasu dla swojej rodziny - porozmawiajcie, wypijcie kawę, a może wyjdziecie na spacer?

14 komentarzy:

  1. Czyli nawet takim mocno opornym dzieciakom da się zaproponować coś, co je zainteresuje. Fajnie, że ciągle chce Ci się próbować - właściwa osoba na właściwym miejscu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jeszcze tej książki nie przemyciłam do pracy, więc tak na 100% nie jestem pewna, czy ich to zainteresuje. Bo zauważyłam, że są bardzo wybredni pod względem czytelniczym. Nie mniej mam nadzieję, że treść im się spodoba. Próbować zawsze warto. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ciężko jest zagonić dzieci do czytania, może ta książka będzie dobra.U mnie też były siostry na kawce, pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, bo jej treść naprawdę jest rewelacyjna i dużo wnosi. Mam nadzieję, że czas spędzony z siostrą był udany. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Książka ma dziś wielu silnych konkurentów- filmy, gry, filmiki z Tik Toka, ale ciągle trzeba próbować.
    Nie znam tej książeczki, ale jeśli zainteresowała, to jest już sukces. W dużej mierze Twój!
    Pozdrawiam serdecznie. Dobrego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jeszcze nie zainteresowała ich, bo jej im nie przemyciłam. Mam jednak zamiar zrobić to w najbliższej przyszłości. I mam nadzieję, że wtedy jednak im się spodoba. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Wierzę w moc czytania, patrząc w jaką siłę rośnie booktube czytelnictwo przeżywa swój rozkwit. Nie trać nadziei, jestem pewna, że uda Ci się znaleźć kolejne lektury, które zachęcą dzieciaki i młodzież jeśli nie do czytania, to na pewno do słuchania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a tego kanału (booktube) dotąd nie znałam. Muszę się mu szerzej przyjrzeć. Książek dla dzieci i młodzieży jest dużo. Grunt to znaleźć prawdziwe perełki, które naprawdę zainteresują "trudne" dzieciaki. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Dzisiaj trudno zainteresować dzieci książką, ale warto próbować i nie zrażać się.
    Pozdrawiam, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie się nie zrażam. Tylko nie wiem jak to długo potrwa. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Zdecydowanie trzeba zachęcić dzieciaki do czytania ba, trzeba wybrać dla nich odpowiednią książkę, broń Boże nie lekturę szkolną !! Jak sięgam pamięcią jako dziecko też niechętnie czytałam dopóki nie odkryłam Ani z Zielonego Wzgórza i Małej Księżniczki. Ale ja to baba a trzeba wybrać taką książkę która się wszystkim spodoba. Polecam " Nawiedzony dom" autorstwa J. Chmielewskiej na pewno dzieciakom się spodoba !! Zresztą wszystkie książki autorstwa J, Chmielewskiej przeznaczone dla dzieci i młodzieży polecam !! Jest tzw. Kryminał na wesoło !! Trzeba zacząć od czegoś lekkiego.
    Pozdrawiam i powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chmielowskiej dla młodzieży jeszcze nie czytałam. Muszę to sprawdzić. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Podziwiam Twoje starania by zaciekawić dzieci czytaniem. Może chociaż jedno lub dwoje chwyci w przyszłości za książkę. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże bym była szczęśliwa, gdyby tak się stało. Pozdrawiam

      Usuń