Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 14 marca 2024

1886. Nowe władze KEP i książka sposobem na wolny czas

W związku z 11 rocznicą wyboru Jorge Bergolio na papieża Franciszka myślałam, że wczorajsze zadanie wielkopostne będzie związane właśnie z nim. Że jakaś modlitwa w jego intencji, czy też coś w tym rodzaju. Tymczasem pomysłodawcy poszli w zupełnie innym kierunku i zaproponowali coś takiego:
Dziś zaczęło się zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski. Pomódl się w intencji obradujących Księży Biskupów.
arcybiskup Józef Kupny
arcybiskup Tadeusz Wojda
Zgodnie z intencją pomodliłam się o światłość Ducha Świętego dla nich. Dla wtajemniczonych nie było tajemnicą, że w jej trakcie mają zostać wybrani przewodniczący KEP oraz jego zastępca. A wszystko dlatego, że dotychczasowi w tym roku przechodzą na emeryturę. Wybór dokonał się bardzo szybko, bo już podczas porannego monografu klerycy dostali wiadomość, że przewodniczącym został arcybiskup Tadeusz Wojda. Wśród kandydatów na jego zastępców wymieniany był chociażby arcybiskup archidiecezji katowickiej, a także tymczasowego ordynariusza mojej diecezji, pallotyn Adrian Galbas. Duch Święty podziałał jednak inaczej i został nim arcybiskup Józef Kupny. Niby zwykłe wybory nowych władz, a emocji przy tym było nie mniej niż przy finale jakichś mistrzostw świata. W każdym razie klerycy przez całe zajęcia z monografu kontrolowali sytuacje i na bieżąco informowali o niej prowadzącego zajęcia.
Ten prowadzący jest również promotorem mojej pracy magisterskiej. Dużego wyboru nie mieliśmy, a zważając na moje zainteresowania (a może antyzainteresowania) wolałam wybrać mniejsze zło. Cały czas się obawiam, że wpadłam z deszczu pod rynnę, ale już coraz mniej. Dzisiaj na przykład spóźnił się na seminarium dyplomowe, bo miał obronę, która się przedłużyła. Cała grupa sobie poszła, w myśl reguły kwadransa studenckiego. Chętnie poszłabym z nimi, ale potrzebowałam jego podpisu na  wniosku na Indywidualną Organizację Studiów, bo monograf pokrywa mi się z jednym wykładem na pedagogice. Jednak skończyło się na omawianiu mojej potencjalnej pracy magisterskiej. W zasadzie temat mam, plan też, dzisiaj skonsultowałam kilka pierwszych pozycji bibliograficznych, On mi coś wyszukał na ten temat w Internecie (o mało nie padłam, bo żaden wcześniejszy promotor aż tak mnie nie rozpieszczał), znowu zwrócił uwagę na mój kaszel i katar - ale teraz już na pewno są na tle alergicznym. Poprosiłam go, aby nie mówił pozostałym, że byłam, nie chciałam wyjść na lizusa. Obiecał dyskrecje. Dzisiaj szala od wagi przechyliła się więc na stronę łagodnej owcy. A ja powoli chcę się brać do pisania, zwłaszcza że już finiszuję z licencjatem na pedagogice. Niby mam dużo czasu, zważając jednak na tempo mojego pisania, to może mi go w pewnym momencie brakować. Chcę też jak najszybciej napisać w tym semestrze chociaż jeden rozdział (w ambitnych planach mam dwa) i wysłać go promotorowi, aby mógł na spokojnie wszystko przejrzeć bez niepotrzebnego siedzenia po nocach w jego przypadku. Ja mogę - on nie powinien. Dopomóż mi tylko Boże wytrwać w tym wszystkim.
A w ponad dwugodzinnej przerwie pomiędzy monografem a seminarium dyplomowym tradycyjnie sięgnęłam po książkę. Nie była to co prawda żadna z pozycji potrzebnych do napisania magisterki, ale coś z zupełnie innej bajki - "Prorocy" Abrahama Heschla. Myślę, że całkiem nie najgorzej wpisała się w dzisiejsze zadanie KBO ŚDM:
Przeczytaj wartościową książkę
Książki to najprostszy sposób na naukę, rozwój, dostęp do porad, wskazówek. Dobra książka to świetny sposób na relaks, rozrywkę i poszerzenie horyzontów myślowych.

Nie będę ściemniać - w te dwie i pół godziny nie udało mi się przeczytać wszystkich 650 stron książki. Może gdybym miała cały dzień wolny... Ale na to się nie zanosi, przynajmniej w najbliższym czasie. Dotychczas (przez 3 dni) przeczytałam ponad 400 stron, więc wydaje mi się, że nie jest źle. Myślę, że mimo wszystko był to bardzo dobrze spędzony czas, tak jak ja lubię i chcę. I jeszcze czegoś ciekawego się dowiedziałam. Właściwie to każda książka jest wartościowa, bo każda coś za sobą niesie - chociażby rozwój wyobraźni i słownictwa. A jak tylko skończę ją czytać, to z chęcią podzielę się z Wami wrażeniami.

16 komentarzy:

  1. Czasami, wobec tego, co wokół nas, lepiej uciekać w świat literatury.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest to odskocznią nawet w środku dnia w przerwie pomiędzy zajęciami na uczelni. No i umilaczem powrotu do domu środkami transportu publicznego. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czytanie to najlepszy sposób na życie.
    Ciągle mnie zastanawia, skąd czerpiesz siły na tak aktywne życie, ciągle masz cos ciekawego dla swoich czytelników, podziwiam.
    Pozdrawiam.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, skąd je czerpię. A może po prostu szkoda mi czasu na marnowanie chwil, jakie zostały mi dane. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Kilka lat temu czytałam Proroków. Uważam, że to jedna z piękniejszych książek o Bogu.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka, chociaż gruba, przypadła mi do gustu. Podzielam więc Twoje zdanie. Niebawem pojawi się jej recenzja. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jak najbardziej jestem za czytaniem książek :).

    Sporo przeczytałaś w trzy dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat miałam trochę więcej wolnego czasu, więc postanowiłam spożytkować go na coś, co jest dla mnie przyjemnością. A i przy okazji poszerzyły się moje horyzonty myślowe. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Szacunek dla Ciebie za inwencję i życiową energię. Już nie pamiętam, czy jak byłam młoda to też tak miałam :)
    Pozdrawiam Cię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to bardziej kwestia nas samych niż naszego wieku? Nie wiem. Ale energii na razie na szczęście mi nie brakuje. Oby jak najdłużej. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Wartościowe książki to prawdziwy skarb i źródło mądrości.
    Pozdrawiam, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Na szczęście tych nie brakuje na polskim rynku. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Zgadzam się z przedmówcami bez książek świat byłby nudny, i nie ważne jaką literaturą się czyta , ważny jest sam proces czytania, który niesamowicie rozwija naszą wyobraźnię. Fajnie że masz plany , ale często tak bywa że plany sobie a Pan Bóg i tak realizuje swoje cele, które z naszymi planami nie mają nic wspólnego, mam nadzieję że Tobie się jednak uda.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym czytaniu to powiedz moim dzieciakom ze świetlicy - na pewno się ucieszą z ich awersją do tej czynności...
      Myślę, że Pan Bóg nie zawsze realizuje swoje cele, a może raczej to my nie zawsze dajemy mu je zrealizować. Wszak mamy wolną wolę i postępujemy tak, jak my uważamy w danej chwili za stosowne. A to nie zawsze jest zgodne z tym, czego On od nas oczekuje.

      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Zgadzam się, że czytanie to dobra rozrywka. W dzisiejszym świecie, pełnym nadmiaru bodźców, dodatkowo wymusza skupienie się przez dłuższy czas.
    Ale nie uważam, ze każda jest wartościowa, czasami bardziej wartościowe bywają inne media. Poza tym czasami język bywa toporny albo widać niedociągnięcia korekty. Nawet błędy ortograficzne się zdarzają - na przykład "stróżka" jako "strużka płynu" to już chyba standard (chyba że jakaś zmiana zasad mi umknęła).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jednak mam inne zdanie co do książek. Zwłaszcza literatury pięknej.

      Usuń