To niebanalne zdanie usłyszałam po jednym z różańców na Teobańkologii i niemal od razu zapadło mi w serce i w pamięć i nie chce z niego wyjść. Dlatego postanowiłam, że właśnie taki tytuł nadam mojemu dzisiejszemu wpisowi. Tym bardziej, że organizatorzy akcji wielkopostnej z Krajowym Biurem Organizacyjnym Światowych Dni Młodzieży na dzień dzisiejszy zaproponowali takie zadanie:
![]() |
| Pomódl się w intencji pokoju |
"Zachęcam do kontynuowania negocjacji w sprawie natychmiastowego zawieszenia broni w Strefie Gazy i w całym regionie" - apelował po wczorajszej modlitwie Anioł Pański Papież Franciszek. Pomódl się dziś w intencji pokoju.
Jakoś tak automatycznie wróciłam myślą do wykładu pani Małgorzaty Kurzajewskiej na temat tego, co się dzieje w Ziemi Świętej. I do pasterkowego kazania wygłoszonego przez Paula. I jeszcze do noworocznego Księdza Niosącego Światło. I cały czas zastanawiam się, dlaczego jesteśmy takimi głupcami, że w jednej chwili potrafimy zniszczyć panujący wokół nas pokój. Coś co nie zostało nam dane raz na zawsze, ale to, o co powinniśmy dbać i pielęgnować. I to nie koniecznie chodzi tutaj o wielkie wojny, ale też o małe wojenki na naszych własnych podwórkach. Dlatego na pewien czas rezygnuję ze scholi parafialnej, jeżeli nie na zawsze. Szkoda, że w tak głupich okolicznościach, ale ja naprawdę nie mam już siły na to wszystko. A na rozmowę, w której nie będę miała przerywanego zdania nie mam raczej co liczyć. Po co więc mam się denerwować? I co to da? Tylko samej sobie tym szkodzę.
Już zauważyłam pewne pozytywne efekty tej zmiany. Jestem jakby spokojniejsza i nawet lepiej skupiam się na tym, co mówią inni. Wiem, że i tak jestem wartościowym człowiekiem, który ma nie tylko swoje wady, ale i zalety, a także godność. Kiedy tak na spokojnie przeanalizowałam moje ostatnie lata w parafii, a konkretniej okres, w którym parafią rządzi aktualny proboszcz, zauważyłam coś dziwnego. A raczej tak strasznego, że aż nie chce mi się do końca wierzyć, że kapłan, następca Chrystusa na ziemi, mógłby zrobić coś takiego i jeszcze wmawiać wiernym, że to ich wina. Potrzebuję o tym porozmawiać z kimś zaufanym, bo może to tylko moja nadinterpretacja. Najgorsze jest chyba to, że nie czuję wściekłości, a raczej smutek i zwątpienie. Po ochłonięciu z tego wszystkiego zaczęłam nawet cieszyć się z życia. Z jego małych okruszyn, a nawet na nowo dostrzegać jego sens. Może wszyscy potrzebujemy odpoczynku od siebie? Wiem, że do parafii raczej nie wrócę, dopóki będzie ten proboszcz. Nie wiem jak emocjonalnie zniosę sobotni wyjazd do Krakowa na Misterium Męki Pańskiej, ale już nie chciałam słyszeć, że robię problem tam gdzie go nie ma, wypisując się z niego. Jakoś to zniosę, muszę.
Tylko trochę szkoda, że opuszczę ostatni dzień Misji Świętych w parafii Księdza Niosącego Światło. Po dwóch dniach przyznam, że nauki mi się podobają. Trochę się bałam, że ktoś będzie miał pretensje, że tam przychodzę, chociaż to nie moja parafia. Ale nie, proboszcz tradycyjnie macha mi od samych drzwi, Ksiądz Niosący Światło też jak tylko mnie widzi, to podchodzi się przywitać, albo chociaż też macha mi ręką. Wczoraj, w pierwszym dniu tych misji odbył się cudowny koncert podczas którego wykonano "Stabat Mater" Pergolesiego. Jak możecie się domyśleć, muzyka jest bliska mojemu sercu, toteż cudowne dźwięki wprowadziły jeszcze więcej pokoju w moje wnętrze.
I tak sobie myślę, że jeżeli w nas samych będzie więcej pokoju niż złości i nienawiści, to jest szansa, że zapanuje on także w naszym otoczeniu, a następnie na całej ziemi. Poza tym ci ludzie, którzy noszą w sobie pokój, emanują wewnętrzną radością. A chyba lepiej być radosnym niż przygnębionym i smutnym.

To nie można korzystać z rekolekcji gdziekolwiek, tylko w swojej parafii?
OdpowiedzUsuńLepiej nie nazywać kapłanów następcami Chrystusa na Ziemi, spora część z nich nie zasługuje na to miano, niestety.
jotka
Ale autorka jest tak skoncentrowana na sobie, że wszyscy albo muszą do niej machać, albo myśleć o niej z niechęcią, nie ma stanów pośrednich. Pępek świata do którego wszystko się odnosi.
UsuńJotko, oczywiście, że można iść na rekolekcje gdzie indziej, ja w tym roku byłam np. na akademickich dla studentów i raczej nic się nie stało. Myślę, że zachowanie naszego proboszcza wpłynęło na moje odczucia.
UsuńFakt, wiele księży raczej odbiega od obrazu Jezusa, niestety. Ale są też tacy, którzy na serio biorą się za swoją misję. Tylko szkoda, że ci pierwsi przyćmiewają tych drugich. Pozdrawiam
Drogi Anonimie (chociaż po stylu wypowiedzi mogę przypuszczać, kim jesteś), widać, że spłycasz moją wypowiedź wybierając z niej mało istotny problem. Piszesz, że "nie ma stanów pośrednich". Hmm, zawsze myślałam, że albo kogoś lubię, albo nie, i nie wiem, jaki tu może być stan pośredni - w połowie lubienie, a w połowie nie lubienie, czy jak. Myślę też, że każdy z nas jest takim "pępkiem świata" (chociaż jak "pochwaliłam się" tym określeniem znajomym, to wybuchli śmiechem), ponieważ każdy z nas widzi świat ze swojej własnej perspektywy. Nie inaczej jest ze mną i z Tobą. Nikt nie jest idealny. Pozdrawiam
UsuńDziwę się, bo u nas nie ma rekolekcji... A może ja nic nie wiem.. Nie słyszałam, córka nic nie mówi... Bo było zawsze fajnie i mogliśmy zawsze wybrać gdzie będziemy...
OdpowiedzUsuńWłaśnie się dowiedziałam, że u nas są za tydzień. Ale ja wtedy jestem na drugiej turze akademickich, więc się nie rozdwoję. Pozdrawiam
Usuń"Potrzebuję o tym porozmawiać z kimś zaufanym" - proszę, zrób to jak najprędzej. Dwóch księży było chętnych do takiej rozmowy...
OdpowiedzUsuńTego ostatniego nie jestem taka pewna...
UsuńSerio masz myśli że ktoś może mieć pretensje że chodzisz do kościoła? A jakby nie pomachali to byś nie przyszła? Dla kogo tam idziesz? Wyluzuj, bo zwariujesz z takim myśleniem. Masz prawo chodzić do każdego kościoła który Ci się spodoba i żadnemu Księdzu nic do tego. Jakby księża mieli analizować kto był, kto nie był i jeszcze z jakiej parafii to by zgłupieli. Masz wybór, Masz wolną wolę. Wyluzuj.
OdpowiedzUsuńCzasami miałam wrażenie, że księdzu proboszczowi z mojej parafii jestem za przeszkodą pod każdym względem. Jasne, że i tak bym przyszła, nawet gdyby przechodzili obok mnie obojętnie. Wolę już obojętność od jawnego odrzucania mnie. I wbrew pozorom - jestem wyluzowana. Pozdrawiam
UsuńKarolinko czytam, że modlisz się na różańcu z Teobańkologią. Ja też tam trafiłam przed pewnie dwoma laty. Jest mi łatwiej tak się modlić, bo rozważania Ks. Teodora dają do myślenia. Jestem zaskoczona tym, co piszesz. Chodzić do kościoła możemy tam gdzie chcemy, gdzie czujemy się dobrze, gdzie przeżywamy mszę jak najlepiej. Przecież idziemy spotkać się z Naszym Ojcem. My ostatnio jeździmy do kościoła z naszej młodości. Nie jest zbyt odległy. Nikt nas tam nie wita, ale niektórzy znają. Tam czujemy się lepiej. Lepiej można się skupić. Ksiądz ma swoją misję i ją wypełnia. Po co to analizować? W kościele wszyscy jesteśmy równi, bo wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Ojca. Chodzisz tam gdzie łatwiej Ci się z Nim spotkać. Nie jesteś tam, by Cię inni widzieli. Tak to odbieram. Niestety ze względów zdrowotnych swoje rekolekcje przeżyję przed ekranem laptopa z Dominikanami z Łodzi, bo będzie transmisja. Bóg jest wszędzie! Ale najważniejsze, by był w naszym sercu. Wówczas lepiej przeżyjemy Najważniejsze!! Pozdrawiam serdecznie 💕💞
OdpowiedzUsuńNo tak, wszyscy jesteśmy równi w oczach Boga, a jednak ludzie dzielą nas na równych i równiejszych. Jasne, nie jestem po to, aby mnie widzieli. A że mnie dostrzegają, to już inna sprawa.
Usuń