Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 6 listopada 2024

2060. Różne oblicza księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego

Jedną z wspólnot, z którą współpracował na przestrzeni lat Ksiądz Niosący Światło, jest jaworzańska wspólnota Dominki Bis, będąca jednym z oddziałów międzynarodowego ruchu "Wiara i Światło" skupiającego osoby z niepełnosprawnością intelektualną i ich rodziny. Ruch ściśle wiąże się z zamysłem Jeana Vanieja (o którym pisałam >>tutaj<<), aby stworzyć podobne wspólnoty we Francji, skąd się wywodził.
Ksiądz związany jest ze wspomnianą wspólnotą od ponad 20 lat (a więc całkiem długo). Przez ten czas zdążył zżyć się z nimi na tyle, że traktuje ich jak członka swojej rodziny. I chyba ze wzajemnością, bo nie zapominają o swoim kapelanie (przez kilka lat pełnił tą funkcję równocześnie z pracą duszpasterską w parafii i w schronisku dla bezdomnych), przyjeżdżając, czy to z okazji rocznicy święceń kapłańskich, czy choćby imienin. W ogóle ostatnio mi zdradził, że bardzo by chciał ich ze mną zapoznać, ostatnio nawet była ku temu okazja - wspomniane imieniny. Co ciekawe, byłam nawet na Mszy, którą zamówili dla niego, ale już nie chciałam mu psuć świętowania i radości z wizyty gości. Może jeszcze kiedyś nadarzy się ku temu okazja.
Jednym z prekursorów obecności wspólnoty na terenach naszego kraju jest zmarły w styczniu tego roku ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski. To on założył w 1981 roku jedne z pierwszych ich oddziałów w Krakowie i w Chrzanowie, tworząc w ten sposób podwaliny pod działalność całej prowincji południowej (dotychczas wspólnoty istniały we Wrocławiu oraz w Warszawie). 
Jak wspominał w jednym z wywiadów, 4 lutego 1979 roku, ksiądz Isakowicz - Zaleski jako kleryk pojechał do Warszawy. Jego koleżanka Teresa Honowska powiedziała mu, że jakby nie miał gdzie nocować, to może zadzwonić do córki profesora Andrzeja Grzegorczyka i tam ją przyjmą. Kiedy tak zrobił usłyszał, że może przyjść, ale wieczorem odbędzie się u nich Msza, którą odprawi ksiądz Stanisław Małkowski. Ksiądz Tadeusz znał go dosyć dobrze, bo do niego najczęściej jeździł po bibułę. Z chęcią pojechał pod wskazany adres. To wtedy pierwszy raz uczestniczył w nabożeństwie dla osób niepełnosprawnych intelektualnie i spotkał się z Ruchem Wiara i Światło, znanym pod nazwą "muminki". 
Sama niepełnosprawność nie była mu obca. Jego ojciec był inwalidą. Mimo to prowadził bardzo czynne i aktywne życie. Natomiast siostra jego mamy pracowała z niewidomymi w Laskach pod Warszawą. Dzięki temu od małego miał kontakt z niewidomymi dziećmi - odwiedzał ich na organizowanych dla nich obozach harcerskich, oprowadzał je po Krakowie, a w lipcu 1978 roku zorganizował dwutygodniowy wyjazd dla kleryków z seminarium krakowskiego do Lasek, gdzie pomagali w pracach remontowych. Dodatkowo chodził do klasy z opóźnionym w rozwoju chłopcem. Mimo że zmienił w ostateczności szkołę, to Tadeusz w dalszym ciągu się z nim kolegował, a nawet podziwiał za to, że został gońcem na poczcie. 
Wtedy w lutym 1979 roku kleryk Tadeusz trafił do wspólnoty utworzonej w Warszawie przez Marcina Przeciszewskiego oraz Joasię Puzynę. Istniała ona już od kilku miesięcy i nosiła nazwę Muminki, od bohaterów książek Tove Jansson, do których podobna była jedna z podopiecznych.
Oprócz księdza Małkowskiego Mszę odprawiał jeszcze jeden ksiądz ze Słowacji. Kleryk Tadeusz, przyzwyczajony w seminarium do pewnych form, był nią trochę zdegustowany - zwłaszcza tym, że Eucharystia była sprawowana na stole, na którym potem podano jedzenie. Nawet udział osób niepełnosprawnych nie zrobił na nim większego wrażenia, a nawet wydawało mu się dziwactwem.
Pierwszy ośrodek Ruchu Wiara i Światło powstał we Wrocławiu. To tam mieszkała Teresa Breza. W 1955 urodziła jej się córeczka, Joasia, u której stwierdzono zespół Downa. Pani Teresa, jako osoba religijna przeżywała to, że niepełnosprawne dzieci siedziały w domu i nie miały normalnej katechezy. Co prawda były we Wrocławiu parafie katechizujące niepełnosprawnych, ale traktowano ich jak małe dzieci. Pani Teresa jednak chodziła do kurii prosząc o kształcenie księży w tym kierunku, a nawet na jesień 1977 roku wyjechała do mieszkającej w Paryżu córki, aby szukać odpowiednich materiałów dydaktycznych. To wtedy poznała współzałożycielkę Wiary i Światło, Marie-Helene Mathieu. Po powrocie do Polski przetłumaczyła książkę "Psychopedagogika religijna osób niedorozwiniętych umysłowo" i doprowadziła do jej publikacji, dzięki czemu sprawa katechez niepełnosprawnych ruszyła z miejsca. Rok później zaproszono ją do Brukseli na kongres Wiary i Światła. Pod wpływem rozmów z jezuitą Andre Robertim i Jeanem Vanierem postanowiła, że stworzy podobną wspólnotę we Wrocławiu.
W 1981 roku diakon Tadeusz został skierowany na parafię w Chrzanowie, gdzie od razu zaczął szukać osób niepełnosprawnych. To tam założył kolejną wspólnotę Wiary i Światło, za którą był odpowiedzialny. Na początku dojeżdżał też do Krakowa. Jednak wraz z wybuchem stanu wojennego wyjazdy stały się uciążliwe, przez co wspólnota krakowska zamarła na kilka miesięcy. A jednak latem 1982 roku udało mu się zorganizować wspólny obóz w Milówce, integrujący obydwa środowiska. Uczestniczyło w nim kilkunastu podopiecznych i kilkudziesięciu opiekunów.
Jednocześnie zaczął mieć problemy z Jeanem Vanier, który nie popierał tego, że to ksiądz Isakowicz - Zaleski jest odpowiedzialny za wspólnotę, nie będąc tylko i wyłącznie jej kapelanem. Punktów spornych było więcej, jak choćby nazwa "muminki", czy brak statusu stowarzyszenia dla wspólnoty. Problem był też w tym, czy Ruch może mieć swoje domy - był to ruch wspólnot spotykających się i jeżdżących razem na wakacje, ale nie posiadających nieruchomości. 
Ksiądz Isakowicz - Zaleski był inicjatorem powstania "Małych muminków", wspólnoty dla dzieci od 6 do 16 roku życia, co było ewenementem na skalę całego ruchu koncentrującego się na osobach dorosłych. W 1984 roku nawiązał kontakt ze studentami pierwszego roku psychologii i namówił je do współpracy. Już rok później zorganizował pierwszy obóz w "Chorążówce". Sam ksiądz starał się nie zamykać w swoim środowisku i jeździł jako kapelan ze wspólnotami z Warszawy i Lublina. Jednak Małe Muminki angażowały go najbardziej - "paszczaki" przyprowadzały następnych "paszczaków", a zainteresowanie ruchem było tak duże, że już w 1987 roku podzielono całość na dwie wspólnoty.
Myślę, że to mniej znana strona życia ormiańskiego księdza. Wielu z nas może pamiętać, jak kilka lat temu zrobiło się głośno o tym kapłanie, kiedy na polskim rynku książkowym pojawiła się książka jego autorstwa "Księża wobec bezpieki na przykładzie Archidiecezji krakowskiej". Co więcej, kiedy byłam w pierwszej klasie liceum, to w mojej szkole zorganizowane zostało spotkanie autorskie z księdzem Tadeuszem Isakowiczem - Zaleskim, które dotyczyło również promocji wspomnianej książki.
Wtedy, w wieku tych 16 lat jakoś szczególnie nie interesowały mnie tego typu rzeczy. Owszem, lubiłam historię, ale tak jak już kiedyś pisałam, bardziej jej wycinkami niż całością. A okres PRL-u nie należał, i w zasadzie w dalszym ciągu nie należy, do owych wycinków. Nie wiem, może dlatego, że znajdował się on na końcu nauki historii, a przez to traktowany był nieco po macoszemu?
Przez lata nie czułam też specjalnej potrzeby zapoznania się z tą pozycją (chociaż na portalu lubimyczytać dodałam ją na półkę "chcę przeczytać"). Aż do teraz. Im więcej po śmierci księdza Isakowicza - Zaleskiego czytałam na jego temat, tym bardziej chciałam poznać również ten aspekt jego życia. Na szczęście po sprawdzeniu dostępności pozycji w Bibliotece Śląskiej okazało się, że przynajmniej jeden jej egzemplarz nie został wypożyczony. Nie traciłam więc okazji i postanowiłam ją wypożyczyć. A potem na kilkanaście dni pogrążyłam się w jej lekturze, czemu sprzyjały katowickie korki. Trochę mną ona wstrząsnęła, ale i starałam się podejść do wszystkiego od strony sprawców, zastanawiając się co nimi kierowało, że weszli na taką drogę. Bo o ile wiele z księży ewidentnie miało prowadzone teczki bez ich zgody i wiedzy, o tyle inni mieli tego pełną świadomość. Ale tego chyba nigdy się nie dowiem.
Tytuł: "Księża wobec bezpieki na przykładzie Archidiecezji krakowskiej"
Autor: Tadeusz Isakowicz - Zaleski
Wydawnictwo: Znak
Kraków 2007
Liczba stron: 592

Ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski jest znany głównie jako duchowny obrządku ormiańskiego oraz żywy krzewiciel pamięci o rzezi wołyńskiej. Jednak kilkanaście lat temu był na ustach całej Polski z zupełnie innego powodu. Spod jego pióra wyszła bowiem książka przedstawiająca zupełnie inny obraz księży katolickich w naszym kraju. Pozycja ta wstrząsnęła niejednym czytelnikiem i zmusiła do zadania sobie pytania - to w takim razie co było wolne od inwigilacji, skoro tym procederem został objęty nawet kościół?
"Księża wobec bezpieki" to gruntowna monografia dotycząca księży z archidiecezji krakowskiej, którzy w jakiś sposób podjęli współpracę z krakowskim Urzędem Bezpieki bądź wobec nich była prowadzona inwigilacja. Nie wszyscy byli tego świadomi, co jeszcze bardziej podkreśla ich dramat, ale też wyrachowanie funkcjonariuszy SB. Dzięki zachowanym w krakowskim IPNie teczkom możliwe było prześledzenie historii większości z nich, a przez to zrekonstruować ich działalność. Jak dla mnie sporym zaskoczeniem było to, że donosy dotyczyły chociażby takich osób jak ks. Franciszek Blachnicki (twórca Ruchu Światło - Życie), ks. Antoniego Sołtysika (twórca Ruchu Apostolstwa Młodych), Józefa Tischnera, a nawet kardynała Franciszka Macharskiego. Na końcu publikacji znajduje się dość pokaźnych rozmiarów aneks zawierający listy z wyjaśnieniami od księży, co do których jest przypuszczenie, że współpracowali z bezpieką.
Kiedy książka "Księża wobec bezpieki" pojawiła się na rynku, znaleźli się jej zwolennicy, ale i przeciwnicy. Wiele ludzi twierdziło, że źle się stało, że niektóre fakty ujrzały światło dzienne. Ale może też pokazało to, że ludzie związani z Kościołem są tak samo słabi i podatni na manipulację jak każdy inny. Że też mają swoje wady, a przez to bliżej im do przeciętnego człowieka, niż do Boga. Myślę, że to ważne, bo z jednej strony są oni następcami Chrystusa na ziemi, a z drugiej wcale nie daje im to boskiej natury, jak chciałby niejeden z nas.

7 komentarzy:

  1. Może raczej chciałby niejeden z nich... bo czy my wszyscy oczekujemy od nich boskiej natury? raczej nie... Księdza Isakowicza-Zaleskiego ceniłam i cenię za bezkompromisowość w ujawnianiu prawdy ... Aaa, no właśnie, może poprawisz nazwisko w swoim pocie, bo on jest ZALESKI, a nie Zalewski, nawet na okładce książki widać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam jakie poruszenie wywołała ta książka. A ksiądz Tadeusz wydawał mi się zawsze bezkompromisowy, taki trochę z misją!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj już grudniowo Karolinko
    Kolejna ciekawa opowieść. I ja pamiętam reakcje ludzi po ukazaniu się książki.
    Pozdrawiam ciepłem pierwszej adwentowej świecy

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiedział głośno to, o czym inni szeptali...Oporniki lekko nie mają...;o)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znałam jego działalność i bardzo go lubiłam za prawdę, nic nie tuszował, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa postać i chętnie o tym księdzu przeczytałam. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  7. Śp. ks. Isakowicz-Zaleski był niezwykle wspaniałym, niezłomnym, odważnym człowiekiem. Bardzo go ceniłam, bo był sumieniem dla ocalałych, którzy doświadczyli złego dotyku w Kościele.
    Karolinko, pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń