Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 2 stycznia 2026

2299. Noworoczny spacer

Może nie w 100% noworoczny, bo odbyłam go na drugi dzień po rozpoczęciu nowego, 2026 roku. Ponieważ wtedy wypadał Pierwszy Piątek Miesiąca, pojechałam się wyspowiadać. Po południu, bo rano nie dałam rady wstać o tej 4:30, aby zdążyć na 7:00 na Mszę. W pracach jeszcze miałam ustawowo wolne, nie musiałam więc specjalnie nigdzie się spieszyć. No prawie, bo wiadomo, że jak nie zdążę na konkretny autobus, to może posypać mi się cały dzień.
Tak sobie rano pomyślałam, że może warto by było pojechać do Księdza-administratora na tyle wcześnie, aby trochę pochodzić po okolicy. Miejscowość, do której go skierowano jest miejsko - wiejska. Owszem, on sam ma kościół i plebanię właściwie w centrum miasta, ale już za rogiem rozciągają się pola i łąki, które od wiosny do jesieni mienią się wszystkimi kolorami słońca. Teraz oczywiście więcej jest na nich śniegu, przez który prześwituje czarna ziemia, albo pod naporem którego uginają się ostatnie ostałe rośliny, ale to przecież nie przeszkadza w podziwianiu piękna otaczającego nas świata.
Do S-rza pojechałam wcześniejszym autobusem, niż zazwyczaj. Przezornie wzięłam ze sobą moją cyfrówkę, aby pouwieczniać to, co zobaczą moje oczy - widoki, którymi się będę cieszyć. Dodatkowo wysiadłam kilka przystanków wcześniej. Jeszcze w drodze zdecydowałam, że lepiej będzie, jak przejdę tą trasę zdążając do kościoła, niż gdy wysiądę pod nim i będę się cofać, aby potem i tak do niego wrócić. 
Opuściłam ciepłe wnętrze autobusu dosłownie w szczerym polu. Zawsze zastanawiałam się, po co ktoś postawił tam przystanek. Teraz już wiem - dla takich szaleńców jak ja. No dobrze - odwrotu nie było, musiałam iść naprzód, żeby nie zostać na przysłowiowym lodzie, chociaż tutaj bardziej pasowałoby określenie, że śniegu.
Hmm... ciekawe dokąd prowadzą te ślady...
Odpowiedź jest banalnie prosta - na pola otaczające miejscowość. Ciekawe co na nich rośnie...
Ale na tych bezkresnych polach świat się nie kończy i po nacieszeniu się tym widokiem, a także zważając na to, że lada chwila mógł spaść śnieg, postanowiłam ruszyć w dalszą wędrówkę wzdłuż jezdni. Po drodze minęłam m.in. taki oto krzyż.
A także bliżej nieokreślony ciek wodny.
Dalej już rozciągał się widok złożony z drzew i połaci śnieżnych.
Kolejny krzyż na drodze.
A dalej po prawej stronie rozciąga się uroczy las.
Jednak pojedyncze choinki można zauważyć też po drugiej jego stronie.
Jedna z ścieżek prowadzących w głąb lasu.
Ale ja idę dalej, z każdym krokiem coraz bardziej przybliżając się do końca drogi.
W mojej głowie kolejny raz pojawia się pytanie - dokąd prowadzą te ślady.
I kolejna przydrożna kapliczka.
Jak widać, Czarna Przemsza nie dała się siarczystemu mrozowi.
Ruiny zamku zawsze mi oznajmiają, że właśnie znalazłam się na terenie S-rza.
Niepozorny, ale bardzo piękny od wewnątrz kościółek św. Katarzyny i św. Walentego oznajmił, że zostało dosłownie kilkaset metrów do głównego kościoła farnego.
To był bardzo przyjemny spacer. Można powiedzieć, że weszłam nim na dobre w nowy rok. Trasa, jaką pokonałam liczyła ok. 3 kilometrów, więc nie była jakoś specjalnie wymagająca czy też forsująca. Pozwoliła mi za to lepiej poznać okolicę, która nie znajduje się jakoś specjalnie daleko od miejscowości, w której mieszkam, a zachwyca swoim pięknem. Mam nadzieję, że w obecnym, 2026 roku nie zabraknie mi czasu i chęci na podobne wyprawy.

6 komentarzy:

  1. Bardzo spokojny i klimatyczny początek roku. Takie zimowe krajobrazy mają w sobie coś kojącego, zwłaszcza gdy można je uwiecznić na zdjęciach w drodze do celu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zimowe zdjęcia. I te ślady kroków w śniegu bardzo intrygujące.
    Oczywiście, że kontynuuj podobne wyprawy.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie spacery to samo dobro!
    Na twoim spacerze jest wszystko, co i ja lubię:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ciekawe co na nich rośnie..."
    Wygląda to na pola po ściętej kukurydzy.
    Kolejne zimowe wędrowanie o wschodzie słońca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne te zimowe fotografie!
    Ważne, że ten spacer Cię napełnił spokojem i radością, a do tego takie piękne widoki.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj prawdziwą zimą Karolinko
    Trochę mnie tutaj nie było, ale uprzedzałam o tym.
    Z przyjemnością po tej przerwie powędrowałam z Tobą przez te śnieżne krajobrazy.
    Wierzę, że nie zabraknie Ci w tym roku czasu na takie przechadzki

    OdpowiedzUsuń