Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 22 września 2026

2437. Niewybuchowe eksperymenty

Eksperymentalnie przyszłam dzisiaj wcześniej na trening lekkoatletyczny, po to, aby wcześniej z niego wyjść i podjechać na wieczorny Krąg Biblijny. Co prawda wystartował in już tydzień temu, ale wtedy miałam też pierwszy trening, na którym chciałam być, aby dowiedzieć się, jakie są plany na ten rok. Przy okazji umówiłam się z Trenerem, że będę przychodziła wcześniej i wcześniej wychodziła. Jakoś trzeba sobie radzić.
Wyszło też to, że autobus relacji Katowice-Siewierz przyjeżdża na przystanek w Będzinie sporo później niż podaje rozkład jazdy (pewnie skutek korków w Kato i Sosnowcu) a więc mogłabym zostawać na treningach jakieś 5 minut dłużej. Te 5 minut daje mi jakieś 3 przebieżki 100 metrowe, albo jedną 200 metrową i więcej. Albo 5 minut czasu na przebranie się w inne ubrania. To tak, jakby ktoś nie widział sensu i myślał, że co to za  różnica - 5 minut więcej, albo mniej. 
Na przystanku autobusowym wsiadłam do odpowiedniego autobusu, zajęłam odpowiednie miejsce, po czym wyciągnęłam z plecaka książkę ("Córka Robrojka" Musierowicz z cyklu "Jeżycjada"). Lwią jej część przeczytałam już wcześniej w drodze do i z pracy. Teraz musiałam ją doczytać. Wróć, nie musiałam - chciałam. Część "Jeżycjady" przeczytałam w 2003 albo 2004 roku przygotowując się do konkursu szkolnego z jej znajomości. Teraz postanowiłam zapoznać się z całą serią, przy okazji przypominając sobie treść tych części, które już przeczytałam te dwadzieścia parę lat temu. 
Oprócz "Córki Robrojka" w plecaku miałam też kieszonkowe wydanie wszystkich czterech Ewangelii z cyklu "Niedzieli". Rok temu spotkania Kręgu oscylowały wokół Ewangelii św. Jana, której jednak nie dokończyliśmy. Na logikę powinniśmy ją kontynuować, ale nigdy nie wiadomo, co też Ksiądz sobie ubzdura.
Na spotkanie ciut się spóźniłam, co było jednak do przewidzenia. Po drodze jeszcze napisałam SMSa do koordynatorki "Rafałków" z zapytaniem co do spotkania prowincji, o którym Wam pisałam. No jakoś mi to nie dawało spokoju. Na schodach prowadzących do salki wspólnotowej nacisnęłam "wyślij" i weszłam do środka.
Ksiądz z Gitarą wygłaszał akurat swoje "Gorzkie Żale" na temat ucięcia w szkole godzin z religii oraz uczestnictwa dzieci w niedzielnej Mszy świętej. Nie wiem, jeżeli myślał, że jako proboszcz zbawi świat od tak, to trochę się przeliczył. Nie od razu Kraków zbudowano. Moje przybycie wywołało ogólne poruszenie, wszak wszyscy wiedzą, że muszę trochę przebyć drogi, aby do nich dotrzeć. Od razu ktoś zrobił mii herbaty, ktoś inny pomógł mi ściągnąć polar, pani H. powiedziała, że mam obok niej usiąść, ksiądz aż na chwilę przerwał swoje wywody... I pomyśleć, że weszłam całkiem spokojnie do środka. Chwilę później zadzwoniła do mnie koordynatorka "Rafałków" z informacjami odnośnie spotkania. Z wrażenia musiałam na chwilę odpocząć.
A tymczasem ksiądz zaczął faktyczne spotkanie, które opierało się na fragmencie Ewangelii św. Jana opowiadającym o komentarzu Jezusa do wygłoszonej wcześniej mowy. Zapowiadał w nim swoje zmartwychwstanie i to, że wielu ludzi, w tym apostołowie, będą dziwić się temu zjawisku. Ostrzegł też apostołów, że wśród nich jest jeden, który go zdradzi, nie wskazując jednak konkretnie na Judasza. A potem sobie omawialiśmy go kolejno, zdanie po zdaniu. To znaczy głównie ksiądz komentował, a myśmy grzecznie słuchali. Chociaż nie powiem, tu i ówdzie wtrąciłam swoje trzy grosze przemyśleń. I tak przez godzinę. Trochę mnie wymęczył intelektualnie, ale to jest takie pozytywne zmęczenie. A na koniec ksiądz w ogóle miał jakiś odruch miłosierdzia, bo jak gdyby nigdy nic wyraził zainteresowanie tym, w jaki sposób wrócę do domu. Jakaś odmiana po ostatnim ciągłym "warczeniu" na mnie. Ale spokojnie, miałam ostatni autobus jadący w moim kierunku i jeszcze trochę czasu do jego odjazdu.
Czyli wychodzi na to, że kolejny rok będziemy zmagać się z Ewangelią wg św. Jana. Też dobrze, według jednego z wykładowców na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego (no dobrze, według mojego ulubionego Księdza który będzie błogosławionym) jest to najbardziej dojrzała, najbardziej teologiczna, ale też najtrudniejsza ze wszystkich Ewangelii. Może interpretacja inna niż podczas kazań i homilii sprawi, że będę ją lepiej rozumieć? Inna sprawa, że tak głupio kończyć omawianie Ewangelii w 1/5 tekstu. Przynajmniej według mnie. Eee, myślę że jakoś to połączę. Najwyżej opuszczę kilka spotkań Kręgu, ale czy coś wielkiego się przez to stanie? Co najwyżej będę ciut z tyłu za wszystkimi. 

1 komentarz: