Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 9 grudnia 2014

My gawarit par russkij

To znaczy prawie rozmawiamy, bo dzisiaj co prawda byłam pierwszy raz na języku rosyjskim(od października), ale cała grupa pisała kolokwium ze słówek. Czyli po otrzymaniu przez wykładowczynię karteczki ze skierowaniem na drugi język obcy, usłyszałam, że dzisiaj mogę sobie iść. I nie tylko dzisiaj ominęła mnie kartkówka, ale w ogóle nie będę ich pisać. Bo przedmiot jest fakultetywny, czyli bez oceniania. Fajnie co? Chociaż zakres dzisiejszego materiału obejmował tylko rodzinę. Dałabym radę, chyba. Rosyjski znam dosyć dobrze, ale jam niepiśmienny człek, który miał już przygotowane przemówienie dotyczące proponowanej formy zdawania materiału(ustnie, bo nie wyobrażam sobie pisać wszystkiego na polskiej klawiaturze). Najbardziej mnie rozbawiła książka, która nas obowiązuje:
No cóż, od czasów szkoły średniej, poprzez studia na AWFie obracam się wokół tych podręczników. Właściwie znam je już na pamięć i raczej już nic nowego z nich nie wycisnę. Ale widać jestem skazana na serię "Nowyje wstrieczi" hi, hi, hi.

A po rosyjskim mieliśmy niemiecki, podczas którego prowadziliśmy aktywną rozmowę na temat wychowywania dzieci. Wykładowczyni wiedziała, że prawdopodobnie nikt jej nie zacznie, dlatego przyniosła ze sobą jeżyka - maskotkę o imieniu Hans, która szybowała sobie pomiędzy ławkami. Od razu przypomniało mi się jak w podstawówce zadawaliśmy pytania po niemiecku i odpowiadaliśmy na nie rzucając do siebie myszkę o imieniu Felix. Kto by pomyślał, że na studiach pojawi się podobna zabawa? Ale tutaj plus dla prowadzącego zajęcia, który potrafi pomysłowo zaktywować grupę do pracy. Czy nie pisałam już, że trafiłam na anioła chodzącego na ziemi? A może to dzięki uczelni, na jaką aktualnie uczęszczam. W końcu PAT to nie byle co, ale jakąś tam renomę posiada. Mam tylko nadzieję, że nie zleci ani z jakości nauczania, ani z podejścia nauczycieli do swoich obowiązków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz