Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Prawie jak mama

Wczoraj miałam kolejny zjazd z "Żaka" z rachunkowości. Tym razem najbliżej mojego miejsca zamieszkania, bo po drugiej stronie parku. A mimo to udało mi się spóźnić. Na szczęście nie byłam ostatnia, bo za mną weszły jeszcze dwie dziewczyny z mojej grupy. Ogólnie muszę powiedzieć, że po wykruszeniu się 3/4 grupy został nas dziesięcioosobowy babiniec. Prawie jak w szkole prywatnej. Ale nie o tym chciałam dzisiaj napisać. Otóż w mojej grupie jest spora ilość kobiet, które mogłyby być moimi mamami. Jednak najbardziej jestem związana z J. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Mam wrażenie, że pokoleniowa różnica wiekowa pomiędzy nami nie istnieje. Na J. zawsze mogę liczyć - weźmie mi notatki, kiedy nie ma mnie na zajęciach, pomoże w podłączeniu laptopa do prądu, ubraniu kurtki, nalaniu sobie herbaty do kubka czy nawet zapięciu guzika u spodni. Wiem, wiem, dla pełnosprawnego człowieka to po prostu prozaiczne czynności, jednak dla osoby, której dłonie nie są aż tak sprawne, to naprawdę nie lada wyzwania. To nie jest tak, że sobie nie radzę, bo jednak mieszkam samodzielnie, ale wiadomo, że z pomocą wszystko mi szybciej idzie. A jeszcze wczoraj idąc po schodach chciała ode mnie wziąć plecak z laptopem, argumentując to jego ciężarem. Oczywiście nie przesadziłam, bo właśnie od tego mam plecak, aby nie nosić komputera w torbie, bo tą opcję przerabiałam w liceum i nie wypaliła. Mimo wszystko zrobiło mi się niezmiernie miło. Bo tyle się słyszy, że w dzisiejszych czasach ludzie są coraz bardziej egoistyczni, a mimo to w społeczeństwie zdarzają się chlubne wyjątki tych, którzy myślą o innych. Ktoś mi kiedyś powiedział(tzn. wtedy, kiedy wstępowałam do wolontariatu), że dobro powraca i to w najmniej oczekiwanym momencie i sposobie. Patrząc na J. trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. A ja zyskałam kolejną "mamę zastępczą".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz