Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 25 października 2015

Patrologia, czy patologia?

W tym semestrze na turystyce religijnej mamy taki przedmiot jak patrologia. Sądzę, że dla większości z Was jest to nic niemówiący termin. Zresztą dla mnie na początku też był on prawdziwą zagadką. Spieszę więc z wyjaśnieniem co to jest. Najprościej mówiąc patrologia jest nauką o Ojcach Kościoła. Przedmiot, który powinien być przyjemny, zwłaszcza, że nie jest on zbyt znaczący w naszej specjalizacji. Jednak tak nie jest - trafił nam się wyjątkowo ciężki wykładowca, który chyba zbyt bardzo przejął się swoją rolą. Wymyślił sobie 3 kolokwia(pierwsze już w tą środę), egzamin i zaliczenie jakiejś tam lektury(swoją drogą muszę podpytać co to za książka). Nieźle.
Notowania jest co niemiara, już na pierwszych zajęciach wiedziałam, że nie dam rady zanotować nawet przy pomocy laptopa. Dlatego nagrałam sobie ostatni wykład na dyktafon i prawie przez całą ostatnią noc przepisywałam to, co się nagrało. Tak, tak, kiedy większość ludzi spała godzinę dłużej, ja godzinę dużej pracowałam. Ale przynajmniej mam notatki, które zajęły mi aż 5 stron czcionką 12. A to tylko jeden wykład. Dzisiaj, korzystając ze skróconych zajęć z powodu wyborów(nie było rachunkowości w administracji, ale jakoś mnie to nie martwi - dojrzewam, czy co?) i wcześniejszego powrotu do domu, uzupełniałam zaś pierwszy i drugi wykład na podstawie zestawu podręcznik + Internet. I po kilku godzinach coś mnie zaczęło brać. Bo zamiast zabrać się za przedmioty typowo turystyczne(juro mam na przykład wejściówkę z regionów turystycznych ze Skandynawii), ja tracę czas na szukanie informacji na temat Ojców Kościoła. Żeby to jeszcze były jakieś ciekawe rzeczy... Ale nie, to są tak szczegółowe informacje, że człowiek nawet nie wie, które z nich zanotować, a które sobie odpuścić. Więc notuje wszystko. A w środę kolokwium pt. na jakiego Ojca Kościoła wypadnie, na tego bęc! No nic, trzeba będzie poświęcić najbliższe noce na zaprzyjaźnienie się z podręcznikiem księdza Franciszka Drączkowskiego, "Patrologia", i jakoś to przeżyć. Dam radę, przecież zaliczyłam już tyle kolokwiów, to i to pokonam.

2 komentarze:

  1. Ojcowie Kościoła prowadzili bardzo ciekawy żywot w średniowieczu, ale tego pewnie nie ma w książce, bo o takich rzeczach się nie mówi publicznie :) Może w takich wypadkach lepiej zdać się na ściągę, niż się męczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz słyszę o patrologii. Bardzo pouczający post.

    OdpowiedzUsuń