Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 22 października 2015

Pusia tu, Pusia tam, Pusia tu i tam

Nie wytrzymam, po prostu oszaleję z tą moją Pusią, a raczej z jej pomysłami na życie. Rozumiem, żywe stworzenie, to i musi się wyszaleć. Najpierw zaczęła biegać z szybkością błyskawicy, wybiegać z mieszkania na korytarz, a następnie zbiegać po schodach w dół(raz mi czmychła do samej piwnicy i szukaj Pusi w polu), potem skakać pod niebiosa, tak że zapala światła we wszystkich pomieszczeniach, ale ostatnio przechodzi już samą siebie. Nauczyła się wskakiwać po tapczanie i półce na piec kaflowy. Albo najpierw na szafkę pod telewizor, następnie na regał, aż w końcu na szafę. Ostatnio nawet przeskakuje z pieca kaflowego na kredens w kuchni przez okno w pokoju. I siedzi tam merdając ogonem z oczami jak pięć złotych. No bo wskoczyć łatwo, a zeskoczyć z powrotem na dół już nie. Tak samo z wchodzeniem do różnych miejsc, łącznie z odpływem z prysznica. Jak ta kotka się tam znalazła, nie mam pojęcia. Zwłaszcza że zastawione jest ono płytką. Jak widać dla chcącego nic trudnego. W sedesie też się wykąpała, nie myślcie sobie, że nie. Tak w ramach polowania na latające muchy. Co robi Pusia w opałach? Zaczyna się przenikliwe "miau-miau!". Na to całe Pusiowe "miał" pędzę jak oszalała do miejsca, z którego się wydobywa. I nie raz sama kombinuję jak ją uwolnić z danego miejsca. Zwłaszcza, że krnąbrny zwierzak potrafi przede mną uciekać. Na szczęście zawsze jakoś ratuję ją z opresji. Przy okazji zwala różne rzeczy z szafek, szaf, półek, parapetów etc., bo przecież musi zrobić porządek po swojemu. Pamiętam jak w wakacje moja jedyna paprotka, zresztą od tej samej osoby, która dała mi Puśkę, lądowała na podłodze, bo kociak chciał akurat tam wygrzewać się na słońcu. Dzisiaj zaś po powrocie do domu zastałam pozwalywane świeczki zapachowe. Obawiam się, że mój wychuchany model "Titanica" jest zagrożony...

Zastanawiam się czy lepiej przywiązać kota smyczą do kuwety i dać mu w pobliżu papu, czy lepiej zamknąć w łazience o chlebie i wodzie?

Ale i tak życie bez Puśki byłoby o wiele mniej ciekawe i wesołe. Dobrze że ją mam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz