Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 30 października 2015

A gdyby tak nie reformy Soboru Watykańskiego II

We wtorek mam pierwsze kolokwium z języka łacińskiego. Tematycznie jak najbardziej nawiązuje do profilu uczelni - In nomine, Pater noster, Ave Maria, Gloria Patri i Credo(Znak krzyża, Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu i Skład Apostolski). Co prawda nie jestem na kierunku ściśle teologicznym, jak się wydaje niektórym moim znajomym, ale że na wydziale teologicznym, to postanowiono uszczęśliwić nas tym językiem. Chociażby po to, abyśmy potrafili przeczytać i przetłumaczyć napisy na murach. W tej dziedzinie wykazałam już się kilka lat temu tłumacząc werset napisany na jednej z bram na Wawelu(to akurat było proste - to werset z Listu do Rzymian: "Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam"/"Si Deus nobiscum, quis contra nos?"; Rz. 8, 31).
Ogólnie nie powinnam narzekać, wszak miałam język łaciński jako obowiązkowy w szkole średniej i jakieś podstawy języka mam(przynajmniej w teorii), ale zapamiętanie tych kilku modlitw przychodzi mi z trudem. Zwłaszcza Credo. To nie jest tak, że nie umiem przetłumaczyć tekstu, czy też poszczególnych słów. Nie, sens całego Składu Apostolskiego przecież znam z pacierza. Ja najbardziej boję się, że pokręcę końcówki, czy też zrobię tak głupie literówki, jak w patrologii. Oj, wychodzą reformy Soboru Watykańskiego II, wychodzą. Od tego momentu Msze święte zaczęto odprawiać w językach narodowych, a nie jak dotąd po łacinie. Z jednej strony dobrze, bo ludzie przynajmniej rozumieją co kapłan mówi w poszczególnych częściach Mszy, jednak z drugiej, gdyby chociaż modlitwa "Ojcze nasz" w Kościele odprawiana była w języku łacińskim... Może wtedy łatwiej by mi ona weszła do łba?

A swoją drogą pamiętam jak w 2011 roku podczas sierpniowego odpustu w Kalwarii Zebrzydowskiej był jakiś kapłan z Bałkanów i Msza święta odprawiana była w języku łacińskim(z pominięciem czytań i kazania), a lud odpowiadał w języku polskim. I wcale nie było tak źle. Wystarczyło tylko orientować się w kolejności odpowiedzi na poszczególne wezwania i jakoś to poszło. Wbrew pozorom chciałabym jeszcze kiedyś uczestniczyć w nabożeństwie odprawianym w ten sposób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz