Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 11 października 2015

Podstępna spastyka

Na ogół nie skarżę się na mój stan zdrowia, a raczej sprawności, ponieważ uważam, że pomimo czterokończynowego dziecięcego porażenia mózgowego jest ona w stosunkowo dobrym stanie, o czym świadczy chociażby fakt, że samodzielnie mieszkam. Są jednak momenty, w których moja własna słabość szczególnie daje mi się we znaki. Dzisiaj dla przykładu cały dzień zmagam się z spastyką dłoni. Warto tutaj powiedzieć, że spastyka w mniejszym lub większym stopniu dotyka większość osób z mpd, a okres jej szczególnego nasilenia przypada właśnie na porę jesienną. Jeżeli miałabym wyjaśnić co to jest spastyka, to powiedziałabym, że jest to stan, kiedy człowiek nią dotknięty chce wykonać jakiś zamierzony ruch, a nie może. Dochodzi tym samym do dużego zesztywnienia dotkniętej nią kończyny, w której mięśnie są bardzo napięte, wręcz powodując jej ból. 
Dzisiaj cały dzień byłam w szkole policealnej. Jakby nie patrzeć cały tydzień spędziłam przed laptopem notując w miarę ekspresowym tempie zdania wypowiadane przez poszczególnych nauczycieli. Wymaga to ode mnie maksymalnego skupienia, a trudno o nie, kiedy człowiek nie dosypia. No i w miarę szybkiego uderzania w poszczególne klawisze klawiatury mając do dyspozycji de facto cztery w miarę słuchające się swojego właściciela palce. Skończyło się to tym, że dzisiaj około godziny 13 mój organizm "powiedział" pas i w jednej chwili nie dość, że zesztywniały mi palce, to jeszcze ręce odmówiły mi posłuszeństwa. Wyglądało to tak, że ja chciałam nacisnąć jakąś literę, a moje zbuntowane palce trafiały tuż obok. Dodając do tego dyktowanie przez nauczycielkę tekstu w ekspresowym tempie uzyskujemy mieszankę iście ciekawą. Na szczęście po poproszeniu o powtórzenie jakiegoś zdania, zaraz ponownie je słyszałam. Niestety, a może i stety, wyniosłam z poprzednich lat nauki przekonanie, że prawie wszystko powinnam notować sobie sama i jakoś tak tego się trzymam od lat. Ręce bolały, bo napięcie robiło swoje, ale notatka została napisana prawie dobrze(jak mi przejdzie poprawię błędy).
W takich chwilach zastanawiam się, jak bardzo jestem bezradna wobec własnych ograniczeń. Walczę z nimi ile mogę, ale czasami wręcz brak mi na to sił. Bo co z tego, że ja zrobię krok w przód, kiedy choroba cofnie mnie krok w tył? Owszem, są leki zmniejszające spastykę, ale ja nie chcę brać kolejnej dawki medykamentów, bo i tak biorę ich niemało. Staram się jednak nie poddawać, bo to nie leży w mojej naturze. Od pierwszych dni swojego istnienia jestem na coś skazana - najpierw na walkę o życie, a potem o sprawność i jak największy jego komfort. Ale ta walka mnie zahartowała, dzięki niej jestem wytrzymała na porażki. Tylko ta cała spastyka spędza mi sen z powiek. Żeby jeszcze nie była taka bolesna. Ale z drugiej strony życie to nie tylko wzloty, lecz i upadki. A każdy upadek pozwali mi jeszcze bardziej poznać jego sens.

1 komentarz:

  1. Życzę zdrowia i jak najmniej tych przykurczy. Ja mam czasem przykurcze i tak nie do końca wykształconych palcy u nóg, tak więc wiem co to znaczy.

    OdpowiedzUsuń