Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 8 października 2015

Zaskoczyć germanistę

Studiowanie na dwóch uczelniach w obcym mieście wymaga niezwykłej sztuki zarządzania własnym, cennym czasem. Moje ostatnie dni wyglądają tak, że wstaję rano około godziny 4:30, ponieważ w przeciwnym razie nie mam szans na zdążenie na godzinę 8, a dwa razy w tygodniu nawet na 7:45 na zajęcia. Składając papiery na krakowski AWF liczyłam się z tym, że niektóre zajęcia będą się pokrywać. No i miałam rację - w poniedziałek turystyka regionalna jest w tym samym czasie co filozofia, potem język francuski na AWFie nachodzi mi na geografię pielgrzymowania i turystyki na Papieskim, we wtorek zajęcia z w-fu na AWFie mam w tym samym czasie co język łaciński na Papieskim, zaś równocześnie z zakończeniem łaciny zaczynam statystykę na AWFie. No i wieczorem będę spóźniać się na wykład z socjologii czasu wolnego, bo o 16:30 kończę zajęcia z rosyjskiego. W środę zaś poranne zajęcia mam w obydwóch uczelniach. No nic, dzisiaj zaniosłam do dziekanatu turystyki i rekreacji podanie o przyznanie mi indywidualnego toku studiowania. Jak się uda, będę kombinować z zamianą grup, tak aby jak najwięcej chodzić.

Jednak nawet w obrębie jednej uczelni potrafią zdarzyć się nieprzewidziane sytuacje z przedmiotami. We wtorek zorientowałam się, że na Uniwersytecie Papieskim mam w jednym czasie język rosyjski i język niemiecki. A że sklonowanie się na razie nie jest możliwe, postanowiłam załatwić od razu całą sytuację. Już nieraz pisałam na tym blogu, że trafiłam na wspaniałą germanistkę i teraz po raz kolejny to potwierdzam. Z pełnym zrozumieniem zapoznała się z moją sytuacją i zaproponowała mi przeniesienie się do grupy o poziom wyżej, która ma zajęcia w czwartki o godzinie 15:00. Tutaj pojawił się kolejny problem pod tytułem kończenie zajęć z metodyki pracy naukowej o tej godzinie na AWFie i jeszcze dotarcie na PAT, ale to chyba da się przeżyć. Tym bardziej, że spóźniłam się jedynie półgodziny. Cóż to jest wobec półtoragodzinnych zajęć? Żartuję, bo tak na prawdę z reguły przykładam się do nauki, a co za tym idzie, do samych zajęć. Pomimo spóźnienia udało mi się w miarę sprawnie pracować. Ba, nawet pozytywnie zaskoczyłam nauczycielkę. W jaki sposób? Otóż w kserówce mieliśmy fragment wiersza Johanna Wolfganga Goethego. Tak sobie jakoś skojarzyłam go z wierszem z liceum, który mieliśmy wyuczyć się na pamięć i wyrecytować przed klasą - "Król olch". Zapytałam więc prowadzącej, czy to ten tekst, tylko że w oryginale. Biedna kobieta była w pozytywnym szoku, ponieważ tego typu tekst poznaje się dopiero na studiach z germanistyki, a polskie tłumaczenie znacznie odbiega od oryginału. Heh, jednak opłacało się wykuć kiedyś coś na pamięć, tym bardziej, że tekst był dużo przyjemniejszy od "Cierpień młodego Wertera", czy choćby "Fausta", które przyszło mi przeczytać w ramach lektury. A i dzięki temu prowadząca poszła mi na rękę pozwalając legalnie spóźniać się na zajęcia - jednak dojazd robi swoje. Mam nadzieję, że nie spadnę przez to ze średnią. A na koniec pozwolę sobie wrzucić "Króla olch" w tłumaczeniu Wisławy Szymborskiej:
Ten obraz też pamiętam - Mortiz von Schwind

Noc padła na las, las w mroku spał, 
Ktoś nocą lasem na koniu gnał. 
Tętniło echo wśród olch i brzóz, 
Gdy ojciec syna do domu wiózł. 

- Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak? 
Tam ojcze, on, król olch, daje znak, 
Ma płaszcz, koronę i biały tren. 
- To mgła, mój synku, albo sen. 

"Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las! 
Wesoło będzie płynąć czas. 
Przedziwne czary roztoczę w krąg, 
Złotolitą chustkę dam ci do rąk". 

- Czy słyszysz, mój ojcze, ten głos w gęstwinie drzew? 
To król mnie wabi, to jego śpiew. 
- To wiatr, mój synku, to wiatru głos, 
Szeleści olcha i szumi wrzos. 

"Gdy wejdziesz, chłopcze w ten głuchy las, 
Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd. 
Moje córki nucąc pląsają na mchu, 
A każda z mych córek piękniejsza od snu". 

- Czy widzisz, mój ojcze, tam tańczą wśród drzew 
Srebrne królewny, czy słyszysz ich śpiew? 
- O, synku mój, to księżyc tak lśni, 
To księżyc tańczy wśród czarnych pni. 

"Pójdź do mnie, mój chłopcze, w głęboki las! 
Ach, strzeż się, bo wołam już ostatni raz!" 
- Czy widzisz, mój ojcze, król zbliża się tu, 
Już w oczach mi ciemno i brak mi tchu. - 

Więc ojciec syna w ramionach swych skrył 
I konia ostrogą popędził co sił. 
Nie wiedział, że syn skonał mu już 
W tym głuchym lesie wśród olch i brzóz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz