Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 17 grudnia 2015

259. "Czarny czwartek", dzień podczas którego padł nie tylko Janek Wiśniewski

Grudzień to jeden z najdziwniejszych miesięcy w historii naszego kraju - taki "krwawy" i "strajkowy". W niedzielę wspominaliśmy rocznicę niepotrzebnego wybuchu stanu wojennego, a dzisiaj wydarzeń rozgrywających się w grudniu 1970 roku w nadmorskich miastach. Przez te wydarzenia Gdańsk do dzisiaj bardziej kojarzy mi się z tym okresem, niż z strajkiem w Stoczni Gdańskiej mającej miejsce ponad dekadę później. To na "cześć" tamtych wydarzeń został nagrany utwór "Ballada o Janku Wiśniewskim":
A wszystko zaczęło się w poniedziałek, 14 grudnia 1970 roku, kiedy wielotysięczny tłum robotników pracujących w Stoczni Gdańskiej im. Lenina odmówił podjęcia pracy i udał się pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Przyczyną strajków była wprowadzona dwa dni wcześniej podwyżka cen detalicznych mięsa, przetworów mięsnych, jak i innych artykułów spożywczych. Decyzja w tej sprawie została podjęta w końcu listopada na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR. 12 grudnia wieczorem poprzez radio społeczeństwo zostało poinformowane o podwyżkach cen żywności jak i głównych artykułów o około 23%. Dzień później komunikaty o podwyżkach cen zostały podane w prasie. Pracownicy chcieli spotkania z pierwszym sekretarzem tego organu. Zaś od dyrektora stoczni wymagali m.in. negocjacji cofnięcia podwyżek. Ich postulaty nie zostały spełnione, a nawet doszło do pierwszych ulicznych starć z MO. Przed południem delegacja ze stoczni podjęła próbę z rektorem Politechniki Gdańskiej, co skończyło się szarpaniną z prorektorem uczelni. O 17:00 na dziedzińcu przed Gmachem Głównym uczelni podjęta została próba zorganizowania wiecu. Niestety, studenci mając w pamięci zdarzenia sprzed dwóch lat, kiedy stoczniowcy współpracowali z milicją podczas tłumienia studenckiego zrywu, nie chcieli ich poprzeć. Zawiedzeni stoczniowcy zrezygnowali ze zrywu i w pochodzie ruszyli w stronę Gdańska. Za wiaduktem Błędnik doszło do pierwszych starć robotników z MO. Po chwili dołączyła do nich spora liczba studentów z Akademii Medycznej w Gdańsku. Dzień później, we wtorek 15 grudnia, ogłoszony został strajk powszechny. Przyłączyły się do niego nie tylko inne gdańskie przedsiębiorstwa, ale też robotnicy ze Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni wraz z pracownikami z Elbląga. Żądano np. uwolnienia aresztowanych wcześniej działaczy. Podczas przemieszczania się na zapowiedziany wiec, pracownicy natchnęli się na oddziały MO. Nie chcąc dopuścić strajkujących pod budynek partii, władze podjęły decyzję o użyciu m.in. pałek, czego efektem były uliczne walki robotników z MO. Późnym wieczorem doszło do podpalenia budynku KW PZPR w Gdańsku. Został ogłoszony strajk okupacyjny, zablokowano porty i stocznie. W Gdynii spisano 8 główne postulaty(dostosowanie płac robotników do ostatniej podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, zredukowanie rozpiętości zarobków robotników z zarobkami pracowników umysłowych, ustanowienie wysokości zasiłku chorobowemu w pełni odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi) i przekazano je przewodniczącemu prezydium Miejskiej Rady Narodowej - Janowi Mariańskiemu. Obiecał przekazać je wicepremierowi Stanisławowi Kociołkowi, w zamian za rozejście się strajkujących do domów. W nocy aresztowano większość z nich. W Gdańsku około południa pracownicy stoczni zdobyli czołg i zabezpieczyli na terenie Stoczni Remontowej. Kiedy w Gdańsku płonął gmach komitetu wojewódzkiego partii, młodzież z domu poprawczego w Malborku zaczęła rabować sklepy przy ulicy Rajskiej. Część protestujących bez skutku próbowała ich powstrzymać. Z czasem do stoczniowców zaczęli dołączać kończący zajęcia na uczelniach studenci. Około godziny 16:00 przed dworcem kolejowym zastrzelono pierwszą osobę(być może zwykłego przechodnia). Strzał padł od strony wiaduktu Błędnik, a ponieważ w tym czasie nie było tam ani wojska, ani milicji, winę tą przypisuje się snajperowi ulokowanemu w pobliskim wieżowcu. Następnie pracownicy stoczni złożyli na środku dworcowej hali zwłoki kolegi, którego rozjechał czołg, rozbili dworcową kwiaciarnię i podpalili kasy. Kiedy do gmachu dworca zaczęli zbliżać się milicjanci z oddziałami wojsk, strajkujący uciekli, wsiadając do stojącej na dworcu kolejki elektrycznej. W środę Stocznię Gdańską otoczyło wojsko. Ludzie próbujący się zbliżyć do zakładu, byli brutalnie bici. Co więcej, coraz więcej zakładów na Wybrzeżu zaczęło strajkować, co nazwano w telewizji chuligaństwem. Czwartek, 17 grudnia, był najbardziej tragicznym dniem w całym strajku. W celu opanowania chaosu, władze wykorzystały pomoc wojska. Na skutek starć wiele osób, zarówno wojskowych, jak i strajkujących, zostało rannych. W wyniku tych zdarzeń w centrum Gdyni został uformowany pochód z biało-czerwonymi flagami. Ruszył w kierunku przystanku Gdynia - Stocznia, gdzie został rozproszony przez wojsko. Pochód zebrał się ponownie na ul. Czerwonych Kosynierów, skąd ruszył do centrum Gdyni. Wzięli w nim udział przedstawiciele wszystkich zawodów i grup społecznych. Na jego czele niesiono na drzwiach ciało zaledwie osiemnastoletniego Zbyszka Godlewskiego, a za nim pomazane krwią flagi narodowe. Kiedy pochód doszedł do Urzędu Miejskiego, doszło do kolejnych starć. Również na ulicach Elbląga i Słupska toczyły się demonstracje. Strajkujących wsparli pracownicy Stoczni Szczecińskiej, którzy z kilkutysięczną liczbą ludzi strajkowali w mieście. Kiedy podpalili gmach KW PZPR, wojsko i policja zmuszone były użyć wobec nich siły. W wyniku starć śmierć poniosło 16 osób, w tym spora liczba osób znajdujących się przypadkowo na terenie strajku i walk. W tym samym czasie MO zaczęła tłumić strajki i demonstracje na Wybrzeżu. Dzień ten przeszedł do historii pod nazwą "Czarny Czwartek". W piątek oddziały otoczyły stocznie w Szczecinie. W Elblągu użyto siły, co skutkowało starciami z demonstrantami. Do strajkujących miast dołączyły się takie miasta jak Białystok, Nysa, Oświęcim, Warszawa i Wrocław, jednak strajki w nich miały mniejszą skalę i były krótkotrwałe. W sobotę, 19 grudnia, strajk trwał tylko w Szczecinie(trwał do 22 grudnia). Stocznie i porty w Gdyni i Gdańsku nie działały, a we wszystkich objętych zamieszkami miastach wprowadzono stan wyjątkowy wraz z godziną policyjną.
źródło zdjęcia
O wydarzeniach grudnia 1970 roku opowiada niedawno nakręcony film Antoniego Krauze "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł". Opowiada on o losach fikcyjnego pracownika Stoczni im Komuny Paryskiej w Gdynii - Brunona Drywy, jego rodziny oraz znajomych z pracy, którzy w tamtych dniach przyłączyli się do strajku. Film jest niezły, chociaż jak dla mnie za bardzo przewidywalny i, hmm... komputerowy? Ale mimo wszystko warto go obejrzeć żeby mieć jakieś rozeznanie w tym wszystkim.
źródło zdjęcia

1 komentarz:

  1. "Czarny Czwartek" to jeden z ważniejszych filmów. Mimo niedoskonałości.
    Jest nadzieja, że nie zapomnimy...

    OdpowiedzUsuń