Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 6 grudnia 2015

251. Nietypowy święty Mikołaj

Czasy w których wierzyłam w istnienie świętego Mikołaja już dawno minęły. "Wierzyłam" to chyba nawet za dużo powiedziane - niemal od zawszę wiedziałam, że ewentualne prezenty kupują rodzice, bądź nauczyciele w szkole. Mimo wszystko przyjemnie było dostać małą paczuszkę z czymś drobnym w środku. W gimnazjum sami siebie obdarowywaliśmy w obrębie klasy. Niby to miała być niespodzianka, ale zazwyczaj każdy wiedział kto kogo wylosował. W trzeciej klasie kupiliśmy dodatkowo naszej wychowawczyni świąteczną bombkę - tak, żeby miała coś od nas. A potem już wyrosło się z takich zabaw. I tylko od rodziców dostawało się coś drobnego. Ale i to się skończyło wraz z opuszczeniem rodzinnego domu.
Zresztą czy prezenty zawsze muszą być materialne? Dzisiaj przekonałam się, że niekoniecznie. Rano, tuż po rozpoczęciu w szkole policealnej zajęć z podstaw rachunkowości w administracji zostaliśmy poinformowani, że dzisiaj zajęcia z tego przedmiotu kończą się już o 10:45, a nie tak jak w planie o 12:15. 1,5 godziny to już jest coś. Myślałam jednak, że ta zmiana dotyczy tylko tego przedmiotu, ponieważ prowadząca była trochę przeziębiona. Fakt, spóźniłam się nieco do szkoły i dotarła do mnie tylko szczątkowa informacja... Nie ważne. Zajęcia z postępowania w administracji zaczęły się chwilę po rachunkowości, co tłumaczyłam sobie tym, że z kolei ta prowadząca nie miała zajęć przed nami. Tymczasem ona powiadomiła nas zaraz na wstępie, że w związku z rozporządzeniem pani dyrektor, zajęcia z nią kończymy przed 14. Tak, w ramach mikołajek. Oczy mi wyszły z orbit, ponieważ jak długo żyję, tak takiego prezentu jeszcze nie miałam. A bacząc na nadchodzący tydzień, w którym każdego dnia mam przynajmniej jeden sprawdzian, ten czas z pewnością mi się przydał. Regiony turystyczne na jutrzejsze kolokwium z Ameryki Południowej ogarnięte, słówka na niemiecki powtórzone. I nawet na Orygenesa znalazł się czas. Tak, te kilka godzin na pewno było mi potrzebnych.

2 komentarze:

  1. kiedy jeszcze się uczyłam szczególnie w weekendy każda urwana godzinka była na wagę złota ;) więc rozumiem Twoją radość :) ale jeśli płacisz za szkołę to raczej prezent zrobiła sobie kadra ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, akurat ta szkoła jest bezpłatna, więc jedyne co "straciłam", to te dwie godziny, czego raczej nie żałuję. A prezent zrobiony sobie przez kadrę, to już swoją drogą. Pozdrawiam

      Usuń