Co musi czuć rodzic, kiedy ukochane dziecko jednego dnia dmucha 8 świeczek na urodzinowym torcie, a pięć dni później umiera podczas reanimacji?
Taka historia dotknęła pewną rodzinę z położonych nieopodal mnie Tychów. Znałam ich historię z Internetu, ale i tak całym sercem kibicowałam temu małemu wojownikowi, który skradł moje serce. Kubuś żył tylko 8 lat. O 6 dłużej od sztywnych lekarskich statystyk. Zmagał się ze SMA1 - rdzeniowym zanikiem mięśni. Choroba odebrała mu sprawność, umiejętność oddychania i jedzenia buzią - oddychał dzięki respiratorowi, był też karmiony przez sondę. Ale nie odebrała Kubusiowi woli życia. Od września był uczniem trzeciej klasy szkoły podstawowej, w maju chciał razem z klasą przyjąć po raz pierwszy Pana Jezusa do swojego serduszka. Nie zdążył. Zmarł przedwczoraj rano - zaledwie pięć dni po swoich ósmych urodzinach. Teraz biega swobodnie po rajskich obłoczkach trajkotając na okrągło i delektując się pyszną czekoladką...
I pomyśleć, że Polska jest jednym z nielicznych krajów europejskich, w którym nie został wprowadzony do użycia jedyny jak na razie lek hamujący rozwój SMA - spinazę. To znaczy został sprowadzony dla kilku dzieci leczonych eksperymentalnie. I oni mają go za darmo. Zdesperowani rodzice na własną rękę i ryzyko jeżdżą do innych państw, aby podać ją dziecku. Albo zbierają na jego zakup i podanie w naszym kraju, np. w CZD. Dlatego jeszcze raz Was proszę o wysyłanie w miarę możliwości SMS-ów na Weronikę i Bartka. Nie pozwólmy, aby SMA wzięło w swoje objęcia kolejne maluchy!
Taka historia dotknęła pewną rodzinę z położonych nieopodal mnie Tychów. Znałam ich historię z Internetu, ale i tak całym sercem kibicowałam temu małemu wojownikowi, który skradł moje serce. Kubuś żył tylko 8 lat. O 6 dłużej od sztywnych lekarskich statystyk. Zmagał się ze SMA1 - rdzeniowym zanikiem mięśni. Choroba odebrała mu sprawność, umiejętność oddychania i jedzenia buzią - oddychał dzięki respiratorowi, był też karmiony przez sondę. Ale nie odebrała Kubusiowi woli życia. Od września był uczniem trzeciej klasy szkoły podstawowej, w maju chciał razem z klasą przyjąć po raz pierwszy Pana Jezusa do swojego serduszka. Nie zdążył. Zmarł przedwczoraj rano - zaledwie pięć dni po swoich ósmych urodzinach. Teraz biega swobodnie po rajskich obłoczkach trajkotając na okrągło i delektując się pyszną czekoladką...
I pomyśleć, że Polska jest jednym z nielicznych krajów europejskich, w którym nie został wprowadzony do użycia jedyny jak na razie lek hamujący rozwój SMA - spinazę. To znaczy został sprowadzony dla kilku dzieci leczonych eksperymentalnie. I oni mają go za darmo. Zdesperowani rodzice na własną rękę i ryzyko jeżdżą do innych państw, aby podać ją dziecku. Albo zbierają na jego zakup i podanie w naszym kraju, np. w CZD. Dlatego jeszcze raz Was proszę o wysyłanie w miarę możliwości SMS-ów na Weronikę i Bartka. Nie pozwólmy, aby SMA wzięło w swoje objęcia kolejne maluchy!

Chyba rodzice woleliby, żeby biegał po ziemskich, zamiast po niebiańskich.
OdpowiedzUsuńU nas był niedawno koncert charytatywny na innego Kubusia i cała szkoła zbiera kolorowe nakrętki...
Zawsze jest przykro, kiedy umiera dziecko...
UsuńTo wielka tragedia kiedy umiera ich ukochane dziecko.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
I od razu pojawia się pytanie - dlaczego...
Usuńbardzo smutna historia....
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Długo nie mogłam uwierzyć, że to prawda
UsuńTrudno wyobrazić sobie, co czują rodzice w takiej chwili...
OdpowiedzUsuńSerdeczności, Karolinko.
Ten kto tego nie przeżył nie będzie tego wiedział
UsuńTo smutne, że u nas się wydaje państwowe pieniądze na różne bzdury, a dzieci umierają. Wielcy tego świata chyba nie mają serc...
OdpowiedzUsuńNa szczęście są dobrzy ludzie, którzy pomagają we wszelkiego rodzaju zbiórkach publicznych
UsuńGdyby wielcy świata mieli mózgi i Serca świat wyglądał by o wiele lepiej, przykro sie czyta takie smutne wydarzenia- przykro mi .........pozdrawiam Dusia
OdpowiedzUsuńNiestety, jest jak jest i na razie wszyscy muszą sobie sami radzić...
UsuńTo jest koszmar. Najgorsza rzecz jaka może się zdarzyć to śmierć dziecka.
OdpowiedzUsuńZawsze stram się jakoś pomagać, chociażby wysyłając esemesy.
Też na razie wysyłam w miarę możliwości SMS-y na Bartka i Weronikę. Niestety jest to kropla w morzu potrzeb
UsuńTo musi być trudne przeżycie dla rodziców, które kochają swoje dziecko.
OdpowiedzUsuńA jeszcze paskudniejsze jest to, że jest pomoc za którą trzeba słono zapłacić, czy lecieć/ jechać do innego kraju. Za to nie lubię naszej ojczyzny. Za brak pomocy.
Na szczęście w tym wszystkim są dobrzy ludzie, którzy pomagają w zbiórkach pieniędzy
UsuńWspółczuję bardzo...
OdpowiedzUsuń...
Usuń