Po ostatnich dwóch dniach mam ochotę zaśpiewać "Padam, padam, padam". Bo faktycznie - padam. Wczoraj padłam przed 22:00. Uwierzycie, że nawet nie miałam siły sięgnąć po książkę, co mi się z reguły nie zdarza. Dzisiaj jednak chcę jeszcze trochę poczytać Wasze blogi i oczywiście czytaną pozycję o Marszałku Józefie Piłsudskim. Coś więcej postaram się Wam jednak napisać po skończonej lekturze.
Jak wiecie w tym roku pierwszy raz byłam wolontariuszem SzP. O samym wolontariacie pisałam już tutaj kilka razy, dzisiaj chciałabym się skupić już na samym finale, który miał miejsce wczoraj i dzisiaj. O wczorajszym dniu już Wam co nieco wczoraj pisałam. Wiecie więc, że początek był dla mnie niezbyt dobry. Później było na szczęście już lepiej.
Najprzyjemniejszą chwilą było spotkanie wolontariusza prowadzącego daną rodzinę z darczyńcą, przekazanie mu dyplomu z podziękowaniami oraz drobnych upominków, a następnie zawiezienia otrzymanych paczek do rodzin. Wczoraj byłam u trzech, dzisiaj u pozostałych dwóch. I muszę przyznać, że emocje towarzyszące odpakowywaniu otrzymanych podarków udzieliły się nawet mnie. Ludzie ściskali mnie, płakali, dziękowali. W mediach przyjęło się, że Szlachetna Paczka to prezent dla rodziny, ale ja bym tego tak nie nazwała. Pomoc Szlachetnej Paczki ma za zadanie pomóc rodzinie wyjść z trudnej sytuacji, w jakiej się znajduje. Nie zawsze jest to możliwe, bo np. w rodzinie jest nieuleczalna choroba, ale np. zaoszczędzone na jedzeniu pieniądze można wydać na dodatkowe lekarstwa czy też badania.
Niestety, chociaż darczyńcy w większości przypadków byli bardzo hojni, zdarzały się też przypadki, kiedy paczka była robiona na typowy "odwal się". Nigdy bym nie przypuszczała, że w paczce dla rodziny z małymi dziećmi może zabraknąć choćby czekolady, czy małej maskotki. Nawet, jeżeli nie jest to zaznaczone w arkuszu potrzeb. A tymczasem okazuje się, że można tego nie dołożyć do paczki. I uwierzcie mi, że tłumaczenie, że przecież kupiło się rodzinie kuchenkę gazową jest trochę nie na miejscu. Czekolada kosztuje +/- 3 złote, małego misia można kupić za dychę. Dobrze, że mieliśmy karton z maskotkami, jutro wolontariusz ma podjechać i przekazać kilka z nich rodzinie, a do tego dorzucić jakieś słodycze. Tak więc Kochani, jeżeli ktoś z Was będzie chciał kiedyś zostać darczyńcą to wybierajcie takie rodziny, gdzie oprócz trzech najważniejszych potrzeb będziecie w stanie kupić jeszcze wskazane przez nich upominki, a nawet w przypadku dzieci, jakieś zabawki i słodycze.
Jednym z punktów finału Szlachetnej Paczki jest spotkanie wolontariuszy z władzami naszego miasta. Niestety, nasz aktualny prezydent nie zaszczycił nas swoją obecnością. Ale za to przysłał swoją zastępczynię z drobnymi upominkami(a raczej gadżetami miejskimi) dla nas wszystkich zaangażowanych w akcję.
Ale rodziny zakwalifikowane do Szlachetnej Paczki też niejednokrotnie miały dla nas drobne upominki. Najczęściej były to laurki narysowane przez dzieci, jednak od ostatniej rodziny dostałam gwiazdę betlejemską(oszszsz... często zapominam podlewać kwiatki, ale o tego muszę dbać) oraz domowe pierniczki. Tego się nie spodziewałam i odjechałam od nich naprawdę wzruszona. Chociaż nie mniej niż sama rodzina, która otrzymała 29 paczek z naprawdę fantastycznymi rzeczami.
To był naprawdę wspaniale spędzony czas. Wiele rodzin uwierzyło w bezinteresowną pomoc ze strony drugiego człowieka. Mam nadzieję, że wykorzystają rozsądnie otrzymaną pomoc. Bo w całej akcji chodzi o to, aby nie obdarować byle jak, ale mądrze. Dlatego też rodziny przesiewane są przez rekrutacyjne sito, bo wiele z nich żeruje na tego typu akcjach, nie chcąc za nic zmienić swojego życia. Takim rodzinom mówimy stanowcze nie. Wiadomo, że są też sytuacje, kiedy pewnych sytuacji się nie przeskoczy. Toteż ważne jest, aby każdy przypadek rozpatrzyć indywidualnie.
Finał się skończył, zostało nam tylko zdać darczyńcy relację z wręczenia rodzinom paczek, uzupełnić stosy papierów i czekać rok na kolejną edycję Szlachetnej Paczki.




super,że finał udany:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
To najważniejsze
UsuńNajważniejsze, że finał na plus.:)
OdpowiedzUsuńMnie też się podobało
UsuńBardzo ladnie wyglądasz :)
OdpowiedzUsuńDobrze, że tak pozytywnie.
Dzięki, też się cieszę z tak pozytywnego finału
UsuńCzyli wszystko dobre, co się dobrze kończy.
OdpowiedzUsuńUściski.
Dokładnie tak, po wielu burzliwych przygodach wyjrzało też słońce :)
UsuńDziewczyno, jesteś wielka!!! Masz wspaniałe serce i to, co robisz wróci do Ciebie :)))) Buziaki :)
OdpowiedzUsuńNie, nie jestem wielka, wielcy są darczyńcy, którzy spełnili marzenia rodzin zakwalifikowanych do programu...
UsuńDobrze, że jesteś zadowolona z akcji i swojego udziału :)) To najwazniejsze :) No i zadowolenie, oraz radość obdarowanych ...
OdpowiedzUsuńCo do gwiazdy betlejemskiej, to wiesz, że jest szkodliwa dla kotów? No chyba, że Twoja Pusia nie jest zainteresowana obgryzaniem roślinek :))
Chyba na razie nie jest w ogóle zainteresowana kwiatkiem. Ale będę uważać na nią...
UsuńJestem pełna uznania dla Ciebie Karolinko i wszystkich wolontariuszy :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Tereniu w imieniu wszystkich wolontariuszy biorących udział w akcji
UsuńWolontariat to świetna sprawa. Nigdy nie działałem w Szlachetnej Paczce, ale byłem kilka razy wolontariuszem WOŚP i dawało mi to dużą satysfakcję.
OdpowiedzUsuńDzięki spadkowi poziomu bezrobocia i różnym programom rządowym w ostatnich latach ubóstwa w polskich rodzinach jest coraz mniej. Ale jeszcze na tyle dużo, że takie akcje jak Szlachetna Paczka są potrzebne..
Wolontariuszem WOŚP-u też byłam i nawet chciałam być też na najbliższym, ale dwa dni później lecę do Panamy, więc nie bardzo mi to pasuje.
Usuń